Zamknij drzwi. Za nimi masz ciepły kąt, tam kiedyś
masz dużą szansę robić pranie modelowi
dwa plus dwa i nic więcej. Z ustami zupełnie
zamkniętymi na mnie. Właściwie trudno, żeby
było lepiej. Zbyt dziko jest po drugiej stronie,
zbyt dużo zimnej stali, ognia też zbyt wiele,
a przecież przez drzwi możemy pogadać przez CB,
zresztą, jesteśmy na długość krótkofalówki.
To dużo, pewnie znacznie więcej, niż wieszanie
prania czy spostrzeżenie, że od twarzy w dół też
masz pełno włosów, może rzadszych i jaśniejszych,
krótszych, jak zimne stopy skaczące przez dotyk,
więc teraz zamknij oczy i drzwi. Nasze zdjęcia
spotkają się na jednym śmietniku. My w piachu.
*** (Z natury jesteśmy)
Z natury jesteśmy prozaikami z cyklu,
gdzie na pierwszej ciepłej wyspie zapominamy
swoich imion z wysokości blatu. Tymczasem:
najcieplejsze wyspy to zawsze te sąsiednie,
a ich mieszkańcy są starsi niż kiedykolwiek.
Rozpoznaję w tobie sen, smutek i kolor ścian
wokół. Drzwi: odciski palców, popsuty dzwonek,
pomieszanie spraw. Na sąsiednich wyspach dzieci
nie rodzą się. One tam są od zawsze, ale
po drugiej stronie powiek mamy co innego,
a na ubraniach i pod nimi przemycane
pyłki, piach, kurz, zapachy. Nie jesteśmy psami,
nie robi to żadnej różnicy. Trzymasz rękę
na klamce, dokądś pójdziesz, komuś spojrzysz w oczy.
Słona woda
Odbite odciski palców bolą najmocniej
w miejscach, w których mnie nie było kiedy wstawałeś,
żeby odespać krew zwierząt śnionych na obiad.
Kiedy odeśpisz, bez znaczenia będą buty
zostawione w miejscach nieuprawnionych i dom
walący się podczas kłótni powodującej
kolejne wieczne odejścia i zwierzęcy seks
powrotów, którego dźwięku nie połkną ściany,
muzyka zza niej, ani czułe słowa. My to
dwie sylaby, pełne szklanki z nurtem, dziurawym
dnem. Będziemy z siebie pić do ostatniej kropli.
Zmienność staje się jedyną stałą. Wrócimy
na rzęsach, jak łza. Konieczność, potrzeba, woda
i piach. Zmieszać, później zamieszkać. Nic więcej.
Krawędź do krawędzi
Jesteś tylko kartą w mojej księdze – powiedział
i przerzucił strony udając się w kierunku
jeziora. Ryby brały jak muchy z początkiem
jesieni. To mi pozostało. Otulone
wodą ryby, cała reszta jest rozdmuchana
jak tlen przez azot, to zupełnie zbędne, ale
sam wiesz najlepiej, seks zupełnie pozbawiony
agresji jest niczym, jak kalosz wyłowiony
z wody, więc dalej łowisz z lądowiska brzegu.
Jesteś tylko elementem krajobrazu, więc
nawet nie mrugniesz, kiedy do brzegu dopłynie
kuter pełen ryb. Nawet nie wyjrzysz przez okno.
Jesteś tylko kartą w mojej księdze – pomyślał
i przez chwilę uwierzył. Wiara nie czyni nic.
Mogilno 07.11.2008.




