ARS AMATORIA
Zacznij od roznosicieli ulotek.
Najczęściej przebierają się za dzikie,
pstrokate zwierzęta – łagodne jak baranki,
które w tej nie znoszącej sprzeciwu łagodności
agresywne są bardzo.
Zupełnie jak krasnale, gwiazdy
czy chodzące jabłka –
całe wojsko mutantów
w rozsypce. Najgorsi są jednak ci
nieprzebrani za nic.
Reklamują wszystko
począwszy od barów szybkiej obsługi
na Bogu skończywszy.
Nawet nie odmówić tylko obojętnie
przejść obok – to o niebo lepsze
niż odruch podarcia wyrzucenia ulotki
bez uprzedniego przeczytania jej treści,
mówię ci – minąć ich bez spojrzenia
to wkroczyć na drogę zła.
Prawdziwe zło
nie jest odruchem. Pamiętaj o tym,
bo jeżeli chcesz być dobry musisz być
naprawdę zły. Diabeł
tkwi w szczegółach,
dlatego kochaj
kochaj siebie nad życie –
w przeciwnym razie
nigdy nie obudzisz się martwy
w jej kwiatach.
Zacznij od roznosicieli ulotek.
Najczęściej przebierają się za dzikie,
pstrokate zwierzęta – łagodne jak baranki,
które w tej nie znoszącej sprzeciwu łagodności
agresywne są bardzo.
Zupełnie jak krasnale, gwiazdy
czy chodzące jabłka –
całe wojsko mutantów
w rozsypce. Najgorsi są jednak ci
nieprzebrani za nic.
Reklamują wszystko
począwszy od barów szybkiej obsługi
na Bogu skończywszy.
Nawet nie odmówić tylko obojętnie
przejść obok – to o niebo lepsze
niż odruch podarcia wyrzucenia ulotki
bez uprzedniego przeczytania jej treści,
mówię ci – minąć ich bez spojrzenia
to wkroczyć na drogę zła.
Prawdziwe zło
nie jest odruchem. Pamiętaj o tym,
bo jeżeli chcesz być dobry musisz być
naprawdę zły. Diabeł
tkwi w szczegółach,
dlatego kochaj
kochaj siebie nad życie –
w przeciwnym razie
nigdy nie obudzisz się martwy
w jej kwiatach.
5, 18 II 2006.
NIEDZIELA PALMOWA
obudzony w zajezdni tramwajowej jelitkowo
naderwany mięsień krocza, obudzony
w pustym tramwaju wyzutym z pożądania,
ze smakiem jej ust w swoich ustach błotem
na spodniach, obudzony w zajezdni tramwajowej jelitkowo
z większą zawartością promili niż krwi w sercu,
obudzony ze smakiem jej krocza w ustach
idę przed siebie bez celu bez osiołka,
w lewym uchu bałtyk, w prawym dzwon,
zamiast palemek i okrzyków sosnowy las
i świt – szare białko, które wyszło ze mnie ślepo
z zajezdni tworząc wielki nieczynny dworzec
z opuszczonej wieży ciśnień moje ciało
2000.
obudzony w zajezdni tramwajowej jelitkowo
naderwany mięsień krocza, obudzony
w pustym tramwaju wyzutym z pożądania,
ze smakiem jej ust w swoich ustach błotem
na spodniach, obudzony w zajezdni tramwajowej jelitkowo
z większą zawartością promili niż krwi w sercu,
obudzony ze smakiem jej krocza w ustach
idę przed siebie bez celu bez osiołka,
w lewym uchu bałtyk, w prawym dzwon,
zamiast palemek i okrzyków sosnowy las
i świt – szare białko, które wyszło ze mnie ślepo
z zajezdni tworząc wielki nieczynny dworzec
z opuszczonej wieży ciśnień moje ciało
2000.
.
PLACEBO
Nie poszedłem na mszę odprawioną w intencji
powrotu do zdrowia mojej matki, wpatrzony w okno,
bo rozstrzyga się czy matka
da na upatrzone desantówki.
Każe przecież zapomnieć
wyjechać na czas bliżej nieokreślony,
i jeszcze na przekór nieokreśloności czasu
wrócić.
Dlatego buty muszą być kościołem –
latem chłodzić, grzać zimą – wszystko dzięki
specjalnym wkładkom termicznym
oraz podeszwom olejoodpornym, które w drodze są
na wagę złota i zapałek
sztormowych, choć ostatecznie zapałki
można sobie darować. Tak jak dzisiejszą mszę.
Grunt to chodzić
dopóki się sprawa
nie wyjaśni.
Albo nie pękną
pięty.
2003.
KUBEK CZARNEJ KAWY
Bezsenność sen prawdziwy,
nagi sen.
Każdy sen,
każdy sen tak jak każda śmierć
tylko jedną osobę
powołuje sobie na świadka.
A jeśli wszyscy jesteśmy powołani
do śnienia oraz umierania
bluźni ten, kto otwiera oczy.
Koniec tygodnia. Zajmujemy wolne stoliki
i siadamy w słupie dymu, rozglądając się wokół.
Mapet jest fotografem. Pracuje nad cyklem zdjęć
przedstawiającym wyznawców różnych religii.
Mówi mi,
żebym ze śmierci matki zrobił
kubek czarnej kawy.
2004.




