Neurokultura już w sprzedaży! Szukaj nas w sieci empik lub w kup online! W numerze: Wiedemann / Sonnenberg / Klodova / Baczewski / Kłos / Fiedorczuk / Kapela / Sarna / Gierszewski / Marzec i inni
neurokultura

ISSN 2081-4380

wyszukiwarka


ON


reklama
localheroes

zareklamuj się!


partnerzy:
szara

Neurokultura on Facebook


Jesteś tu: Start > Felieton/Esej > Twardowski Maciej: Upadek, czyli rozmywający się mit polskiego żołnierza

Twardowski Maciej: Upadek, czyli rozmywający się mit polskiego żołnierza

Na najwyższych szczeblach władzy nastąpiło niezapowiedziane tąpniecie, w efekcie którego nieco zachwiał się nasz swojski narodowy mit. Oto bowiem na początku tygodnia światło dzienne ujrzała informacja, że sytuacja w polskiej armii jest niezmiernie daleka od utopijnej wizji, jaką widzieć chcą miłośnicy romantycznego narodowego mesjanizmu.

Ideał polskiego żołnierza okazał się bardzo daleki od tego prezentowanego w piosenkach patriotycznych. Co więcej - w Ministerstwie Obrony Narodowej kombinują tyle, iż najprawdopodobniej ostatnim honorowym byłby Janek z „Czterech pancernych i psa”. A zadaniem ostatniego jest przecież zgaszenie światła.

Milczenie w sprawie złej sytuacji w polskim wojsku przerwał gen. Waldemar Skrzypczak. Nie chciałbym zbytnio rozwodzić się nad szczegółami, gdyż bardziej problematyczna wydawała mi się reakcja polityków oraz ogólny kontekst sytuacji społecznej. Zresztą - nie sądzę, aby generał w tej sytuacji jeszcze długo zagrzewał swój stołek. Tak czy inaczej, najbardziej symptomatyczna dla tego, co zostało z polskiej polityki była wypowiedź ministra obrony narodowej Bogdana Klicha. Polityk PO zamiast odnieść się do zarzutów, bardzo ubolewał, że generał odważył się mówić, mimo tego, że sam w przeszłości bardzo go popierał. Tok rozumowania godny bohaterów „M jak miłość”, a przy tym całkiem wyrazista gloryfikacja wszelkiej maści "kolesiowstwa".

Zawsze przy okazji tego typu spraw, chętnie przyglądam się zwierciadłu społeczeństwa, jakim niewątpliwie jest Internet. Z jakim efektem? A no ciekawym. Szczególnie przypadły mi do gustu komentarze "forumowiczów" na portalu gazeta.pl. Jeden typ użytkowników wyjątkowo zapadł mi w pamięć - cała sytuacja wydała mi się bowiem ciosem zadanym w ich psychiczną piętę Achillesa. Uderzenia w sedno są przecież zwykle najbardziej bolesne. Przykładowo, jeden z "forumowiczów" z żarliwością godną samego Rejtana bronił wyidealizowanej koncepcji polskiego żołnierza. Dzięki niemu dowiedziałem się, że każdy kto nie popiera działań polskiej armii (albo jest pacyfistą) to nikt inny jak „cipka”, dla której w społeczeństwie miejsca oczywiście nie ma. Niemal natychmiast pomyślałem - jak to dobrze, że jestem „cipką”. Zresztą najprawdopodobniej świat byłby dużo lepszy gdyby wszyscy byli „cipkami”. Przynajmniej nie trzeba by już pakować tak grubej kasy w „facetów z jajami” i ich zabawki.

Zwykle gdy czytam komentarze dotyczące tekstów, które godzą w polski mit narodowy mam klaustrofobiczne uczucie obcowania z żywymi trupami, które masowo opuściły cmentarze i krypty by rozlewać wokół swoje frustracje związane z bogiem, honorem i ojczyzną. To też nie tak, że mam jakąś szczególną awersję do tradycji. Ja po prostu zauważyłem, że mamy XXI wiek. Bóg nie żyje, ojczyzny się rozmywają a honorowy to jest najwyżej kot mojego dziadka – gdy się na kogoś obrazi, przestaje przyjmować od niego jakiekolwiek przekąski.

Czy uważam, że miliony złotych topione każdego roku w wojsko to błąd? Ależ nie, jestem oczywiście świadom, że inwestycja w zbrojenia jest potrzebna! Prawie tak bardzo jak zeszłoroczny śnieg. Świat bez wojen byłby z pewnością przyjemniejszy. Szkoda, że nie dostrzegają tego rządzący. Weźmy dla przykładu słowa wypowiedziane z ust brata wielkiego stratega IV RP. Miłościwie nam panujący tyle razy wspominał o potrzebie posiadania przez Polskę wielkiej i silnej armii. Nijak nie umiem jednak tej dziejowej konieczności zrozumieć. Wolałbym aby mój kraj miał niepokonaną służbę zdrowia i niezwyciężony system emerytalny. Z drugiej strony może to po prostu tak, że widok przejeżdżającej co roku przez centrum Warszawy defilady czołgów jest dla niektórych przeżyciem niemalże duchowym. Pytanie czy warto marnować wielkie sumy pieniędzy na chwilowe uniesienia? Ależ oczywiście! Nie chcąc być określony mianem hipokryty, muszę przecież przyznać szczerze, że mając dostęp do nieograniczonego niemalże kapitału, też fundowałbym sobie liczne małe przyjemności. Ot tak tylko, żeby zaspokoić własne wewnętrzne potrzeby i zadośćuczynić nabytemu sposobowi postrzegania świata. Rzecz jasna, w moim przypadku z militaryzmem nie miałoby wiele wspólnego. Każdy ma przecież swój indywidualne sposób realizacji.

Jeżeli zaś chodzi o wojenne maszyny, to zastanawia mnie co do powiedzenia miałby dziadek Freud, gdyby go zapytać o starszego pana, będącego kawalerem mieszkającym z mamą i miłośnikiem kotów, którego wyraźnie ekscytuje widok wielkich pojazdów z olbrzymimi lufami. Każdemu wszakże po głowie chodzą inne myśli, co jednak, jeżeli cygaro w rzeczywistości nigdy nie jest tylko cygarem?

Oczywiście moje internetowe malkontenctwo i tak na nic się nie zdaje. Nadal wierze w możliwość istnienia świata bez wojen. Choć wiele razy słyszałem, że się mylę, bo wojna leży przecież w „ludzkiej naturze”. Nie mieści mi się w głowie, jak ktokolwiek może twierdzić, że fakt zabicia człowieka przez człowieka w imię czyichś partykularnych interesów może być określony jako „ludzki”. Moje marudzenie nie zmieni również faktu, że Polska nadal będzie kupować nowe zabaweczki. Pieniędzy mamy sporo, możemy więc kupować sobie nowe samoloty, albo nawet zbudować jakiś statek. W pierwszym przypadku i tak albo wcale nie będą latać, albo szybko pospadają. Kolejna komisja, kolejne pieniądze. Budowa okrętu też wcale opłacalnym pomysłem nie jest. Weźmy takich amerykanów, budują te swoje nowoczesne łajby za gruba kasę. Cóż z tego, skoro takie cacko nie jest w stanie poradzić sobie z piratami na pontonach?



Maciej Twardowski (ur. 1986) – redaktor serwisu racjonalista.pl i Krytycznego Magazynu Internetowego „verte”. Związany z bydgoskim klubem Krytyki Politycznej, Polskim Stowarzyszeniem Racjonalistów, Pracownią Kultury Współczesnej i Zielonymi 2004. Współpracuje z czasopismem Recykling Idei. Publikował m.in. w Gazecie Wyborczej.

Dodaj do:

Wykop    Facebook    Deli.cio.us
 



^ do góry



Copyright © neurokultura 2010 | projekt i wykonanie: sza-sza homework studio