Pod koniec marca ukazała się nowa płyta Basi Trzetrzelewskiej, pierwszej – i nadal jedynej – supergwiazdy polskiej piosenki, która sprzedała miliony płyt na całym świecie. Przez wiele lat twarz Basi stanowiła najlepsze logo Polski, stempel, który kazał uwierzyć światu, że mamy najlepszych artystów. Po 15 latach przerwy nowy album Basi zadebiutował na 5 miejscu listy Billboardu…Jej kariera jawiła się jako otwarta przyszłość dla kraju osłoniętego szczelnie żelazną kurtyną. Była, by posłużyć się cytatami z jej piosenek, rodzajem „brave new hope”, pewnością, że „it’s gonna be a new day for you”. Przecież nie pojawiła się znikąd. Urodziła się w Jaworznie na Dolnym Śląsku, o czym wspominała w niemal każdym wywiadzie. W teksty piosenek wplatała frazy lub całe strofy w języku polskim, a drugi solowy album zatytułowała London, Warsaw, New York – nie, jak chciała wytwórnia, London, Paris, New York. Zanim sprzedała miliony płyt w Europie, Stanach i Azji stając się obok Sade najlepszą wizytówką Sony w kategorii contemporary jazz, była wokalistką niezapomnianego girsbandu Alibabki (1972 – 74), a później krótko terminowała też w grupie Perfect (1977 – 79). Oficjalnie posługuje się swoim, kompletnie niemożliwym do wymówienia, nazwiskiem rodzinnym, tak bardzo dobrze określającym wszystkie kłopoty, na jakie natrafia Anglik rozpoczynający naukę polskiego. Basia Trzetrzelewska – kto je poprawnie wymówi, może mieć pewność, że problemy polskich spółgłosek ma za sobą. Od jej pojawienia się na brytyjskim rynku muzycznym płytą Whose Side Are You On? zespołu Matt Bianco (1984) z przebojowym singlem Half A Minute wiele upłynęło wody w Tamizie i, trochę mniej, w Wiśle. Kariera Basi była tak niespodziewana i błyskawiczna, iż można mówić, że piosenkarka na sukces była skazana. Wspomniany album Matt Bianco to tylko konieczny wstęp; Basia nie nadawała się na żadne tło, była urodzoną solistką. W 1985 opuściła Matt Bianco zabierając z sobą znakomitego muzyka i kompozytora Danny White’a i oboje rozpoczęli pracę nad debiutanckim albumem Time And Tide, który ukazał się w 1987 nakładem Sony Music osiągając 1 miejsce w USA na Top Contemporary Jazz Albums i 20. na „zwykłej” liście. Przyniósł w Ameryce Basi platynę, we Francji złoto. Tytułowy utwór trafił do top 30 Billboard Hot 100, powodzeniem cieszyły się single Promises, Prime time TV. W Polsce największą popularność zdobył wydany w 1988 roku czwarty singiel z albumu z przebojową piosenka New Day For You, dziś już utwór symboliczny, który stał się credo Basi i także chyba najlepiej określił jej przesłanie:
It's gonna be a new day for you
A new day for you
The stars have played their part
The past is gone and done
Have more faith in love
The best is yet to come
Time And Tide otworzył przed Basią świat. To jedna z tych płyt lat 80., które są ponadczasowe. Mogłaby ukazać się dziś bez najmniejszego retuszu i prawdopodobnie odniosłaby ten sam sukces. Bo Basia nadal jest niepodrabialna. W Polsce płyta nie była w ogóle promowana, ale mówiło się o tym debiucie. Głównie za sprawą Marka Niedźwieckiego, chyba największego fana Basi, którego Lista Przebojów Programu III obrosła już własną legendą. Tak naprawdę ten dziennikarz muzyczny ukształtował gust muzyczny całego pokolenia, w zamkniętych latach 80 otwierał na świat uszy, a potem także oczy (jego program z teledyskami pojawił się w telewizji, kiedy nie było u nas jeszcze MTV). Niedźwiecki miał zawsze dobry gust, więc i pokolenie muzycznie wyrosło niegłupie, wiedzące – dosłownie – co niedźwiedzie lubią najbardziej. Jak chodzi o Basię, miał świadomość, że jesteśmy świadkami wydarzenia wręcz epokowego, kiedy pojawia się kolejna osoba, dzięki której Polska będzie znana na świecie z najlepszej strony. Były to już czasy polskiego papieża, nadal żywej legendy supertenisisty Wojciecha Fibaka, autorytetu nieprzejednanego Lecha Wałęsy, a na udekorowanie tego wszystkiego korona Miss World spoczęła na głowie Anety Kręglickiej. Basia Trzetrzelewska szturmem weszła na listy przebojów, a ze swego pochodzenia uczyniła atut, a nie top secret. Jej niezapomniana twarz, półuśmiech i zamyślone wielkie zielone oczy – wizerunek znany z okładki Time And Tide – stała się symbolem polskiej urody w Ameryce i Japonii. Trzeba w tym miejscu podkreślić rzecz oczywistą wtedy, a może mniej oczywistą teraz: promocja Polski była tylko i wyłącznie jej wolą i nie miała nic wspólnego z kampanią reklamową. Zresztą muzyka Basi nie była związana z polskimi brzmieniami. Na marginesie warto dodać, że w 1998 w Japonii wydano jej nieoficjalny CD zatytułowany Traditional Polish Sambas :). Polskie ramy tej egzotyki były więc patriotyzmem w najlepszym wydaniu. A dziś, kiedy w kraju nad Wisłą patriotyzm tak często myli się z fanatyzmem, przykład Basi stanowi lekcję (plus klasę) samą w sobie.
Czy była lubiana w Polsce, czy wtedy w ogóle jej tu słuchano? Jej piosenki lansował Niedźwiecki, wprowadzając kolejne single na listę przebojów Trójki, ale ówczesny polski showbusiness Basią się nie interesował. W tej branży wciąż panował – co prawda już kruszejący – stary beton, i w niczyim interesie nie było promowanie konkurencji, zwłaszcza konkurencji z Zachodu. Pamiętam pełne napięcia oczekiwanie przed telewizorami na pierwszy oficjalny polski koncert Basi na festiwalu w Sopocie, występ, do którego z tajemniczych przyczyn nie doszło, bo Basia „nie dojechała”. Była wtedy osobą z innego świata.
W 1990 roku ukazuje się drugi longplay, London Warsaw New York, który co prawda wdzięcznie w Polsce piratowano, ale zakupiono też licencję i miał tu oficjalną premierę. Single promujące płytę – amerykański Cruising For Bruising i angielski Baby You’re Mine – nuciła cała Polska. Znakomite teledyski, pierwszy eksponujący urodę piosenkarki, drugi fabularny na okrągło puszczała TVP, już nie tylko Marek Niedźwiecki. Polska Basię przyjęła. Piosenkarka odbyła nawet oficjalną podróż do kraju, a nakręcony reportaż trafił na wydaną rok później kasetę video A New Day, zawierającą dotychczasowe teledyski. Ale London Warsaw New York to album, który odniósł sukces przede wszystkim w USA, gdzie osiągnął wierzchołek listy Billboardu w kategorii Contemporary Jazz, pokonując zwycięzcę Grammy, album Quincy Jonesa. W USA lansowano cover przeboju Stevie Wondera Until You Come Back To Me, w Japonii najbardziej fantastyczną piosenkę z płyty, Copernicus, w której Basia opowiada o Polsce i śpiewa nawet po polsku całą strofę:
This is a song about the place I come from
It's not on the moon at all
Where people's hearts are filled with passion
I miss it so, 'cause I'm here chasing love
In my land of great romantics
I'm the biggest dreamer of them all
Basia osiągnęła status supergwiazdy. Jej imię wymawiano jednym tchem z Glorią Estefan, Sade i Lisą Stansfield. Jej amerykańsko japoński sukces okazał się tak duży, ze Sony zdecydowała się puścić na rynek EP Brave New Hope w USA i dwa minialbumy w Japonii The Best Remixes I (1990) i The Best Remixes II (1991) w Japonii. Na trzeci album kazała czekać pełne cztery lata zapowiadając z góry, że wszystko będzie inaczej, bo zrobione na żywo, żadnych syntetyków z keyboardu. Wydany w maju 1994 roku The Sweetest Illusion premierę miał w Japonii i tam osiągnął największy sukces. Płytę promowały single Drunk On Love (numer 1 na Billboard Hot Dance Club), refleksyjny Yearning, samba Third Time Lucky i, wydany tylko w Japonii przebojowy More Fire Than Flame. Płycie towarzyszyła wielka trasa koncertowa, w ramach której odbyły się pierwsze koncerty piosenkarki w rodzinnym kraju. Śpiewała w katowickim Spodku, więc miała blisko do domu.
The Sweetest Illusion to album niełatwy, nie wpada w ucho jak poprzednie. Basia połączyła różne style, swoją ukochaną sambę przeprowadziła przez funky, jazz, muzykę żydowską i – last but not least – tradycyjną, polską (bynajmniej nie sambę). Nie jest to na pewno album, który się kocha od pierwszego słuchania, wymaga skupienia i uważności – tak wiele się na nim dzieje i tak różnych rzeczy. To osobisty przewodnik Basi, który odzwierciedla jej nieustającą podróż dookoła świata i jej tęsknoty. Na tle południowych rytmów Basia opowiada o miłości, o dzieciństwie, o Polsce, o pokonywaniu swoich słabości. Czytając te teksty mamy wrażenie, że obcujemy z kimś bliskim. Basia potrafi dotrzeć do ciebie, choć nie znacie się i wytłumaczyć ci koleje losu tak, że twój pociąg toczy się dalej już gładko. Na forum internetowym fanka napisała, że płyty Basi to soundrack jej życia. I to mogłaby być najkrótsza recenzja całej dyskografii, choć nie wspomina nic o muzyce, mówi wszystko o tym, czym muzyka jest w naszym życiu i co jest w niej najważniejsze. Nie trzeba śpiewać ani komponować, aby nagrana płyta była własna. A każda płyta Basi jest otwarta na człowieka i chce go zrozumieć. „I'm lucky to be this strong 'cause some of us are weak” (The Prayer Of A Happy Housewife).
Nie miałem szczęścia być na jej koncercie, ale słyszałem uwagi w rodzaju „nie byłem nigdy jej fanem, ale rzeczywiście jest niesamowita”. Tak musi być. I dobrze się stało, że Basia w ‘95 wydała płytę live z zapisem jednego z jej słynnych występów w nowojorskim Neil Simon Theatre. Basia On Broadway to album, który co prawda zawiera wszystko, co dobrze znamy, ale jego atmosfera jest niepowtarzalna. Tworzy ją sama Basia, osoba pod każdym względem nietuzinkowa. No bo któżby inny mógł wpaść na taki szalony pomysł, by swoje ciemnoskóre dziewczyny z chórków, kompletnie nie rozumiejące języka polskiego nauczyć na pamięć polskiego tekstu i śpiewać na Broadwayu Dzień się budzi, jeden z największych przebojów naszych polskich Alibabek? Tylko Basia. Szalejąca w fantastycznych kreacjach po scenie, uosobienie radości życia. Ale nawet Basia może się zmęczyć. Wydana w 1998 przez Sony kompilacja Clear Horiozon przyniosła nagrania z dotychczasowych albumów, utwory live, przebojowy utwór tytułowy i znakomity cover Waters Of March. Płytę promowano tak naprawdę tylko w Japonii. Okazała się ostatnim albumem piosenkarki na długie lata. Nie wypełniły tej luki wydane w 2003 przez Sony składanki Super Hits i Simple Pleasures, ani japońskie rarytasy. Co jakiś czas docierały wieści, że Basia chce nagrać nowy album, poszła fama, że planuje jego wydanie w Polsce, ale były to tylko niepotwierdzone plotki. W 2004 roku wreszcie powróciła. Nie tylko nową płytą; wróciła do Matt Bianco. Tak jakby chciała zacząć od początku. Matt’s Mood (Universal 2004) ukazał się już w nowych, przyspieszonych czasach zdobywając z miejsca wielkie uznanie krytyki. Basia jest ponadczasowa i wraz z Danny White’m i Markiem Reilly nagrała 10 utworów, które dosłownie sprawiają, że nawet mroczny dzień łatwiej jest przejść, a jeśli nie ma się przy sobie ipoda, to warto po powrocie do domu zacząć wieczór od włączenia tej płyty. W Wrong Side Of The Street śpiewa po polsku:
Być może nie masz szans
Kto to wie
Pamiętaj jestem tu
Na złe i dobre
Nie jesteś sam, zawołaj mnie
I już wszystko jest OK. Muzycznie pokazano tu taki high standard, jaki współcześnie w tym brzmieniu serwuje chyba już tylko Sade. Przenikające się głosy Marka Reilly i Basi tworzą harmonie, które dla własnych potrzeb nazywam ikeą dźwięku. Matt’s Mood okazał się udanym powrotem piosenkarki na rynek jazzu. Dzięki tej płycie Basia ponownie zaistniała w swojej dalekiej Polsce – dalekiej, bo zawsze tę Polskę wyprzedzała. Może warto zastanowić dlaczego do dziś pozostała jedyną gwiazdą polskiego showbusinessu?
Przez długie lata uważano, że zrobiła międzynarodową karierę, ponieważ wyrwała się z kraju i wzięła los w swoje ręce w czasach, kiedy państwo wmawiało, że wszystko, co z Zachodu to „be”. Tymczasem minęły lata. Próbowano eksportować nasze rodzime the best of the best. Z pomocą wyszła Eurowizja, otworzyła się MTV i rynek muzyczny. I co? I nic. Spektakularny plan wylansowania Edyty Górniak okazał się międzynarodowym niewypałem, a Virgin rozwiązała z piosenkarką kontrakt. Nic dziwnego. Kiedy dziewczyna wygrała Eurowizję piosenką śpiewaną – uwaga – po polsku i (całkiem słusznie) okrzyknięto ją mianem największej sensacji od czasów ABBY, zamiast pójść za ciosem, puścić eklektyczny album Dotyk w świat, zajęto się przygotowaniami (sic!) do spreparowania tej doskonałej mieszanki najmodniejszych trendów, które utorują pewną drogę do sukcesu. Zrobiono drogie zakupy na ten bal, na który miał piosenkarkę poprowadzić Chris Neil, producent odpowiedzialny za międzynarodowy sukces Celine Dion. Był to początek końca. Tak jakby sukcesu już nie osiągnięto i to bez żadnych „międzynarodowych” przygotowań. Raz jeszcze zwyciężyła wielka polska słabość narodowa do planowania. Ale sukcesu nie da się zaplanować. Sukces może się wydarzyć lub nie. Edycie Górniak się wydarzył w paru, nie liczących się na rynku, europejskich krajach, przy czym w wydaniu singla z hitem One & One wyprzedził ją Robert Miles, bo… nie zastrzeżono praw do utworu i w rezultacie został sprzedany dwóm wytwórniom. Drugi międzynarodowy album Górniak spreparowano, dla odmiany, na modłę amerykańską. Płytę nazwano Invisible, a na pierwszy singiel wybrano piosenkę Impossible. W tych dwóch słowach zamknęła się międzynarodowa kariera piosenkarki. Piosenkarki, która w Polsce zwyciężyła ostatnio w plebiscycie EMPiKu na Najważniejszą osobowość ostatnich 60 lat. Zagraniczni producenci sukces osiągnęli: udało im się stworzyć plastyk, po wysłuchaniu którego nikt się nawet nie skapnie, że dziewczyna obdarzona jest naprawdę wielkim głosem. Bo w showbiznesie może chodzi o to, aby być na topie i nie wypadać z obiegu, ale jego drugim wielkim prawem jest mieć własną osobowość. A Polacy, to fakt, nadal mają kompleks wobec Zachodu i wolą odgapiać.
Basia od początku grała tylko na swoją modłę, za to prawdziwą. Kiedy dziś zastanawiamy się dlaczego zrobiła karierę, lepiej niż wtedy widać, że po prostu zaproponowała coś, czego na rynku muzycznym nie było. Wcale niewiadomo czy wystarczyłby talent, najdoskonalszy nawet głos i nietuzinkowa uroda. Basia miała pomysł: wprowadzić sambę na listy przebojów. Okazało się to strzałem w dziesiątkę. Ważne było tu jeszcze to, że pomysłu tego nie dyktowali producenci i wytwórnia płytowa, ale serce, jej własne. A tylko tak rodzą się prawdziwe gwiazdy. Gwiazdy, które mogą sobie pozwolić na kilkunastoletnie milczenie.Czy Basia powinna się obawiać tego jak zostanie przyjęta? Czy fani o niej nie zapomnieli? Wieść o nowej płycie rozeszła się migiem i z postów internetowych wygląda, że fani czekali, a nawet więcej – tęsknili za Basią. Ten czasownik pojawia się najczęściej. Basia należy do artystów, których obdarzamy zaufaniem. Oczywiście fajnie by było mieć więcej płyt, ale rozumiemy, że dobrych albumów nie można produkować, bo prawdziwy artysta nie jest fabryką.
Wiadomość o powrocie Basi do muzyki zastała mnie dokładnie tego dnia, kiedy wracałem z Londynu, gdzie wygrałem konkurs poetycki im. Herberta organizowany tam przez polską oficynę wydawniczą. Cała ta eskapada i czas tam spędzony były dość nieprawdopodobne, więc informację o tym, że po 14 latach powraca z nowa płytą Basia Trzetrzelewska odebrałem jako naturalną kolej rzeczy. A piszę te słowa dzień po swoim pierwszym od ponad 2 lat wieczorze autorskim, który odbyłem nie w „moim” Krakowie, ale w Jaworznie – mieście znanym mi dotychczas tylko z wywiadów udzielonych przez Basię, gdzie byłem gościem Salonu Miejskiej Biblioteki Publicznej. Wokalista Pet Shop Boys, Neil Tennant, o którym właśnie piszę książkę, mawia „Najlepsze rzeczy przychodzą bez wysiłku i nie trzeba ich pośpieszać”...
There is no need to worry
I'll find my place in the sun
Better days are here to stay forever
Times are changing so am I
Not alone 'cause there's a heart needing love
I know that God will give me one more chance
(Brave New Hope)
Nowy album Basi nazywa się It’s That Girl Again. . 11 marca odbyła się premiera w Japonii, 23 w USA, w kwietniu Polska, od maja Malezja i reszta świata. Tytuł mówi prawdę. Album zadebiutował na 5 miejscu Billboardu. O pozycji na tej liście decyduje sprzedaż. Czapki z głów, proszę państwa, i biegiem do empików.
Eryk Ostrowski (ur. 1977) - poeta i eseista. Stypendysta Miasta Krakowa i Ministra Kultury. Dwukrotny laureat festiwalu FAMA. Ostatnio ogłosił: Muzyka na wzgórzu (Krakowska Książka Miesiąca, styczeń 2006), wybór wierszy w języku serbskim Dar oraz esej Szymborska: Odyseja kosmiczna. Opracował też pierwszy od jedenastu polski wybór Mariny Cwietajewej Być chłopcem twoim jasnowłosym w przekładach Joanny Salamon. Należy do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Obecnie kończy pracę nad książką Neil Tennant: Angielski sen, pierwsza na świecie monografia literacką lidera Pet Shop Boys.






Komentarze