Neurokultura już w sprzedaży! Szukaj nas w sieci empik lub w kup online! W numerze: Wiedemann / Sonnenberg / Klodova / Baczewski / Kłos / Fiedorczuk / Kapela / Sarna / Gierszewski / Marzec i inni
neurokultura

ISSN 2081-4380

wyszukiwarka


ON


reklama
localheroes

zareklamuj się!


partnerzy:
szara

Neurokultura on Facebook


Jesteś tu: Start > Felieton/Esej > Półtorak Marta: Suma cudów

Półtorak Marta: Suma cudów

Oto nastał ósmy miesiąc kalendarza gregoriańskiego. W kontekście patriotycznym sierpień przynosi nam aż trzy cudy, których miejsce zajścia można umiejscowić nad Wisłą. Jako ludzie współcześni powinniśmy popatrzeć jednak na te zdarzenia z pewnego dystansu.

W kontekście Bitwy Warszawskiej patriotyzm był nieuniknionym elementem. Świeży zastrzyk polskości, tuż po zaborach natchnął wojsko do pełnej mobilizacji i dobrego wykorzystania okazji do, jak się wówczas wydawało, ostatecznego być albo nie być.

Bitwa z 15 sierpnia 1920 była dla Zachodu areną, gdzie oczekiwano, co się stanie. Jeśli Polacy przetrzymają to natarcie, to my - ludzie starej kolonialnej cywilizacji odetchniemy, a jeśli nie poradzą sobie to zyskamy, chociaż na czasie, by się dozbroić, bo znając Polaków to bić się będą do ostatniej kropli krwi.

Jakoś tak zwykle się składa, że czy chcemy czy nie, stajemy się przedmurzem dla szeroko rozumianego tzw. wolnego świata. Zwycięstwo nadeszło niebawem a jego symboliczny wymiar zauważony został zarówno przez naszych, jaki i przez Sowietów. Nasi uznali to za cud, boską interwencję po słusznej stronie, Sowieci zaś za pomoc z zaświatów, bo inaczej nie moglibyśmy sobie dać rady. Polacy szybko uporali się z cudownością zwycięstwa i na swój oryginalny sposób wykorzystali to w sprzeczkach politycznych. Nagle okazał się, że przeciwnicy Piłsudskiego by umniejszyć jego zasługi powielali to, co Rosjanie, czyli teorię, jakoby tylko i wyłącznie działania nadprzyrodzone mogły nas uratować, bo wódz to wcale nie byłby do tego zdolny. Zwolennicy Marszałka z kolei orzekli, iż żaden cud nie miał miejsca, ponieważ choć było ciężko to geniusz wodza doprowadził do zwycięstwa.

W naszym kraju zawsze już tak jest, że najpierw cud a potem awantura o wpływy i szachowanie świętością w zależności od potrzeb. Co nie zmienia faktu, że dla osoby wierzącej, czy to z pomocą Piłsudskiego, czy też bez domniemanie cudu zawsze pozostanie. Nawet wtedy gdy objawi się zgoła inna Madonna znajdą się tacy, dla których będzie to dobry powód, by zaistnieć i będą rozpowiadać o najprawdziwszych cudach upadłych jakich świadkiem będzie niemalże nieskalana polska Matka – Ziemia.

Owe złośliwostki pokazują, że sarmatyzm jednak mocno się z nami zżył.

Nawiązując do siedemnastego wieku w kontekście Cudu nad Wisłą należy koniecznie wspomnieć o święcie Wniebowzięcia. W wigilię święta - 14 sierpnia 1608 r. w Neapolu ojcu Juliuszowi Mancineli jezuicie, objawiła się Matka Boska jako ta, która nakazuje nazywać siebie Królową Polski. Kult Matki Bożej jako królowej Polski umocnił się po Obronie Częstochowy, a także już w XIX w na wskutek bismarkowskiej polityki Kulturkampfu - programu, którego założenia między innymi dotyczyły walki z polską religijnością i kultura.

Kwestia Marii Panny a sprawy polskiej była bardzo mocno akcentowana w kulturze staropolskiej. Kult maryjny szczególnie pielęgnowany w pobożności ludowej przejawiał się głownie oddawaniu czci cudownym obrazom, licznymi pielgrzymkami, fundacjami sanktuariów. Oddawanie czci Matce Bożej było także jednym z czynników społecznych wiążących szlachecka brać. Maryję traktowano jak pośredniczkę miedzy szlachcicami a Bogiem, mogąca coś u Niego „ załatwić” a zwłaszcza biorącej w opiekę słynną „ złotą wolność”.

Taka teoria mnie osobiście wydaje się nieco naciągana gdyż, czy jakikolwiek patron opiekujący się narodem rzeczywiście na serio traktowałby ten polnische wirtschaft pierwszej Rzeczpospolitej charakteryzujący się zaciekłą ksenofobią łamaną przez megalomanię ustrojową doprowadzającą kraj do zagłady? W każdym razie polski mesjanizm przetrzymał próbę czasu i w każdej epoce daje się go rozpoznać.

Cudem z lat dwudziestych było na pewno tzw. „Pokolenie Kolumbów”. Młodzież wówczas urodzona była trzonem Powstania Warszawskiego z 1944 r. W Powstaniu nie chodziło o wygraną, ale o honor, o zaznaczenie, że „ jeszcze polska nie zginęła, póki my żyjemy”. Podobnie jak w 1920 lina Wisły zatrzymała wojska Sowieckie. Taki niespodziewany cud również nad Wisłą. Tu miasto powstało i zaczyna wyganiać Niemców bądź, co bądź wspólnego wroga, a wielka i zwycięska armia nie może przekroczyć rzeki. Cud, choć z naszego punku widzenia dość przewrotny.

W propagandzie radzieckiej wyjaśniono go dość szybko. Idzie strategiczny front, a w Warszawie Polacy wszczynają awanturę, która poważnie zakłóca jego działania - sami sobie winni. Ale też i Niemcy w zgrabny sposób tłumaczą swoją brutalność – oto Polacy, naród który zamiast jak należy walczyć z Sowietami swoją postawą ułatwia im działania, a poza tym wysyła dzieci na barykady przeciw czołgom - sami sobie winni.

I tak dochodzimy do końca sierpnia kiedy to wspominamy rok 1980 gdy szalał najprawdziwszy kryzys władzy i ideologii komunistycznej, a także ekonomii co przekładało się na nieustające podwyżki cen artykułów żywnościowych. Sytuacja była tak kiepska, że nawet groźba militarnej interwencji ZSRR na nikim nie zrobiła wrażenia i nie powstrzymała fali strajków.

W Stoczni Gdańskiej, na jego czele staje Lech Wałęsa – konsekwentnie pojawiający się z wizerunkiem Maryi Panny na piersi niczym rycerz z oddziałów Kmicica. Związkowcy popierani przez Jana Pawła II walczą o prawa robotników w kraju, w którym od 35 lat konstytucyjną władzę sprawował lud pracujący! Choć ideały Sierpnia ‘80 są nadal żywe pośród wyborczych przemówień to bohaterowie tamtych czasów dzisiaj kłócą się jak rasowa szlachta. Tradycja – jak to w tym kraju - pozostaje święta choć zszargana awanturnictwem w walce o stanowiska.

Co wobec tego przekazać chcą nam sierpniowe rocznice? Może to, że bilans bohaterstwa wychodzi nam na zero bo raz na tarczy a raz z tarczą wałęsamy się na brzegach Wisły.

Ostatecznie społeczeństwo i tak traktuje święta narodowe jako kolejny długi weekend, kiedy można sobie poleżeć na kanapie, iść do knajpy ( wcale nie do kościoła) i nie zawracać sobie głowy patriotyzmem, którego i tak nikt już nie potrzebuje bo czegóż tu bronić? Bastionów skompromitowanej władzy żerującej na Czarnej Madonnie, Armii Krajowej i etosie Solidarności?

W dobie, gdy homo sovieticus miesza się z homo postmodernicus śmiało można ulegać marketingowej dyktaturze i udać się na ziejące zgniłym kapitalizmem widowisko Madonny Ciccone - ikony naszych bądź co bądź bluźnierczych czasów.

A kto jest bez winy niech rzuci kamień...
Sierpień 2009



Marta Półtorak (ur. 1976) - poetka i eseistka. Z zamiłowania i wykształcenia - historyk. Debiutowała w 2008 r. podczas Nocy Poetów na Zamku w Niepołomicach. Laureatka Turnieju Jednego Wiersza - Bieszczadzkie Dusioły (2008).

Dodaj do:

Wykop    Facebook    Deli.cio.us
 



^ do góry



Copyright © neurokultura 2010 | projekt i wykonanie: sza-sza homework studio