Stwierdzenie stare jak świat, ale ciągle trzyma się mocno i ma wiele zwolenników i zwolenniczek, a niekiedy robi w Polsce zawrotną karierę. Kiedyś jeździło na warszawskich tramwajach wraz z bardzo mocnym rysunkiem: odrysowanym kredą na jezdni kobiecym ciałem, tak jak w amerykańskich filmach rysuje się kontury trupa. Projekt ten wymyśliła i zrealizowała wraz grupą Twożywo Magda Gryszko w ramach kampanii 16. Dni Działań Przeciwko Przemocy Wobec Kobiet. Pamiętam, z jakim oburzeniem się spotkał - rodzice grzmieli, że dzieci to oglądają i co oni mają im mówić, jak tłumaczyć, że nie można w ten sposób, nie wolno. Przez media przetoczyła się wtedy dyskusja na temat przemocy wobec kobiet. Nieduża, chwilowa, bo o przemocy w Polsce pisze tylko wtedy, gdy już mamy trupa - kobietę skatowaną na śmierć przez męża, który dostał wyrok w zawiasach za stosowanie przemocy; gdy samobójstwo popełni Ania molestowana przez swoich kolegów, itd. itp.
Dziś, i nie tylko dziś, gdy słowa takie, choć w nieco łagodniejszej formie, wypowiada Dorota Stalińska czy wielki reżyser Zanussi, wcześniej Lepper i jemu podobni przy okazji afery „praca za seks”, nie spotykają się już z takim oburzeniem, a w każdym razie pozostają bez ostrego komentarza, bez głośnego sprzeciwu.
Wiarygodność krzywdzonych kobiet bywa też podważana poprzez stwierdzenie, że nie zachowują się jak ofiary ( biegli sądowi w sprawie przeciwko prezydentowi Olsztyna) czy też, że nie wyglądają jak ofiary (komentarze na temat wyglądu Anety Krawczyk, a ostatnio komentarz redaktor Kolendy-Zaleskiej w stosunku do Alicji Tysiąc).
Z tych ocen, opinii i komentarzy wynika, że „typowa ofiara” przede wszystkim powinna a) milczeć, b) w ogóle się nie pokazywać światu, c) wyglądać na zmaltretowaną i zniszczoną życiem, być może do tego powinna cicho łkać lub wyrywać sobie włosy z głowy. Kto wtedy jednak dowiedziałby się o ich krzywdzie? Jak mogłyby milcząc walczyć o swoje prawa? Kto usłyszałby kobietę cichą i łagodną, kto by jej wysłuchał?
Sprowokowana przez Kolendę-Zaleską i aktorkę Stalińską (bredzącą na temat trzynastoletniej ofiary Romana Polańskiego) powiem wprost: wypowiadając takie słowa jesteście współwinne temu, że każdego dnia w Polsce, w ciszy i z dala od ludzkiego wzroku, doświadcza przemocy ponad dwa tysiące kobiet. Każdego dnia. Także temu, że policjanci, prokuratorzy, sąsiedzi, nauczyciele nie chronią ofiar przemocy i nie stają po ich stronie i także temu, że sprawcy przemocy pozostają bezkarni.
To przez wasze bezmyślne wypowiedzi kobiety katowane, bite, poniżane, gwałcone nie mają odwagi ani siły, by móc powiedzieć „dość”, zgłosić sprawę do sądu, na policję. Dzięki takim wypowiedziom kobiety w Polsce są utwierdzane w przekonaniu, że to one są winne a nie kat. I boją się walczyć o swoje prawo do życia w godności. Bo widzą także, jakie są efekty upominania się o swoje prawa - napiętnowanie, pogarda, pomówienia. Jedna z drugą mądra pani, zamiast pomóc i wesprzeć, oszkaluje ofiarę, przerzuci na nią winę, oskarży, oceni i zgotuje taki los, jaki spotkał Anetę Krawczyk, Alicję Tysiąc i Annę z Olsztyna. Lepiej milczeć, prawda pani Kolendo-Zaleska? Wtedy nie będzie się wzbudzać niechętnych odczuć i skojarzeń. Wolałbym jednak, żeby to pani zamilkła.
Wszystkie te wypowiedzi służą tylko jednemu celowi: zaszczuciu kobiet, które dochodzą swoich praw. To właśnie z winy Kolend-Zaleskich i Stalińskich każdego roku zostaje zakatowanych na śmierć przez swoich partnerów 150 kobiet w Polsce. To każdego roku kilkadziesiąt tysięcy kobiet nielegalnie usuwa ciążę w podziemiu aborcyjnym, ryzykując własnym zdrowiem i życiem. To przez takie wypowiedzi nastoletnie dziewczyny zachodzą w niechciane ciąże (także w wyniku gwałtów), bo liczby aborcji się nie zmniejszy grzmiąc jedynie, że aborcja jest zła i potępiając osoby, które chciały usunąć ciążę zagrażającą ich zdrowiu.
Tymczasem Alicja Tysiąc, Aneta Krawczyk, Anna z Olsztyna to prawdziwe bohaterki. Kobiety niezwykłe. Polskie Niezłomne. Które powinnyśmy nosić na rękach, pomagać i wspierać, gestem, słowem, także finansowo (bo często konsekwencją upominania się o swoje prawa jest utrata pracy, brak środków do życia), bo to dzięki nim, ich ogromnej odwadze, sile i właśnie także dzięki temu, że głośno mówią o swojej krzywdzie - innym kobietom będzie łatwiej i nie będą musiały już ponosić takich kosztów, jak Pierwsze Odważne. Niech zamilkną Stalińskie i Kolendy-Zaleskie. Niech krzyczą Anety, Alicje i Anny.
Joanna Piotrowska - szefowa Feminoteki, trenerka antydyskryminacyjna i równościowa, trenerka samoobrony i asertywności dla kobiet i dziewcząt WenDo, absolwentka Studium Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie oraz Studium Poradnictwa i Interwencji Kryzysowej organizowanego przez Instytut Psychologii Zdrowia.
Tekst ukazał się w serwisie Feminoteki.



