Medium non-profit, pro bono publico - zorientowane na wspieranie publicznego dobra, nie kierujące sie własnym zyskiem. Redakcja, autorzy, osoby współpracujące nie otrzymuja gratyfikacji finansowej, a wszelka praca nad serwisem ma wymiar społeczny. Z racji, iż jesteśmy medium zaangażowanym, pragnącym pozostać niezależnym, nie mamy mozliwosci pozyskiwania środków poprzez zamieszczanie reklam czy pozyskanie sponsorów. Potrzebujemy więc Waszego wsparcia, by tworzyć serwis, utrzymać domenę, abyśmy mogli nieprzerwanie działać, pisać, służyć pomocą, dostępem do kultury, sztuki, polityki, aktywizmu na rzecz szeroko pojętej idei humanizmu. Symboliczna złotówka ma dla nas znaczenie nieprzeliczalne na nominał. Można ją przekazać na nr konta: 13114020040000370246359028 lub poprzez kliknięcie w buton. 
Hnidiuk Jacek: Poeci „bruLionu” wobec Adama Zagajewskiego – od admiracji do negacji?
neurokultura

ISSN 2081-4380

Jesteś tu: Start > Felieton/Esej > Hnidiuk Jacek: Poeci „bruLionu” wobec Adama Zagajewskiego – od admiracji do negacji?

Hnidiuk Jacek: Poeci „bruLionu” wobec Adama Zagajewskiego – od admiracji do negacji?

O cechach wspólnych poetyki twórców „bruLionu”[1] i Nowej Fali pisano niejednokrotnie[2]. Nieco światła na te meandry rzucił już również Jarosław Klejnocki w swojej książce. Według jego teorii (opierającej się na tekstach i faktach z życia literackiego) poeci z kręgu „bruLionu” najpierw (używając określenia Tadeusza Nyczka) „wzięli Zagajewskiego na sztandary”, by później, w obawie przed oskarżeniami o wtórność i epigoństwo, zdecydowanie wyprzeć się wszelkiej fascynacji poetycką frazą tego twórcy. Tak w dużym skrócie wygląda wywód Klejnockiego, który zdaje się mieć dużo racji i popiera swoją teorię sensownymi argumentami[3].


Obecnie jednak żaden z twórców „bruLionowych” (a przynajmniej ci najważniejsi jak właśnie Świetlicki czy Baran) nie przyznaje, aby znaczący wpływ na ich twórczość miała poezja Zagajewskiego
[4]. Pomimo tego nie sposób negować faktu, że Adam Zagajewski mógł być twórcą, który mówiąc NIE poezji społecznikowskiej (oczywiście już po epizodzie związanym z Nową Falą), pokazał ówczesnym młodym poetom możliwość odmiennego poetyckiego dyskursu. Taką teorię zdawałyby się potwierdzać słowa Tadeusza Nyczka, choć oczywiście niektórzy mogliby zarzucić mu brak obiektywizmu i koteryjność, jako krytykowi przychylnemu Zagajewskiemu:
 
[...] wybór, świadomy lub podświadomy, literackiego patrona, w imię którego powstała niemalże cała licząca się poezja najmłodszego pokolenia lat 80. Myślę o Adamie Zagajewskim. Otóż Zagajewski, zwłaszcza jako autor tomu Jechać do Lwowa, a także jako postać opozycji politycznej, idealnie spełniał tęsknoty młodych poetów. Nienaganny światopoglądowo, zaproponował ze swojej emigracji paryskiej właśnie polemiczny wobec krajowego wzoru model literatury, także myślenia o literaturze. Liczyć się miała przede wszystkim pojedyncza ludzka inteligencja wprzęgnięta w służbę największej wolności, jaką jest wolność wyboru myślenia[5].
 
Marcin Sendecki potwierdza, że swego czasu Zagajewski był dla niego poetą bardzo istotnym:
 
Bardzo lubiłem tom List. Oda do wielości, trochę zwątpiłem przy Jechać do Lwowa,
a Płótno to już tragedia, mimo zamieszczenia w nim kilku dobrych wierszy
[6].
 
Nawet Rafał Grupiński, pomimo całej swej niechęci do poezji Zagajewskiego, przyznał, że:
 
Wielu poetów krakowskich, na przykład tych „bruLionowych”, tak naprawdę czytało Zagajewskiego, uczyło się od niego języka[7].
 
Zagajewski pokazał drogę do indywidualności, a to przecież jeden z najważniejszych postulatów bruLionistów w ich poezji. Paradoksalnie więc Zagajewski-emigrant miał większy wpływ na młodą poezję współczesną[8] niż środowisko literackie w kraju. Nie należy przecież zapominać o estymie, jaką cieszyły się wydawane w Paryżu „Zeszyty Literackie”, choć po latach Rafał Grupiński nazwał je „Paryską cukiernią ciast trujących”[9]


Być może nie powinna dziwić niechęć środowiska „bruLionu” i Grupińskiego wobec Zagajewskiego w kontekście wydarzenia, o którym wspominał kiedyś ten ostatni:
 
Przypomnijcie sobie niedawną wypowiedź Zagajewskiego na spotkaniu autorskim w Poznaniu. Na pytanie, czy widzi jakichś młodych, nowych ciekawych autorów, on po długim milczeniu odpowiada, że nie widzi. No, jak to nie widzi? To znaczy, że co? Że nic nie powstało? Ani jeden autor mu nie przychodzi na myśl?[10] 

Tymi kilkoma słowami wstępu chciałem jedynie zarysować recepcję krytyczną, by nieco rozjaśnić pogmatwane związki bruLionistów i autora eseju o stylu wysokim, choć przypuszczam, że zagadnienie „Zagajewski a bruLioniści” nadal jest bardzo niejednoznaczne, a próba jego rozstrzygnięcia wysoce jałowa. Zdecydowanie najlepszym rozwiązaniem będzie po prostu pozwolić przemówić tekstom.
 
Marcin Baran

Autorem pierwszego wybranego przeze mnie tekstu jest Marcin Baran, poeta pokolenia „bruLionu”, uznawany za jednego z najzdolniejszych twórców tego środowiska. Utwór Wszystkie nasze[11] pochodzi z wydanego w 1990 r. tomu Pomieszanie, choć podtytuł obejmuje wiersze z lat 1983-1988. Baran rozpoczyna wiersz od słów:
 
 
                                                Adamowi Zagajewskiemu
 
                                                Wszystkie nasze dzienne i mroczne
                                                Łajdactwa i podłości czynione dla
                                                Wspólnego szczęścia a własnej korzyści
                                                Są bogactwem ziemi na równi z mroczną frazą
                                                Requiem jesieni czy lipcem roześmianym
                                                Smukłomlecznym pięknem dziewczyny
 
Fragment ten przywodzi od razu na myśl postulat Zagajewskiego z książki Solidarność i samotność mówiący, że najlepszym sposobem walki z komunizmem jest ignorowanie go i zwrócenie się ku bogactwu otaczającego świata, ku wielości istnienia. (Bardzo krytyczną recenzję tej książki napisał Marcin Baran[12]). Tym samym Zagajewski odżegnywał się od nowofalowej poetyki, wyznaczając nowy kierunek w swojej twórczości. Baran zdaje się częściowo podzielać ten punkt widzenia na temat roli poezji, choć jednocześnie przypomina, że społeczne powinności nie tylko poezji, ale i pojedynczego człowieka, są tak samo ważne jak sprawy powiązane ze sferą naszych wyższych pragnień i obrazów piękna oderwanych od codzienności. Baran postuluje połączenie sfery ducha i ciała i w przeciwieństwie do Zagajewskiego jego zdaniem prymat ducha nad ciałem nie jest wyjściem z pułapki powszedniości zarówno w życiu jak i w poezji. Chwile piękne i ulotne przeciwstawia codzienności, ale nie na zasadzie całkowitego kontrastu, lecz raczej przeciwieństw, które się uzupełniają. Należy bowiem pamiętać, że:
 
                                                Dlatego nie mogą być zapomniane ani
                                                Prostactwa zbrodni powszedniego despoty,
                                                Ani kosztowne gobeliny chmur,
                                                Ani pstrooleiste łachmany rzek, ani fałsz
                                                Z ułomną kunsztownością wykuty w słowach, ani
             Brzemienne kantaty konturów wychwalającej
                                                Bycie – bowiem żadne z nich nie jest
             Lepsze, prawdziwsze czy trwalsze.
 
Pomimo słownictwa i metaforyki rodem z wierszy Zagajewskiego; „łachmany rzek”, „kantaty konturów”, „gobeliny chmur”, Baran daje „receptę” na poezję, która ma za zadanie utrwalać zarówno nikczemność człowieka i zbrodnie dnia codziennego (pobrzmiewają w tym wyraźne echa poezji nowofalowej) jak i momentalność (a może nawet monumentalność) otaczającego świata. Złoty środek poezji jest tym, co proponuje poeta. Nie ma chwil, spraw, obrazów, rzeczy czy pojęć lepszych lub gorszych, podzielonych ze względu na swoją przyziemność i oderwanie od życia. „Wszystko jest poezją” zdaje się mówić autor Pomieszania. Baran sprzeciwia się nie tyle różnorodności proponowanej przez Zagajewskiego, co nie zgadza się z oderwaniem poezji od spraw codziennych; pisze:
 
                                                                Próżno także w tej
                                                Różnorodności szukać ocalenia dla
                                                Krągłości planety.
         
Ucieczka w mnogość istnienia sama w sobie nie może być sposobem reakcji na zło ani na walkę z nim. Jednak zarówno Baran jak i Zagajewski zapewne zgadzają się, co do jednego, że:

[...] Tylko
                                                Wiersz – jeśli obejmie sobą podwodne
                                                Lśnienie kamieni, pragnienie odmiany,
                                                Niedostrzegalnie krótkie chwile
                                                Oczekiwania jutra bez strachu – może nie być
                                                Przez mgnienie jak matowe powietrze,
                                                Na którym niemy ślepiec kreśli obraz
                                                Niedostępnej przestrzeni, i może
                                                Na mgnienie odnaleźć
                                                Życie.

Wiersz jest zapisem odwiecznego pragnienia uchwycenia tego, co nieuchwytne, co transcendentne, a zarazem zwyczajnie ludzkie. Tylko mowa wiązana daje szansę na utrwalenie w słowie migotania życia. Poezja nie będzie nigdy stuprocentowym antidotum na zło, nie uwolni nas całkowicie od cierpienia i strachu, ale jeżeli poprzez wiersz podejmiemy próbę uchwycenia i połączenia w całość piękna, dobra oraz ludzkich, zwyczajnych pragnień czy obaw, wtedy istnieje szansa, że w słowach uda nam się zakląć na chwilę jakąś drobinę życia.
Wiersz Barana można by traktować jako swoisty apendyks do zaproponowanego przez Zagajewskiego poetyckiego programu. Należy pamiętać, że zaproponowanej w czasach komunistycznego totalitaryzmu i okresie, gdy utylitaryzm w poezji był oczekiwany, a jego brak uważano za niezrozumienie roli poezji. I to zdaje się chce powiedzieć Baran w swoim wierszu Zagajewskiemu, by nie uciekał on w nadmierne estetyzowanie i poetyckie wizje oderwane od rzeczywistości, lecz poszukał pośredniego wyjścia, które połączyłoby estetyczne piękno z cierpieniem dnia codziennego. 
Baran, jako jeden z bruLionistów, proponuje poetycką drogę różniącą się znacznie od poetyki np. Świetlickiego odrzucającego wszelką użyteczność poezji. Jest więc Baran kolejnym przykładem pewnej niejednorodności w grupie poetów skupionych wokół tego pisma. Zresztą nie stanowi on wyjątku, wystarczyłoby tylko przypomnieć wiersze Krzysztofa Koehlera czy Roberta Tekielego, by zobrazować jak różnorodne było to środowisko. Wracając jednak do Zagajewskiego, można powiedzieć, że Baran na pewno jest (był?) uważnym czytelnikiem jego poezji i pomimo różnic i niezgody na nową koncepcję poezji autora Płótna, to jednak właśnie w oparciu o jego dokonania budował swoje poetyckie fundamenty[13].
 
Marcin Świetlicki
 
Początek lat 90 był jednocześnie okresem intensywnej dyskusji poetów tej generacji z twórczością Zagajewskiego. Podjął ją również Marcin Świetlicki wierszem Solidarność i samobójstwo[14], wyraźnie nawiązującym do twórczości Zagajewskiego, zacytuję ten utwór w całości:
 
                                                Klucz w drzwiach przekręcić dwukrotnie (z
                                                braku możlifwości
                                                stukrotnego obrotu) i mieć się.
 
                                                Dobrze?
 
Tytuł wiersza odwołuje się do głośnej książki Zagajewskiego Solidarność i samotność. Treść zdawałaby się wskazywać na ten okres w twórczości autora Anten, gdy porzucił on poetykę nowofalową i stał się poetą filozofii, malarstwa i szeroko pojmowanego piękna.

Owo zamknięcie drzwi na klucz mogłoby być właśnie tym momentem granicznym w jego poezji, odnalezieniem - albo raczej dojrzewaniem - do nowej poetyckiej drogi. Świetlicki zdaje się zarzucać Zagajewskiemu, że dokonał takiej poetyckiej wolty, a jednocześnie chyba powiela zarzuty, często stawiane przez krytyków „nowej” poezji Zagajewskiego, że jest powtarzalna, że wciąż operuje tymi samymi kategoriami, motywami, problemami. 
Według Świetlickiego Zagajewski zamknął się w świecie pięknostek i wciąż drepcze w kółko, zachwycając się dźwiękiem własnej frazy. Zapewne zarzutem o powtarzalność są słowa mówiące o braku możliwości stukrotnego obrotu. Wyartykułowane w ostatnim wersie „Dlaczego?” moglibyśmy odczytać nie tylko jako konkluzję, ale również pytanie zwrócone do Zagajewskiego. 

Czy poeta wybierając inną poetycką drogę, nie zszedł na literackie manowce, czy rzeczywiście jego nowe poetyckie wcielenie jest tym, czego oczekują inni? Świetlickiego może nie tyle niepokoi, co denerwuje powtarzalność nowej poezji autora Jechać do Lwowa. Jednak jeszcze dwa lata wcześniej (przed publikacją Solidarności i samobójstwa)w ankiecie „NaGłosu” z roku 1990 dotyczącej najważniejszych książek (poetyckich i prozatorskich) ostatniego dziesięciolecia autor Zimnych krajów wymienia takie oto dwa utwory:
 
Jechać do Lwowa Adama Zagajewskiego. Te wiersze wyrastają ponad małą ideowość, zaślepienie i absolutny brak słuchu, tak charakterystyczne dla większości produkcji poetyckiej owego „powojennego” okresu [...].
 
i dalej:
 
Proza lat osiemdziesiątych – przede wszystkim Cienka kreska Adama Zagajewskiego[15].

Doskonałym dowodem, że postać i poezja Zagajewskiego nadal budzą w Świetlickim pewne emocje może być także wiersz Jechać[16]. Tytuł w oczywisty sposób nawiązuje do wiersza (tomu) Jechać do Lwowa, a sam wiersz jest niejako komentarzem odnoszącym się do powrotu Adama Zagajewskiego na stałe do Krakowa oraz do jego tomu Powrót. (W jednej z rozmów Zagajewski przyznawał, że świadomość, iż wróci do Krakowa zawsze wydawała mu się czymś naturalnym[17]):
 
Pięknie Pan Adam Zagajewski powraca do Miasta
Opiewać piękno. Władysław Machejek
obraca się.
[...]
Są Groby Królewskie,
Noblistki i Nobliści. Więc po to poezja? –
pisarz-rezydent i creative writing?
Pięknie Pan Adam Zagajewski potężnieje, pięknie
w lusterku auta autor. A-------------
--------------------------------------”
(„skoro się powiedziało”)

Już pierwsze wersy utworu epatują złośliwą ironią, dwukrotnie powtórzone zostało słowo związane z pięknem, co jest aluzją do estetyzmu Zagajewskiego, a słowo „Pan” brzmi niemal jak obelga, buduje napięcie i poczucie wyczuwalnego dystansu, który stwarza Świetlicki pomiędzy sobą a swoim dawnym, jeżeli nie mistrzem, to przynajmniej starszym kolegą-poetą. Pojawiający się w tekście Władysław Machejek to oczywista aluzja (co zauważyła też Joanna Orska) do wiersza Zagajewskiego Niecka[18]. Dla autora Schizmy poezja twórcy Ziemi ognistej stanowi przeciwieństwo wyznaczników poetyki twórców skupionych wokół „bruLionu”. Zagajewski, posługujący się w wierszach kategoriami wzniosłości i obrońca stylu wysokiego, jest dla Świetlickiego (używając sformułowania Tomasza Burka) „kolekcjonerem pięknostek”[19].

Kolejne elementy utworu w postaci królewskich grobów i noblistów służą nie tylko budowaniu urbanistycznego i kulturowego pejzażu Krakowa, ale przede wszystkim utwierdzeniu czytelnika w przekonaniu o „sztuczności” poezji Zagajewskiego, jej nieprzystawalności do życia codziennego. Świetlicki stawia, chociaż retoryczne, fundamentalne pytanie o rolę poezji, będące jednocześnie zarzutem (wyrzutem?) wobec twórczości Zagajewskiego[20].

Inne odniesienia do rzeczywistości pozaliterackiej (poza faktem powrotu) to choćby wspomniane „creative writing”, Zagajewski prowadził bowiem kiedyś zajęcia ze sztuki pisania na uniwersytecie w Houston. Dlaczego Świetlicki mówi o Zagajewskim per „pisarz-rezydent”? Powód jest chyba oczywisty: autor Muzyki środka, od lat mieszka w Krakowie i przyznaje, że niechętnie wyjeżdża ze swego genius loci, gdy tymczasem Zagajewski po wieloletniej nieobecności i powrocie na stałe do Krakowa nadal kilka miesięcy w roku spędza jako wykładowca na uniwersytecie w Chicago. Zatem nawet budowanie opozycji zasiedziały tubylec kontra globtroter służy stopniowaniu niechęci. 

Kolejne wersy utworu o lusterku samochodu i potężniejącym w nim autorze, są czytelnym i ironicznym nawiązaniem do wiersza Zagajewskiego Lusterko samochodu
[21].

W
iersz Świetlickiego mówi wystarczająco wiele, odnosząc się krytycznie do nowej poezji twórcy swego czasu ważnego dla lidera „Świetlików”. Okazuje się, że niechęć do poezji autora Płótna jest wciąż żywa i kilkanaście lat, które upłynęły, nic pod tym względem nie zmieniło. Choć właściwie poetycka granica dzieląca tych twórców nie jest znowu aż tak wyraźna, bo przecież obaj deklarują, że przedmiotem ich poetyckiej fascynacji jest świat i człowiek. Z tą tylko różnicą, że skupiają swą poetycką sublimację na innych jego desygnatach. 

Zagajewski patrzy na świat i człowieka (również) przez pryzmat literatury, sztuki, muzyki oraz „obudowuje” swoje spostrzeżenia metafizyczno-estetycznym entouragem. Zaś dla Świetlickiego świat „stoi przed nim potworem”, a człowiek często jest „w nastroju nieprzysiadalnym”, wobec czego artystyczne wytwory ludzkich rąk i umysłu nie stają się dla niego głównym „medium” do wyrażania własnej poetyckiej wrażliwości.

Bogdan Zalewski 

Bogdan Zalewski
[22] poświęcił Zagajewskiemu wiersz Dokładnie Wszędzie[23]. Twórca ten nigdy nie był bliżej związany ze środowiskiem „bruLionu”, choć bez wątpienia sekundował jego dokonaniom:
 
                                                Much trombity bitewne święcą cień przed burzą
                                                Much trombity bitewne mur śmietnika burzą 
Ów krótki dwuwers otwierał numer krakowskiego pisma i zapewne fakt ten nie jest bez znaczenia, bo pamiętajmy, iż był to czas gorącej „rozprawy” z Zagajewskim. Najlepiej będzie, jeżeli interpretując tekst, odwołam się do słów samego autora:
 
Jeśli dobrze pamiętam, ten tytuł był „ready made”: gotową frazą. Chyba z tomu „Jechać do Lwowa” – na zasadzie „Lwów jest wszędzie”. Mam jednak wrażenie, że to jednak nie była tylko trawestacja Zagajewskiego a DOKŁADNY z niego cytat. Nie pamiętam z którego tomu. Może to było „Płótno”?[24].
 
Stosując się do wskazówek autora, próbowałem odnaleźć we wskazanych tomikach ów wers lub jego fragment, lecz w sugerowanych przez Zalewskiego tytułach nie pojawiają się takie słowa. Po sprawdzeniu wszystkich innych tomów wydanych do roku 1994 okazuje się, że fraza ”dokładnie wszędzie” czy „much trombity bitewne” nie pojawia się w żadnym z wierszy, więc autor dystychu bez wątpienia jest w błędzie, wskazując na inspirację swego wiersza dokładnym cytatem z Zagajewskiego. Być może Zalewski inspirował się frazą „Lwów jest wszędzie” z wiersza Jechać do Lwowa

Treść wiersza (biorąc pod uwagę choćby paralelizm i powtarzalność początkowych słów obu wersów) mogłaby więc być znowu nawiązaniem do zarzutów wobec Zagajewskiego dotyczących właśnie powtarzalności motywów jego poezji, gołosłowności, zapętlenia się w pięknie własnego języka
[25], jednak wyjaśnienia autora zaprzeczają tezie o włączeniu się do chóru krytyków:
 
Ja tak bardzo z Zagajewskim nie walczyłem jak znamienitsi ode mnie poeci „bruLionu”. Ja raczej nie miałem z nimi wiele wspólnego. Mnie właściwie „bruLion” wydrukował ten jeden wierszyk, ale za to ten dystych otwierał cały numer. Co mnie do dziś mocno zastanawia. Co kierowało Robertem Tekielim, trudno mi powiedzieć. Mogę się tylko domyślać. Może pasował do śmietnikowej formuły numeru?
 
I dalej:
 
Ja go (Zagajewskiego – przyp. mój, J.H.) nie krytykowałem, lubiłem ten jego świat. Upajałem się jego wierszami jak narkotykami.
 
Tylko, że ja byłem już z NOWEJ EPOKI – nazywanej już Postmodernistyczną
i postkomunistyczną a także z innego środowiska: nowohuckiego. Miasto – dżungla. Postkomunistyczne getto. Chciałem tak jak On, tylko mocniej, BRUTALNIEJ. To znaczy zachować jego kulturę ale zbrutalizować przesłanie. Nie chciałem być DANDYSEM, ale nie chciałem być też PRYMITYWEM. 

Skoro tekst ów nie jest jednym z ataków na poezję Zagajewskiego, chociaż wieloznaczność, powtarzanie tych samych słów i swoista glosolalia mogłyby o tym świadczyć, to można uznać, że Robert Tekieli potraktował powyższy dystych jako idealną ilustrację „nowej” twórczości Zagajewskiego. Zapewne Tekieli był uboższy o wiedzę dotyczącą interpretacji tekstu przez samego autora, bo raczej Zalewski nie przesłał do redakcji utworu z dołączonymi wskazówkami interpretacyjnymi. Wiersz otwiera cały numer, więc zapewne redaktor jednego z najgłośniejszych wówczas czasopism literackich „użył” go, by zamanifestować stanowisko środowiska „bruLionu” wobec poezji autora Dwóch miast. Stało się to wbrew intencjom nieświadomego niczego autora, ale bez wątpienia za jego zgodą, bo kto z młodych poetów nie chciałby wówczas zamieścić chociaż poetyckiego drobiazgu w „bruLionie”? 

Dwuwers Zalewskiego przywołuje na myśl mnogość obrazów, motywów i przez to oczywiście także interpretacji. Powtarzające się słowa przypominają raczej wyliczankę. Autor w mailowej interpretacji odwołuje się do haiku i to raczej właśnie pod względem wieloznaczności, a nie formy wiersza, bo haiku są lirykami trójwersowymi o liczbie sylab 5, 7, 5, zaś wiersz Zalewskiego w swej sylabiczności bardziej przypomina Pana Tadeusza, pisany jest przecież regularnym trzynastozgłoskowcem. Zdaniem autora tekst ów:
 
Zawiera w sobie moc epicką (wzmocnioną rytmem heksametru) przy jednoczesnym MAKSYMALNYM UPAKOWANIU (wielość tropów i aluzji).
 
Niewątpliwie rytm oraz wielość aluzji to dominanty tego utworu. Aby jednak niepotrzebnie nie schodzić na manowce w próbie interpretacji, zacytuję najpierw kilka wybranych wskazówek samego autora:
 
Jest to obraz świata świata-śmietnika. [...] Fraza „Wszystko jest wszędzie” to poetycka definicja entropii.
 
Jak podaje Słownik wyrazów obcych entropia to:
 
W termodynamice statystycznej i teorii informacji: miara nieokreśloności
i nieuporządkowania elementów i stanów znajdujących się w pewnym zbiorze
[26].
 
Definicja ta może być również pewnym wyjaśnieniem tytułu wiersza. Dalej autor wprowadza wątek historyczno-polityczny oraz biblijno-demoniczny:
 
Tak zobaczyłem świat końca lat 80 kiedy padały mury i bariery i ten syf, który do tej pory gnił po totalitarną kontrolą miał się rozlać na cały glob. To takie opisanie poetyckie tej konwergencji. Muchy od środka rozwalają mur i zło się wydostaje. To jakby oblężenie od wewnątrz – odwrócenie biblijnej historii Jerycha. To zamknięci w twierdzy OBLEGAJĄ świat na zewnątrz. I burzą mury – jak kordon sanitarny. „Twierdza” jako pojęcie jest tu przenicowane, wywrócone podszewką na zewnątrz. Twierdza to świat, w śmietniku są agresorzy.
 
Czas ciszy, ciszy przed burzą, wizja katastroficzna. Czas oczekiwania na ostateczny triumf złych mocy, muchy są rzecz jasna od Władcy Much – Belzebuba. „Święcić cień” w odróżnieniu od „święcić dzień” – to rytuał ciemnych mocy.
 
W takim wtedy byłem nastroju apokaliptycznym, który mi pozostał do dzisiaj (wierszyk dla mnie dzisiaj jest jeszcze bardziej aktualny niż wtedy). 

Powyższy cytat  wiele wyjaśnia, „ustawia” czytelnika w odpowiednich torach interpretacyjnych. Oznaki demonicznych stylizacji są oczywiście wyraźne, jak choćby obecność much, które w tej apokaliptycznej nastrojowości rzeczywiście nasuwają myśl o Belzebubie. Także sformułowanie „święcić cień” pozostaje w tym samym semantycznym kręgu. Autor, który sam określa siebie jako postmodernistę, wprowadza w swej interpretacji także wątki polityczne. Zastanawia mnie tylko, czy Bogdan Zalewski nie przecenia swych płodów? Czy nagromadzone motywy rzeczywiście mogą naprowadzić kogokolwiek na interpretację sugerowaną przez poetę? Czy nie dokonuje on po wielu latach nadinterpretacji i czy jego słowa opisujące stworzony przed laty dystych nie są aby jedynie „wishfull thinking” autora? Jakkolwiek miałoby być, jasnym jest, że ów tekst nie został „wymierzony” w Adama Zagajewskiego. Podobno powstał z inspiracji jego poezją, a konkretnie fragmentem utworu, którego jednak u Zagajewskiego nie sposób odnaleźć. 

Przykład tego tekstu świadczy, jak zwodnicza bywa sztuka interpretacji. Być może jego niejasnej wymowie uległ również Robert Tekieli, odbierając go jako wiersz przeciwko Zagajewskiemu. Skoro nie jest ów dystych krytyką, nie jest także „ready madem” z Zagajewskiego, więc zapewne dedykację Adamowi Zagajewskiemu moglibyśmy odczytać (w kontekście mailowej deklaracji o zaczytywaniu się poezją autora Płótna) jako wyraz hołdu wobec ulubionego poety. Trudno jednak zrozumieć jak treść wiersza ma się do samej dedykacji i twórczości Zagajewskiego i dlaczego właśnie ten wiersz został mu poświęcony. Dedykacja sprawia wrażenie „doczepionej” do tekstu, być może w nadziei na publikację wiersza w „bruLionie”, choć jest to tylko moje przypuszczenie. 

Na koniec prezentacji bruLionowych poetów chciałbym zwrócić uwagę na pewien fakt dotyczący nazwy pisma. Zostało ono założone w 1986 roku. Rok wcześniej Adam Zagajewski wydał ważny dla ówczesnego środowiska literackiego tom Jechać do Lwowa, gdzie w wierszu Rogi obfitości (wyróżnienie pochodzi ode mnie) pisze:
 
Żyć bez nadziei, stwarzając się
Codziennie od nowa, bo Bóg był słaby
i stworzył nas niestworzonych,
połowicznie, w  b r u l i o n i e.
                                    
 
 
Jacek Hnidiuk
– doktorant w Katedrze Krytyki Literackiej KUL, krytyk literacki, poeta. Recenzje, artykuły naukowe i teksty poetyckie publikował m.in. w „Tekstach Drugich”, „Forum Akademickim”, „Akcencie”, „Nowych Książkach”, „Gazecie Wyborczej”, „Wyspie”, „Lampie” oraz kilku innych czasopismach, antologiach i almanachach a także w polskich i zagranicznych tomach pokonferencyjnych.
 


[1] Robert Tekieli w rozmowie z Marcinem Wieczorkiem powiedział: „Gazeta Wyborcza” zaczęła pisać „bruLion” z dużym „L” w środku, i w tej chwili wszyscy zaczęli pisać „bruLion” z dużym „L” w środku, mimo że nie ma na to żadnego uzasadnienia [...]. Ale ja przed tym ustępuję, przestałem wykreślać to „L” w różnych miejscach, ponieważ nie mam zamiaru walczyć z wiatrakami”. Zob. M. Wieczorek, BruLion. Instrukcja obsługi, Kraków 2005, s. 83. (Ponieważ taka pisownia jest już powszechnie przyjęta, więc ja również będę używał nazwy pisma z dużym „L”).
[2] Zob. np. A. Nasiłowska, Kto się boi dzikich?, „Teksty Drugie” 1996, nr 5, s. 44 i J. Orska, Subtelne rewolucje, czyli o Nowej Fali i niektórych poetach debiutujących po roku 1989, „Dekada Literacka”2005, nr 3-4, s. 12 oraz J. Kornhauser, Krytyk i amory, „Tygodnik Literacki”1990, nr 12, s. 8.
[3] Klejnocki przytacza wypowiedzi twórców z kręgu „bruLionu”, cytuje fragmenty recenzji, szkiców
i tekstów poetyckich, by na ich przykładzie ukazać nagły zwrot, jaki dokonał się w recepcji twórczości Zagajewskiego przez „bruLionistów”. Stosując zasadę Ockhamowskiej brzytwy, by niepotrzebnie nie dublować przypisów do tej tematyki, odsyłam do rozdziału zatytułowanego Konteksty w książce J. Klejnocki., Bez utopii? Rzecz o poezji Adama Zagajewskiego, Wałbrzych 2002, s. 225.
[4] Podobnego zdania są krytycy towarzyszący pokoleniu „bruLionu”, Paweł Dunin-Wąsowicz czy Karol Maliszewski. Obaj w rozmowie ze mną zaprzeczyli jakoby Zagajewski był kiedykolwiek twórcą, na którego powoływaliby się poeci z kręgu pisma Roberta Tekielego.
[5] T. Nyczek, Dziewiąta dekada: nowe lądy, stare łodzie, „Res Publica” 1991, nr 7, s. 60.
[6] Nie mam poczucia misji. Z Marcinem Sendeckim rozmawia Krzysztof Varga, „Nowy Nurt” 1995, nr 1, s. 2. Jarosław Klejnocki w swojej książce Bez utopii?... błędnie przypisuje te słowa Marcinowi Świetlickiemu.
[7] Na pewno zostanie Stasiuk, na pewno Świetlicki (rozmowa z R. Grupińskim), „Nowy Nurt” 1995, nr 2 , s. 3.
[8] Zob. K. Koehler, Okopy i afirmacja, „BruLion” 1988, nr 7-8, s. 51. W szkicu tym Koehler pisał: „Książki Zagajewskiego wywołały w kraju atmosferę wydarzenia literackiego. Swoim przesłaniem otwarcia się na świat spełniły żądanie chwili, stąd tak wielka ich popularność, nagrody, wyróżnienia”.
[9] R. Grupiński, Paryska cukiernia ciast trujących, [w:] tegoż, Dziedziniec strusich samic: kilka uwag
 o życiu umysłowym w Polsce
, Poznań 1992, s. 131. (W powyższym artykule Grupiński wychwala środowisko „bruLionu” i Stanisława Barańczaka, dyskredytując jednocześnie znaczenie poezji Adama Zagajewskiego, gdy tymczasem w tym samym roku Marcin Świetlicki w ankiecie „NaGłosu”, którą cytuję w dalszej części artykułu, uznaje Jechać do Lwowa i Cienką kreskę za najważniejsze książki ostatniego dziesięciolecia oraz neguje znaczenie Barańczaka).
[10] Na pewno zostanie Stasiuk, na pewno Świetlicki (rozmowa z R. Grupińskim), „Nowy Nurt” 1995, nr s. 4.
O poezji polskiej tamtego okresu zob. też J. Klejnocki, J. Sosnowski, Chwilowe zawieszenie broni. O twórczości tzw. pokolenia „bruLionu” (1986-1996), Warszawa 1996 oraz K. Maliszewski, Nowa poezja polska 1989 – 1999, Wrocław 2005.
[11] M. Baran, Wszystkie nasze,[w:] tegoż, Pomieszanie, Kraków 1990, s. 26.
[12] M. Baran, Stracone szanse Zagajewskiego, „bruLion” 1987/1988, nr 4, s. 139.
[13] W recenzji z tomu wierszy Destylat (w którym są również wiersze z Pomieszania) Jarosław Klejnocki pisze: „Jest co czytać, bo >>wczesny<< Baran to niewątpliwie uczeń Adama Zagajewskiego, którego potem stał się zagorzałym krytykiem [...].” J. Klejnocki, Wiersze wydestylowane, „Magazyn z książkami”, dodatek do „Gazety Wyborczej”, nr 44, 21. 02. 2002, s. 22. 
[14] M. Świetlicki, Solidarność i samobójstwo, „Dekada Literacka” 1992, nr 11/12, s. 13.
[15] Ankieta „NaGłosu”. Koniec lat osiemdziesiątych, „NaGłos” 1990, nr 2, s. 112.
[16] M. Świetlicki, Jechać, [w:]tegoż, Nieczynny, Warszawa 2003, s. 26.
[17] Pisać, rozumieć, żyć: z Adamem Zagajewskim rozmawia Katarzyna Kubisiowska, „Rzeczpospolita” 22.10.2005, nr 248, s. A10.
[18] Brązowa wołga jedzie po Władysława Machejka
Kupuję „Dziennik Polski” znajdujemy się
w sercu bajkowej dzielnicy tylekroć
opisywanej przez Jerzego Harasymowicza
[...]
Brązowa wołga wraca z Władysławem Machejkiem
Nad miastem podnosi się mgła
i zakrywa tę biometeorologiczną nieckę.
                                                                (Sklepy mięsne, s. 41)
[19] Pisarze niedocenieni – pisarze przecenieni, „Kultura” 1992, nr 7-8 s. 159.
[20] Słynny już teraz spór o to, czym jest poezja, toczył się przecież na łamach „bruLionu” pomiędzy Świetlickim a Koehlerem. Zob. K. Koehler, O’Haryzm, „bruLion” 1990, nr 14-15, s.141 oraz M. Świetlicki, Koehleryzm, „bruLion” 1990, nr 16, s. 39.
[21] W lusterku samochodu zobaczyłem
     nagle bryłę katedry w Beauvais;
     rzeczy wielkie mieszkają w małych
      przez chwilę.
(Jechać do Lwowa, s. 19)
[22] J. Klejnocki w książce Bez utopii?... pisze, że zapewne „Bogdan Zalewski” to pseudonim, co oczywiście jest nieprawdą i dziwi, że tak doświadczony krytyk nie spróbował nawet ustalić danych autora tekstu. Pisze także, że wiersz Zalewskiego jest „parodystyczny” w swej wymowie, co także (pomimo zwodniczego tonu tej poetyckiej wypowiedzi) jest przekłamaniem i czemu zaprzecza nawet sam autor. Bogdan Zalewski – ur. 1965 r., dziennikarz radiowy, absolwent filologii polskiej na UJ, od roku 1994 pracownik RMF FM, prowadzi bloga na stronie: http://www.rmf.fm/blog .
[23] B. Zalewski, Dokładnie Wszędzie, „bruLion” 1994, nr 23-24, s. 4.
[24] Powyższy fragment oraz kolejne, które będę cytował, pochodzą z prywatnej korespondencji mailowej, jaką prowadziłem z Bogdanem Zalewskim. Wprawdzie moje mailowe pytanie do autora dotyczyło wyłącznie jego roli jako krytyka poezji Zagajewskiego, lecz niespodziewanie dla mnie autor dokonał również obszernej interpretacji. Korespondencję cytuję za zgodą autora. W cytowanym tekście zachowuję oryginalną pisownię, interpunkcję i wyróżnienia.
[25] M. Baran, Logorea lorda Chandosa, „bruLion” 1990, nr 14-15, s. 143.
[26] Zob. hasło entropia, [w:] Słownik wyrazów obcych, red. Elżbieta Sobol, Warszawa 1995, s. 300.
 
 

Dodaj do:

Wykop    Facebook   
 

^ do góry



Copyright © neurokultura 2010