Niedługo przyjdę
W drodze do ciebie nic nie ma znaczenia:
największe od lat mrozy nie wchodzą do domów,
powietrze jest wilgotne, ciepłe i drży jak twoje
wiersze. Poza powietrzem ściany plakatów i książek,
skrzypienie wszelkiego podłoża i trudne połączenia
ust w stylu kawy i papierosów. Jeszcze kilka spraw,
ale ich opisanie bez banału wydaje się trudne.
W drodze do ciebie nic nie ma znaczenia:
kobiety zostawione na poprzednich stacjach,
trzęsienia ziemi w różnych częściach świata
albo paczki zgubione przez pocztę. To wszystko eter,
oczywisty fragment świata bez wpływu na ciebie.
W drodze nic nie ma znaczenia poza kresem drogi,
a kres nie jest stały i ciągle brnie do przodu,
więc bądź chociaż kresem albo końcem świata.
Ławka i stolik, akacja, kurnik, cegły za płotem
Chwila bywa wieczna,
a wiek jak godzina - Piotr Zemanek
Minęło już, powiedzmy, piętnaście różnych lat,
od czasu kiedy przy bloku stał stolik i ławka
pod drzewem akacji. Tam właśnie siedziałem,
licząc do piętnastu, żeby odsłonić twarz i szukać
siostry i trójki sąsiadów. Jednego już nigdy nie znajdę.
Kilka metrów dalej nie było garaży jak dziś,
stał mały kurnik wchodzący w pomarańcz i pokryty smołą.
Wdrapywaliśmy się na niego po płocie jak zdobywcy
szczytu. Dzisiaj ten płot moglibyśmy przeskoczyć wzwyż,
bo z nim właśnie było najciekawiej. Sterta cegieł
poukładanych w należytym porządku służyła za dom,
później była nim w rzeczywistości i pewnie też wspomina
tamten piękny czas, choć żadna pora roku całkiem nie przemija.
Nie ma już ławki, stolika, akacji, nie ma kurnika i cegieł.
Nie ma nic z tamtych czasów poza ich wspomnieniem,
bo choć tu nic się nie zaczyna i nic się nie kończy,
nie ma nawet drzew, na które można wchodzić,
ani jabłoni, żeby kraść z niej jabłka. Ani traw
wysokich na dwa metry. Nie ma wychodzenia rodziców
na ogród w upalne miesiące. Nie ma nic poza nami
i co najgorsze, nowe są tylko przestrzenie znane tu i teraz.
Święte fajki
Na wiklinowej sofie – pies postrzelony:
widać, że go boli – Darek Foks.
W południe:
Podobno raz powiedziane słowo istnieje już zawsze,
więc powinno się unikać tych, które są zbędne.
Pytanie, czy to możliwe, żeby takie były. Na przykład
wczoraj zostawiłem zupę na gazie, później sam byłem
na gazie i zupę szlag trafił i to ma znaczenie.
Ostatecznie zjadłem świeżokwaśne cytryny. Nic więcej
w domu nie miałem, może poza mięsem, niestety
mięso podobnie jak człowiek strasznie śmierdzi strachem.
Po południu:
Problem z mięsem jest wielki, zwłaszcza, kiedy mięso
jest jeszcze w fazie wydawania dźwięków. Kiedy pies
ma zdechnąć, odchodzi od domu, człowiek odwrotnie.
Szkoda mi ludzi, zwierząt znacznie bardziej, bo te mają
za krótki łańcuch, żeby poczuć las. Trudno jest wytrzymać
w schronisku dla zwierząt tęskniących za domem. Średnio
dwa cierpienia na metr kwadratowy.Każde z tych oczu
może wyrwać serce.
Wieczorem:
Są jednak sprawy znacznie poważniejsze. Są inne oczy.
Wychodząc zza rogu, spotkałem cię, kiedy obrócona
w przeciwnym kierunku weszłaś prosto na mnie.
Nie mogłem przypuszczać, że tak to się zakończy,
a przecież gdyby los nie zetknął nas wtedy, nie leżelibyśmy
teraz na środku chodnika, mijani przez miasto.
W nocy:
Nie ma zbędnych słów, są za to złe zdania, złe wiersze,
złe usta i pióra, każdą sytuację można przecież skończyć
dymem niesionym powietrzem z naszych świętych fajek.
Karol Graczyk (ur. w 1984) - poeta, prozaik, dziennikarz. Recenzent w dziedzinie literatury, filmu oraz muzyki. Założyciel i redaktor naczelny internetowego miesięcznika sztuki: Polskie Kulturalne Podziemie. Swoje teksty publikował m.in. we Frazie, Obrzeżach, Twórczości, Kozimrynku, Tyglu Kultury, Śladzie, Zeszytach Poetyckich i Pinezce. Od kwietnia 2009 r. prowadzi stałą rubrykę w Kozimrynku. Opublikował książki: Oko i oko, Osiemdziesiąt cztery oraz Łowy. Wraz z Markiem Wojciechowskim prowadzi Pracownię Literacką w Gorzowie Wlkp. Dwukrotny stypendysta Prezydenta Gorzowa Wlkp. Współorganizator Gorzowskiego Festiwalu Poetyckiego Wartal. 



