Neurokultura już w sprzedaży! Szukaj nas w sieci empik lub w kup online! W numerze: Wiedemann / Sonnenberg / Klodova / Baczewski / Kłos / Fiedorczuk / Kapela / Sarna / Gierszewski / Marzec i inni
neurokultura

ISSN 2081-4380

wyszukiwarka


ON


reklama
localheroes

zareklamuj się!


partnerzy:
szara

Neurokultura on Facebook


Jesteś tu: Start > Felieton/Esej > Baczewski Marek K.E: Lista Bolka albo czy istnieje międzynarodowy spisek dziewic?

Baczewski Marek K.E: Lista Bolka albo czy istnieje międzynarodowy spisek dziewic?

Zastanawiające, że nie udało się do tej pory ustalić biologicznego sensu błony dziewiczej. Coś w tym jest. Coś jest na rzeczy.

Na domiar złego to coś, co nie ma znaczenia fizjologicznego, wyprodukowało tym więcej kulturowych sensów. Spróbuj tylko nie mieć sensu! Dadzą ci go dwa razy tyle, ile byś miał, gdybyś miał...

Hymen, hymenaje
... Polowania na jednorożce... Hurysy z muzułmańskiego raju... Korporacje westalek... Prześcieradła w oknach nowożeńców... Dziewica Maria... Dziewica Orleańska.... Nasza polska Dziewica-Pułkownik... Amazonki... A do tego jeszcze lilie, baranki, motylki, pierwiosnki, gołąbki, słonie... Słowem: dobre pół ogrodu botanicznego i pół zoologicznego. Ale wróćmy z labiryntu symboliki na prostą ścieżkę człowiekologii.

Anatomia rozróżnia następujące formy owej intrygującej części ciała: pierścieniowata, półksiężycowata, mięsista, sitowata, strzępiasta, płatowata. Nie brak anatomom poetyckich kwalifikacji, choć – na swoje i, być może, także nasze szczęście – stronią od metafizyki.

W czasach, kiedy można było utrzymać się z produkcji baranich pęcherzy napełnionych świeżą krwią, a do domów rozkoszy przyjmowano bez praktyki – cnota była może i opłacalna. Obecnie o posiadaczkach tego anatomicznego detalu trudno powiedzieć coś pozytywnego. Dziewczęta, które zbyt długo pielęgnują tę część ciała, łatwo oskarżyć o nieżyczliwość. Może nawet o mizantropię.

Dla zwolenników teorii o krańcowym – i postępującym – upadku moralnym naszej epoki mam jednak bardzo złą wiadomość. Nic nowego pod słońcem. Roman de la Rose Guillaume'a de Lorris i Jeana de Meunga (książka, która powstała w XIII wieku i przez następne dwa stulecia nie schodziła z list bestsellerów) odmawiał duszom pozbawionym seksualnego stażu prawa do udziału w niebiańskiej szczęśliwości. W kronice sewilskiego kupca i podróżnika z X wieku Ibrahima ibn Jakuba znajdujemy wzmiankę o pewnym obyczaju, jaki w tamtych czasach panował wśród ludów zamieszkujących obecne terytorium Polski: „Panna, kiedy pokocha jakiego mężczyznę, udaje się do niego i zaspokaja u niego swą żądzę. Kiedy zaś chłopiec poślubi dziewczynę i stwierdzi, że ta jest jeszcze dziewicą, mówi do niej: »Gdyby było w tobie co dobrego, byliby ciebie pożądali mężczyźni i z pewnością byłabyś sobie wybrała kogoś, kto by wziął twoje dziewictwo«”. Zawiedziony mąż miał w tym wypadku prawo odesłać żonę i uwolnić się od niej. Książę Mieszko I nie mógł czuć się wywiedziony w pole przez swatów z Czech. Czytamy w tym samym tekście, że Dąbrówka, żona Mieszka i matka Piastów, była multum improba: wielce rozwiązła. Czy nasi przodkowie byli niemoralni? Przynajmniej na tyle, by przebić się ze swoim genotypem przez czterdzieści pokoleń.

W potocznej świadomości dziewictwo zostało przyjęte w poczet cnót (virtutes) dopiero w XV wieku, by ostatecznie w XVI wieku wysforować się na czoło tego alegoriogennego orszaku. Podejrzliwy czytelnik mógłby tu zawołać: ejże! czyżby Dziewica Maria nie była w katedralnych wiekach czczona jako symbol cnót wszelakich? Ależ owszem, nie za samo jednak dziewictwo i nie przede wszystkim za to. Trzeba uzmysłowić sobie, że były to czasy, w których więcej uwagi przywiązywano do cudu niż do trudu. Tak tedy popularna wyobraźnia kładła nacisk na fakt niepokalanego poczęcia, nie zaś na samo, skądinąd powszechnie dostępne, dziewictwo. Niechęć budziło uchylanie się od macierzyństwa, czego o Dziewicy Marii absolutnie nie można powiedzieć. Problem z Dziewicą Marią jest ten, że w kwestii prokreacji nie sposób jej przedstawić najmniejszego zarzutu. Natomiast co do innych dziewic – tu zaznacza się pewna ambiwalencja. Z jednej strony dziewica zdaje się uosobieniem antyrodzinnej opieszałości, z drugiej zaś pojawia się opinia, że heroiczne zmagania z cielesnymi pokusami predestynują dziewiczy rodzaj do bohaterskich czynów, jak to było w przypadku Joanny d'Arc i Emilii Plater. Niemniej narzuca się wniosek, że mamy tu do czynienia z dzielnością (virtus) typowo męską, wojenną (militaris). Sprawa wydaje się arcyciekawa. Antyseksualny trening (dodajmy, że trening to po grecku askesis, a zatem również asceza) sprawia, że dziewica w boju zachowuje się mężnie, lecz także – ociera się niebezpiecznie o utratę płci (Virgo/Virago). Czy dziewica na pewno jest jeszcze kobietą?

„Nie urodzi się kolejna dziewica bez uprzednio straconego dziewictwa”, powiedział trzeźwy Szekspir (Wszystko dobre, co się dobrze kończy). Utrata dziewictwa – jako narodowe bogactwo. Coś w tym jest. Coś jest na rzeczy. Uwaga Szekspira podsunęła mi pewien ciekawy trop. Być może w uporczywym utrzymywaniu się w stanie ugoru, rygorystycznej dekreacji – ukrywa się niechęć dziewicy do swojego własnego początku? Do wszelkiego początku? A zatem – tremor principii?

Powszechnie uważa się, że zachowanie dziewictwa – jak wszystkie czynności cielesne polegające na zaniechaniu – jest nieodłącznie związane z mozołem i udręką. Sądząc z lektury niestrudzonych moralistów, wstrzemięźliwość płciowa dla kobiety jest tym, czym dla zaprzysięgłego palacza pierwszy dzień bez papierosa. Tylko przedłużony na całe życie.

Z jakiegoż powodu panuje powszechne przekonanie, że dziewictwo to jakby rodzaj rzemiosła i że dziewica zasypia co dzień utrudzona samym utrzymaniem czci?

Symbolika dziewictwa zaprasza nas do bardzo wypielęgnowanego ogrodu. Znajdujemy tam schludne rabaty róż (rosa charitatis), królewską lilię rozpartą w pysznej żardinierze (lilium castitatis, czyli „lilia warowna”, „lilia umocniona”, „Linia Zygfryda wśród kwiecia”), nieśmiałą kępkę fiołków (viola humilitatis – „fiołek pokory”) – bukoliczne efekty kunsztu nieznanego ogrodnika. Tu i ówdzie trafi się kępka ruty, krzew karłowatego mirtu, z warzyw – mamy bakłażan i skorzonerę. Hortus Conclusus: dodajmy więc solidny mur z blankami. Hortus Deliciarum: dajmy misę ze świeżymi owocami. Na pewno spotkamy w ogrodzie dziewictwa sztuczną sadzawkę z apatycznym lotosem. Zakładam od razu, że lotos, tradycyjnie uznawany za najskuteczniejszy z anafrodyzjaków, umościł się w centralnym punkcie bajorka. Na brzegu sadzawki rośnie wierzba płacząca – najwyższy wzrostem reprezentant botanicznego królestwa w ogrodzie dziewictwa. W tych łagodzących okolicznościach przyrody wałęsają się ospale pojedyncze egzemplarze gadziny: osławiony jednorożec, baranek, motylek.

Jedno rzuca się w oczy: w ogrodzie dziewictwa stanowczo nie znajdziemy palmy męczeństwa.

Na czym to niby ma polegać, że dziewica po całym dniu bycia dziewicą jest tak zmordowana dziewictwem, że po prostu pada z obydwu nóg? Czyżby utrzymywanie owych nóg w stanie nierozłącznym łączyło się z jakimś wysiłkiem? Może dziewicom powinno się wypłacać pensje? Nie byłby to ostatecznie głupi pomysł. Dla pozyskania środków można by obłożyć VAT-em i akcyzą burdele. Jedno z drugim się wiąże. Dziewictwo i nierząd chodzą ze sobą w parze. Wzrost zainteresowania cnotą zawsze pociągał za sobą rozwój rynku usług towarzyskich.

Kiedy pytają mnie o wstrzemięźliwość płciową, zawsze przychodzą mi na myśl dwie przepaskudne przypadłości: rak płuc i choroby serca. Szkoda, że nie mamy danych o śmiertelności na te choroby z XV i wcześniejszych wieków. Zanim Kolumb i sir Walter Raleigh przywlekli do Europy fatalne zielsko. Czy można z niezawodną pewnością powiedzieć, że przez sto wieków trzydzieści procent ludności Europy skręcało się z głodu nikotynowego?

A zatem moja wątpliwość brzmi tak: czy seks może się stać nałogiem w trybie zaocznym?

Płciowość nie należy do tej samej kategorii fizjologicznych potrzeb, co żarcie, spanie czy ekskrecja. Niby to truizm, ale warto się nad tym zastanowić. Seks jest warunkiem wystarczającym do powstania życia, lecz wcale niekoniecznym do jego trwania. Trudno o rzetelną wiedzę, czy wstrzemięźliwość płciowa to ciężka robota, jak o tym mówią sami wstrzemięźliwi, czy też raczej przypomina ona rzucanie palenia, który to nałóg, jak wiadomo, ani nie jest warunkiem wystarczającym do zakończenia życia, ani niezbędnym do jego trwania. A zatem pozbycie się nałogu może okazać się w istocie czczym wysiłkiem, choćby dlatego, że nie znamy statystyk zgonów na raka płuc i choroby serca z XV wieku.

Narzuca się wniosek, że tylko ludzkiej niewiedzy dziewice zawdzięczają swój prestiż. Powiedziałem już na początku, że coś jest na rzeczy. Czy istnieje nieformalna korporacja dziewic, coś w rodzaju tajnego zakonu, którego celem jest szerzenie wygórowanych opinii na temat seksualnej ignorancji? Słowem: czy istnieje międzynarodowy spisek dziewic?

Są tacy, którzy nie palą, i trudno powiedzieć, że niepalenie jest dla nich nałogiem. Może więc są także osoby, które, delikatnie mówiąc, nie interesują się seksem?

Załóżmy jednak, że dziewictwo jest jakimś tam trudem i jakimś cierpieniem i że tej formie spędzania życia należy się od nas cześć oraz... no tak – współczucie. Czy jest coś takiego, co mogłoby pocieszyć zaprzysięgłą, zatraconą – na koniec wreszcie utrapioną – dziewicę?

Na bardzo wątpliwą pociechę mają dziewice swój gwiazdozbiór – Virgo. Astrologowie twierdzą, że pod wpływem Panny (Virgo) rodzą się krytycy literaccy oraz zegarmistrze. Może to i prawda. W krytyce literackiej jest coś z mechaniki precyzyjnej i coś z tremor principii. I jeszcze coś z zaniechania.

Cóż kobieta zyskuje, przechowując ten – jak to powiedział pewien kretyn – kwiat? Podobno inny świat. To prawda: przestarzałe dziewice zachowują się tak, jakby nie całkiem należały do tego świata.

Są dwie szkoły refutacji dziewictwa. Pierwsza lubuje się w powtarzaniu różnych wersji tej samej alegorii: twierdza, wprawdzie niezdobyta, lecz także nieoblegana. Jest w tym głęboka racja: przecież usankcjonowane zakonnymi ślubami, służyło dziewictwo jako forma regulacji narodzin.

Druga, plebejska szkoła potępienia dziewictwa zwraca uwagę na – arystokratyczną z ducha – niechęć do utytłania się w seksualnym błocie tego świata.

Reasumując: przeterminowana dziewica musi się liczyć z oskarżeniem o abnegację bądź o brzydotę.

I jeszcze jedno. Symbolem dziewictwa jest jednorożec, symbolem skąpstwa zaś – Szkot. Nietrudno zgadnąć, jakiego mitycznego stworzenia podobizna widnieje w herbie Szkocji.

Prawda, miałem pisać o błonie, a piszę o dziewicach. Już w średniowieczu było wiadomo, że posiadanie tego zdawkowego elementu ciała nie stanowi wystarczającego dowodu seksualnej wstrzemięźliwości. Dla ostatecznego rozstrzygnięcia owej trudnej kwestii zlecano szereg makabrycznych prób: zamykanie w klatce z jadowitymi wężami, wrzucanie do jaskini smoków, przywiązywanie do drzewa w lesie, gdzie przebywają jednorożce lub słonie. Dziewczyna, która uchodziła z życiem z owych opresji, dostawała urzędowy patent dziewictwa.

Te rygorystyczne praktyki nie wydadzą się już tak bardzo groźne, jeśli weźmiemy pod uwagę, że w XIV wieku w Paryżu istniała „fabryka dziewic”. Ta jakże pożyteczna instytucja stosowała najprzeróżniejsze technologie zwężania tego, co zbyt rozszerzone, i okrwawiania tego, co bezkrwawe. Arnaud de Villeneuve, lekarz i alchemik z XIII wieku, który wsławił się tym, że jako pierwszy człowiek wydestylował brandy, popełnił był traktat De ornatu mulieris, tekst poświęcony w całości medycznym sposobom przywracania dziewictwa. Przypomina się kawał z zielonym atramentem. Dołam wionek Jasiowi i juz go ni mom... Wcale nieprawda, każdemu według jego potrzeb; można mieć i sto wianków. Dla Jasia, dla Wojtka, dla Maćka, dla pułku dzielnych ułanów.

Dla mojego kolegi (niezły czubek, ale ostatecznie innych nie mam) sprawa z dziewicami i niedziewicami jest nader oczywista. Nie będzie jadł ciastka, które zjadł już ktoś przed nim. Nie będzie się mydlił mydłem wymydlonym przez innego wymydlacza. Owszem: bardzo modernistyczna dusza z tego Bolka (tak mu na chrzcie dali) – stosunek płciowy odbyty z innym mężczyzną unicestwia dlań kobietę. Ciastko, mydło: tak oto, według Bolka, przedstawia się ikonografia kobiety upadłej. Oczywiście, na tych dwóch przedmiotach lista się nie kończy. Na liście Bolka są skasowane bilety: zbędne archiwum przejechanych dystansów. Jest tam niedopałek (horrible dictu!): wyślimtany, wymamlany, w końcu – ciśnięty na ziemię i rozdeptany obcasem. Mamy tam kolekcję wszelkich pustych nabojów, wyczerpanych wkładów; są fiolki, flaszki, puszki, spalone żarówki, waciki, czyściki i tym podobne duperele. A wszystko to – zużyte, zużyte, zużyte. Lista Bolka to smutna antologia próżności i wyczerpania: są tam butelki, z których niczego nie można nalać, torebki, z których niczego nie sposób nasypać. „Konająca próżnia nie wyłoni Boga”, by rzec słowami Witolda Wirpszy. Oto obraz kobiety po przejściach.

Wszystko to wygląda niby niepoważnie, ale warto sobie uzmysłowić, że przy całym ironicznym wydźwięku wyprodukowanej przez Bolka symboliki w jego umyśle objawił się obraz wydrążonej kobiety.

Na liście Bolka mogłaby się znaleźć chusteczka higieniczna, fotka z polaroidu, plastykowy widelczyk, no i na koniec – byłbym zapomniał – nasz krótki, smutny, ale jakże upragniony, ludzki żywot.

Jak widać z powyższego wywodu, są tacy mężczyźni, którzy traktują kobietę jako dobro odnawialne, oraz tacy, którzy uznają kobietę za coś, co w pewnych warunkach ulega bezpowrotnej degradacji. Racja leży niewątpliwie po stronie tych pierwszych – życie seksualne człowieka XXI wieku albo będzie ekologiczne, albo nie będzie go wcale.

Życie jest jedno, prezerwatyw wiele.




Marek K. E. Baczewski (ur. 1967) - poeta, prozaik, eseista, krytyk literacki, autor słuchowisk radiowych. Debiut książkowy i prasowy: 1994. Współpracownik "Witryny Czasopism".

Foto: Agnieszka Sitko.

Dodaj do:

Wykop    Facebook    Deli.cio.us
 



^ do góry



Copyright © neurokultura 2010 | projekt i wykonanie: sza-sza homework studio