Neurokultura już w sprzedaży! Szukaj nas w sieci empik lub w kup online! W numerze: Wiedemann / Sonnenberg / Klodova / Baczewski / Kłos / Fiedorczuk / Kapela / Sarna / Gierszewski / Marzec i inni
neurokultura

ISSN 2081-4380

wyszukiwarka




reklama
localheroes

zareklamuj się!


partnerzy:
szara

Neurokultura on Facebook


Jesteś tu: Start > Poezja > Graczyk Karol: wiersze

Graczyk Karol: wiersze

Zbyt drzwi

Zamknij drzwi. Za nimi masz ciepły kąt, tam kiedyś

masz dużą szansę robić pranie modelowi

dwa plus dwa i nic więcej. Z ustami zupełnie

zamkniętymi na mnie. Właściwie trudno, żeby

 

było lepiej. Zbyt dziko jest po drugiej stronie,

zbyt dużo zimnej stali, ognia też zbyt wiele,

a przecież przez drzwi możemy pogadać przez CB,

zresztą, jesteśmy na długość krótkofalówki.

 
To dużo, pewnie znacznie więcej, niż wieszanie

prania czy spostrzeżenie, że od twarzy w dół też

masz pełno włosów, może rzadszych i jaśniejszych,

krótszych, jak zimne stopy skaczące przez dotyk,

 

więc teraz zamknij oczy i drzwi. Nasze zdjęcia

spotkają się na jednym śmietniku. My w piachu.

 


*** (Z natury jesteśmy)

Z natury jesteśmy prozaikami z cyklu,

gdzie na pierwszej ciepłej wyspie zapominamy

swoich imion z wysokości blatu. Tymczasem:

najcieplejsze wyspy to zawsze te sąsiednie,



a ich mieszkańcy są starsi niż kiedykolwiek.

Rozpoznaję w tobie sen, smutek i kolor ścian

wokół. Drzwi: odciski palców, popsuty dzwonek,

pomieszanie spraw. Na sąsiednich wyspach dzieci



nie rodzą się. One tam są od zawsze, ale

po drugiej stronie powiek mamy co innego,

a na ubraniach i pod nimi przemycane

pyłki, piach, kurz, zapachy. Nie jesteśmy psami,


nie robi to żadnej różnicy. Trzymasz rękę

na klamce, dokądś pójdziesz, komuś spojrzysz w oczy.



Słona woda

Odbite odciski palców bolą najmocniej

w miejscach, w których mnie nie było kiedy wstawałeś,

żeby odespać krew zwierząt śnionych na obiad.

Kiedy odeśpisz, bez znaczenia będą buty


zostawione w miejscach nieuprawnionych i dom

walący się podczas kłótni powodującej

kolejne wieczne odejścia i zwierzęcy seks

powrotów, którego dźwięku nie połkną ściany,


muzyka zza niej, ani czułe słowa. My to

dwie sylaby, pełne szklanki z nurtem, dziurawym

dnem. Będziemy z siebie pić do ostatniej kropli.

Zmienność staje się jedyną stałą. Wrócimy


na rzęsach, jak łza. Konieczność, potrzeba, woda

i piach. Zmieszać, później zamieszkać. Nic więcej.



Krawędź do krawędzi

Jesteś tylko kartą w mojej księdze – powiedział

i przerzucił strony udając się w kierunku

jeziora. Ryby brały jak muchy z początkiem

jesieni. To mi pozostało. Otulone


wodą ryby, cała reszta jest rozdmuchana

jak tlen przez azot, to zupełnie zbędne, ale

sam wiesz najlepiej, seks zupełnie pozbawiony

agresji jest niczym, jak kalosz wyłowiony


z wody, więc dalej łowisz z lądowiska brzegu.

Jesteś tylko elementem krajobrazu, więc

nawet nie mrugniesz, kiedy do brzegu dopłynie

kuter pełen ryb. Nawet nie wyjrzysz przez okno.


Jesteś tylko kartą w mojej księdze – pomyślał

i przez chwilę uwierzył. Wiara nie czyni nic.



Mogilno 07.11.2008.

Dodaj do:

Wykop    Facebook    Deli.cio.us
 



^ do góry