Istnieje czas, który będąc wydartym życiu jest również niedostępny śmierci. Jest zawsze krótki, ale nigdy zbyt krótki i należy tylko do człowieka, który ma nad nim władzę.Pochwycił ten czas Szekspir w sonecie 64:
Kiedy widziałem Czasu straszną ręką
Dumne bogactwa twarzy pozbawione,
Wyniosłe niegdyś wieże – w gruzach ległe,
A wieczny mosiądz w śmierci wściekłych szponach.
Kiedy widziałem jak ocean głodny
W królestwo brzegu się przemocą wdziera
I stały ląd zdobyty przez odmęty wodne,
Dodając tutaj, gdzie indziej zabiera.
Kiedy widziałem taką zmianę Stanu,
I Stan sam w sobie – zgniciu przeznaczony,
Ruinę taką widząc zrozumiałem,
Że przyjdzie Czas i weźmie moją miłość.
Ta myśl jest jak śmierć, wybrać nie potrafi,
Lecz płakać tylko, że ma, co boi się stracić.
(przeł. Anna Ostrowska-Paton)
Pochwycił ten czas Neil Tennant w ostatniej rozmowie przyjaciół, jaką jest It couldn’t happen here (To nie stanie się tutaj) – pierwszy utwór poetycki, w którym ujęty został problem AIDS. Tennant odrzucił rolę obserwatora. Charakterystyczna jest postawa przyjęta przezeń wobec tragedii człowieka, w którego sytuację się wczuwa i „przez całą tę noc” niezłomnie przekłada rozpacz na nadzieję. Także jego późniejsza poezja wobec AIDS tworzy otwarty zapis, w którym prawdziwie „z bólu przychodzi łaska”. Wśród tych utworów osobną grupę stanowią It couldn’t happen here (1987), Your funny uncle (1988) i Being boring (1990), które łączy osobiste doświadczenie utraty przyjaciela z lat szkolnych, Chrisa Dowella. Ukazują je w różnym świetle, na co innego kładąc akcent; zestawione tworzą poruszającą, własną Neila Tennanta „Symfonię Pieśni Żałosnych”.
It couldn’t happen here powstaje jeszcze zanim, w chwili gdy przyjaciel piosenkarza jest na łożu śmierci. Tekst przywołuje wspólny czas niedawnej, ale bezpowrotnej już młodości. Mamy rok 1986 i to, co się stało, zarażenie AIDS, jest nie do pojęcia. Towarzyszy absurdalna świadomość, że tak nie miało być, że wszystko mogłoby trwać „jak dotąd, dobrze”, gdyby na drodze młodości nie stanęła śmierć. Przecież – „Wczoraj, pamiętasz, jakie to wydawało się oczywiste / na wysokich obcasach cytować czasopisma”… Utwór odzwierciedla problem AIDS w chwili, gdy w Anglii nie zdawano sobie jeszcze sprawy z grozy zjawiska. To obraz pokolenia, które wówczas zaczęło ujawniać się ze swą tożsamością seksualną. Kolejne wersy, w których słowa, zdania powracają niby te same, ale już nie takie same, bo zmienia się kontekst, są jak stąpanie krok po kroku po linie rozpiętej nad przepaścią:
Teraz to prawie nie do pomyślenia
Śmialiśmy się za głośno i obudzili wszystkich
Wydaje mi się, czy mówiliśmy
to nie stanie się tutaj
„Fraza „Za kogo ty się uważasz?” nawiązuje do poglądu, jakoby geje zbyt się ujawniali – mówi Tennant. – Propaganda antygejowska była w latach osiemdziesiątych bardzo powszechna. I wtedy przyszło AIDS. Pamiętam jak razem z moim przyjacielem dyskutowaliśmy o AIDS, jak ludzie mówili, że AIDS nie rozprzestrzeni się w Anglii tak, jak w Ameryce. Mówiliśmy – to nie stanie się tutaj… Dalej mowa jest o tym, jak AIDS wpłynęło na społeczność gejowską, jak ludzie na to reagowali sugerując, że geje są niby za bardzo widoczni i sami sobie winni. Wiele się wtedy działo. Trzecia strofa ukazuje irracjonalne reakcje ludzi na całą tę sprawę, to że nie potrafili podejść do tego, jak do zwykłej choroby.”
Wiele słów poświęcono utworowi. Będąc pierwszym wierszem o AIDS i pierwszym, w którym problem opisano z punktu widzenia nie społeczeństwa, a chorego, ustanowił kanon. W eseju Hypervirus: A Clinical Report Thierry Bardini, socjolog i profesor nadzwyczajny Wydziału Komunikacji na Uniwersytecie w Montrealu w Kanadzie, zauważa, że „Susan Sontag rozumie problem już w 1988, kiedy dodaje do Cancer Illness and Metaphor, oryginalnej wersji swego eseju o raku, uzupełnienie, w którym skupia się na AIDS. Pisze ona: „Fakt, że choroba ta, uważana przez większość za nieszczęście, które samemu się na siebie ściąga, przenoszona jest drogą płciową, oceniany jest o wiele surowiej niż inne sposoby jej przenoszenia – szczególnie odkąd AIDS uważa się za chorobę związaną nie tylko z seksualnymi ekscesami, co wręcz ze zboczeniem.” Ten problem – kontynuuje Bardini – został znakomicie ujęty w opublikowanym w 1987 roku utworze Pet Shop Boys” –
Nie sądzę byśmy jeszcze mieli poruszyć temat
naszej godności i zranionej niewinności
To co jest nie pasuje do twych ran bitewnych
wciąż się goją jak dotąd
Można odnieść wrażenie, że strzępy rozmów i zdarzeń nie są przywoływane przez bohaterów, a przez samą pamięć, która działa niezależnie od naszej woli. Trudno nawet powiedzieć, że przeszłość przeplata się tu z teraźniejszością; zapisany w utworze czas jest czasem równoległym. Czasem osobnym, kiedy wraz ze szczęściem dobiega końca życie. W chwili, gdy mija bunt, a rozpacz gaśnie, powstaje ta szczelina dla dwojga, czas poza czasem. Zrozumie to ten, kto przeżył podobne doświadczenie. Dzieje się bezczas zanim:
Teraz to prawie nie do pomyślenia
Jesteśmy znowu tam skąd się wyrwaliśmy
Gdzie wszystko kiedyś się zaczęło, tam dojdzie do oczyszczenia z poczucia win, przezwyciężenia losu własną postawą. Dojdzie do odrodzenia.
Ale nie nowatorstwa szuka czytelnik poezji, lecz prawdy przeżycia. A prawdą jest, że nie ma śmiałości, by w takiej chwili – jeżeli się z drugim człowiekiem współprzeżywa jego umieranie – mówić wprost, by mówić w ogóle. Jest się w stanie zdobyć tylko na powściągliwość wyrażaną urzędowym tonem: „Nie sądzę byśmy jeszcze mieli poruszyć temat”. I w końcu ciszę, która mieści „naszą godność i zranioną niewinność”. Bo słowa, które między nami nigdy nie padły nakazują milczeć o tym. Taki zapis odchodzenia znajdujemy również u Susan Minot w jej głośnej powieści Wieczór, gdzie pośród wspomnień, snów i halucynacji wywołanych działaniem leków ukazuje ostatnie chwile życia chorej na raka kobiety: „Cały czas czuła, jak pracuje w niej niezmordowany silnik wytwarzający ból. Nie spieszyło mu się. Pragnęła go ponaglić, ale gdy tylko podejmowała w tym kierunku jakieś starania, jeszcze mocniej czuła się związana z życiem. Udawała więc, że nie próbuje, udawała, że daje się unosić z każdą prędkością, z jaką koła miały kaprys się kręcić, udawała obojętność.” I, w innym miejscu, tworząca widma, fizyczna rejestracja bólu: „Na dworze cicho padał deszcz. Proszę spróbować zjeść troszeczkę. Odbyła podróż na drugą stronę łóżka (…) W kuchni układano naczynia w stosy, wysokie obcasy stukały na drewnianej werandzie i stuk stuk stuk młotków niósł się w noc. Próbowała zmniejszyć ból, powstrzymać inwazję atakującą każdą część ciała zbliża się z południa dmuchnęło bielą i wszystko znowu pociemniało.”
Jak gęsta sieć metafor, stopniowo rozdzierana przez wzrastający w siłę ból, jest odzwierciedleniem ostatniego stadium raka w powieści Minot, odzwierciedleniem mistrzowskim i – być może – bez precedensu w powieści tego typu; (jest to przecież – jednak – romans), tak zachowawczość i przesłaniająca rzeczywistość konwencjonalność bezbłędnie oddaje ostatnie stadium AIDS w tekstach Tennanta. W obu przypadkach poprzez język literatura sprostała życiu. I śmierci. Przecież – pisała Marina Cwietajewa – „nasza dusza to zdolność do bólu – i nic więcej”. Z psalmu 51: „Pokrop mnie hizopem, a stanę się czysty, obmyj mnie, a nad śnieg wybieleję”. – Tennant: „Puściłem mu tę piosenkę i spodobała mu się, ale nie wiem, czy wiedział o czym ona jest. Możliwe. Ale ja nie powiedziałem mu tego; nie chciałem, żeby wiedział”. – „Wróciłem właśnie z bitwy ostatecznej i jestem tylko lekko ranny”, napisał w jednym z wierszy Edward Stachura.
Chronologicznie następnym jest powstały tuż po pogrzebie Dowella Your funny uncle (Twój zabawny wujaszek). Za kanwę posłużył ustęp 21,2 z Księgi Objawienia, który Tennant czytał nad trumną przyjaciela: „I widziałem nowe Jeruzalem”. Wiersz pozwala spojrzeć na wszystko nie tylko oczami poety i zmarłego, ale również rodziców. W pierwszych wersach zawarta jest istota konfliktu, na jaki zazwyczaj skazani są kochający inaczej w domu rodzinnym: „w nieobecnym wzroku ojca rozżalenie / gdzie zawinili”. Bo „Nic nie może być wspanialszego, niż mieć swego własnego małego chłopca. Jak dumni są z niego rodzice! I bardzo słusznie i prawdziwie.” (Piotruś Pan w Ogrodach Kensingtońskich). Niewypowiedziany, konflikt ten pozostaje, kiedy jest już za późno, a przecież nigdy nie wiadomo…
W opublikowanym niedawno szkicu Dead Letters poświęconym książce Stefana Zweiga, The Post-Office Girl – książce, która poruszyła Neila Tennanta – William Deresiewicz pisze, że „Zweig który wygłosił mowę na pogrzebie przyjaciela, zobaczył siebie jako kogoś w rodzaju Freuda powieści, grotołaza w jaskiniach serca” („The Nation”). Druga strofa Your funny uncle to właśnie „nie tylko z chwili na chwilę ukazana walka bohaterów wewnątrz, ale również objawy uzewnętrznione poprzez ciała” . To monolog wewnętrzny, trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że jest wypowiedzią dwojga. Że nie mówi tu „ja”, lecz nierozerwalne żadną siłą, bo złączone wspólną walką „my” – „ja i mój przyjaciel” – którzy
spełniliśmy nasze życie
od początku do końca
ty i twój przyjaciel tak czule
z siłą i dumą
pomimo wszystko – i tak płynęliśmy
przeciw fali
ku nadziei wygrania, uparcie
Eskalacja ma miejsce w chwili, kiedy język poety stopniowo przenika w Apokalipsę św. Jana:
„Do widzenia”, uścisk dłoni
jak gdybyś zrobił wszystko tak jak trzeba
by otrzeć łzę z oczu
Już nie będzie ni bólu, ni lęku
Ni smutku, ni śmierci
Ni czekania, ni płaczu
Albowiem pierwsze rzeczy przeminęły
Inne życie zaczyna się tego dnia
Wplecione we własne wersy biblijne zastępują niewypowiedziane po stracie, kiedy – jak w wierszu Adama Zagajewskiego – „jest cicho jak pod Jeną, już po bitwie, gdy zakochane kobiety patrzą w twarze poległych” (Nieruchomieje). Czy na pewno przegrano tę bitwę? Wszystko zależy od wiary pokładanej w związku przyjaźni. Zależy od siły, której od Neila Tennanta może należy się uczyć. „Inne życie zaczyna się tego dnia”… Jeżeli współodczuwa się z umierającym w jego odejściu tak, jak współodczuwało się – poprzez przyjaźń, poprzez miłość – życie, nie ma żadnej różnicy i w przyjacielu, w ukochanym, umierasz ty sam, i ty sam odradzasz się z nim na nowo. Tennant mógłby za Zagajewskim powtórzyć: „I we mnie była cisza, tam gdzie kiedyś mieszkała rozpacz” (Wrześniowe popołudnie w opuszczonych koszarach).
W powieści Wieczór udało się Minot oddać moment tego odrodzenia w harmonii i zgodzie, które następuje w chwili, gdy w nagłym błysku dociera do nas pożegnanie. Pożegnanie, po którym nie będzie żadnego znanego „potem”, a tylko „inne” – nawet jeśli „życie” – póki co – póki nic o nim nie wiemy – tylko inne życie: „Panowała idealna cisza. Zupełnie jakby to był początek czegoś więcej niż zwykłego dnia. Przez bardzo długi moment nasłuchiwała – co to mogło być? W końcu przyszło jej na myśl stworzenie świata. Dokładnie tak to musiało wyglądać owego dnia. Łagodne światło rozlewało się dokoła i wszystkie zasiedziałe w niej od dawna smutki nagle uniosły się w górę i rozwiały, a na ich miejsce pojawiła się zupełnie niestosowna nadzieja. Na co powinna mieć nadzieję? Na szybki koniec? Nabierała coraz większej otuchy – była to nadzieja nie tylko – co do samej siebie, ale… choć wydawało się to absurdalne… i całej ludzkości. (…) Zdawać się mogło, że jeśli tylko będą cisi i cierpliwi, każdy z nich otrzyma to, czego pragnie. To rzecz pewna.”
Wkrótce napisze Tennant elegię Being boring (Być nudnym). Hołd złożony młodości własnej i przyjaciół – „patrząc wstecz zawsze mogłeś liczyć na przyjaciela” – jest równocześnie kolejnym pożegnaniem:
Dziś siadam wśród różnych twarzy
w wynajętych pokojach, obcych miejscach
Wszyscy ci ludzie których całowałem
niektórzy są tu, niektórych brak
w latach dziewięćdziesiątych
Ja nigdy nie marzyłem nawet że kiedyś się stanę
tym kim zawsze chciałem się stać
ale myślałem – nie marzyłem
że ty będziesz gdzieś tu, ze mną
…„Gdzie sami się musimy zbudzić w ostatecznym dniu / W ostatnim i najmniej pamiętanym hotelu ze wszystkich” – cisną się słowa elegii W hotelu Johna Fullera, również napisanej po śmierci przyjaciela. Może każda nasza twarz, gdy mija przydzielana jest komuś po nas następującemu, oczekującemu w kolejce? Przewijają się twarze dziewcząt i chłopców aż nagle uświadamiamy sobie, że nie ma ich już. Na kogo więc patrzymy? Aż w obcych twarzach przychodzi rozpoznanie: pragnienie jutra jest dotykalne tylko poprzez to, co było. Gdy traci się kogo się kocha, łatwiej jest obejmować horyzont. Fuller: „Więc gdzie ujrzałem zmarłego przyjaciela? / W hotelu ze śniadaniami pod spiralą schodów?”
Wychodzimy „przytulając pięści do zaciśniętych powiek” .
Blue on blue (Błękit na błękit) dzieli od tych wierszy kilkanaście lat. Oczywiście nie można wykluczyć, że ogłoszony w 2006 roku utwór powstał wcześniej. Tennant zazwyczaj nie publikuje swych tekstów zaraz po napisaniu. Bywa, iż światło dzienne oglądają dopiero po całych latach. Tak było na przykład z Jealousy, Nothing has been proved, To speak is a sin, czy Metamorphosis. Jak podaje Concise Oxford English Dictionary, w terminologii militarnej blue on blue oznacza ustosunkowanie się do przypadkowego ataku przez własne siły zbrojne. Jednak Neil Tennant powiedział, że utwór „nie ma z tym nic wspólnego”. – „Pomyślałem sobie po prostu, że to naprawdę ładne określenie. Utwór opowiada o byciu nad morzem ze swoim ukochanym – błękit nieba i błękit morza. A metafora jest taka, że dwoje nieszczęśliwych – czyli „błękitnych” – ludzi może się wzajemnie uszczęśliwić.” Podążając w ślad za tą wypowiedzią poniższa interpretacja może wydać się mocno naciągnięta, wręcz nieporozumieniem. Ale tłumacząc ten tekst, wracając doń wiele razy, chcąc właśnie ustrzec się od interpretacji (co spowodowane było specyfiką składni dającej kilka możliwości translacyjnych, z których każda zmieniała wymowę utworu), od samego początku nie dostrzegałem w nim nic idyllicznego, a wprost przeciwnie. Później miałem możliwość usłyszeć w jaki sposób Tennant go wykonuje, jaka muzyka tekstowi towarzyszy. Ostatnie wątpliwości rozwiały się; nawet Piotrusia Pana w Kensingtońskich Ogrodach „ogarniały czasem smutne myśli, a wtedy muzyka także stawała się smutna”. Być może było tu szczęście, lecz to jest miłość umarła. Czy literalnie zahaczyła o śmierć, nie wiadomo. Naszkicowany w ostatniej strofie obraz łodzi unoszącej ciało może być jedynie metaforą. Pomimo tych wątpliwości postanowiłem bronić swej interpretacji. Może dlatego, że „przenikając głęboko w tłumaczony tekst, niejako obrastamy nim, przejmujemy go na własność”? – Nieprzypadkowo powołuję się na słowa Julii Hartwig, w końcu najwybitniejszej tłumaczki poezji francuskiej i amerykańskiej na język polski. Przywołuje ona słowa Konstantego Jeleńskiego, który „powiedział kiedyś, że tłumacz jest najbardziej przenikliwym czytelnikiem przekładanego utworu”. – „Myślę, że najlepiej sprawdza się to, kiedy tłumaczem jest poeta”, dodaje Hartwig, „zwłaszcza jeśli jest to poeta kochający dzieło swojego autora”. Mam więc osobiście a perfect alibi.
Blue on blue ma odmienny charakter od wcześniejszych utworów. Paradoksalnie „rany” zapisywane w trakcie, bądź tuż po stoczonej „bitwie” uleczone zostają natychmiast. Spokój It couldn’t happen here, Your funny uncle i Being boring jest bardziej zgodny z naturą autora Miracles. Pomimo bólu tamte teksty napisane są z charakterystyczną dlań rezerwą. Blue on blue, rozumiany jako zapis odchodzenia najbliższej osoby, jest inny i chyba nikt, kto zna twórczość Tennanta nie rozpoznałby w tych postrzępionych strofach pióra poety, który dziesięć lat wcześniej napisał taki light jak Se a vida e. Przypominają znany utwór Yoko Ono No No No nagrany tuż po zabójstwie Johna Lennona, rozpoczynający się trzema strzałami i krzykiem Ono, a zakończony syreną karetki. Podobieństwo jest również w surowej muzyce, stalowo zimnym, beznamiętnym podaniu tekstu, już po.
Otwierająca fraza „Co się ze mną dzieje?” (What’s happening to me?) używana jest zazwyczaj w opisywaniu takich procesów jak dojrzewanie, kiedy ciało ulega zmianom w ukryty przed nami samymi, bardziej odczuwalny niż widomy sposób. Jest to tak nowe, wielkie i niepokojące, jak stawanie w obliczu nieznanego. Jest w nas głębokie pragnienie, nadzieja: „To się dzieje z tobą?” (Is it happening to you?). Bo w nieznane raźniej iść razem. – Jeżeli Blue on blue odzwierciedla stan chorego na AIDS, użycie przez Tennanta zwrotów obiegowo przypisanych poradnikom dla dorastających nastolatków jest nie tylko celne – jest prawdziwe i wstrząsające, ponieważ AIDS to specyficzna choroba, w trakcie której bardzo długo – dłużej niż przy raku – chory czuje się zupełnie zdrowy i „nic się nie dzieje”. Tak, to prawda, w y d a j e się sobie słabszy, potem w y d a j e się słabszy coraz b a r d z i e j, aż w końcu j e s t słabszy. Ale przecież nic nie boli, przecież wszystko ciągle jeszcze „jest jak było”, choć już „nic nie jest jak było” . Susan Minot w swej powieści nazywa taki stan wprost: „Były dni, kiedy to była prawda, potem nie była prawda, potem znów była prawda”. A stan niepewności może zawsze bardziej traumatycznie przeżywamy w życiu niż, nawet najgorszą, pewność. I stan chorego na AIDS musi być w pierwszym okresie bardzo podobny do stanu dorastającego chłopca, który nie wie, co się dzieje z jego ciałem i bardzo pragnie współodczuwania. Sama świadomość, że ktoś „ma to samo” oznacza nadzieję.
Analogicznie do It couldn’t happen here i Your funny uncle, w Blue on blue zapisany jest czas równoległy. Moment odchodzenia zmartwychwstaje po latach, kiedy wszystko już się dokonało:
Idź gdzie
Niebo spotyka morze
Błękit na błękit
Tak bolało
Nie rozumiałem
Chciało mi się
słońca morza
i ciebie obok
na piasku
Z każdej linijki rwie się „zostań”. Takie jest prawo bólu, że musi znaleźć sobie ujście. I, jak wezbrana rzeka, znajduje je – w strumieniach łez, w spazmach. Dopiero po tym osiągalna jest łaska ciszy. Człowiek umiera na podobieństwo powstawania wiersza: ubywa ku doskonalszej formie. Przedostatnia strofa przywołuje ukojenie z zakończenia It couldn’t happen here:
Patrz na gwiazdy
takie jasne
Ja i ty
Dlaczego znikają wątpliwości? W utworze Mandragora Kory znajduję podobny obraz, w którym jest i odpowiedź:
Gaśnie niebo i tracę cię z oczu
Dzika plaża, morze wielki spokój,
siedzimy ramię przy ramieniu
słów mniej za to więcej nocy
Bo bez względu na to, co się stanie (stało), bez względu na śmierć, na los – choć „Przeminął dzień” ja „jestem z tobą / To znaczy że dzień był szczęśliwy”. Tennant: „spełniliśmy życie od początku do końca”. Kora: „obietnicę na ciało i krew”. Zdawać by się mogło, że to najważniejsze zostało już w Blue on blue wypowiedziane, tymczasem –
Daleko w morze
płynie łódka
Zabierz nas stąd
Tylko ciebie i mnie
Błękit na błękit
Mimowolnie nasuwa się tu fragment angielskiego eposu Beowulf (X w.), w którym opisana jest ostatnia droga wodza Scyldów. Według staroskandynawskich tradycji wodza nie grzebano, lecz układano w łodzi z całym dobytkiem i puszczano na pełne morze –
Niech fala go poniesie na morza niezmierzone.
Żałosny ich nastrój i ciężkie serca;
Ni mędrzec, ni wojownik nie wie naprawdę
Do jakiej ten ładunek przybije przystani
(przeł. Anna Ostrowska-Paton)
Zakończenie Blue on blue nie daje żadnej odpowiedzi, ani żadnej pewności, lecz zawiera wers, którym Tennant buduje łódź między ścianami płaczu. Z niewidocznych brzegów ktoś podaje deski: „Zabierz nas stąd”. Ten wers może być skierowany do adresata wiersza. Jeżeli jednak odszedł on tam „gdzie niebo spotyka morze” jest zarazem zwrotem do Boga. – „A jak burza się uspokoi i noc zapada, i księżyc wyjdzie w całej swej krasie, a wszystko, co się słyszy, to rytm morza, fal, wtedy się wie, jakie były zamiary Boga względem rasy ludzkiej, wie się, co to jest raj”, mówił Harold Pinter w Przyjęciu. – Ten jeden wers utworu Tennanta stwarza szansę, że „błękit na błękit” nie będzie ofensywą „swój przeciw swemu”. Że kiedyś będziemy dzielić „podróż w słońcu i mroku / cierpieniu i zachwycie” (Kora), że połączy nas łódka unosząca tam „gdzie niebo spotyka morze”.
Problem AIDS poruszony został też w niecodziennym, bardzo „angielskim” utworze Dreaming of the Queen (Śniłem o Królowej), którego lektura – by posłużyć się określeniem Gerarda de Nerval – przypomina „wlewanie się snu w życie realne”. Obrazy przenikają się w realiach niepokojącego snu, w którym poeta wraz ze swym przyjacielem są świadkami niezwykłej wymiany zdań między królową Elżbietą II i księżną Dianą, które rozmawiają o miłości. Królowa przełamuje w wierszu kostyczną naturę dworską, zauważa, że „Miłość jednak zawsze przemija, jakkolwiek człowiek by się starał”. W odpowiedzi Diana wypowiada zdania jakby wyjęte z Szekspirowskiej tragedii:
Nie żyją już dziś kochankowie
Nie ostał się żaden
nie żyją kochankowie
dlatego miłość musiała umrzeć
Mówi to zarówno do Królowej, jak do śniącego ich dialog. Gdyby były jakieś wątpliwości, księżna podaje argument. Jest niepodważalny: „Spójrz, to stało się ze mną i z tobą”… Zatrzymajmy się na chwilę, natykamy się tu bowiem na coś, czego nie można przeoczyć. Utwór powstał w 1992 roku. Nikt nie mógł przypuszczać, co za kilka lat spotka Lady Dianę. Neil Tennant: „To miało sens ze względu na zaangażowanie Lady Di w sprawy związane z AIDS, a także rozpad jej małżeństwa, tak więc Księżna mówi: „Nie żyją już dziś kochankowie”, ponieważ jeden z jej przyjaciół umarł na AIDS, a o swoim małżeństwie: „dlatego miłość musiała umrzeć”. Królowa zaczyna płakać, ponieważ to jest smutne i prawdziwe.”
Potem zajechały powozy
Staliśmy przy pożegnaniu
Diana osuszyła jej oczy
i zdumiona spojrzała
Ponieważ byłem nagi
To zgorszyło starą Królową
lecz ludzie się śmiali
i prosili o autografy
„Wyobraź sobie życie na świecie bez miłości – tłumaczy Tennant. – W piosence chodzi o to, że człowiek, który ją śpiewa ma AIDS. Mówi: „Zbudziłem się cały spocony…” Ma niespokojne sny na ten temat, więc może myśli o swojej chorobie.” – Ale będąc literacką fikcją, czy rzeczywistym snem, utwór Neila Tennanta nabiera dziś innego wymiaru i widzimy w nim sen proroczy. Lecz to prawo snu: można wyśnić życie innym. „We śnie tajemne prowadzą mnie znaki”, śpiewa Kora.
Tak Dreaming of the Queen, jak i wcześniejszy King’s Cross zachowają swą mistykę pozostając tymi angielskimi snami Neila Tennanta, które znalazły tragiczne spełnienie w rzeczywistości. Julia Hartwig pisząc o roli snu w poezji romantycznej przypomina, że „dla jednych romantyków sen był nie wykorzystaną dotąd dziewiczą krainą wzruszenia i obrazu, dla innych stał się nowym źródłem poznania”. Od czasów romantycznych nic w tych sprawach się nie zmieniło. Dla poety „przesłanie nocy jest tak samo obowiązujące jak nakazy dnia”, a jego przywilejem – wyprzedzanie świata. Jak to ujął Wilde – „każdy dżentelmen miewa sny, to jego święty obowiązek”.
W zakończeniu Dreaming of the Queen Tennant użył w odniesieniu do chorego na AIDS przymiotnika desolate. Wraz z tym słowem następuje powrót do rzeczywistości z niezwykłego snu o spotkaniu z piękną księżną, która językiem Szekspira mówi o śmierci miłości na świecie. W onirycznych, wyjętych z pogranicza światów, obrazach Dreaming of the Queen udało się Tennantowi ukazać życie uwikłane zawsze w obydwa światy równocześnie. Tak naprawdę dopiero to równoważące się „zbudziłem się cały spocony / opuszczony” odsłania właściwy temat, AIDS. I chociaż –
W oddali jakby grzmot, niebo czerwone
Tam gdzie szłaś zawsze odwracały się głowy
chociaż
Słyszę grzmot, niebo jest ciemne
Burza przewala się przez moje serce
mimo to
Cały dzień patrzysz jak oni padają
Cały dzień, cały dzień Domino tańczy
Domino dancing
Bo „krew przez ciało pędzi i ogień roznieca” ... W Discoteca (1996), aby lepiej naświetlić sytuację chorego posłużył się Neil Tennant metaforą bariery językowej:
Nie mówię w języku
Nie mogę zrozumieć słowa
Tam gdzie anioły lękają się stąpać
chodziłem czasem
próbowałem rozmawiać
ale jak mogę być słyszany
przez świat
dla którego jestem stracony? (…)
Czy starczy żyć nadzieją
że pewnego dnia będziemy wolni
bez tego lęku?
Zamiast odpowiedzi rzucone – pozornie oderwane – zwroty, cytaty z rozmówek angielsko-hiszpańskich. Symbolicznie kreślą wykluczenie zarażonego ze społeczeństwa. „Kocham cię”, „Rozumie pan?”, „Powiedz mi”, „Ile muszę czekać?” . – „Gdy czekam na ciebie i bardzo się boję / Czekam na ciebie – czekam”, śpiewa Kora w Mówią że miłość mieszka w niebie. Tak „anioły” tropią się na tutejszym śniegu. W samym zakończeniu Discoteca pada komentarz: „Zrozum człowieka, który mówi językami / I jesteś gotów mówić jak sam Szekspir”. Bolesny, kiedy dostrzeże się nawiązanie do Hymnu miłości z listu św. Pawła – „Choćbym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, byłbym miedzią dźwięczącą lub cymbałem brzmiącym” … Lecz jakiej wiary potrzeba by udźwignęła nas na spełnienia, ocalenia, sensy? Nie o języki, nie o słowa idzie, a przesłanie. Ale jakiej formuły, mszy w jakim języku potrzeba by je zrozumieć, by stało się wspólne? zmieniło barwę łzy? – Wilde wypowiedział wielką i wciąż aktualną prawdę, że „ludzie moralni, jak się ich nazywa, to zwyczajne bestie. Już prędzej bym chciał mieć pięćdziesiąt naturalnych przywar niż jeden naturalny przymiot”, pisze do Leonarda Smithersa w liście z 28 listopada 1897. „To właśnie nienaturalne przymioty obracają ten świat dla tych, którzy cierpią, w przedwczesne Piekło.” Autor It’s a sin uważa podobnie. Staje po stronie tych, którzy mogliby powtórzyć za Wilde’m: „W społeczeństwie – takim jak je zorganizowaliśmy – nie ma miejsca dla mnie, to społeczeństwo żadnego miejsca mi nie przydzieli; ale Natura, której słodkie deszcze padają zarówno na niesprawiedliwych jak na sprawiedliwych, znajdzie pieczary skalne, w których będę się mógł schronić, i utajone doliny, w których ciszy będę mógł płakać bez przeszkód.” (De profundis). Tennant jest przekonany, że można
szydzić albo znikać
pod werniksem samokontroli
lecz dla tych wszystkich
co się nie przystosowali
co słuchają instynktu
którym powiedziano że zgrzeszyli
to jest modlitwa
o inne wyjście
A red letter day
Czytelnik zwykle jest wdzięczny poecie ilekroć ten dociera do jego „najtajniejszych treści”. Neil Tennant potrafi czytać w cudzych myślach nigdy nie będąc przy tym nachalnym. Być może w szkicu na temat twórczości poetyckiej nie miejsce na taką uwagę, ale trudno nie przyznać, że lektura tych tekstów to obcowanie z człowiekiem, który „śpiewa kołysanki nad brzegami milczących rzek” (Zagajewski, Gotyk). Który przeczuwa zanim pomyśli, że by wierzyć trzeba poznać i właśnie przeczucie prowadzi go dalej. Jest i taka pewność, gdy nie zna się odpowiedzi na stawiane sobie pytania. Wilde: „Kto mądrość rozgłasza, sam siebie okrada. Jest jak ten, który wydaje skarb złoczyńcy” (Nauczyciel mądrości).
W lutym 2000 roku w świat poszła informacja, że w Tel Awiwie zmarła na AIDS Ofra Haza. Wydawało się to nie do pojęcia. Zacząłem w kółko puszczać ostatni album piosenkarki nagrany trzy lata wcześniej, w 1997 roku, jakby spodziewając się, że tam znajdę jakieś wytłumaczenie. Czy naprawdę nic nie zapowiadało... Słuchałem czytając równocześnie teksty. Nagle zauważyłem, że w głównym utworze Ahava (Ukochana) po wersach „Wish for a star / Sparkling light / Don't run away / Just hold me tight” jest strofa, której nie zapisano. Gdy Haza ją śpiewa, muzyka w tle zamiera, aż w końcu zostaje sam głos. Wsłuchałem się…
Don’t run and hide
Don’t hold me tight
I’m going there
To see the light
I wish to know
The magic star
I wish to know
The other sparks
Potem muzyka na dłuższą chwilę gaśnie. Ale dziecięcy głos Ofry i te słowa – one zostają. Czyli nagrywając tę płytę, na której opowiada o tym, że życie jest cudem wiedziała już, że śpiewa po raz ostatni. Ta niezapisana strofa Ahavy to jedyne pożegnanie pozostawione przez Ofrę Hazę. Jest taka nadzieja, która „zmienia kierunek i odwraca się w stronę przeszłości” (Minot)… W zakończeniu filmu Philadelphia – tym prawdziwym zakończeniu, które jest zawsze przed napisami – idzie tytułowa piosenka śpiewana przez Neila Younga. Wraz z jej kolejnymi frazami w domu Andy’ego przesuwa się jego całe życie puszczane z rodzinnych filmów. Kilka lat temu tę piosenkę zaczął śpiewać także Neil Tennant.
Sometimes I think that I know
What love's all about
And when I see the light
I know I'll be all right…
Być może to jest właściwe zakończenie… „Tell me I'm not to blame I won't be ashamed of love”… Cena miłości jest zawsze ukryta. Ale – wszystko dla tego. Neil Tennant: „Dla tego warto żyć”.
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
Fragment przygotowywanej monografii Neil Tennant: Angielski sen, pierwszej pracy poświęconej wyłącznie literackiej twórczości piosenkarza.
Projekt realizowany przy pomocy finansowej Funduszu Promocji Twórczości
Cytaty poetyckie z utworów Neila Tennanta przełożyli Eryk Ostrowski i Anna Ostrowska-Paton. Wszystkie utwory za stroną autorską: petshopboys.co.uk. Wypowiedzi Neila Tennanta za wydawnictwami płytowymi Pet Shop Boys Catalogue (Parlophone, EMI 2001). Przełożyła: Anna Widlarz.
Pozostałe cytaty: Wieczór Susan Minot w przekładzie Joanny Puchalskiej (Warszawa 2007). Przyjęcie Harolda Pintera w przekładzie Bolesława Taborskiego (Sulejówek 2006). Listy Oskara Wilde’a w przekładzie Danuty Piestrzyńskiej (Warszawa 2005). Piotruś Pan w Ogrodach Kensingtońskich Jamesa Matthew Barrie’go w przekładzie Macieja Słomczyńskiego (Wrocław 1991). Teksty Kory za zbiorowym wydaniem Maanam – Simple story (Kamiling / EMI Music Poland 2005). Wiersz W hotelu Johna Fullera w przekładzie Piotra Sommera (za Antologią nowej poezji brytyjskiej, Warszawa 1983).
ERYK OSTROWSKI, rocznik 77, poeta, prozaik, eseista. Stypendysta Miasta Krakowa (2002) i Ministra Kultury (2008), laureat nagrody literackiej na festiwalu FAMA (2005, 2006) i Krakowskiej Książki Miesiąca za wybór wierszy Muzyka na wzgórzu (2006). Ogłosił 5 tomów wierszy, 2 wybory, 3 książki eseistyczne, 20 opracowań (m.in. wybory poezji Marianny Bocian, Joanny Salamon). Wiersze i eseje w czasopismach polskich (m.in. „Odra”, „Lampa”, „Rita Baum”, „Arterie”, „Fragile”, „Nowa Okolica Poetów”, „Więź”, „Zeszyty Literackie”, „Tygiel Kultury”, „Pogranicza”, „Topos”), serbskich (w przekładach Biserki Rajcić) i węgierskich (w przekładach Geza Cseby). W 2005 roku serbski PEN Club ogłosił jego arkusz poetycki, a rok później obszerny wybór poezji. W 2006 roku opublikował popularnonaukowe studium Szymborska: Odyseja kosmiczna poświęcone najnowszym wierszom Noblistki. W opracowaniu i z przedmową Eryka Ostrowskiego ukazał się pierwszy od jedenastu lat polski wybór poezji Mariny Cwietajewej (2006). W 2009 ukażą się nowy tom wierszy Eryka Ostrowskiego, Cydonia i polsko-angielski cykl wierszy miłosnych, Daremne piękna.
Jest opiekunem spuścizny literackiej Joanny Salamon. Należy do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Mieszka w Krakowie.
NEIL TENNANT
w przekładach Eryka Ostrowskiego i Anny Ostrowskiej-Paton
To nie stanie się tutaj
(It couldn’t happen here)
Wczoraj, pamiętasz, jakie to wydawało się oczywiste
na wysokich obcasach cytować czasopisma
Pójść na całość, wiedziałeś że możesz
Dotąd, bardzo dobrze
Ktoś spytał: za kogo ty się uważasz?
Kto płaci twoje rachunki?
Jakim cudem zaszedłeś aż dotąd?
Zlekceważyłeś i zamknąłeś drzwi
Bardzo dobrze, aż dotąd
Teraz to prawie nie do pomyślenia
Wypiliśmy za dużo i obudzili wszystkich
Wydaje mi się, czy mówiliśmy
to nie stanie się tutaj
Nie sądzę byśmy jeszcze mieli poruszyć temat
naszej godności i zranionej niewinności
To co jest nie pasuje do twych ran bitewnych
wciąż się goją jak dotąd
Teraz to prawie nie do uwierzenia
Śmialiśmy się za głośno i obudzili wszystkich
Wydaje mi się, czy mówiliśmy
to nie stanie się tutaj
Teraz to prawie nie do pomyślenia
Jesteśmy znowu tam skąd się wyrwaliśmy
Wydaje mi się, czy mówiliśmy
to nie stanie się tutaj
1987
Twój zabawny wujaszek
(Your funny uncle)
I widziałem miasto święte, nowe Jeruzalem
Księga Objawienia 21,2
Wietrzny dzień, samochody w kondukcie
Nie daleko miejsce przeznaczenia
Syn pewnej matki
w nieobecnym wzroku ojca rozżalenie
gdzie zawinili
Zawsze było to zbyt przykre dla niego
Ja i mój przyjaciel
spełniliśmy nasze życie
od początku do końca
ty i twój przyjaciel tak czule
z siłą i dumą
pomimo wszystko – i tak płynęliśmy
przeciw fali
ku nadziei wygrania, uparcie
Po to tylko by, w końcu, twój zabawny wujaszek
lustrujący tych twoich kumpli wzrokiem oficera
przystanął i uśmiechnął się
by wprost o tobie porozmawiać
„Do widzenia”, uścisk dłoni
jak gdybyś zrobił wszystko tak jak trzeba
by otrzeć łzę z oczu
Już nie będzie ni bólu, ni lęku
Ni smutku, ni śmierci
Ni czekania, ni płaczu
Albowiem pierwsze rzeczy przeminęły
Inne życie zaczyna się tego dnia
1988
Być nudnym
(Being boring)
…pokrywała twarz pudrem i różem ponieważ nie potrzebowała tego, i nie zgadzała się na bycie znudzoną ponieważ nie była nudna. Była świadoma, że robiła to, co zawsze chciała robić.
Zelda Fitzgerald, Eulogy on the flapper
Natrafiam na skrytkę ze starymi zdjęciami
i zaproszeniami na prywatki
Jedno namawia „Przyjdź na biało”
cytatem czyjejś żony, słynnej pisarki
w latach dwudziestych
Kiedy jesteś młody wskazuje ci drogę
każdy kto kiedyś
otworzył przymknięte drzwi
Powiedziała że nigdy się nie nudziliśmy
bo nigdy nie byliśmy nudni
Czasu mieliśmy aż nadto by znaleźć go dla siebie
i nigdy nie byliśmy nudni
Przebieraliśmy się i kłócili, po namyśle godzili
i nigdy nie zatrzymywali ani martwili tym że
czas dobiegnie końca
Gdy przyjechałem, opuszczałem stację
z plecakiem i lekkim drżeniem
Ktoś powiedział jeśli nie jesteś ostrożny
nic ci nie zostanie, nic o co byś dbał
w latach siedemdziesiątych
Popatrzyłem po sobie i popatrzyłem przed siebie
na nowe życie – jeden zero dla mnie
Zdążyłem przemknąć nim drzwi się zamknęły
żeby już nigdy się nie nudzić
I zawsze mieliśmy nadzieję, patrząc wstecz
zawsze mogłeś liczyć na przyjaciela
Dziś siadam wśród różnych twarzy
w wynajętych pokojach, obcych miejscach
Wszyscy ci ludzie których całowałem
niektórzy są tu, niektórych brak
w latach dziewięćdziesiątych
Ja nigdy nie marzyłem nawet że kiedyś się stanę
tym kim zawsze chciałem się stać
ale myślałem – nie marzyłem
że ty będziesz gdzieś tu, ze mną
1990
Śniłem o Królowej
(Dreaming of the Queen)
Śniłem o Królowej
przyszła na herbatę
Byłeś ty, ja i ona
i Lady Diana
Królowa rzekła: To przeraża
Miłość jednak zawsze przemija
jakkolwiek człowiek by się starał
a Diana na to odparła:
Nie żyją już dziś kochankowie
Nie ostał się żaden
nie żyją kochankowie
dlatego miłość musiała umrzeć
Tak, to prawda
Spójrz, to stało się ze mną i z tobą
Potem zajechały powozy
Staliśmy przy pożegnaniu
Diana osuszyła jej oczy
i zdumiona spojrzała
Ponieważ byłem nagi
To zgorszyło starą Królową
lecz ludzie się śmiali
i prosili o autografy
Zbudziłem się cały spocony
opuszczony
Ponieważ nie żyli już kochankowie
Nie ostał się żaden
nie żyli kochankowie
dlatego miłość umarła
Tak, to prawda
Spójrz, to stało się ze mną i z tobą
1992
Discoteca
Hay una discoteca por aqui?
Nie mówię w języku
Nie mogę zrozumieć słowa
Tam gdzie anioły lękają się stąpać
chodziłem czasem
próbowałem rozmawiać
ale jak mogę być słyszany
przez świat
dla którego jestem stracony?
Robię co robię
by przeżyć do końca
wychodzę
i jakby nigdy nic
Hay una discoteca por aqui?
Te quiero
Entiende usted?
Digame
Cuanto tiempo tengo que esperar?
Nie mówię w gniewie
choć szanse które mi dano
przeszły obok a żal
nie pozwala zapomnieć
Prześladują
jak niespłacone długi
Czy starczy żyć nadzieją
że pewnego dnia będziemy wolni
bez tego lęku?
Wychodzę
i jakby nigdy nic
Hay una discoteca por aqui?
Te quiero
Entiende usted?
Digame
Cuanto tiempo tengo que esperar?
Zrozum człowieka, który mówi językami
I jesteś gotów mówić jak sam Szekspir
1996.
Specjalne podziękowania dla Agnieszki Tyman za pomoc przy przekładzie It couldn’t happen here, Your funny uncje i Being boring.
© by Eryk Ostrowski, za: RITA BAUM nr 13, zima 2009.
NEIL TENNANT, angielski muzyk, kompozytor, lider i wokalista duetu Pet Shop Boys. Urodził się w 1954 r. w Newcastle. Uczęszczał do chłopięcej szkoły klasztornej St. Cuthbert’s Grammar School. W latach 70. przeniósł się do Londynu, gdzie ukończył historię na wydziale Politechniki North London. Po studiach pracował jako redaktor w wydawnictwach, a w latach 1982 – 1985 jako krytyk opiniotwórczego czasopisma muzycznego „Smash Hits”. Od 1986 roku poświęcił się muzyce. Wraz z kompozytorem Chrisem Lowe jako Pet Shop Boys wydali kilkanaście płyt długogrających i wylansowali dziesiątki światowych przebojów. W 1987 zrealizowali surrealistyczny film It couldn’t happen here (reżyseria: Jack Bond), a w 2001, we współpracy z Jonathanem Harvey’em, musical Closer to Heaven (premiera w londyńskim Arts Theatre). W 2004 roku skomponowali muzykę do legendarnego filmu kina niemego Siergieja Eisensteina, Pancernik Potiomkin. Poza muzyczno-literacką działalnością Tennant znany jest w Wielkiej Brytanii ze wspierania sztuki współczesnej, w 1998 roku przewodniczył jury Nagrody Turnera. Współpracuje z radiem BBC i „Guardianem”.Teksty Neila Tennanta to jedno z ciekawszych i ważniejszych zjawisk współczesnej poezji brytyjskiej. Formalnie zakorzenione w balladach kultowego angielskiego poety XX wieku, Johna Betjemana, stworzyły w połowie lat 80. najzgrabniejszy demontaż „thatcherowskiego snu”. „Kontynuują tradycję gejowskiej satyry politycznej w Anglii wywodzącą się z wpływu jaki wywierał Oskar Wilde na wiktoriański Londyn – pisał krytyk Michael Bracewell. – Tradycję tę można odnaleźć we wczesnych utworach Evelyn Waugh, w dziełach W. H. Audena, Noela Cowarda, Terence’a Rattigana i Joe Ortona. Można się spierać o to, czy nie zdefiniowano tu lat osiemdziesiątych lepiej niż zrobił to jakikolwiek powieściopisarz, malarz czy reżyser filmowy” („The Guardian”).






Komentarze