Bernard Noël opisuje
ciało którego doświadcza
jakby nie było jego własnym
wyimki z ciała stają się
jak niespodziewany paraliż w pełnym słońcu
na balkonie
gdzie sucha skóra wyciska
ostatnie słowa
z cichym jękiem
palce drętwieją na kolanach
usta zaglądają
do domu pełnego osób
i zwracają się do nich mową
którą próbują zapamiętać
nikt nie wie ile kosztuje
spowolnienie przemiany z człowieka
w puste zakurzone miasto
Fotografia XXVIII
Na fotografii jeszcze babka.
Z jej złożonych dłoni wyrastają
artretyczne pagórki różańca
i pasyjnych pieśni porządkujących
jej dzień. Z włosów wystaje igliwie
metalowych spinek
z wzorem w kształcie kwiatu
o wyblakłym kolorze
niebieskiej emalii. Ten kolor
powraca w pamięci poruszonej
innym szpitalnym wspomnieniem
kruchej skóry pod białą kołdrą. Brzucha napuchniętego
od walki ze wszystkimi płynami
które trwają w stanie utajenia
w podręcznikach medycznych i głowach lekarzy.
Do pewnego czasu.
Czerwiec – lipiec – czerwiec
wieczór chwieje się
jak bezradne zwierzę na miękkich łapach
w popielniczkach zasypiają papierki wokół
kumulowanych uczuć
nie jesteśmy niczym poza
tłumem poluzowanych wcieleń
w spiralnych kolejkach
może właśnie tak ocali nas miasto
Karolina Sałdecka (ur. 1983) – poetka. Publikowała m.in. w Twórczości, Kwartalniku Literackim TEKA, na stronach internetowych Dekady Literackiej. Dwukrotna laureatka Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego „O Kwiat Azalii” (2008, 2009); wyróżniona w XXXII Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim im. H. Poświatowskiej (2008) oraz w IV Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim „O Wawrzyn Sądecczyzny” (2008). Na stałe współpracuje z Krytycznym Miesięcznkiem Internetowym Verte. Doktorantka w Zakładzie Literatury Współczesnej Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Mieszka w Bydgoszczy.
ciało którego doświadcza
jakby nie było jego własnym
wyimki z ciała stają się
jak niespodziewany paraliż w pełnym słońcu
na balkonie
gdzie sucha skóra wyciska
ostatnie słowa
z cichym jękiem
palce drętwieją na kolanach
usta zaglądają
do domu pełnego osób
i zwracają się do nich mową
którą próbują zapamiętać
nikt nie wie ile kosztuje
spowolnienie przemiany z człowieka
w puste zakurzone miasto
Fotografia XXVIII
Na fotografii jeszcze babka.
Z jej złożonych dłoni wyrastają
artretyczne pagórki różańca
i pasyjnych pieśni porządkujących
jej dzień. Z włosów wystaje igliwie
metalowych spinek
z wzorem w kształcie kwiatu
o wyblakłym kolorze
niebieskiej emalii. Ten kolor
powraca w pamięci poruszonej
innym szpitalnym wspomnieniem
kruchej skóry pod białą kołdrą. Brzucha napuchniętego
od walki ze wszystkimi płynami
które trwają w stanie utajenia
w podręcznikach medycznych i głowach lekarzy.
Do pewnego czasu.
Czerwiec – lipiec – czerwiec
wieczór chwieje się
jak bezradne zwierzę na miękkich łapach
w popielniczkach zasypiają papierki wokół
kumulowanych uczuć
nie jesteśmy niczym poza
tłumem poluzowanych wcieleń
w spiralnych kolejkach
może właśnie tak ocali nas miasto




