Neurokultura już w sprzedaży! Szukaj nas w sieci empik lub w kup online! W numerze: Wiedemann / Sonnenberg / Klodova / Baczewski / Kłos / Fiedorczuk / Kapela / Sarna / Gierszewski / Marzec i inni
neurokultura

ISSN 2081-4380

wyszukiwarka


reklama
localheroes

zareklamuj się!


partnerzy:
szara

Neurokultura on Facebook


Jesteś tu: Start > Poezja > Bałdyga Zofia: ulica Improwizacji 7

Bałdyga Zofia: ulica Improwizacji 7

 
*

Co mi Pani powie, kobieto?
Ziemia jest gorzka i rozpływa się w ustach jak czekolada
z obrazkiem najświętszej panienki, mocno pachnącej kakao.
To tylko wspomnienia świąt, tak obce
że własnoręcznie wykreśl jeśli list otrzymasz.
Wyobraź sobie, siedząc na górze rodzić kamień.
Odwracać się i widzieć to samo.Odwracać się
nie pisać legend, pozwalać im pozostać chociaż są zatrute
papier rozpada się pod palcami i wieje cholerny wiatr.
Opowieści o szczytach i białe przepaście, człowieku
będzie jeszcze gorzej, ale zwyciężymy
chociaż się nie sprzedamy
kto kupi tak małe kraje.


*

12 kobiet w chustach i spódnicach pozdrawia
3 kobiety w spodniach o odkrytych głowach
Wystawionych na zimno i przelotne migreny

12 kobiet w chustach i spódnicach niesie siatki chleba
a pod materiałem strach, który przestał krzyczeć
teraz krzyczą dzieci pochowane w koronach drzew

12 kobiet w chustach i spódnicach zapisuje imiona
rządkami obcych liter, rządki układają się wzdłuż
lasu, tam gdzie kończą się tory i nic nie jest pewne.

12 kobiet w chustach i spódnicach mówi obcymi językami
które mieszają się już w powietrzu, to ja i ja czekam
nic lepszego już nie czeka siądźmy w kręgu na ziemi

12 kobiet w chustach i spódnicach urodzi czas
a jutro przyjdzie przestrzeń koniecznie
z salonem i przeszklonym tarasem, spadające gwiazdy

nie rozbiją szyb a jeśli tylko nie dotykaj cudzej krwi
mówi dziecko schowane w koronie, korony
noszą osoby wesołe


*
Obce dziecko mówi obcym, że jestem jej mamą
i że oczy jej zjaśnieją po pierwszej miesiączce
albo państwowym, proszę Państwa, okresie ochronnym.

Obce dziecko mówi obcym, że jestem jej mamą
a ja jestem twoją córką i myślę o czym milczę
szybko odchodząc zanim nadadzą mi imię.

Obce dziecko mówi obcym, że jestem jej mamą
i razem uciekamy zanim nas nazwą i zapamiętają
w którymkolwiek z języków, jeszcze niespisanych.

Zaplątane w przypadkowy przypadek i w swoim rodzaju
ustawiamy się w pary do ucieczki na wycieczkę
skupione plujemy do wnętrza problemu.


*
Mieszkamy o krok od zachodu. Jak w kinie, czymkolwiek jest zmiana.
Niebo zmienia kolor: pobite, niepodbite z zieleni przechodzi w fiolet
zalewa nas żółć. Samolot przecina ekran w ustalonym punkcie:

kobiety i dzieci twarzą w dół, mężczyźni wracają po latach.
Niosą butelki z benzyną i podniesione głowy. Równo, ale bez wokalu.
Mylą głód z pożądaniem, przezroczyści plują pestkami z ubiegłej wiosny.

Wyliczanka przed świtem się nie kończy. Choroby wystawione na korytarz.
Dopóki pamiętasz dotyk, myjesz ręce. Gasisz serce w wodzie o rdzawym odcieniu.
Tobie się przyśni chrzęst a mnie złoty ząb. Piasek wypełni wypukłości.

Jest ciepło i sucho, i jasno. Z suchego nowego życia nie będzie.
Mieszkamy o krok od zachodu, nie budzimy się.
Zapominamy w dowolnej kolejności a po nocy przychodzi sen.


*
Pokażę ci taniec, ale nie rytmiczny.
W szpilkach na skarpetki żeby nie bolało.
Tam ci opowiem skąd przyszłam, jaką jestem bajką.

Przyszłam z miejsca w zdarzeniu i wiesz, że nie ma tam liter.
Siadamy wokół ognia: połamane zapałki w kieszeniach,
zapalniczki w staniku wyłącznie pod kolor oczu, turkus i szmaragd
a gdzie lazurowy i co z amarantem.

Pod dostatkiem materiału na długie spódnice, brak materiału
na pokrycie dachu: niech nam łatwopalne nie zasłoni nieba.
W razie niebezpieczeństwa, laleczko, zakopiesz mnie w ziemi.
Małymi krokami dochodzisz do muru.
Brudne palce wkładasz w oko smoka.


*
Kobieta umiera o pełnych godzinach.
Z okien widać dworzec już opisany
w albumach rodzinnych i architektury.

Kobieta opowiada jak daleko odchodzili bliscy
i kto patrzył pod nogi, nie pamiętam
która wojna była twoja, zielona czy niebieska?
I żuli balonówkę, balony pękały pod ciężarem
niedaleko doleciały, padały pod jabłonki, słoneczko.

Kobieta krzyczy, bo przecież mężczyzna mówił
tam uciekaj, a ty ciągle w tych ciemnych uliczkach
sklep nocny fryzjer męski nie dla ciebie
te małe kraje, te cudze ogródki
gdzie drzewa orzechowe wypijają krew

Kobieta mówi przez sen. Śni jej się pamięć, ta rzeka
którą widzi całą. I cukier śni się słodszy, aż do rana
będzie go miała w ustach. Przez sen pamięta żeby umrzeć.


*
Obce kraje witają nas ulewą i talerzem zimnych zakąsek.
Idziemy aleją. Drzewa stoją szpalerem pełne zielonych kotów.
Pokazujemy je sobie palcami pozbawionymi paznokci.
Na niebie osiada kurz. Wąskie linie podziału, gest się liczy.

Połóż otwartą dloń na stole. Daleko od ostrzy.
Wróżę ci wielką przyszłość szumi Cyganka w czerwieni
i podziemna rzeka, co zanosi niebieskie listy
z powrotem do morza. Na środku kleks

zakopany skarb. Obejmij dowództwo, Zofio
i trzymaj mnie mocno. Przeprowdź przez pustynię
czterdzieści cudzych córek rozsiewających niezapominajki.
Trzymaj mnie mocno, wróć przed ciszą nocną.





Zofia Bałdyga (ur. 1987) - poetka. Autorka książek poetyckich „Passe-partout” (2006),  „Współgłoski” (2010). Uczestniczka poetycko-muzycznego projektu Elektroliryka. Studentka slawistyki zachodniej i południowej. Jej wiersze tłumaczono na języki: czeski, szwedzki i ukraiński. Prowadzi stronę autorską w serwisie www.literackie.pl. Mieszka w Warszawie.

 

Dodaj do:

Wykop    Facebook    Deli.cio.us
 



^ do góry