Neurokultura już w sprzedaży! Szukaj nas w sieci empik lub w kup online! W numerze: Wiedemann / Sonnenberg / Klodova / Baczewski / Kłos / Fiedorczuk / Kapela / Sarna / Gierszewski / Marzec i inni
neurokultura

ISSN 2081-4380

wyszukiwarka




reklama
localheroes

zareklamuj się!


partnerzy:
szara

Neurokultura on Facebook


Jesteś tu: Start > Poezja > Raczyński Adam: wiersze

Raczyński Adam: wiersze

Euforia

uciekamy euforycznie,
socrealistyczne ulice są szersze od nowoczesnych,
tak projektowali, kościół odnowiony
tylko od frontu, pomalowany jak blok,
tak to ujęłaś, na tyłach blisko budynki
cywilne, blisko kościoła, nie przeszkadzałoby.
„Park im to przypomniało po prostu, jak kotu,
który wierzy, że meble to skały,
a starty dywan to równo skoszona łąka”.

Świetlne efekty, mroźne promienie,
„Czy to rzeczywisty tramwaj,
czy senne marzenie?”.
A oprócz tego oczywiście normalni
i coraz bardziej tłustawi z wytworami
elektronicznymi, telewizor, suszarka,
suszarka, która jest żyrandolem,
myślącym żyrandolem, myślą rozpalasz
światła. „Wiem o tym”.

(Znakomite ciągi niewidzialnego, są
dawne posiadłości puste w chłodne dni,
wystarczająco długi, wystarczająco długi plac,
i jakaś dziwna, jakaś zauważalność. Właśnie.)
 
Warszawa 2007



Zmiana na lepsze

Przepijać grosze, być zdanym na czulent,
jeść byle co, szybko, drżą ręce, palce drżą;
uwierzyłem w sklepy spożywcze i spożywcze
słodycze. Ale
słone morze, puste gotowe ryby, hotelowy bar,
w który się wlewa Bałtyk, i pamiątki, breloki,
domki z muszli, zapachowe znicze, zleżałe
w zagęszczonej brei knoty, latarnie morskie,
imitacje przestrzeni, wiatru, łatwych znajomości



***


Walczą, pokazują się albo wciągają
do łóżka coś, co przechodzi obok;
święta w twoim łóżku, święta przykrywa się
twoją częścią kołdry, jeśli łóżko jest za wąskie,
musicie leżeć na sobie, to konieczność.



Dziady

Godziny spędza pod drzewem
genealogicznym, przodkowie jak owoce wiszą i zwisa im
jego zainteresowanie, ale on chce wiedzieć, kim jest
(gdyby tylko mógł go dobiec głosik cmentarny),
zamiast wziąć się za koleżankę,
która jest kwintesencją niezobowiązującego seksu,
chodzi po sadzie, wisi na słowiańskim warkoczu,
wisi na warkoczu ze zboża, w tle zachodzi słońce,
chodzi w kółko i wymienia podania

rąk z papierem, marzy o emeryturze,
która będzie za trzydzieści lat, trzydzieści razy
weźmie urlop, ktoś mi zwymiotował w pościel,
przyszedł kucharz z hotelowej restauracji,
zebrał resztki dla psów, dziś mi poda głowę
psa, dziś ci przyniesie dziada, był granatowym
policjantem, był urzędnikiem poczty państwowej,
miał aptekę, był więc baronem
morfiny, w małych miasteczkach aptekarz
przychodził przed księdzem, żeby stwierdzić,
że tylko morfina rozgrzesza, czas wesz,
tyfusu, dziewczynek, które nie zdążyły się puścić,
teraz o nich mówimy, jakby mogły uratować dupę,
nie uratowały, nie zdążyły pomyśleć,
że mogą siebie użyć, nie zdążyły użyć
słowa naród, ten chłopiec przyniósł bukiet,
inni dali wieńce, on pokazuje wieniec

i mówi, to ja się dokopałem
w opowieściach ciotek, przychodziły,
szeptały do ucha, spuszczały ślinę, srały
żalem, spisywałem ich nazwiska,
nie pasowały do ciała. Chciały jednego –
by pasowało.





Adam Raczyński (ur. 1975) - poeta, filolog. Autor 3. zbiorów wierszy: Chorobal (1998), Otwieracz (2004), Obce wanny (2006). Publikował m.in. w: Kresach, Czasie Kultury, Ricie Baum, Tytule Roboczym, Studium, Akcencie, Wyspie, REDzie.
 

Dodaj do:

Wykop    Facebook    Deli.cio.us
 



^ do góry