Neurokultura już w sprzedaży! Szukaj nas w sieci empik lub w kup online! W numerze: Wiedemann / Sonnenberg / Klodova / Baczewski / Kłos / Fiedorczuk / Kapela / Sarna / Gierszewski / Marzec i inni
neurokultura

ISSN 2081-4380

wyszukiwarka


ON


reklama
localheroes

zareklamuj się!


partnerzy:
szara

Neurokultura on Facebook


Jesteś tu: Start > Felieton/Esej > Półtorak Marta: Ostatni dziedzic Jagiellonów, czyli mały fanatyzm po polsku

Półtorak Marta: Ostatni dziedzic Jagiellonów, czyli mały fanatyzm po polsku

Niedzielne popołudnie. Nad Wisłą wałęsają się wycieczki, samotni spacerowicze, zakochane pary jednym słowem ludzie i ludziska. Na tle lazurowego nieba świetnie prezentuje się Wawel. Do pełni włoskich klimatów brak tylko spienionego morza odbijającego fale od wzgórza wawelskiego. No tak marzenia marzeniami jednak rzeczywistość serwuje nam bardzo przyziemne fale szaro-burej Wisły. Żeby sobie umilić popołudnie postanowiłam zwiedzić wnętrze Katedry Wawelskiej.

Wstąpiłam do środka i karnie przechodzę wytyczonymi kierunkami zwiedzania. Moją uwagę zwróciła zazwyczaj zamknięta i senna Kaplica Wazów. Dziś jednak spotkało mnie małe zaskoczenie - grupa pielgrzymów odprawia nabożeństwo w jej wnętrzu. Już kończą, więc szybko wchodzę by skorzystać i zwiedzić to mauzoleum. Mam na to jakieś 10 minut.

Wdycham wilgotne powietrze Kaplicy Wazów. Te kilka minut, jakie mogę poświęcić na jej obejrzenie przenosi mnie w głąb własnych przemyśleń. Dominujące kolory wystroju - czarny, złoty, biały z iście barokową ilością zdobień. Niemalże jak na pokazie Versace. Nie jest to bynajmniej ironiczny czarny humor wywołany atmosferą dynastycznego mauzoleum. Jednak samo słowo "dynastia" kojarzy mi się z serialem - tasiemcem, w którym aż kapało od złoceń i świecidełek. W siedemnastowiecznej Polsce tak de facto do dynastii Wazów odnoszono się z pewnym lekceważeniem jak to do karierowiczów. Na pewno jako królowie jeszcze wtedy w miarę potężnego państwa - nadążali za trendami i je kreowali. Mając sentyment lub, jak kto woli kompleks w stosunku do swoich kuzynów nie chcieli być gorsi od Jagiellonów. Sentyment jagielloński widać, co krok w kaplicy a zwłaszcza na wschodniej ścianie elewacji, gdzie widnieje napis HOC JAGELLONICAE PROPAGNIS ULTIMUS HERES (Ostatni dziedzic domu Jagiellonów). No tak, co było minęło, dziś to już świat mar i cieni. Królestwo barokowej marności. Kommemoratywny charakter dolnych partii kaplicy wysławiający wyczyny i osobiste cechy trójki władców powoduje, że nie sposób pominąć naszego małego fanatyzmu polskości. Patriotyzmu ujętego w ramy nacjonalizmu, mesjanizmu i wielkiego przedmurza cywilizacji zachodniej. Nawiasem mówiąc cywilizacji, która nie zawsze przyznaję się do nas. Uważamy się za wybranych by trwać w epoce złotej wolności na wzór Sarmatów wierzących w swoją wyjątkowość na tle Europy. W związku z tym lubimy niejednokrotnie gardzić innymi narodami i ich - też historycznie ukształtowanymi poglądami, opierając się na sprawdzonej ksenofobii i niewyobrażalnie dobrym zdaniu o sobie jako ukochanym dziecku Boga. Politycznie też nie jesteśmy gorsi od naszych przodków. Awanturnictwo i machanie szabelką wychodzi nam równie dobrze. Ostatnio zauważam, że budowanie poczucia patriotyzmu zredukowano do tego, by ciągle czuć się jak pod zaborami lub na szańcach oblężonej twierdzy. Tylko, że samym czuwaniem niewiele można wskórać, kiedy polski patriotyzm to nic innego jak fanatyzm a la bezmyślne wywieszanie biało-czerwonej flagi. Nie można epatować martyrologia, kiedy dzieci i wnuków nie nauczyło się szacunku do Ojczyzny, gdy godło narodowe kojarzy mi się tylko z orzełkiem na czapkach policji. Zróbmy coś by obecne nam czasy nie potwierdziły przysłowia, że historia lubi się powtarzać.

Kiedy nasi Wazowie odeszli na tamten świat pozostawili po sobie niezbyt dobrą opinię - ciągłe wojny, nieudana polityka, własne widzimisie. Ale z drugiej strony nie ma się, co czepiać w końcu, jaka polityka w Polsce jest tak naprawdę udana? Albo ambitni królowie ze snopkiem w herbie (herb vasa) albo snopki z królewskimi ambicjami. Nie można spodziewać się cudów, gdy dookoła prywata a panowie jadą na sejm...

Dziwnym trafem to jakieś znajome. Zygmunt III Waza nie znał realiów ustrojowych państwa i wcale nie zamierzał się z nimi liczyć ani ich poznawać. Bo kto by się przejmował krajem - byle mieć stanowisko! Myślał, że sojusz z potężnymi Habsburgami, na których imperium nigdy nie zachodził słońce to właściwe rozwiązanie. Oczywiście za cenę udziału w wojnie trzydziestoletniej. Król wplątał kraj w szereg awantur z Moskwą i przez skandaliczne dymitriady na wieki wieków ustanowił polsko-rosyjską nienawiść. Wazowie utracili też pruskie lenno, bo akurat nie byli nim zainteresowani. Z tego skrawka ziemi nad Bałtykiem wyrosła silna pruska potęga i III Rzesza. W 1596 roku Zygmunt III przeniósł stolicę z Krakowa do Warszawy. Chciał mieć bliżej do Szwecji. Sprawa tamtejszego tronu i kwestia walki o dominację na Morzu Bałtyckim doprowadziły do długoletnich wojen polsko-szwedzkich. Prowadząc politykę pro habsburską, skłócił Rzeczpospolitą z Turcją. Jego syn Władysław był ekskluzywnym koneserem, znajomym Rubensa, reformatorem i kolejną ambitną gwiazdą polskiej polityki. Kontynuując tradycję rodzinną, walczył z Rosją i Turcją. Był władcą wzbudzającym tzw. mieszane uczucia: z jednej strony zachwycał lud z drugiej niepokoił, zwłaszcza bogatych magnatów kresowych. Za jego rządów miał swój początek okres walk z Kozakami. Ostatni Waza - Jan Kazimierz - dostał od historii przydomek "początek nieszczęść królestwa". Można go scharakteryzować jako awanturnika, poszukiwacza wrażeń i przygód. W okresie swego panowania Jan II Kazimierz musiał się zmagać z trzema groźnymi wojnami. Po pierwsze powstanie Chmielnickiego, które tak naprawdę doprowadziło do niechęci polsko-ukraińskiej na długie stulecia i tak trochę trwa do dziś w tzw. micie polskiego pana. Następny wyzwaniem był Potop Szwedzki i kolejna wojna z Rosją. Król Jan złożył słynne Śluby Lwowskie. Przysięga ta miała miejsce nomen omen w prima aprilis 1656 roku - król obiecał poprawić los chłopów i mieszczan, jeśli Matka Boska da mu wygraną. Jakież to znajome te wszystkie obietnice dla słabych i wykluczonych. Nie zostały one zrealizowane, bo interes szlachty u władzy na tym by ucierpiał. A szlachta wtedy dopiero się rozkręcała -1654 roku został po raz pierwszy zerwany sejm. Przekroczono granice politycznego tabu - od dziś mogę wszystko, co mi się podoba. W końcu i król podał się do dymisji. Czy to też nie jest znajome? Podobno podczas sejmu abdykacyjnego Jan Kazimierz przepowiedział rozbiory. Niestety wanitatywny kościotrup z bramy kaplicy stanął na wysokości zadania - ten architektoniczny propagandowy symbol potęgi Wazów nie spełnił swojej roli, ponieważ nikt z tej dynastii nie dożył nawet jej ukończenia. Po wielkich planach i ambicjach pozostał barokowy motyw cienia, który padł na Polskę. Przez kilkadziesiąt lat panowania Wazowie utrzymali jakąś formę zewnętrznego prestiżu Polski, jako nowoczesnego i poważnego kraju europejskiego, ale niestety wplątali królestwo w serię konfliktów militarnych i dopuścili do kryzysu gospodarczego.

Mija czas, jaki miałam na obejrzenie mauzoleum. Wychodzę pod wrażeniem. Opuszczam katedrę spoglądając jaszcze na przytuloną do niej kopułę kaplicy. Smutna zielona patyna. A już na pewno nie stanowią atrakcji zwykłe, szare gołębie fruwając nieopodal hełmu kopuły. Wśród nich wyróżnia się jeden - biały z czarnymi skrzydłami.

Symbol gołębia był chętnie wykorzystywany w sztuce baroku jako wyobrażenie Ducha Świętego. Gołąb jest ptakiem bez instynktów zabijania. Nawet można powiedzieć, że sam wydaje się być bezbronny - stąd uznano go za symbol pokoju. Nasz biały gołąbek pokoju zawsze wyfruwa z jakieś wojennej zawieruchy i pożogi - nieważne czy to siedemnasty czy dwudziesty pierwszy wiek. Z przypalonymi skrzydłami pasuje wręcz idealnie do staropolskiej kaplicy, która daje wieczny odpoczynek siedemnastowiecznej dynastii. Bo niby wszystko się zmieniło - mas-media, Internet, inna moda a jest tak jakby czas się zatrzymał i siedemnasty wiek nadal trwał. Znów walczymy z islamem, choć nie pod Chocimiem czy nie daj Bóg Cecorą, ale w Afganistanie. Czekamy razem z wygodnym i zblazowanym światem Zachodu na nową przysparzającą nam międzynarodowego splendoru victorię wiedeńską. Ciągle nic sobie nie robimy z tego, że kraj, choć duży to nadal niebezpiecznie położony. Wciąż mamy, jakieś złudne obietnice i mocarstwowe aspiracje. Idziemy zawsze z jednym sojusznikiem nie oglądając się na doświadczenia. Ciekawe czy jak zwykle z marzeń o potędze zbudzi nas telegram z Moskwy: gratulacje stop gaz stop ropa stop.

Za : FRAGILE 3/2009

Marta Półtorak (ur. 1976) w Tarnowie. Pisze poezje i eseistykę. Z zamiłowania i wykształcenia - historyk. Debiutowała w 2008 r podczas Nocy Poetów na Zamku w Niepołomicach. Laureatka Turnieju Jednego Wiersza - Bieszczadzkie Dusioły (2008). Publikowała m.in. w BLUTUF, FRAGILE oraz w almanachach poezji . Obecnie przymierza się do samodzielnego tomiku poezji.

Dodaj do:

Wykop    Facebook    Deli.cio.us
 



^ do góry



Copyright © neurokultura 2010 | projekt i wykonanie: sza-sza homework studio