egzemplarze niedoszłych znaczeń
jak widać na załączonym obrazku
K.S.
kiedyś wszystko stanie się wymowne. w naszym języku
pojawi się ręka, bez papilarnych linii. lecz teraz pomyśl
jak nadążyć i jak odrzucić balast oczu, co otwierają okna.
na razie patrzymy i odkrywamy nowy środek państwa, czy
może państwo środka. czystość, zdrowie i nagość, i jeszcze
młodość, co kołuje i pętli widoki, a w poświacie zmroku pada
z piętra. puls ma tak szybki, jakby miała wizje i nową mobilność.
tam, na górze, nieświadomość jest gęsta i wypełnia ubiory.
mniej więcej tak tuszuje się równowagę, z trudem utrzymując
dłonie na końcach języka. swoim ciepłym spojrzeniem schodzi
i urywając dźwięki zwiastuje: a to koniec świata, a to nowe ścieżki.
na przemian i na naszą skłonność do rozpuszczania się w powietrzu
sprytne anonse o wolności słowa, działają jak rozjemca. tutaj musi
pojawić się wzmianka o dramatycznych próbach weryfikowalności
liter, ciała i wysiłków. kiedyś przemówimy, nie zostawiając śladów.
Ephata
I (a tak będzie)
zamieniamy się w przyjaciół i w spójny przemarsz równorzędności.
odkryliśmy nowe miejsca i nieznane alergie na przedmioty. ścisłe i
tajemne są nasze przeciwwskazania. dlatego od zaraz, bez względu
na zarazki, weźmiemy wszystkie zapachy cytryny. później zostanie
tylko generator wniosków. będziemy pracować, ale zawsze o jedną
aplikację dalej, aż talia kart nie da się ponownie ułożyć. ta książka,
od wewnątrz, rozsadzi się w jej naturalnym środowisku. na pozór i
na przekór usadowimy się na początku i na końcu opowieści. teraz,
aby unaocznić system połączeń zakrapiamy oczy, oszukując siebie.
linearna śmierć autora przypisana zostanie sile czytelnika. na niby.
II (sprzężenie)
na niby albo nigdy. systemy mają się do głów tak jak prawda
do zawsze. najpierw rozpoznajemy teren, a później widzimy,
że przy pomocy prześcieradeł przenoszono miękkie kości, by
ukryć twardą miłość. wpierw i później. czas i nie-czas. zasada
równorzędności dotyczy jedynie magazynu śladów oraz rasy:
są różne rodzaje obrotowych silników (do, przed, nad i pod),
są różne rodzaje masy, są różne rodzaje masy, są różne masy
i jedna opowieść, którą się sączy zakrapiając cytryną oczy, aż
język sprzęgnie prostotę złączy i przekaz siły rozłoży język na:
przed i pod, na zawsze i nie w czasie, na miłość i kości, i nigdy.
III (ostatecznie)
nigdy jest coraz mniej wyraźne. może właśnie o to idzie,
żeby nad okolicznościową twarzą postawić okoliczność
głowy i w ogóle. nie pierwsze w ogóle, lecz najlepsze, a
w dodatku obie części śmieją się jakby miały jedne usta.
cóż, przez swoją miłość albo inny nałóg wzmiankujemy
o starości i piekle. a przecież są to różne rodzaje i różne
złącza, utkane na miarę. zatem i tak wierzymy w spójny
widok obrazów, drżących palców i lekkich przewidzeń.
tak starzeją się nam oczy, tuż pomiędzy zmarszczkami
a zawieszonym system przewidzeń. wymarzony profil,
oraz wymazana ostrość stają się przygodą ciemności lub
światłem na wietrze, ku sobie: otwórz oczy, otwórz oczy.
Prezentowane wiersze składają się na debiutancki tomik: „Reszta tamtego ciała” (Instytut Mikołowski, Mikołów 2009.)
Waldemar Jocher (ur.1970) - poeta. Autor zbioru wierszy pt. „Reszta tamtego ciała”. Publikował m.in. w Studium, Tyglu Kultury, Portrecie, Akcencie. W przygotowaniu jest druga książka autora. Mieszka i pracuje w Prudniku.



