Neurokultura już w sprzedaży! Szukaj nas w sieci empik lub w kup online! W numerze: Wiedemann / Sonnenberg / Klodova / Baczewski / Kłos / Fiedorczuk / Kapela / Sarna / Gierszewski / Marzec i inni
neurokultura

ISSN 2081-4380

wyszukiwarka




reklama
localheroes

zareklamuj się!


partnerzy:
szara

Neurokultura on Facebook


Jesteś tu: Start > Poezja > Orlińska Magdalena: wiersze

Orlińska Magdalena: wiersze



***

To się stanie, ale jeszcze o tym nie mówmy. Trzeba cierpliwie
przecierać szyby. Przeczekaliśmy pół jesieni. Następne pół
wydaje się poza zasięgiem. Odwracasz kalendarz, na palcach
masz pokaleczone rozmowy. Chciałabym nie podejrzewać.
To tylko boli brzuch, jeszcze serce wybija zdrowe godziny.
Pełno jest wylewów, maleńkich rysów natury. Pod skórą zbiera się noc.

 
***

Nieprzewidywalny ciąg zdarzeń, lawina kamieni. Taki ból zdarza się
kilka razy w życiu. Dla niego ukojenie w prostocie.
Niebieski balonik, zielone światło, samochody nocą.
Ja chcę wybudzić się ze złego snu, przybrać nową postać, rozdzielić ofiarę.
Wszyscy zagrali nadzwyczaj dobrze. Głaszczą dłonie splecione na poduszkach.
Rozważnie biorą życie. Nigdy pod włos, lecz z wiatrem. Chłodny jest wieczór,
gdy Marta zbiera nadzieję, opaskę na oczach tej, która wszystko waży
bez współczucia.

 
***
 
Przesiadują nocą na drzewach. Kilka lat temu telepatia stała się ciałem, brokatem na
powiekach i rzęsach. Wołali nas według kolejności największej traumy. Stawiliśmy się z
paletą barw podstawowych. Ten las z odwzorowaniem fresków Michała Anioła, Chagalla
albo Gigera wciąż był na zewnątrz. I tylko Michał z nas wszystkich patrzył wiele godzin
w ogień. Miejsca były odległe, koniec świata spływał z dachu samochodu.
Czerwone drobiny w powietrzu. Ktoś przewidział ten deszcz?
 
 
***

Przynosisz mi zioła, które pachną wilgocią i sianem, pijemy ten wywar
i słowa układają się w śmieszne konstelacje. Wynajdują nas światła.
Tamtego dnia na przystanku siedział starszy pan. Zobaczył mnie i rozpoczął
swoją opowieść. Wczoraj wypadły mu z siatki wszystkie ryby
i wyjechały na środek ulicy. A ja zaraz pomyślałam o Tobie, że muszę
opowiedzieć ci wielkie oczy tego pana i moje zrozumienie podwójnego
nieszczęścia. Tragedie ludzi i ryb. Może przede wszystkim ryb.
Zioła pachną na powierzchni ich skóry. Czy nas również
natrze ktoś miętą, rozmarynem?

 
***
 
Dzieci wiedzą najlepiej. Budulec świątyni to porzucone szkło.
Godzinami przenoszą z miejsca na miejsce kamienie, piach, gałęzie,
Wszystko jest tutaj. Zanim On się pojawi drewno wciąż jest ciężkie, przykłada się
do ich ciał jak wieko. Zapisują siebie na liściach. Nie kończą zdań z zamiarem
otwarcia przestrzeni. Ogrodzenia zawsze mają w sobie coś groźnego.
Wieczór to zimne dłonie, wskazówki ustawione na prawidłowość. I życie
trwa jeszcze dłużej. Zanim sen za kierownicą. Po lewej stronie
zakręt w dół.



Magdalena Orlińska
(ur. 1980) - poetka. Absolwentka filozofii na Uniwersytecie Warszawskim. Laureatka pierwszej nagrody w XXXI Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim im. Haliny Poświatowskiej (Regionalny Ośrodek Kultury, Częstochowa 2007) oraz pierwszej nagrody Praskiej Przystani Słowa (Centrum Promocji Kultury, Warszawa 2008). Publikowała w Gazecie Wyborczej (Wiersz Świątecznej) oraz antologiach pokonkursowych. Na co dzień prowadzi zajęcia z filozofii i etyki w prywatnej szkole podstawowej oraz redaguje portal internetowy o Saskiej Kępie.
 
 
 

Dodaj do:

Wykop    Facebook    Deli.cio.us
 



^ do góry