W roku 1984 wystarczyło, że postać graną przez Anthony’ego Michaela Halla w Sixteen Candles nazwano „The Geek” i wszystko było jasne. Nikt też nie miał wątpliwości, kiedy w tym samym roku odbyła się premiera Revenge of the Nerds, przetłumaczonych w Polsce jako Zemsta frajerów. Jednak granice definicji zaczęły się przecierać gdzieś w okolicach serialu Judda Apatowa Freaks and Geeks i Spaced Edgara Wrighta pod koniec lat 90-tych, aby dziesięć lat później zupełnie wymknąć się spod kontroli.W labiryncie pojęć
Dziś określenia „geek” i „nerd” zostały tak rozwodnione przez popkulturę, że niemal każdy przeciętny fan czegokolwiek może aspirować do takiego miana. Świetnie oddaje tę sytuację obserwacja z występu komika Donalda Glovera: nerd to osoba, która ma bardzo specyficzne, ale też bardzo dziwne zainteresowania. Przykładowo: Kanye West jest nerdem, ponieważ uwielbia roboty i pluszowe misie. Z pogardzanej subkultury, traktowanej jako puenta łatwych żartów i worek treningowy leniwych scenarzystów, geek stał się pełnoprawnym, mainstreamowym bohaterem, z którego popularności każdy może uszczknąć coś dla siebie. Kosztem tego przesunięcia było jednak rozmycie określonej tożsamości na szereg powierzchownych masek.
Dziś określenia „geek” i „nerd” zostały tak rozwodnione przez popkulturę, że niemal każdy przeciętny fan czegokolwiek może aspirować do takiego miana. Świetnie oddaje tę sytuację obserwacja z występu komika Donalda Glovera: nerd to osoba, która ma bardzo specyficzne, ale też bardzo dziwne zainteresowania. Przykładowo: Kanye West jest nerdem, ponieważ uwielbia roboty i pluszowe misie. Z pogardzanej subkultury, traktowanej jako puenta łatwych żartów i worek treningowy leniwych scenarzystów, geek stał się pełnoprawnym, mainstreamowym bohaterem, z którego popularności każdy może uszczknąć coś dla siebie. Kosztem tego przesunięcia było jednak rozmycie określonej tożsamości na szereg powierzchownych masek.
„Geek” i „nerd” służyły jeszcze dekadę wcześniej jako określenia grup i osób o szczegółowej, obsesyjnej wiedzy w specyficznych dziedzinach, z którą szła nierozłącznie w parze nieporadność w kontaktach społecznych. Były one niewątpliwie nacechowane pejoratywnie, lecz mimo to adresaci tych przezwisk nosili je z pewną dozą honoru. Najczęściej były używane zamiennie, choć „nerd” bardziej odnosił się do osób obeznanych w naukach ścisłych i komputerowych ekspertów (Matthew Broderick w Grach wojennych z 1983), a „geek” do pasjonatów kulturowych artefaktów, jak Gwiezdne Wojny, Star Trek czy komiksy o superbohaterach (duet Pegg-Frost ze Spaced).
Od lat 80-tych losy filmowego geeka biegły dwutorowo. Z jednej strony można powiedzieć, że przekroczył on pewnego rodzaju Rubikon: przebił się, zainspirował, pozostał. Wraz z geekami-bohaterami, pojawili się również podobni im twórcy. Trudno inaczej określić takich reżyserów jak Edgar Wright, J.J. Abrams, Guillermo del Toro czy nawet Quentin Tarantino, erudytów i znawców, czerpiących garściami ze swoich rozległych fascynacji i drobiazgowej wiedzy. Z drugiej strony, mianem geeków i nerdów zaczęto nazywać reprezentantów co najmniej wątpliwych, raczej pragnących się przypodobać znaczącej grupie swoich odbiorców (lub też odbiorcy ci chcieliby ich widzieć pośród swoich). W tej kategorii brylują przede wszystkim atrakcyjne aktorki, powiązane z kultowymi tytułami: Natalie Portman, Megan Fox, Summer Glau, Kristen Bell. Nawet w magazynach o modzie zrobił karierę styl zwany „geek chic”, najczęściej kojarzony z charakterystycznymi okularami o grubych oprawkach i trampkami.
„Geek” przechodzi obecnie podobną drogę, co niegdyś kontrowersyjny „punk”. To, co obce i pogardzane staje się w pewnym momencie modne i pożądane, a następnie wchłonięte, zasymilowane i uczynione zupełnie nieszkodliwym, tracąc wyrazistość i korzenie.
Droga do sławy
W erze dominacji Johna Hughesa w dziedzinie kina młodzieżowego ziarno ekranowej przyszłości geeka zostało solidnie zasiane. Anthony Michael Hall swoimi rolami w Sixteen Candles, The Breakfast Club i Weird Science ustanowił ikoniczną postać, której wiele zawdzięczają jego współcześni kontynuatorzy — Michael Cera, Jesse Eisenberg, Anton Yelchin. Mimo obecności nieuniknionych stereotypów, Hall przede wszystkim odnalazł człowieczeństwo swojego bohatera, obdarzając go wiarygodną osobowością i umożliwiając widzom zrozumienie oraz identyfikację. W końcu był to przecież „The Geek”, a nie tylko „a geek”. Niebagatelny był też wpływ Molly Ringwald na dziewczyny z geekowych kręgów — wystarczy zobaczyć Ellen Page w Juno czy Emmę Stone w Easy A, aby zrozumieć, skąd wywodzą się te manieryzmy i tempo mówienia.
Tuż przed przełomem wieków tożsamość geeków została skrupulatnie przeanalizowana i pogłębiona w serialu Freaks and Geeks. Judd Apatow wraz z najbliższymi znajomymi i współpracownikami (tu zaczynali James Franco, Seth Rogen, Jason Segel) zarysował skomplikowane i rozległe uniwersum amerykańskiego liceum, subtelnie rozwijając poszczególne postaci, jak i charakteryzując całe grupy. Kluczową bohaterką serialu jest Lindsay Weir (Linda Cardellini), dążąca do przebudowy swojej dotychczasowej tożsamości. Stopniowo oddala się od znajomych z matematycznych konkursów i próbuje dołączyć do outsiderów, zwanych w szkole „freakami”. Tam odkrywa zupełnie nowy świat – muzykę, używki, osobliwy styl bycia. Dla kontrastu śledzimy także dylematy jej młodszego brata, Sama (John Francis Daley), który tkwi w impasie między grupą wiernych przyjaciół – miłośników filmów, telewizji i gier RPG, a próbami zdobycia popularności i sympatii ładnej cheerleaderki. Mimo krótkiego życia w stacji NBC, Freaks and Geeks pozostaje wciąż jednym z najwybitniejszych dzieł o losach amerykańskiego liceum, kamieniem milowym dla przyszłych naśladowców. Sam Apatow z sukcesem kontynuował swoje osiągnięcia w kolejnym serialu Undeclared, gdzie licealny geek Steven Karp (Jay Baruchel) musiał odnaleźć się w realiach college’u.
Zupełnie inny typ podejścia do tematu prezentuje brytyjski serial Spaced Edgara Wrighta. O ile Freaks and Geek był głównie o geekach, to produkcja Wrighta, Simona Pegga i Jessiki Stevenson jest przeznaczona przede wszystkim dla geeków. Bohaterowie spędzają czas na grach komputerowych, czytaniu komiksów i przerzucaniu się referencjami, w międzyczasie radząc sobie z wyzwaniami dnia codziennego. Styl wizualny Wrighta nastawia widza na intertekstualny odbiór — absurdalne przygody bohaterów ewidentnie wchodzą w dialog ze znanymi filmami gatunkowymi (nieodzowne Gwiezdne Wojny), komiksami i grami komputerowymi, nie zostawiając jednak charakterystyki postaci na drugim planie. Spaced to mocny start dla kariery Edgara Wrighta, Simona Pegga i Nicka Frosta, a także drogowskaz, w jakim kierunku pójdą ich kolejne, już filmowe, propozycje.
W okolicach roku 2001 produkcje dla geeków wdarły się szturmem do mainstreamu. Sukces kasowy Władcy Pierścieni, Harry’ego Pottera i Spider-Mana (i oczywiście powrót Gwiezdnych Wojen) usankcjonowały tego typu kino i rozpoczęły dochodowe serie. Były to filmy zdolne porwać szeroką publiczność, a jednocześnie usatysfakcjonować społeczność wiernych fanów, którzy odwdzięczali się budowaniem internetowego szumu, zakupem kolejnych kolekcjonerskich wydań DVD oraz różnego typu gadżetów i pobocznych produktów związanych z filmami. Adaptacje cenionych przez geeków książek, komiksów i gier komputerowych opanowały sezon letnich blockbusterów, a także stały się materiałem źródłowym dla mniejszych i ambitniejszych projektów.
Publiczność złożona z geeków i nerdów, choć nie najliczniejsza, stała się nader istotną siłą dyktującą warunki na rynku. Producenci starają się im odtąd dogadzać za wszelką cenę, zapewniając o wierności oryginałom oraz głębokim zaangażowaniu aktorów, scenarzystów i reżyserów, deklarujących się jako wieloletni fani. Długotrwała obecność geeka popkulturze została sowicie wynagrodzona, jednak nie obyło się bez ofiary. Konkretna społeczność fanów zmieniła się w wirtualny target, któremu należy schlebiać, aby osiągnąć określone zyski. Już tylko dla samych widzów pozostało rozróżnienie i ocena tego, co jest naprawdę wartościowe, a co jest jedynie sprytnym wybiegiem marketingowym. Pomagają w tym amerykańskie strony internetowe i krytycy dysponujący pasją, wiedzą i rzeszą wiernych czytelników, jak über-geek Harry Knowles z Ain’t It Cool News czy ekipa serwisu CHUD. Tymczasem określenie „geek” stopniowo poszerza swoje spektrum znaczeniowe, stając się powoli niewiele mówiącym hasłem widocznym na tagline’ach kolejnych adaptacji.
Apoteoza geeka
W 2010 roku co najmniej trzy filmy wyróżniły się na tle rosnącej liczby produkcji adresowanych do odbiorców spod znaku geek/nerd. Każdy z nich reprezentuje odmienne podejście, lecz każdy jest także interesującą apoteozą swojego bohatera. Nie jest to jednak naiwna afirmacja określonego stylu życia, jak miało to miejsce w Fanboys z 2008 roku. Filmowy geek wchodzi zdecydowanie w wiek dojrzałości.
W The Social Network Davida Finchera komputerowy nerd Mark Zuckerberg (Jesse Eisenberg) zostaje przedsiębiorcą i miliarderem, kiedy w reakcji na odrzucenie zakłada serwis społecznościowy Facebook. Pośpieszne porównania filmu Finchera do Obywatela Kane’a czy do Wall Street czynione przez entuzjastycznych krytyków są w pewnym sensie zrozumiałe – reżyserowi i scenarzyście udało się uchwycić i pokazać swoisty zeitgeist. Historia Zuckerberga to także ciekawe ilustracja do tez Manuela Castellsa, autora Galaktyki Internetu. Opisuje on tam początki sieci i subkulturę hakerów, z której ewoluowały jej kolejne emanacje. Założyciel Facebooka i jego współpracownicy są z pewnością już reprezentantami hakerów-przedsiębiorców, jednak to właśnie pośród pierwszych hakerów z MIT można doszukiwać się przodków przyszłych nerdów i geeków. Filmowemu Zuckerbergowi zdecydowanie brak wielu umiejętności społecznych, jednak zna swoją wartość i wie jak ją wykorzystać. Staje się dzięki temu bezwzględnym rekinem biznesu z prawdziwego zdarzenia, twórcą sieciowego imperium i w pełni wyemancypowanym geekiem.
Scott Pilgrim kontra świat, adaptacja kanadyjskiego komiksu Bryana Lee O’Malleya pod reżyserską pieczą Edgara Wrighta to brawurowa próba pokazania, jak może wyglądać świat oczami tytułowego geeka i slackera. Zarówno komiks, jak i wierny mu wizualnie film to prawdziwa bomba informacyjna, eksplodująca geekowymi odłamkami na lewo i prawo. Wright już wcześniej pokazał (Wysyp żywych trupów i Hot Fuzz), jak wycisnąć wszystkie soki z gatunkowych hołdów i pastiszy, nie zapominając przy tym o gęstym, zaskakującym scenariuszu i zajmujących bohaterach. W komiksach O’Malleya znalazł wymarzony materiał, który doskonale ożywił na ekranie. Fabułę stanowi prosta historia o uczuciu Scotta (Michael Cera) do hipsterki Ramony (Mary Elizabeth Winstead), jednak styl jej przeprowadzenia i filmowa forma to kino rozsadzające wszelkie ograniczenia. Edgar Wright swobodnie wrzuca komiksowe dymki, napisy onomatopeiczne, wizualne i dźwiękowe nawiązania do gier komputerowych i montuje to z taką energią, że pozostaje tylko wstrzymywać oddech i próbować nadążyć za referencjami. Geek jest tutaj nie tylko głównym bohaterem (choć nie pozbawionym wad) we własnej grze, ale także współtwórcą wydarzającego się świata, dzięki czemu widzimy go w takim, a nie innym kształcie.
Scenariusz Kick-Ass odpowiada zaś w dość ironiczny sposób na pytanie: dlaczego zwykli ludzie nie zostają superbohaterami? Dave Lizewski (Aaron Johnson) z filmu Matthew Vaughna to młody fan komiksów, który zostaje ostatecznie prawdziwym herosem, spełniając sekretne fantazje podobnych mu osobników. O ile początkowo reżyser pokazuje dość realne konsekwencje naiwnej decyzji Dave’a, to później film idzie w kierunku często przekraczającego granice dobrego smaku pastiszu kina komiksowego, czyniąc z geeka nadczłowieka ratującego sytuację w ostatniej chwili przy pomocy jetpacka.
Telewizja także nie zapomniała o nerdach, choć następców Apatowa próżno szukać. Mamy za to Teorię wielkiego podrywu — dość niskich lotów sitcom o czwórce przyjaciół pracujących na uniwersytecie w Kaliforni: dwójce fizyków, inżynierze i astrofizyku. Humor opiera się głównie na spotkaniu bohaterów z nową sąsiadką — atrakcyjną blondynką Penny i wynikających z tego perypetii. Przewidywalny punkt wyjścia prowadzi najczęściej do przewidywalnych sytuacji i mimo całej nerdowej otoczki (a raczej łopatologicznie wykładanych nawiązań do komiksów i filmów) jest to zupełnie standardowa komedia sytuacyjna. Teoria wielkiego podrywu wygląda dokładnie tak, jakby twórca Chuck Lorre chciał przedstawić mainstreamowej publiczności świat nerdów, nie wykraczając poza stereotypy i raczej naśmiewając się z bohaterów, zamiast przybliżyć ich widzom.
Zupełnie inaczej przedstawia się serial Community, stworzony przez Dana Harmona dla stacji NBC. Jest to produkcja zdecydowanie bardziej przypominająca tonem brytyjski Spaced. Community kręci się wokół grupki bohaterów uczęszczających do kiepskiego college’u, jednak scenarzyści mają o wiele większe ambicje, niż ten standardowy punkt zaczepienia. Niezwykle istotną postacią dla serialu jest Abed (Danny Pudi), reprezentujący skrajną inkarnację geeka, porozumiewającego się ze światem głównie za pomocą cytatów i zapożyczeń z filmów oraz programów telewizyjnych. Reszta bohaterów często podąża za jego odchyleniami, przez co wiele odcinków staje się konceptualnymi metanarracjami, wyrafinowanymi pastiszami rozmaitych serialowych i kinowych konwencji. I tak jeden z epizodów był zaskakującą przeróbką Chłopców z ferajny, inny nawiązywał do spaghetti westernów i filmów akcji, tylko z paintballem w roli głównej, kolejny pomieszał My Dinner with Andre Louisa Malle’a z Pulp Fiction, a show świąteczny został wykonany techniką animacji poklatkowej. Szczytem samoświadomości twórców był zaś odcinek typu clip show, z tą tylko różnicą, że nie pokazywał znanych już widzom fragmentów z poprzednich przygód bohaterów, ale całkiem nowe urywki nigdy nienakręconych pomysłów.
Co dalej?
Przykłady filmowych i telewizyjnych produkcji tworzonych dla geeków i przez geeków można by mnożyć, podobnie jak kolejne wcielenia bohaterów. Przekonuje to o istotnej pozycji geeka w świecie popkultury, niezależnie od tego, ile wad takiego stanu rzeczy możemy wyliczyć. Trudno przewidzieć, jaki będzie ciąg dalszy losów geeka. Daty premier zapowiadają kolejne serie czy ich rozmaite połączenia, np. Avengers Jossa Whedona. Sukces seriali Gra o tron, The Walking Dead, czy ostatniej części Harry’ego Pottera sygnalizują, że popularność tego typu produkcji ciągle pikuje w górę. W pewnym momencie zapewne możemy spodziewać się radykalnej dekonstrukcji i chowania się za dziesięcioma warstwami ironii. Na razie, geek jest dojrzały, zadomowiony i łatwo nie da się wygryźć.
Karol Kućmierz (ur. 1988) - student kulturoznawstwa Uniwersytetu Śląskiego. Zajmuje się krytyką filmową, pisze także o muzyce i popkulturze. Współpracownik Magazynu Kultury Popularnej "Esensja" (esensja.pl) oraz Magazynu Studentów Uniwersytetu Śląskiego "Suplement".
Karol Kućmierz (ur. 1988) - student kulturoznawstwa Uniwersytetu Śląskiego. Zajmuje się krytyką filmową, pisze także o muzyce i popkulturze. Współpracownik Magazynu Kultury Popularnej "Esensja" (esensja.pl) oraz Magazynu Studentów Uniwersytetu Śląskiego "Suplement".



