Neurokultura już w sprzedaży! Szukaj nas w sieci empik lub w kup online! W numerze: Wiedemann / Sonnenberg / Klodova / Baczewski / Kłos / Fiedorczuk / Kapela / Sarna / Gierszewski / Marzec i inni
neurokultura

ISSN 2081-4380

wyszukiwarka




reklama
localheroes

zareklamuj się!


partnerzy:
szara

Neurokultura on Facebook


Jesteś tu: Start > Poezja > Szafranowicz Jacek: wiersze

Szafranowicz Jacek: wiersze

Motyl

W lato
kot biegający za motylem
to najlepszy widok jaki można zobaczyć

żaden chłopak biegający za dziewczyną
się nie równa

wczoraj wyszedłem przed dom
z myślą że zobaczę;
siadłem na trawie
i zobaczyłem
fioletowego motyla
jak paradował między żółtymi kwiatami
obsadzając najwyższe
i kiedy zbliżył się do mnie
aż go miałem na wyciągnięcie ręki
chyba właśnie w tym momencie
wyłonił się szary kot
skoczył na motyla i motyl
zniknął

szary kot obracał głowę w każdą stronę
szukając
gdzie ten się podział
spojrzał na mnie chwilę pogrzebał językiem
w uzębieniu
i przepadł w trawie

zbliżyłem się odgarnąłem trawę
zajrzałem w kwiat jeden drugi trzeci
i rzeczywiście
po motylu nie było śladu;
czekałem
jeszcze chwilę
aż znów się pojawi
aż poczułem że
czekam na darmo

Dzisiaj w południe
podszedłem do okna
i zobaczyłem
szarego kota
siedzącego na środku
świeżo skoszonej trawy;
siedział na moim miejscu
i uważnie przyglądał się trawie
i kiedy zszedłem do niego
obrócił się do mnie
wytrzeszczając kły;
stanąłem w bezpiecznej
dla niego odległości i patrzyłem
jak uważnie obracał za czymś głowę
i kiedy
znów podniósł na mnie oczy
oszalał
skakał kręcił się w kółko machając łapami
w każdym możliwym kierunku
aż ruszył pędem przed siebie
podskakując co jakiś czas

Z daleka wyglądał jakby gonił
za czymś czego nie ma

2007


Balonik

Zostawiono mnie
w tym wózku, na środku placu
pośród nich wszystkich.

Zostawiono mnie
abym poobcował trochę
sam. Zobaczył, jak jest.

Zostawiono mnie
mimo świadomości mojego
strachu; wie się, że

mam niedorozwinięte kończyny -
nie ucieknę ani nie wyrządzę sobie
krzywdy.

Zostawiono mnie
aby kupić mi balonik, co ponoć
poprawi mi nastrój,

owinie mi się go
wokół palca
aby mi nie uciekł.

Zostawiono mnie
i długo
się nie wraca. Pewnie

myśli się nad kolorem –
nie mogę mówić, wydaję z siebie
żałosny bełkot.

Gdybym mógł decydować, chciałbym,
aby był wielki,
czerwony i jeszcze

raz
wielki, abym mógł się podnieść,
poczuć: jestem

- już nie ma ciała, nie trzeba
wybaczać sobie życia;
już tylko oczy co patrzą w górę,

tam gdzie przestrzeń,
radość, i wyżej – jak to
w sercu – i wyżej.

2005


Nusch

Twoje oczy w których odbywam podróże

Paul Éluard
Nusch,
kto jak nie ty,
jak nie widok ciebie
dał mi lepiej do zrozumienia,
że najlepszym ze szczęść jest szczęście w nieszczęściu?
O kim myślisz myślałem na ulicach, w urzędach, szkołach
pośród nadętych, nijakich, niedostępnych?
O kim w szpitalu
pośród złamanych, schorowanych, upokorzonych,
gdzie czas płynął jak krople moczu
do cewnika?

Kto jak nie ty
pozwalał mi marzyć
że można uciec, bo uciekać jest z kim?

Oczekuje się ode mnie abym wiedział wszystko
i był na wszystko gotów,
i kto dziś jak nie ty
mówi mi żebym zawsze robił to,
co podpowiada mi serce?

Z biegiem lat
myślenie o tobie
tak, wydaje się coraz większym ryzykiem

Ale w te niekończące się zimne noce
wciąż myślę o twoich delikatnych dłoniach,
twoich cienkich palcach,
żeby promienie słońca
kolejnego dnia dotykały mnie
łagodnie, jakby
rozpakowywały prezent.

2008


Dom o którym wiem


Jest dom o którym wiem

Patrzę na niego
tak jak w zimie
patrzy się na płomień

To mały czarny domek
wyrazisty
na tle pola
szarej hurtowni i
białej fabryki

mówię sobie: to musi być ten
pamiętam go
jakbym miał pamięć
z zaginionej fotografii
albo zachował szkic z opowieści
który układa mi się
jak wzór z chmury

Przychodzę tu od lat
i czekam
kiedy wyjdzie ten
z którego domu
ja przyszedłem

mały
z oczyma
błękitnymi
w które gdy się spojrzy
jeszcze nie trzeba zgadywać

i kiedy wiatr
porusza drzwiczkami
mrużę oczy
i moje zmarszczki
są wyczuwalne

czekam
kiedy wyjdzie
poda mi dłoń
i patrząc w oczy
powie: to jest mój dom z którego
ty wyszedłeś

Ale nic się nie dzieje

Jedyne co można
zobaczyć
to kiedy przyjdzie się w lato
wówczas widać jak płonie
dokoła niego
powietrze


Ojciec

1

mój ojciec
chce umrzeć
w zdrowym ciele

- to niemożliwe myślę
ale to nie jest temat
otwarty na dyskusję

nie dyskutuję
trudno obalić pewnik że
jak nic
to i wszystko

mój ojciec
bywa
pociesza się
w końcu ma mnie
to dla stanu jego zdrowia
ważny punkt odniesienia

2

mój ojciec
chciałby umrzeć
w zdrowym ciele

mogą padać wieżowce
spadać bomby
uderzać powodzie
- dla mojego ojca
w jego ciele
runie świat

mój ojciec
cierpi na ślepotę
umysłu
znaczy się
nie rozumie
co się do niego mówi
- ja go nie winię
ale bardzo bym chciał
pokazać mu jak
opadają mi ręce

nie winię
gotów mi jeszcze
z błyskiem w oku
uderzyć Gombrowiczem:
nie rób z tata wariata

mój ojciec
mówi że kiedy on umrze
ja też umrę

- to można rozumieć
na dwa sposoby myślę
ale myśleć o tym
to przekraczać granicę
cienką
jak ta mała żyłka
która drga mu u skroni

ile razy próbujemy rozmawiać

2006


Jacek Szafranowicz (ur. 1983) – poeta, redaktor działu filmowego kwartalnika muzycznego „Blackastrial”, współpracuje z Krytycznym Magazynem Internetowym "verte". Debiutował w 2005 r. zestawem wierszy w „Migotaniach, Przejaśnieniach”; potem publikował m. in. w „Autografie”, "Zeszytach Poetyckich" i „Wyspie”. Uczestnik 6. edycji Pomorskich Warsztatów Filmowych w Gdyni (2009). Mieszka w Gdańsku.

 
 

Dodaj do:

Wykop    Facebook    Deli.cio.us
 



^ do góry