Neurokultura już w sprzedaży! Szukaj nas w sieci empik lub w kup online! W numerze: Wiedemann / Sonnenberg / Klodova / Baczewski / Kłos / Fiedorczuk / Kapela / Sarna / Gierszewski / Marzec i inni
neurokultura

ISSN 2081-4380

wyszukiwarka


ON


reklama
localheroes

zareklamuj się!


partnerzy:
szara

Neurokultura on Facebook


Jesteś tu: Start > Felieton/Esej > Krzan Katarzyna: Cyber-ekstaza

Krzan Katarzyna: Cyber-ekstaza

Ekstaza kojarzy się ze szczytowym doznaniem towarzyszącym uprawianiu miłości. W kolorowych pismach dla kobiet orgazm jest otaczany swoistym kultem. Można w nich odnaleźć szczegółowe mapy wędrówek po ciele w poszukiwaniu tajemniczego punktu G, erotycznego Graala.

Wokół seksu narosło już tysiące mitów, wyobrażeń, fantazji, a także tworzonych naprędce tabu, gdyż nie ma nic bardziej pociągającego od przekraczania kolejnych granic. Z niebezpieczeństw zdawali sobie sprawę jedynie Polinezyjczycy, autorzy pojęcia tabu, którzy robili wszystko, by jednak nie łamać zakazów.

W obecnej kulturze staje się to codzienną praktyką. Regułą jest brak reguł i tworzenie zasad tylko po to, by je łamać. Na tym zdaje się głównie polegać postęp w dziedzinie techniki i komunikacji. Mamy już latające pociągi, telefony działające jak kamery filmowe, zwierzęta udające ludzi i ludzi żyjących jak zwierzęta. Doszliśmy do punktu, w którym wszystko staje się możliwe. Planuje się przedłużanie ludzkiego życia w nieskończoność, a jeśli ciało zawiedzie, wówczas będzie można przeszczepić umysł do komputera. Nowoczesne środki komunikacji umożliwiają mentalne podróże do granic wyobraźni, docieranie do miejsc, które nie były kiedyś osiągalne dla zwykłych śmiertelników. Media łączą nas z inną rzeczywistością, mniej lub bardziej realnymi światami, które tak naprawdę są fizycznie niedostępne, ale można im się przyjrzeć, a nawet poczuć je dzięki elektronicznym kanałom.

Produkowane przez media obrazy, pochłaniane przez nas codziennie, zaczęły zastępować nie tylko myślenie refleksyjne, ale także samą modlitwę, prywatną rozmowę z Bogiem. A jednak człowiek zawsze szukał i będzie szukał czegoś poza nim, czegoś, co wykracza poza teraźniejsze doświadczenie. Problem w tym, że we współczesnej kulturze sposoby wykraczania poza własną egzystencję są generowane przez producentów kultury popularnej, którzy wykorzystują odwieczne pragnienie transcendencji do celów komercyjnych. Obszar kultury masowej stał się globalnym targowiskiem, na którym uprawia się swoisty marketing religijny, sprzedający doktryny, idee, kulty, obietnice zbawienia. Religia stała się w ostatnim czasie intratnym interesem, przynoszącym olbrzymie zyski, płynące ze sprzedaży mocno uproszczonych treści religijnych wszystkich właściwie kultur, które zaczęły wyprzedawać swoje świętości po zaniżonych, promocyjnych cenach. Wschód reklamuje się na Zachodzie jako remedium na jego wszelkie bolączki cywilizacyjne. Sam Zachód ratuje się wiarą w technologię, medycynę, możliwości przekraczania granic fizyczności.

Ucieczka od ograniczeń ciała była kiedyś specjalnością wyłącznie mistyków, zarówno tych ze Wschodu, jak i Zachodu. Mistyk jakimś cudem potrafi kontrolować krążenie krwi, akcję serca, bez trudu wytrzymuje mróz i największy upał, nie potrzebuje codziennej dawki witamin, tygodniami poszcząc w bezruchu. Zadziwiające jest to, że skierowana na konsumpcjonizm kultura zwróciła się właśnie w kierunku owych dziwaków, próbując odebrać im sekret, jakim jest mistyczne doznanie wyjścia poza ciało, a więc ekstaza. Do ekstazy, choć ma ona charakter ściśle duchowy, droga prowadzi przez zakamarki ciała. Można do niej dotrzeć poprzez intoksykację, zażycie środków halucynogennych, psychotropowych, ale także wykorzystując naturalne zdolności ciała poprzez posty czy przetrzymywanie bólu.

Najbardziej kuszącą wersją mistyki stała się jej forma ekstatyczna, uprawiana w dyskotekach i przez narkomanów, usprawiedliwiających zażywanie psychodelików ogólnoludzką chęcią doznania mistycznych objawień. Największym ich popularyzatorem był (a może i nadal jest?) Timothy Leary, którego uważa się obecnie za proroka Internetu i cyberprzestrzeni. Na początku lat siedemdziesiątych, gdy ogłosił w telewizji szaloną ideę połączenia umysłów wszystkich mieszkańców Ziemi elektroniczną siecią, dzięki której mogliby oni porozumiewać się bez względu na odległość, wywołał tylko pobłażliwe uśmiechy. Obecnie, gdy Internet stał się faktem, po 30 latach od publikacji w Stanach Zjednoczonych wydano w Polsce jego książkę Polityka ekstazy, a sam autor stał się idolem internautów, którzy poświęcili mu swoje strony WWW. Sam prorok również dysponuje osobistym adresem w sieci (www.leary.com), choć jego prochy od dawna orbitują gdzieś w kosmosie.

Za życia Leary był zagorzałym orędownikiem wolności umysłu. Wraz z kilkoma naukowcami z Harwardu założył Międzynarodową Federację Wolności Wewnętrznej (IFIF), która propagowała rozszerzanie świadomości za pomocą LSD. Wydawano książki, pisano artykuły, prowadzono badania naukowe, które udowadniały zbawienny wpływ kwasu na ludzką psychikę oraz zachowanie: alkoholicy przestawali pić, przestępcy rezygnowali z przemocy, homoseksualiści stawali się heteroseksualni, dzieci autystyczne nawiązywały kontakt z rzeczywistością. Rewolucja informatyczna wywarła na nim takie samo wrażenie jak pierwsze połknięcie LSD.

Polityka ekstazy, na co zwraca uwagę sam autor, została napisana jako przewodnik dla „milionów psychodelicznych podróżników, którzy uczyli się jak żyć w sposób wolny.” Leary widział ciągłość ewolucyjną, wiodącą od psychodelicznych hippisów lat 60. do cyberpunków, którzy stworzyli informatyczną kontrkulturę lat 90. Rzecznicy kultury psychodelicznej lat sześćdziesiątych proponowali przekroczenie granic ludzkiej wyobraźni. Ku ich zdumieniu świat nie uległ dzięki temu żadnej przemianie. Nie stało się nic, czego się spodziewano w związku z nadejściem Ery Wodnika. Ci, którym udało się przeżyć eksperymenty z narkotykami, dostrzegli, że nie jest to tak naprawdę odpowiednia droga. Aby zmienić obraz kultury i wyzwolić wreszcie człowieka z jego ograniczeń należało dokonać czegoś więcej. Hippisi utorowali drogę następnemu pokoleniu, dla którego technologia nie była już wrogiem, a raczej kolejnym środkiem osiągania celów wykraczających dotychczas poza biologiczne możliwości ludzkiego ciała. Wszystkim chodziło przecież o to samo: o osiągnięcie ekstatycznej umysłowej wolności, niezależnie od tego, czy do jej osiągnięcia używa się psychodelików, czy komputerów i elektronicznych sieci, czy wszystkiego na raz.

Pierwszy komputer osobisty został stworzony w Hombrew Computer Club przy Stanford University przez Steve’a Wozniaka oraz wegetarianina, buddystę i miłośnika LSD, Stevena Jobsa. Ci dwaj spadkobiercy kontrkultury nazwali swój produkt Apple (jabłko) i zaczęli sprzedawać dla żartu w początkowej cenie 666 dolarów za sztukę. Nazwa komputera sugerowała jego związek z rajskim drzewem poznania, a cena – z liczbą Bestii, która zwiodła ludzkość. Komputer stał się symbolem wolności umysłu, nowym psychodelikiem zdolnym poszerzać świadomość. Znów powrócono do haseł kontrkultury, ale już w nowym, technologicznym wymiarze, który obiecywał nieosiągalne dotąd możliwości. Z pozoru wydawać by się mogło, że nowe środki techniczne wyprą konieczność sięgania po substancje farmakologiczne, ale wkrótce okazało się, że obie metody zaczęły się dopełniać. Wynalazek komputera osobistego otwierał drzwi nadziejom na nowy model wolności. Rozwijająca się w szybkim tempie sieć oplatająca cały glob otworzyła nową perspektywę komunikacji z dowolnym miejscem na ziemi, ignorując tym samym wszelkie ograniczenia fizyczne człowieka.

Komputer stał się więc nowym środkiem odurzającym, uzależniającym nie mniej od farmaceutyków. Co więcej, efektywne korzystanie z niego zaczęło wymagać sięgania po tradycyjne środki pobudzające. By doścignąć komputer, zwiększyć wydajność pracy ludzkiego organizmu, który jednak, w przeciwieństwie do maszyny, ulega zmęczeniu, konieczne stało się farmakologiczne poszerzanie możliwości ciała. Karierę w tej dziedzinie zrobiła amfetamina, jako symboliczny już „dopalacz” młodych biznesmenów, pozwalający na wielogodzinną przytomność umysłu, za którą płaci się bezsennością.

Tempo współczesnego życia nie pozwala na odpoczynek, kontemplację. Ujawnia się to nawet w tak zwanym wolnym czasie, który również zdominowany jest przez elektronikę. By wytrzymać psychicznie i fizycznie imprezę w rytm komputerowo generowanej muzyki techno, która jest niczym innym jak pogańskim uderzaniem w bębny o znacznie szybszym, przystosowanym do współczesności tempie, trzeba zażyć środek, który pozwoli przetrwać nawałnicę dźwięków i bezsprzecznie osiągnąć konieczne uniesienie. Na imprezach techno najbardziej popularnym środkiem jest ecstasy. Już sama nazwa sugeruje jego związek z mistycznymi stanami. Ecstasy przejęło władzę nad umysłami po LSD.

Jako syntetyczna pochodna amfetaminy i meskaliny, ecstasy stymuluje układ nerwowy i posiada właściwości psychodeliczne. Zażycie MDMA wywołuje już po 30-40 minutach uczucie silnej euforii, sympatii do otoczenia, pobudzenie seksualne, przypływ energii. Ale może także prowadzić do niepokoju przeradzającego się w panikę, poczucia utraty kontroli, halucynacji, depresji, a nawet depersonalizacji. Wraz z rytmiczną muzyką techno (do 160 uderzeń na minutę) ecstasy wprowadza w trans, pozwalający zapomnieć o sobie, złączyć się z otoczeniem. Uczestniczenie w wielomilionowej imprezie na ulicach wielkiego miasta być może przypomina rytuały pogańskich plemion przy wtórze bębnów. Zatracenie się w tłumie, gdzie rytm zagłusza nawet własne myśli jest rozpaczliwą formą poszukiwania ucieczki od samego siebie, od ciasnoty własnego ciała, jest próbą doznania czegoś „poza”.

Wschodni mistycyzm wywarł swój wpływ także na programistów gier komputerowych, którzy obdarzyli swoich bohaterów możliwością przeżywania kilku wcieleń, reinkarnacji w różnych ciałach, miejscach i czasach. Dali im także do dyspozycji nadludzkie, samoregenerujące się moce, pozwalające unikać kul, wychodzić cało z wypadków samochodowych, strzelanin czy eksplozji bomb. Fakt, że hinduizm, ani żadna inna religia nie dopuszcza zabijania bez powodu jest bez znaczenia w nierzeczywistym świecie rozrywki. Zabijanie w cyfrowej sferze jest źródłem silnych emocji, podnoszenia poziomu adrenaliny, która, jak wiadomo, odgrywa sporą rolę w chemicznej interpretacji stanów ekstatycznych. Wyścigi samochodowe, walki wręcz, strzelaniny, różnego rodzaju „misje” do wykonania, bez wątpienia przynoszą namiastkę przekraczania własnych możliwości fizycznych, wzięcia udziału w niebezpiecznych akcjach i przeżycia przygody, będącej następstwem wcielenia się w kogoś innego.

Cyberprzestrzeń, jako generowany elektronicznie obraz marzeń i pragnień, staje się kuszącą obietnicą, alternatywnym światem stworzonym przez ludzi i dla ludzi, w którym wszystko jest możliwe, nie istnieją bowiem prawa fizyki, nie ma nawet powietrza, żadnych ograniczeń dla śmiertelnego ciała. Co prawda, sfera ta wciąż pozostawia wiele do życzenia, komputerowe światy nie są jeszcze na tyle doskonałe, by całkowicie poddać się iluzji, ale i tak dostarczają wrażeń niedostępnych w realnym świecie. Czy jest to świat bliski sferze sakralnej, czy raczej obszar pozbawiony Boga, czas pokaże. Jednak już dziś rzeczywistość wirtualna pozwala na owo ékstasis, wyjście poza siebie.

























Fragmenty książki: Katarzyna Krzan: Ekstaza w wersji pop. Poszukiwania mistyczne w kulturze popularnej,  Warszawa 2008.

Katarzyna Krzan (ur. 1978) - kulturoznawca, dr nauk humanistycznych, animator kultury. Redaguje książki, pisze recenzje, wykłada, udziela wywiadów, wychowuje córki. Prowadzi wydawnictwo internetowe www.e-bookowo.pl , KANApę literacką w Centrum Edukacji i Wychowania Młodzieży KANA w Sosnowcu.

Dodaj do:

Wykop    Facebook    Deli.cio.us
 



^ do góry



Copyright © neurokultura 2010 | projekt i wykonanie: sza-sza homework studio