Neurokultura już w sprzedaży! Szukaj nas w sieci empik lub w kup online! W numerze: Wiedemann / Sonnenberg / Klodova / Baczewski / Kłos / Fiedorczuk / Kapela / Sarna / Gierszewski / Marzec i inni
neurokultura

ISSN 2081-4380

wyszukiwarka


ON


reklama
localheroes

zareklamuj się!


partnerzy:
szara

Neurokultura on Facebook


Jesteś tu: Start > Felieton/Esej > Walewska Ewa: Geografia myślenia, czyli „dlaczego chińskie matki są lepsze”?

Walewska Ewa: Geografia myślenia, czyli „dlaczego chińskie matki są lepsze”?

Człowiek zachodu układa kwiaty w wazonie,
człowiek wschodu układa przestrzeń między kwiatami.
 
To, zasłyszane kiedyś, powiedzenie uważam za dobry punkt wyjścia do refleksji na temat dwóch światów, które zostaną tu zaraz opisane i porównane. To także dobry punkt wyjścia do omówienia różnic w postrzeganiu rzeczywistości i myśleniu ludzi z tych właśnie światów. Porównaniem tym nie zajmę się jednak sama. Postanowiłam oddać głos specjaliście-teoretykowi (uściślając: psychologowi społecznemu) i pewniej chińskiej matce…
 
Chociaż Amy Chua i Richard E. Nisbett w swoich książkach zajmują się tym samym tematem nie sposób nie zauważyć, że pewnie ich twierdzenia różnią się od siebie dość znacząco. Warto przyjrzeć się tym różnicom i wytłumaczyć dlaczego tak jest, zwłaszcza teraz, kiedy „Bojowa pieśń tygrysicy” Chau od kilku miesięcy święci triumfy na listach bestsellerów i wzbudza wiele kontrowersji wśród Amerykanów i Europejczyków.
 
Amy Chua to urodzona w Stanach Zjednoczonych córka chińskich imigrantów, obecnie profesor prawa na Uniwersytecie Yale. Jej mąż – Jed – to amerykański Żyd. Córki – Sophi i Luisa – władające językiem angielskim i mandaryńskim, zostały wychowane w tradycji żydowskiej i chińskiej. „Bojowa pieśń tygrysicy” jest opowieścią Chua o próbach kontynuowania rodzinnej tradycji chińskiego sposobu wychowania dzieci w niesprzyjających temu amerykańskich warunkach. Opisy domowych bojów toczonych co dzień przez tytułową tygrysicę – chińską matkę – tworzą historię trudnej miłości zrodzonej ze zderzenia kultur, a różnice w dwóch porównywanych modelach wychowania (na wschodnioazjatycką oraz zachodnią modłę) doprowadzają do coraz to większego zaostrzenia konfliktów Chua z córkami.
 
Dziewczynkom nie wolno bawić się czy nocować u koleżanek, oglądać telewizji i grać na komputerze, samodzielnie decydować o wyborze kółek zainteresowań, ani brać udziału w szkolnych przedstawieniach. Ponadto nie wolno im nie być najlepszymi uczennicami w klasie, dostawać ocen niższych niż celująca z większości przedmiotów i nie grać na fortepianie lub skrzypcach. Co więcej Sophi i Lulu nie mogą sprzeciwiać się matce, ponieważ byłoby to obrazą i oznaką haniebnej niewdzięczności względem rodzica, co w chińskim modelu wychowania jest całkowicie niedopuszczalne. Model ten zakłada, że rodzic – kierując się ogromną miłością do dziecka – wie najlepiej co jest dla niego dobre i ma prawo (ba! obowiązek!) kierować jego życiem w sposób, który zapewni mu jak najlepszy start w dorosłe życie. Najważniejsze jest tu sumienne szlifowanie umiejętności w maksymalnie zdyscyplinowany sposób, przy równoczesnej rezygnacji z nieproduktywnej zabawy i zajęć, które mogą przeszkodzić w dążeniu do doskonałości w wybranej dziedzinie. Chińska matka, według „zachodnich rodziców” niezwykle ostra w swych wymaganiach i nieustępliwa, nie musi jedynie oczekiwać od swoich dzieci oddania i posłuszeństwa, ponieważ jest to sytuacja zupełnie normalna, w chińskim społeczeństwie wręcz oczywista. Nawet wtedy, gdy – jak w przypadku Chua – rodzic wymusza na dziecku posłuszeństwo odmawiając mu kolacji, prezentów na święta, prezentów przez kilka następnych świąt z rzędu, strasząc oddaniem wszystkich jego zabawek lub wrzuceniem ich do pieca czy nazywając dziecko śmieciem... I nawet wtedy, gdy dziecko w akcie ostatecznej desperacji drze w dzikim szale swoje nuty czy wbija zęby w klawisze fortepianu.
 
Chua podkreśla przy tym jednak, że z jej obserwacji w zasadzie wynika, że określenie „chińska matka” jest uniwersalne kulturowo i odnosi się do rodziców z całego świata, którzy kierują się wymienionymi zasadami wychowania. I że to samo dotyczy wzoru „zachodnich rodziców”.
 
Silny głos tygrysicy nakreśla czytelnikom obraz życia ukształtowanego według chińskich norm kulturowych. Studiując lekturę książki Richarda E. Nisbetta „Geografii myślenia” możemy poczuć jednak pewien rozdźwięk między jego wnioskami, a tym, co opisuje Chua. Przykładów zgoła odmiennych obserwacji i sądów jest kilka. Nisbett w rozdziale ”Życie razem a życie osobno” pisze na przykład, że „mieszkańcy Azji Wschodniej są (...) mniej niż ludzie Zachodu nastawieni na osiąganie osobistych celów i na budowanie swojej ważności (…) Podtrzymywanie harmonijnych relacji społecznych jest zazwyczaj istotniejsze niż osiąganie sukcesu osobistego. Sukces jest rozumiany raczej jako dotarcie do celu, który stawia sobie grupa, niż jako zdobywanie indywidualnych medali i dyplomów”. Dążenie Chua do wyróżnienia córek z grupy rówieśników oraz chęć wprowadzenia ich na szczyt podium wszystkich konkursów, w których wezmą udział zdaje się jednak zaprzeczać stwierdzeniom Nisbetta. Ponadto działania „chińskiej matki” najczęściej powodują alienację jej dziecka z grupy, nie tyle przez jego niedopasowanie, ile wymuszoną separację od rówieśników, a przez to rezygnację z udziału w życiu społecznym.
 
Dalej, Nisbett pisze, że w języku chińskim praktycznie nie istnieje pojęcie „indywidualizmu” (najbliższe mu znaczeniowo jest „samolubstwo”), natomiast Chua – sama wychwalająca w książce swój indywidualizm – w zasadzie tą cechę najbardziej docenia u swojej młodszej, niepokornej córki, Lulu. „Z kolei chiński jen – życzliwość – oznacza dwoje ludzi”, co sugeruje, że w tej kulturze „harmonijne relacje stają się najważniejszym celem życia społecznego” (R.E.Nisbett: Geografia myślenia, 2009). W relacji Chua z córkami brak jednak harmonii. I to zarówno „harmonii” w rozumieniu człowieka zachodu, czyli stanu niezakłóconego żadnym konfliktem spokoju, jak i w rozumieniu człowieka wschodu, dla którego „harmonia” to relacje, współgranie wszystkich członków grupy zgodnie z ich społecznymi pozycjami i zasadami wzajemnego szacunku.
 
Nisbett wspomina także, że w Chinach prawie nieznanym modelem komunikacji z drugim człowiekiem czy z grupą jest polemika. Wyrażanie własnego zdania z pozycji antagonisty względem rozmówcy prawie na pewno zburzyłoby bowiem harmonię, budowaną w chińskiej społeczności z takim pietyzmem. „Chińska matka”, jako ta, której dziecko jest całkowicie podporządkowane, nie powinna więc wdawać się z nim w dyskusje, a ono w ogóle nie powinno dyskutować. W domu Chua amerykański duch niepodległości zmącił jednak klimat poddaństwa i wzniecił zażarty konflikt Amy i Lulu, zmuszając matkę do ciągłego negocjowania z córką, tłumaczenia i udowadniania jej swoich racji.
 
Kolejna różnica ujawnia się na poziomie życia zawodowego; w „Geografii myślenia” możemy przeczytać, że mieszkańcy krajów Azji Wschodniej traktują związki pracownika z miejscem zatrudnienia jako długoterminowe, a relację tą jako trwałą. Wielokrotnie przeprowadzająca się (m.in. Nowy Jork, New Haven, Durham) i zmieniająca pracę (kancelaria prawnicza na Wall Street, Uniwersytet Duke’a, Uniwersytet Nowojorski, Uniwersytet Yale) Amy Chua zdaje się przeczyć kolejnej cesze chińskiej mentalności.
 
W tym miejscu należałoby zastanowić się wreszcie skąd wzięły się przywołane różnice? Prawdopodobnie decydującym czynnikiem stało się tu otoczenie społeczne, w którym przyszło Chua wieść trudne życie amerykańskiej „chińskiej matki” (jak sama zresztą pisze „Ameryka zmienia ludzi”) i to w dodatku „chińskiej matki” drugiego pokolenia, czyli urodzonej w USA. Zresztą zgodnie z przywołanym przez autorkę chińskim przysłowiem mówiącym, że „powodzenie nie trwa dłużej niż trzy pokolenia”, pierwsze pokolenie (imigranci przybyli do Eldorado) stanowi żywy pomnik narodowej tradycji i kultury, drugie pokolenie cechuje zdyscyplinowanie, pracowitość, ale i zauważalne już powoli rozluźnienie obyczajów, natomiast trzecie zupełnie wyzwala się z pęt krępujących absolutną demokrację i indywidualizm starych reguł. Tak więc, życie w codzienności zachodniego społeczeństwa zmusiło Chua do pewnych odstępstw względem przekazanego przez rodziców modelu rodziny i zweryfikowało realność etosu wiernego oddania dzieci chińskiej tygrysicy.
 
Jak kończy się bojowa pieśń tygrysicy? Czy, jak mówi azjatyckie przysłowie, „wystający kołek zawsze będzie spiłowany” (R.E.Nisbett: Geografia myślenia, 2009)? Warto sięgnąć po obie przytoczone tu książki i dokonać własnych porównań dwóch światów i dwóch modelów wychowania; być może warto przeszczepić pewnie ich elementy na grunt swojego życia.
 
 

Omawiane książki:
A. Chua, Bojowa pieśń tygrysicy, Prószyński i Spółka, Warszawa 2011.
R. E. Nisbett. Geografia myślenia. Dlaczego ludzie Wschodu i Zachodu myślą inaczej?, Smak Słowa, Sopot 2009.

 
Ewa M. Walewska (ur. 1988 r.) - studentka kulturoznawstwa. Zajmuje się dziennikarstwem, interesuje nowymi mediami i różnymi aspektami funkcjonowania cyberkultury. Redaktor naczelna Magazynu Studentów Uniwersytetu Śląskiego "Suplement", współpracuje m.in. z miesięcznikiem "Śląsk" i dwumiesięcznikiem społeczno-kulturalnym "Nowe Zagłębie". 

Dodaj do:

Wykop    Facebook    Deli.cio.us
 



^ do góry