Neurokultura już w sprzedaży! Szukaj nas w sieci empik lub w kup online! W numerze: Wiedemann / Sonnenberg / Klodova / Baczewski / Kłos / Fiedorczuk / Kapela / Sarna / Gierszewski / Marzec i inni
neurokultura

ISSN 2081-4380

wyszukiwarka




reklama
localheroes

zareklamuj się!


partnerzy:
szara

Neurokultura on Facebook


Jesteś tu: Start > Poezja > Ogorzewska Zuzanna: wiersze

Ogorzewska Zuzanna: wiersze


Obojętna trakcja


Stojąc w korku zaprzyjaźniam się
z dużą szarą ciężarówką. Zbudowali autostradę.
Droga walczy z nami, jak dziecko z kulką mięsa.
Czas się pożegnać, popijam kefir z chmur.

Cysterna i 26 tysięcy litrów,
bóg nie wie czego, pozostają w tyle.
Przyjaciele zawsze pozostają w tyle,
nie pytają o zanadrze.

Nie wiedzą, jak się robi kompot z przymiotników,
strzykawkę z imiesłowu,
a potem wydaje się pulchnym aniołkom
szpryce zamiast gumowych strzał.

Niezbadane rozkazy komendy niebieskiej.
Wcale nie chcę wiedzieć,
jak obraca się Ziemię
na tapczanie orbity.

Czas spędzony w korku, jak słupek popiołu
spada między nami z odrobiną żaru.
Wypala małą dziurkę,
oczko w sieci.

Tędy biegnie kabel porozumienia,
obojętna trakcja, niewielka różnica
- kilka litrów ropy czy te kilka wierszy.
Obydwie mamy czego się wstydzić.



Oksytocyna

Jeśli mamy coś wspólnego ze sobą,
koleżanko -
- to pusty brzuch i głowę pełną skojarzeń.
Nieraz wyobrażałyśmy sobie poród,
pisząc kiepskie wiersze, zarzekając się

że najpierw zajmiemy należne nam trony,
pierwsze miejsca na listach podbojów.
Rozmawiałyśmy na gruszy, jak schwytać jaguara,
zarobić pierwszy milion i skoczyć na bungee.

Chciałaś nauczyć się bić
i zbić fortunę,
Ja dla nas - spakować świat w małym palcu.
Nic nas nie goni, a przecież skurcze,
zwarcie - rozwarcie między słowami
goi się

i swędzi, tymczasem pogoń trwa,
nie przyjmuje czeków, na dalsze czekanie
trzeba mieć pokrycie, pieniądze lub bilet
i rozbić się w tropikach na początku świata.

Jeśli mamy się poddać, moja koleżanko,
i rozłożyć nogi, szerokość perspektywy...
najpierw wymieńmy wszystkie odważniki,
na czystą odwagę i wypijmy do dna.

Musimy się rozstać, trudniej jest stanąć
plecami do lustra i odejść przed siebie,
płakać do rozpuku, odlecieć na zimę,
wszystko po całości,
ale nic na siłę.



Powrót

A gdy tęczę przeznaczą już do rozbiórki,
wszystkie kolory twoich paznokci
zostawią mi wściekłe rysy na plecach.
Kochanie, wciąż mam dla ciebie
kalejdoskop.

Patrz,
jak się zmienia mleko w malibu,
a smołę w czekoladę.
Nie dla mnie piekiełko.
Odchodząc zostawiam na stole butelkę
wina, chateaux de sentimiento winy.

Twój kolor to turkus,
mój owoc granat,
uwielbiam wysadzać w powietrze skały.
Oddychaj głęboko, jesteś jak
parowozik z frędzlami z Oklahomy,
którym można popłynąć, za siedmiona stanami,
za siedmioma

żyłami ropy naftowej w Iraku wschodzi słońce.
Wiem, że nadal jesteś zła o tamtą tęczę.

Niedługo wrócę, a wówczas
wynajmę pokój na świecie.
No i nie dasz mi wtedy? Czy wtedy
mi nie dasz?



Pożegnanie z reklamą

Uroczyście oświadcza, że stać go na coś więcej
niż najbardziej ckliwe, romantyczne teksty.

Rzucił copywriting i zaraz poczuł się lepiej.
Dziś wielki romantyzm kryje się w słowach
Pierz tylko w tym proszku, czytaj
tę gazetę tylko

pomyśl, stoją za tym miliony euro,
które można wydać na najbardziej
uroczyste kolacje przy świecach.
Kobiety zarzucają brak spontaniczności.

Mężczyźni twierdzą, że panie są interesowne.
Przyznaje, że wciąż zaciąga się
zapachem każdej stówki, tańczy
w palcach złoty pieniądz,

ale teraz będzie inaczej,
zamiast kolacji przy świecach,
piwko pod mostem,
nie stać go na nic prócz miłości, więc

zatrzyma ją na surowo,
zamiast gotować jej ciało w białym winie z małżami,
przywoła na pomoc całą poezję.
Może zdoła schrupać z tym,
co z niej zostało.

Naprawdę wierzysz
w ten sprzedajny wierszyk?



R.I.P.

Wieczne towarzystwo racz im dać
ktokolwiek,
a nuda wiekuista niechaj zgasi światło.

Inaczej wstyd im będzie
zdjąć pidżamy w paski.
Prędzej wyszliby z siebie,
by nie stanąć obok

promienia, w którym bóstwo na miękkim fotonie,
tka smugę światła, wódki i mleka.
Są tam wszystkie zachcianki;
seks na dachu, lot na Spicie,
jajko na miękko o piątej rano…

…i wszystkie żale.
Czemu mam coraz dłuższe piersi?
Dlaczego nie zostałem pilotem?
Jak mogłeś w nocy tak spustoszyć lodówkę?

Niezdolni udźwignąć taki ciężar sami,
parzą się by ciągle
pielęgnować bąble.



Wiersz komunalny

Zorganizuj to. Trzeba pożegnać ojca.
Pogrzeb składa się z części
muzyczno refleksyjnej, po drugie
mini nabożeństwo.

Czujemy taką odrazę do chaosu,
jak niemowlęta do kaszki.
Manna - posiew boga
pęcznieje w sceptycznym żołądku.

Cmentarz komunalny kłania się
niedowiarkom, na ścianie
zodiak zamiast krzyża.
Płacz do taktu.

Atomy rozpadają się na frakcje.
Wymieniamy spojrzenia.
Nic nam nie będzie, teraz
trzeba zająć się matką.




Zuzanna Ogorzewska (ur. 1983) – poetka, copywriter. Publikowała w Opcjach, Tyglu Kultury i Pressjach, a także na stronach internetowych Odry i Cyc Gada. Laureatka kilku turniejów i slamów poetyckich. Nominowana do nagrody głównej w konkursie im. J. Bierezina w 2007 r. Ostatnio mieszka w Warszawie.
 

Dodaj do:

Wykop    Facebook    Deli.cio.us
 



^ do góry