W omówieniach Wyprawy na południe większość krytyków wskazywała na jawny homoerotyzm wierszy, nieobecny w utworach z wcześniejszego tomiku. Homoseksualna tożsamość bohatera Wyprawy na południe, nie jest wprawdzie skrywana w tekście, ale dyskretny i subtelny sposób jej wyrażenia mający charakter bardziej intertekstualnego i kulturowego nawiązania niż wystąpienia typu coming out powoduje, że pozostaje niedopowiedziana i wymyka się prostej klasyfikacji.
Taka niejednoznaczność tożsamości zarówno seksualnej, jak i płciowej, zachęca do zastanowienia się nad możliwością występowania w tekście śladów konstrukcji innej niż stabilna. Homoerotyczność wierszy Jacka Dehnela ujawniana jest najczęściej poprzez odwołania o charakterze kulturowym. Ilustracją powyższej tezy może być utwór Za limes – o tytule wyraźnie wskazujących na cywilizację starożytnego Rzymu jako źródło, do którego odsyłany jest czytelnik. Wiersz oparty jest na koncepcie podobnym do zastosowanego w cyklu Żywoty równoległe, tu również wykreowana została rzeczywistość alternatywna, tym razem jednak przeniesieniu został poddany podmiot wypowiedzi i przedstawiony w tekście adresat. Tytułowa limes może być rozumiana przynajmniej na trzy sposoby: jako granica terytorialna, czasowa oraz , a może przede wszystkim, jako granica przebiegająca między dwoma kręgami kulturowymi. Po jej stronach obowiązują inne normy obyczajowe; to co w jednym ze światów byłoby nie do przyjęcia i zostałoby uznane za przekroczenie, by pozwolić sobie na grę tytułem, granicy przyzwoitości, w drugim jest czymś naturalnym:
„Dwa tysiące lat temu mieszkałbyś być może,
W Tomi lub Agrygencie, w willi z mozaikami (...)
Brałbyś bez sprzeciwu
krótką rozkosz z tym, tamtym – Niewolnikiem z Nubii,
woźnicą albo synem garncarza z osady.
I nikt by się nie dziwił podobnym rozrywkom
nawet ja.
(Za limes, WP, s.93-34)
W Za limes zostały skonfrontowane dwie różne cywilizacje, a dokładniej, wyobrażenia o nich. Przenosiny w czasie i przestrzeni, przekraczanie granicy następuje z obu stron, najpierw bohater liryczny snuje przypuszczenia, jak mogłoby wyglądać jego życie i bliskiej mu osoby w czasach starożytnych, następnie próbuje (od)tworzyć, w jaki sposób obywatel Cesarstwa Rzymskiego mógłby odebrać obraz rzeczywistości XXI wieku [„A gdybyśmy tak we śnie zobaczyli kiedyś/ nasze obecne życie” (WP, s. 93)]. Symulacji percypowania współczesności przez starożytnych posłużył ciąg peryfraz konstruowanych za pomocą ówczesnych pojęć:
O to bowiem – byś mówił widzieliśmy obaj
jakieś miejsce przedziwne gładkie i świetliste,
w którym wszystko się toczy lekko i bezgłośnie.
Tafle szkła, jak włos cienkie, są miękkie na wietrze,
włosy dziwnie trefione, a togi pocięte.
( Za limes, WP, s. 93)
Panujące we współczesności zwyczaje postrzegane przez pryzmat anachronicznego światopoglądu odebrane zostają ze zdziwieniem podobnym do tego, jakie obecnie może budzić fakt, iż relacje homoerotyczne, w tym również pederastia, w starożytności rzymskiej były czymś powszechnym i nie budzącym sprzeciwów. Zderzenie przedstawień dwóch różnych kultur, biegunowość pozycji z których prowadzono obserwacje, pozwoliło na zdemaskowane norm społecznych jako iluzorycznych, płynnych konstrukcji o aktualności uzależnionej od tego, kto i skąd patrzy.
Wyraźny sentyment, jakim bohater darzy kulturę rzymską, nasuwający wręcz podejrzenie o większym zadomowieniu w antyku niż we współczesności, może skłaniać do uznania, że Za limes jest realizacją toposu pochwały dawnych czasów, uściślając, wyrazem tęsknoty za epoką, w której powszechnie akceptowano homoerotyzm. Co więcej, kreacja świata Cesarstwa Rzymskiego sprawia, dzięki obszerności oraz bogactwu szczegółów, dużo bardziej realne wrażenie niż fragmentaryczny, i co znaczące, wpisany w wizję senną opis współczesności. To powoduje, że przedstawiona w utworze przeszłość ma znamiona struktury fantazmatycznej.
Jednakże w przyjęciu powyższej interpretacji bez poczynienia zastrzeżeń przeszkadza obecność w tekście fragmentów świadczących o nie aprobowaniu przez podmiot wszystkich elementów obyczajowości świata starożytnego, jak i tych wykazujących kulturowy, wtórny charakter pojęcia normy. Zdystansowanie się wobec ówczesnych zwyczajów widoczne jest zwłaszcza w dopowiedzeniu: „I nikt by się nie dziwił podobnym rozrywkom nawet ja”.
Motyw odwrócenia się podmiotu od modelu kontaktów będących wyłącznie źródłem „krótkiej rozkoszy” pojawia się jeszcze wyraźniej w wierszu Patrząc na kark cudzego przelotnego. Zawieranie krótkotrwałych związków skontrastowane zostaje z monogamią Różnice pomiędzy tymi dwoma modelami obrazuje waga, jaką kochankowie przywiązują do swoich włosów. W zależności od rodzaju relacji włosom przypisane zostaje znaczenie emocjonalne ,wskazuje się na ich przynależność do konkretnej, ukochanej osoby, lub przeciwnie podkreśleniu podlega materialność, a pochodzenie jest przypadkowe i nieistotne:
(...) my jesteśmy ze sobą dość długo,
by wiedzieć (...)
czy bardziej się nawzajem sobie podobamy
w dłuższych czy krótszych włosach. Oni nie wiedzieli.
Dla nich włos to ten przedmiot, który się znajduje (...)
u tamtego, u tamtych. To ta rzecz w odpływie.
(Patrząc na kark cudzego przelotnego, BO, s.16 )
Opowiedzenie się za wzorcem monogamicznym nie jest, podobnie jak i w Za limes, równoznaczne z potępieniem modelu związku trwającego krótko, opierającego się głównie na fascynacji erotycznej. Wybór, jakiego dokonał podmiot pomiędzy dwoma wzorcami jest wprawdzie ujawniony, ale pozostaje bez komentarza o charakterze wartościującym. Kwestia tego, co jest ważniejsze poczucie bliskości i świadomość, że jest się dla drugiego kimś istotnym czy może emocje, jakich dostarczają przygodne kontakty, nie zostaje rozstrzygnięta w sposób autorytatywny. Postawa bohatera pozwala na wysnucie wniosku o wpisanym w utwór, chociaż nie wyrażonym explicite przekonaniu, że norma monogamii po pierwsze ma charakter kulturowy, po drugie jej przestrzeganie nie jest gwarancją szczęścia czy elementem konstytuującym prawdziwą miłość. Trudno jednak zaprzeczyć, że opowiedzenie się za wiernością może wskazywać na przyjęcie strategii polegającej na kreowaniu tożsamości w oparciu o wzorce heteronormatywne. Motyw wierności występuje również w innym kontekście. Można wskazać fragmenty utworów, w których zasygnalizowane zostaje, iż zachowywanie wierności nie jest rzeczą łatwą. Często rozterki podmiotu wyrażane są in expressis verbis,Chociaż zdarza się, że ich odkrycie wymaga uważniejszej lektury, tak jest w przypadku wspominanego już utworu Patrząc na kark. Deklaracja zachowywania wierności ukaże się w innym świetle, jeśli zauważyć, że poprzedza ją stosunkowo obszerny, zajmujący pięć wersów ( a więc niemal połowę wiersza), opis szyi mężczyzny, na którego spogląda bohater liryczny. O ile metafora karku – obrazu mogłaby jeszcze uchodzić za neutralną konstatację, o tyle dwa ostatnie porównania sprawiają, iż opis zyskuje znamiona „dyskursu pożądania”.
Patrząc na jego szorstki, świeżo wygolony
kark ( lawowanie tuszem i sangwiną; (...)
jak akwarelka panny na grandtourze,
jak bicie pod gorsetem, jak duszność i oddech), (...)
( Patrząc na kark cudzego przelotnego, BO, s.16)
Znaczące jest, że składniki porównania: „jak bicie pod gorsetem”, „jak duszność i oddech”
bardziej odnoszą się do emocji , których doznaje patrzący ( będący przedmiotem porwania) niż do właściwości opisywanego obiektu – karku „cudzego przelotnego”.
W sposobie mówienia o miłości krótkotrwałej dostrzegalna jest powściągana
i w końcu stłumiona fascynacja doznaniami, jakie dostarczają chwile spędzane z „tym, tamtym” , niepowtarzalnością, urozmaiceniem sprawiającym, że o każdym z przygodnych kontaktów można powiedzieć – miało miejsce „ tej jedynej nocy”. Nie pozwala to na postawienie tezy o zaprzeczeniu w wierszu stereotypowej opinii o pożądliwości, jaka miałaby cechować osoby homoseksualne. Takiemu myśleniu , wprawdzie opierającemu się w dużej mierze na fałszywych założeniach, nie do końca można odmówić podstaw. Po pierwsze –wyrażanie tego, co przeciwne normie, w tym przypadku homoseksualne pożądanie jawi się
w perspektywie normatywnej jako wyolbrzymione. Po drugie - jak zauważył Edmund White:
W pewnym sensie uprzedzenie szerokich mas do gejowskiej obsesji na punkcie seksu jest uprawnione (...) społeczność gejowska, mimo że stworzyła kulturę nie bardziej rozerotyzowaną niż inne, nie może zaprzeczyć, że jej początki tkwią w seksualnej żądzy i jej stłumieniu.
Jednak pożądliwość, zachłanność, nastawienie na pożeranie wzrokiem, nieustanne poszukiwanie doznań cechujące podmiot wiążą się nie tylko ze sferą erotyki, dotyczą również, albo nawet w jeszcze większym stopniu, dzieł sztuki, szeroko pojętej kultury,
a więc, mówiąc najprościej, wszelkich przejawów piękna. Tę postawę wobec świata dobrze ilustruje i jednocześnie tłumaczy pytanie retoryczne (wypowiadziane zresztą przez dosyć nietypowego bohatera lirycznego – termita), w którym obok zachwytu pojawia się motyw tanatologiczny:
Jak długo
Te wszystkie piękne rzeczy (mróz, Satie albumy,
Cahun) będą odporne na moją żarłoczność?
( Apetyt, ŻR2, s. 70)
Należy pamiętać, że namiętny stosunek podmiotu do postrzeganych zjawisk najwyraźniej widoczny w prezentacjach ciała, będąc elementem budującym homoerotyzm tekstu, nierzadko ma również szerszy wymiar: jest sposobem bycia podmiotu w świecie, reakcją na przemijanie. W poezji Jacka Dehnela występują również obrazy ciała kobiecego nacechowane erotyzmem będącym jednym z czynników decydującym o ich atrakcyjności:
I jak Tullia była
Ta drobna, mała Włoszka w bluzce na ramiączkach,
ta sama roziskrzona pod rzęsą gorączka
ta sama ciemna perła chytrze się ukryła
między dwiema piersiami
[***( Pamiętam ten ustęp z Rilkego dość mgliście)]
(...) Czternastka
biegnie do ogrodzenia na chudych pęcinach
po wykopaną piłkę - i w biegu zalotnie
odgarnia włosy.
(Forte. Piano., BO, s.8)
Ukazywanie seksualnego pożądania jako wypływającego przede wszystkim z chęci zaspokojenia potrzeby piękna zbliża prezentowany sposób myślenia o erotyzmie do postrzegania miłości zmysłowej w tradycji platońskiej. Zgodnie z nią, jak tłumaczy Foucault, uważano, iż:
(...) tym co sprawiało, że można było pożądać mężczyzny i kobiety była po prostu wszczepiona przez naturę w serce mężczyzny żądza wobec tych, którzy są „piękni” niezależnie od płci.
W kreacji tożsamości seksualnej podmiotu zwraca uwagę nieokreśloność sygnalizowana za pośrednictwem innych patrzących na bohatera lirycznego z zewnątrz, tym samym teza
o androgynizmie staje się bardziej wiarygodna:
Przed pół godziny jakaś stara zakonnica
(przedtem obserwowałem jak roluje, sapiąc,
grube, szare pończochy na tęgich kolanach)
dotknęła mnie w policzek, mówiąc: „Nie wiedziałam,
czy chłopiec czy dziewczyna. Buzia jak Madonny”.
(Spokój nad Padem, WP, s. 99)
Brak definitywnego określenia płci, na który bohater liryczny przystaje, wynika z chęci ucieczki przed „performatywnością”, przyjęcie „prawdziwego” gender byłoby równoznaczne z poddaniem się normie heteroseksualnej.
Występująca w utworach Jacka Dehnela tendencja do redefiniowania terminów funkcjonujących jako jasne i ustalone, przejawiająca się chociażby w: demaskacji iluzorycznego charakteru pojęcia normy czy wykazaniu kulturowej natury wzorca monogamii, jak również ujmowaniu kategorii zmysłowości i pożądania w wymiarze szerszym niż jedynie seksualny, pozwala na postawienie tezy o podjęciu próby skonstruowania podmiotu o płynnej i nienormatywnej, a więc na tyle, na ile to możliwe, własnej tożsamości.
W postawie przyjmowanej przez bohatera lirycznego wierszy Dehnela można wprawdzie dopatrzyć się wyraźnych sygnałów sprzeciwu wobec heteronormatywnego myślenia, jednakże nie są one formułowane explicite. Otwarta polemika nie tylko nie jest podejmowana, ale wręcz podważeniu ulega jej celowość:
Mam mówić „ty” czy „pani”? Gdybyś żyła, pewnie
mówiłbym proszę pani, bo od „mamo” przecież
dzieliłoby nas wszystko (o czym zresztą nie ma
sensu pisać, bo po co? – oczywisty schemat).
( Prima, BO, s. 38)
Ignorowanie normatywnych przekonań odnoszących się do homoseksualizmu jest częścią strategii tworzenia kreacji tożsamościowej. Najdobitniejszym przykładem zlekceważenia normy należy uznać częste umieszczanie homoseksualizmu w porządku naturalnym sprzeczne
z utrwalonym w kulturze przeświadczeniem. W twórczości Jacka Dehnela „natura” zostaje potraktowana inaczej niż chociażby pojęcie monogamii. W tym wypadku nie dokonuje się podważenia poprzez wykazanie rzeczywistej „sztuczności” tego, co uznane za naturalne, przeciwnie, widoczne są starania przyswojenia tej kategorii przez dyskurs homoseksualny, „przeciągnięcia” jej na swoją stronę. Głównym argumentem, jakim posługują się chcący wykazać nienaturalność kontaktów homoseksualnych jest to, iż nie służą one prokreacji. W wierszu *** (Nie rżnięcie, nie pieprzenie, ale uprawianie miłości) kontakty fizyczne, również te nie mające na celu przekazywania życia podlegają nobilitacji.
„Wszystko to urosło,
a już się wydawało, że nic z tego. Róże,
ostróżki i powoje. I te dziwne kwiaty,
których nazwy nie znamy, choć są takie piękne”.
[ *** (Nie rżnięcie, nie pieprzenie), WP, s.93]
W utworze nie pada sformułowanie „miłość homoseksualna”, tym samym uniknięto przywoływania dychotomicznego podziału i naznaczenia piętnem odmienności.
Waloryzowanie kategorii porządku nieczęsto pojawia się w obrębie dyskursu homoseksualnego. Pojęcie to zbyt mocno kojarzy się z represyjnością i często traktowane jest jako synonim normy. W poezji Dehnela przeciwnie, wprowadzono ostre rozgraniczenie pomiędzy „normą”, której immanentny charakter podlega zaprzeczeniu, a porządkiem danym z góry uprawomocniającym związek miłosny:
Jak cienka igła, wartkim nurtem krwi niesiona
przez żyły młodej szwaczki byłeś: precyzyjny,
chłodny, nieodwołalny (...)
Jesteś, bo być musiałeś (...)
[***( Jak cienka igła), ŻR2, s.49]
Warto w tym miejscu zwrócić również uwagę na przetworzenie jakim poddany został topos zakochania – skutku bycia ugodzonym. Uczucie podobnie jak w klasycznych ujęciach, ma swoje źródło zewnętrzne i nie jest zależne od żadnej ze stron. „Zainfekowaniu” ulegają zarówno sfera cielesności, jak i psyche, których odmienność i zarazem nierozerwalność oddano poprzez dwukrotne zastosowanie figury syllepsis: „przywiedziony krwi szumem
i mądrością stali”, „na brzegi moich dni i tętnic”. W ciało wnika tu nie strzała Erosa, ale sam ukochany. Porównanie tego procesu do igły wędrującej krwiobiegiem do serca powoduje, że interpretacja wymaga uwzględnienia kontekstu tanatologicznego. Motyw przenikania przez ciało pojawia się po raz kolejny w ekfrazie dwóch fotografii ANDY WARHOL, Robert Mapllethorpe, polaroid print, 1973 ROBERT MAPPLETHORBE, Self-portrait with Skull Cane, gelatin silver print, 1988 i również w sposób jeszcze bardziej wyraźny wiąże się
ze śmiercią:
Co ci się stało, dziecko, powiedz co się stało?
Którędy w ciebie weszło to straszne, którędy?
Jakimi cieśninami wpłynęły nieszczelne
tankowce z takim czarnym?
[Andy Warhol, (...), BO, s. 31]
Za czynniki powodujące, iż świadomość nierozerwalnego związku łączącego doświadczenie miłości i śmierci w sposób bardzo wyraźny dochodzi do głosu w dyskursie homoseksualnym, należy uznać realne zagrożenie związane z AIDS, jak i – w równym stopniu – utrwaloną w kulturze tendencję do upatrywania źródeł tej choroby w promiskuityzmie osób homoseksualnych.
Nobilitacji związku homoseksualnego poprzez wykazywanie, iż mieści się on w porządku naturalnym towarzyszy zaprzeczanie opiniom łączącym homoseksualizm z tym, co perwersyjne i wulgarne. Stąd też oczywistą konsekwencją stwierdzenia : „To, że jesteśmy razem, jest częścią porządku” jest zdanie: „Nie rżnięcie, nie pieprzenie, ale uprawianie miłości”. Deklaracja otwierająca już wspominany wiersz dotyczy – jak się wydaje – nie tylko wyznawanych przez podmiot zasad etycznych, ale także jest wyrazem wyboru estetycznego. Opowiedzenie się za poetyką klasycyzmu i użycie właściwego dla niej języka jako tworzywa służącego kreacji tożsamości harmonizuje z wcześniej wyrażanymi sądami chwalącymi porządek, zarówno ten przejawiający się w naturze, jak i będący wytworem człowieka. Co istotne, klasycyzm – jak pisał Jarosław Marek Rymkiewicz - pozwala na podjęcie próby „odnalezienia swego miejsca w kulturze śródziemnomorskiej ( a więc swego miejsca tu i teraz)”, na identyfikację . Zwrócenie się ku tradycji umożliwia również wykazywanie głębokiego zakorzenienia homoerotyzmu, co łączy się z tym, że właśnie w mowie wysokiej pożądanie homoseksualne może być wyrażane w sposób stosunkowo najbardziej swobodny. Z twórczości Jacka Dehnela wyłania się jeszcze jedna odpowiedź na pytanie „dlaczego klasycyzm?”. Otóż obecne jest w niej przekonanie, że mówienie o sprawach ważnych nie jest możliwe bez jednoczesnego podejmowania dialogu z tradycją. Do zagadnień istotnych w poezji autora „Brzytwy okamgnienia” należy miłość, stąd też uczynieniu jej przedmiotem dyskursu , towarzyszy użycie odpowiednich, uświęconych tradycją środków wyrazu:
(...)
przymknięcie oczu, kiedy o drzwi cię opieram
i mówisz: „ona zaraz przyjdzie” ja : „zawsze się spóźnia”(...)
I godzina, trochejów warta, anapestów,
jedenastozgłoskowca, cezury i jambów,
ale nie opisana, nie do opisania.
( Szal, WP, s. 91)
Sytuacja miłosna jest tu bardziej sugerowana niż przedstawiana, co w połączeniu z klasyczną formą utworu pozwala paradoksalnie na powiedzenie więcej przy jednoczesnym uniknięciu wulgaryzacji i heteronormatywności wpisanej w język.
Mówienie o miłości i pożądaniu w sposób oszczędny i niejednoznaczy z jednej strony pozwala rozszerzyć zakres tego, co zostaje wyrażone ( czasem jedynie implicite), z drugiej wiążę się ze zgodą na istnienie „nie opisanego” i ”nie do opisania”. Konstrukcja „ja” w omawianych utworach jest zawsze niepełna, ale właśnie dzięki temu może w ogóle zaistnieć. Inaczej mówiąc, warunkiem powodzenia kreacji tożsamości homoseksualnej jest jej niedopowiedzenie.
Jan Baron
„Dwa tysiące lat temu mieszkałbyś być może,
W Tomi lub Agrygencie, w willi z mozaikami (...)
Brałbyś bez sprzeciwu
krótką rozkosz z tym, tamtym – Niewolnikiem z Nubii,
woźnicą albo synem garncarza z osady.
I nikt by się nie dziwił podobnym rozrywkom
nawet ja.
(Za limes, WP, s.93-34)
W Za limes zostały skonfrontowane dwie różne cywilizacje, a dokładniej, wyobrażenia o nich. Przenosiny w czasie i przestrzeni, przekraczanie granicy następuje z obu stron, najpierw bohater liryczny snuje przypuszczenia, jak mogłoby wyglądać jego życie i bliskiej mu osoby w czasach starożytnych, następnie próbuje (od)tworzyć, w jaki sposób obywatel Cesarstwa Rzymskiego mógłby odebrać obraz rzeczywistości XXI wieku [„A gdybyśmy tak we śnie zobaczyli kiedyś/ nasze obecne życie” (WP, s. 93)]. Symulacji percypowania współczesności przez starożytnych posłużył ciąg peryfraz konstruowanych za pomocą ówczesnych pojęć:
O to bowiem – byś mówił widzieliśmy obaj
jakieś miejsce przedziwne gładkie i świetliste,
w którym wszystko się toczy lekko i bezgłośnie.
Tafle szkła, jak włos cienkie, są miękkie na wietrze,
włosy dziwnie trefione, a togi pocięte.
( Za limes, WP, s. 93)
Panujące we współczesności zwyczaje postrzegane przez pryzmat anachronicznego światopoglądu odebrane zostają ze zdziwieniem podobnym do tego, jakie obecnie może budzić fakt, iż relacje homoerotyczne, w tym również pederastia, w starożytności rzymskiej były czymś powszechnym i nie budzącym sprzeciwów. Zderzenie przedstawień dwóch różnych kultur, biegunowość pozycji z których prowadzono obserwacje, pozwoliło na zdemaskowane norm społecznych jako iluzorycznych, płynnych konstrukcji o aktualności uzależnionej od tego, kto i skąd patrzy.
Wyraźny sentyment, jakim bohater darzy kulturę rzymską, nasuwający wręcz podejrzenie o większym zadomowieniu w antyku niż we współczesności, może skłaniać do uznania, że Za limes jest realizacją toposu pochwały dawnych czasów, uściślając, wyrazem tęsknoty za epoką, w której powszechnie akceptowano homoerotyzm. Co więcej, kreacja świata Cesarstwa Rzymskiego sprawia, dzięki obszerności oraz bogactwu szczegółów, dużo bardziej realne wrażenie niż fragmentaryczny, i co znaczące, wpisany w wizję senną opis współczesności. To powoduje, że przedstawiona w utworze przeszłość ma znamiona struktury fantazmatycznej.
Jednakże w przyjęciu powyższej interpretacji bez poczynienia zastrzeżeń przeszkadza obecność w tekście fragmentów świadczących o nie aprobowaniu przez podmiot wszystkich elementów obyczajowości świata starożytnego, jak i tych wykazujących kulturowy, wtórny charakter pojęcia normy. Zdystansowanie się wobec ówczesnych zwyczajów widoczne jest zwłaszcza w dopowiedzeniu: „I nikt by się nie dziwił podobnym rozrywkom nawet ja”.
Motyw odwrócenia się podmiotu od modelu kontaktów będących wyłącznie źródłem „krótkiej rozkoszy” pojawia się jeszcze wyraźniej w wierszu Patrząc na kark cudzego przelotnego. Zawieranie krótkotrwałych związków skontrastowane zostaje z monogamią Różnice pomiędzy tymi dwoma modelami obrazuje waga, jaką kochankowie przywiązują do swoich włosów. W zależności od rodzaju relacji włosom przypisane zostaje znaczenie emocjonalne ,wskazuje się na ich przynależność do konkretnej, ukochanej osoby, lub przeciwnie podkreśleniu podlega materialność, a pochodzenie jest przypadkowe i nieistotne:
(...) my jesteśmy ze sobą dość długo,
by wiedzieć (...)
czy bardziej się nawzajem sobie podobamy
w dłuższych czy krótszych włosach. Oni nie wiedzieli.
Dla nich włos to ten przedmiot, który się znajduje (...)
u tamtego, u tamtych. To ta rzecz w odpływie.
(Patrząc na kark cudzego przelotnego, BO, s.16 )
Opowiedzenie się za wzorcem monogamicznym nie jest, podobnie jak i w Za limes, równoznaczne z potępieniem modelu związku trwającego krótko, opierającego się głównie na fascynacji erotycznej. Wybór, jakiego dokonał podmiot pomiędzy dwoma wzorcami jest wprawdzie ujawniony, ale pozostaje bez komentarza o charakterze wartościującym. Kwestia tego, co jest ważniejsze poczucie bliskości i świadomość, że jest się dla drugiego kimś istotnym czy może emocje, jakich dostarczają przygodne kontakty, nie zostaje rozstrzygnięta w sposób autorytatywny. Postawa bohatera pozwala na wysnucie wniosku o wpisanym w utwór, chociaż nie wyrażonym explicite przekonaniu, że norma monogamii po pierwsze ma charakter kulturowy, po drugie jej przestrzeganie nie jest gwarancją szczęścia czy elementem konstytuującym prawdziwą miłość. Trudno jednak zaprzeczyć, że opowiedzenie się za wiernością może wskazywać na przyjęcie strategii polegającej na kreowaniu tożsamości w oparciu o wzorce heteronormatywne. Motyw wierności występuje również w innym kontekście. Można wskazać fragmenty utworów, w których zasygnalizowane zostaje, iż zachowywanie wierności nie jest rzeczą łatwą. Często rozterki podmiotu wyrażane są in expressis verbis,Chociaż zdarza się, że ich odkrycie wymaga uważniejszej lektury, tak jest w przypadku wspominanego już utworu Patrząc na kark. Deklaracja zachowywania wierności ukaże się w innym świetle, jeśli zauważyć, że poprzedza ją stosunkowo obszerny, zajmujący pięć wersów ( a więc niemal połowę wiersza), opis szyi mężczyzny, na którego spogląda bohater liryczny. O ile metafora karku – obrazu mogłaby jeszcze uchodzić za neutralną konstatację, o tyle dwa ostatnie porównania sprawiają, iż opis zyskuje znamiona „dyskursu pożądania”.
Patrząc na jego szorstki, świeżo wygolony
kark ( lawowanie tuszem i sangwiną; (...)
jak akwarelka panny na grandtourze,
jak bicie pod gorsetem, jak duszność i oddech), (...)
( Patrząc na kark cudzego przelotnego, BO, s.16)
Znaczące jest, że składniki porównania: „jak bicie pod gorsetem”, „jak duszność i oddech”
bardziej odnoszą się do emocji , których doznaje patrzący ( będący przedmiotem porwania) niż do właściwości opisywanego obiektu – karku „cudzego przelotnego”.
W sposobie mówienia o miłości krótkotrwałej dostrzegalna jest powściągana
i w końcu stłumiona fascynacja doznaniami, jakie dostarczają chwile spędzane z „tym, tamtym” , niepowtarzalnością, urozmaiceniem sprawiającym, że o każdym z przygodnych kontaktów można powiedzieć – miało miejsce „ tej jedynej nocy”. Nie pozwala to na postawienie tezy o zaprzeczeniu w wierszu stereotypowej opinii o pożądliwości, jaka miałaby cechować osoby homoseksualne. Takiemu myśleniu , wprawdzie opierającemu się w dużej mierze na fałszywych założeniach, nie do końca można odmówić podstaw. Po pierwsze –wyrażanie tego, co przeciwne normie, w tym przypadku homoseksualne pożądanie jawi się
w perspektywie normatywnej jako wyolbrzymione. Po drugie - jak zauważył Edmund White:
W pewnym sensie uprzedzenie szerokich mas do gejowskiej obsesji na punkcie seksu jest uprawnione (...) społeczność gejowska, mimo że stworzyła kulturę nie bardziej rozerotyzowaną niż inne, nie może zaprzeczyć, że jej początki tkwią w seksualnej żądzy i jej stłumieniu.
Jednak pożądliwość, zachłanność, nastawienie na pożeranie wzrokiem, nieustanne poszukiwanie doznań cechujące podmiot wiążą się nie tylko ze sferą erotyki, dotyczą również, albo nawet w jeszcze większym stopniu, dzieł sztuki, szeroko pojętej kultury,
a więc, mówiąc najprościej, wszelkich przejawów piękna. Tę postawę wobec świata dobrze ilustruje i jednocześnie tłumaczy pytanie retoryczne (wypowiadziane zresztą przez dosyć nietypowego bohatera lirycznego – termita), w którym obok zachwytu pojawia się motyw tanatologiczny:
Jak długo
Te wszystkie piękne rzeczy (mróz, Satie albumy,
Cahun) będą odporne na moją żarłoczność?
( Apetyt, ŻR2, s. 70)
Należy pamiętać, że namiętny stosunek podmiotu do postrzeganych zjawisk najwyraźniej widoczny w prezentacjach ciała, będąc elementem budującym homoerotyzm tekstu, nierzadko ma również szerszy wymiar: jest sposobem bycia podmiotu w świecie, reakcją na przemijanie. W poezji Jacka Dehnela występują również obrazy ciała kobiecego nacechowane erotyzmem będącym jednym z czynników decydującym o ich atrakcyjności:
I jak Tullia była
Ta drobna, mała Włoszka w bluzce na ramiączkach,
ta sama roziskrzona pod rzęsą gorączka
ta sama ciemna perła chytrze się ukryła
między dwiema piersiami
[***( Pamiętam ten ustęp z Rilkego dość mgliście)]
(...) Czternastka
biegnie do ogrodzenia na chudych pęcinach
po wykopaną piłkę - i w biegu zalotnie
odgarnia włosy.
(Forte. Piano., BO, s.8)
Ukazywanie seksualnego pożądania jako wypływającego przede wszystkim z chęci zaspokojenia potrzeby piękna zbliża prezentowany sposób myślenia o erotyzmie do postrzegania miłości zmysłowej w tradycji platońskiej. Zgodnie z nią, jak tłumaczy Foucault, uważano, iż:
(...) tym co sprawiało, że można było pożądać mężczyzny i kobiety była po prostu wszczepiona przez naturę w serce mężczyzny żądza wobec tych, którzy są „piękni” niezależnie od płci.
W kreacji tożsamości seksualnej podmiotu zwraca uwagę nieokreśloność sygnalizowana za pośrednictwem innych patrzących na bohatera lirycznego z zewnątrz, tym samym teza
o androgynizmie staje się bardziej wiarygodna:
Przed pół godziny jakaś stara zakonnica
(przedtem obserwowałem jak roluje, sapiąc,
grube, szare pończochy na tęgich kolanach)
dotknęła mnie w policzek, mówiąc: „Nie wiedziałam,
czy chłopiec czy dziewczyna. Buzia jak Madonny”.
(Spokój nad Padem, WP, s. 99)
Brak definitywnego określenia płci, na który bohater liryczny przystaje, wynika z chęci ucieczki przed „performatywnością”, przyjęcie „prawdziwego” gender byłoby równoznaczne z poddaniem się normie heteroseksualnej.
Występująca w utworach Jacka Dehnela tendencja do redefiniowania terminów funkcjonujących jako jasne i ustalone, przejawiająca się chociażby w: demaskacji iluzorycznego charakteru pojęcia normy czy wykazaniu kulturowej natury wzorca monogamii, jak również ujmowaniu kategorii zmysłowości i pożądania w wymiarze szerszym niż jedynie seksualny, pozwala na postawienie tezy o podjęciu próby skonstruowania podmiotu o płynnej i nienormatywnej, a więc na tyle, na ile to możliwe, własnej tożsamości.
W postawie przyjmowanej przez bohatera lirycznego wierszy Dehnela można wprawdzie dopatrzyć się wyraźnych sygnałów sprzeciwu wobec heteronormatywnego myślenia, jednakże nie są one formułowane explicite. Otwarta polemika nie tylko nie jest podejmowana, ale wręcz podważeniu ulega jej celowość:
Mam mówić „ty” czy „pani”? Gdybyś żyła, pewnie
mówiłbym proszę pani, bo od „mamo” przecież
dzieliłoby nas wszystko (o czym zresztą nie ma
sensu pisać, bo po co? – oczywisty schemat).
( Prima, BO, s. 38)
Ignorowanie normatywnych przekonań odnoszących się do homoseksualizmu jest częścią strategii tworzenia kreacji tożsamościowej. Najdobitniejszym przykładem zlekceważenia normy należy uznać częste umieszczanie homoseksualizmu w porządku naturalnym sprzeczne
z utrwalonym w kulturze przeświadczeniem. W twórczości Jacka Dehnela „natura” zostaje potraktowana inaczej niż chociażby pojęcie monogamii. W tym wypadku nie dokonuje się podważenia poprzez wykazanie rzeczywistej „sztuczności” tego, co uznane za naturalne, przeciwnie, widoczne są starania przyswojenia tej kategorii przez dyskurs homoseksualny, „przeciągnięcia” jej na swoją stronę. Głównym argumentem, jakim posługują się chcący wykazać nienaturalność kontaktów homoseksualnych jest to, iż nie służą one prokreacji. W wierszu *** (Nie rżnięcie, nie pieprzenie, ale uprawianie miłości) kontakty fizyczne, również te nie mające na celu przekazywania życia podlegają nobilitacji.
„Wszystko to urosło,
a już się wydawało, że nic z tego. Róże,
ostróżki i powoje. I te dziwne kwiaty,
których nazwy nie znamy, choć są takie piękne”.
[ *** (Nie rżnięcie, nie pieprzenie), WP, s.93]
W utworze nie pada sformułowanie „miłość homoseksualna”, tym samym uniknięto przywoływania dychotomicznego podziału i naznaczenia piętnem odmienności.
Waloryzowanie kategorii porządku nieczęsto pojawia się w obrębie dyskursu homoseksualnego. Pojęcie to zbyt mocno kojarzy się z represyjnością i często traktowane jest jako synonim normy. W poezji Dehnela przeciwnie, wprowadzono ostre rozgraniczenie pomiędzy „normą”, której immanentny charakter podlega zaprzeczeniu, a porządkiem danym z góry uprawomocniającym związek miłosny:
Jak cienka igła, wartkim nurtem krwi niesiona
przez żyły młodej szwaczki byłeś: precyzyjny,
chłodny, nieodwołalny (...)
Jesteś, bo być musiałeś (...)
[***( Jak cienka igła), ŻR2, s.49]
Warto w tym miejscu zwrócić również uwagę na przetworzenie jakim poddany został topos zakochania – skutku bycia ugodzonym. Uczucie podobnie jak w klasycznych ujęciach, ma swoje źródło zewnętrzne i nie jest zależne od żadnej ze stron. „Zainfekowaniu” ulegają zarówno sfera cielesności, jak i psyche, których odmienność i zarazem nierozerwalność oddano poprzez dwukrotne zastosowanie figury syllepsis: „przywiedziony krwi szumem
i mądrością stali”, „na brzegi moich dni i tętnic”. W ciało wnika tu nie strzała Erosa, ale sam ukochany. Porównanie tego procesu do igły wędrującej krwiobiegiem do serca powoduje, że interpretacja wymaga uwzględnienia kontekstu tanatologicznego. Motyw przenikania przez ciało pojawia się po raz kolejny w ekfrazie dwóch fotografii ANDY WARHOL, Robert Mapllethorpe, polaroid print, 1973 ROBERT MAPPLETHORBE, Self-portrait with Skull Cane, gelatin silver print, 1988 i również w sposób jeszcze bardziej wyraźny wiąże się
ze śmiercią:
Co ci się stało, dziecko, powiedz co się stało?
Którędy w ciebie weszło to straszne, którędy?
Jakimi cieśninami wpłynęły nieszczelne
tankowce z takim czarnym?
[Andy Warhol, (...), BO, s. 31]
Za czynniki powodujące, iż świadomość nierozerwalnego związku łączącego doświadczenie miłości i śmierci w sposób bardzo wyraźny dochodzi do głosu w dyskursie homoseksualnym, należy uznać realne zagrożenie związane z AIDS, jak i – w równym stopniu – utrwaloną w kulturze tendencję do upatrywania źródeł tej choroby w promiskuityzmie osób homoseksualnych.
Nobilitacji związku homoseksualnego poprzez wykazywanie, iż mieści się on w porządku naturalnym towarzyszy zaprzeczanie opiniom łączącym homoseksualizm z tym, co perwersyjne i wulgarne. Stąd też oczywistą konsekwencją stwierdzenia : „To, że jesteśmy razem, jest częścią porządku” jest zdanie: „Nie rżnięcie, nie pieprzenie, ale uprawianie miłości”. Deklaracja otwierająca już wspominany wiersz dotyczy – jak się wydaje – nie tylko wyznawanych przez podmiot zasad etycznych, ale także jest wyrazem wyboru estetycznego. Opowiedzenie się za poetyką klasycyzmu i użycie właściwego dla niej języka jako tworzywa służącego kreacji tożsamości harmonizuje z wcześniej wyrażanymi sądami chwalącymi porządek, zarówno ten przejawiający się w naturze, jak i będący wytworem człowieka. Co istotne, klasycyzm – jak pisał Jarosław Marek Rymkiewicz - pozwala na podjęcie próby „odnalezienia swego miejsca w kulturze śródziemnomorskiej ( a więc swego miejsca tu i teraz)”, na identyfikację . Zwrócenie się ku tradycji umożliwia również wykazywanie głębokiego zakorzenienia homoerotyzmu, co łączy się z tym, że właśnie w mowie wysokiej pożądanie homoseksualne może być wyrażane w sposób stosunkowo najbardziej swobodny. Z twórczości Jacka Dehnela wyłania się jeszcze jedna odpowiedź na pytanie „dlaczego klasycyzm?”. Otóż obecne jest w niej przekonanie, że mówienie o sprawach ważnych nie jest możliwe bez jednoczesnego podejmowania dialogu z tradycją. Do zagadnień istotnych w poezji autora „Brzytwy okamgnienia” należy miłość, stąd też uczynieniu jej przedmiotem dyskursu , towarzyszy użycie odpowiednich, uświęconych tradycją środków wyrazu:
(...)
przymknięcie oczu, kiedy o drzwi cię opieram
i mówisz: „ona zaraz przyjdzie” ja : „zawsze się spóźnia”(...)
I godzina, trochejów warta, anapestów,
jedenastozgłoskowca, cezury i jambów,
ale nie opisana, nie do opisania.
( Szal, WP, s. 91)
Sytuacja miłosna jest tu bardziej sugerowana niż przedstawiana, co w połączeniu z klasyczną formą utworu pozwala paradoksalnie na powiedzenie więcej przy jednoczesnym uniknięciu wulgaryzacji i heteronormatywności wpisanej w język.
Mówienie o miłości i pożądaniu w sposób oszczędny i niejednoznaczy z jednej strony pozwala rozszerzyć zakres tego, co zostaje wyrażone ( czasem jedynie implicite), z drugiej wiążę się ze zgodą na istnienie „nie opisanego” i ”nie do opisania”. Konstrukcja „ja” w omawianych utworach jest zawsze niepełna, ale właśnie dzięki temu może w ogóle zaistnieć. Inaczej mówiąc, warunkiem powodzenia kreacji tożsamości homoseksualnej jest jej niedopowiedzenie.
Jan Baron






Komentarze