Neurokultura już w sprzedaży! Szukaj nas w sieci empik lub w kup online! W numerze: Wiedemann / Sonnenberg / Klodova / Baczewski / Kłos / Fiedorczuk / Kapela / Sarna / Gierszewski / Marzec i inni
neurokultura

ISSN 2081-4380

wyszukiwarka


reklama
localheroes

zareklamuj się!


partnerzy:
szara

Neurokultura on Facebook


Jesteś tu: Start > Poezja > Orczyk-Wiczkowska Marzena: wiersze

Orczyk-Wiczkowska Marzena: wiersze

 

kula
 
I.
w korytarzach jest wiele drzwi, za nimi magritte`owski
wszechświat. plaża zachodzi na morze, morze na niebo, niebo na język.
czarna kula zawieszona jak przestroga u nogi patrzącego z ukrycia.
lubisz pływać? uważaj na meduzy. miej baczenie na barszcz mantegazziego,
na wszystkie trujące zioła, bo jeszcze ci się zbytnio zachce niemożliwego
i przejdziesz na drugą stronę. już tam jesteś, podobny do innych, do mnie.
jesteś małą sinicą, częścią wielkiej kolonii. siostro, bracie, nie poznaję was i kocham.
razem zasiedlamy wody, zabieramy przestrzeń. nie ma bardziej czułego końca niż ten.
 
II.
być od pogody do pogody? czekać w altanie nad brzegiem, malować złudne pejzaże?
afektować się kolejnym zachodem słońca? pragnąć i nie pragnąć?
może to nie jest tak, że wybierasz, projektujesz, budujesz według planu?
mówisz – poszukam bursztynów - ktoś ukrywa wstydliwy banknot w piasku.
planujesz wycieczkę do latarni morskiej – pogoda pluje ci w twarz, nic nie widać.
sina mgła, rozpacz. może losowanie jest ukartowane? dzban większy niż świat,
a kule jak kozie bobki?
 
III.
strzał w głowę. wystarczy, by bohatersko umrzeć, wiemy o tym z książek, telewizji.
teoretycznie moglibyśmy w ten sposób umierać codziennie, jeśli powód byłby
odpowiednio ważny. ale to zbyt odległe, niepraktyczne. wystarczy przecież
otworzyć usta i mówić albo znaleźć się tu i teraz (nie tam, nie w porę).
dzisiaj celujesz we mnie, trzymasz na muszce, jutro być może będziesz żywą tarczą.
ja śniegową drobinką, która ukradkiem spadnie ci na język, potem zejdzie głębiej, lawiną.
 
IV.
wszystko toczy się po okręgu. ziemia wiruje, historia wraca. śnieg topnieje,
ptaki wiją gniazda. samoloty kołują nad lotniskiem-widmem. tragedie zamknięte
w tej szklanej kuli, potrząśniętej przypadkiem, odsłaniają znajome, staro-nowe szczegóły.
za każdym następny, coraz mniejszy i mniejszy, aż do ostatniego fraktala, do ostatniej kropelki, kamyczka, pustki.
 
V.
czołgam się. ciemno i mokro. zwiedzam jaskinię, w której podobno
kiedyś żył człowiek pierwotny. nie mam ochraniającego ognia,
mam za to kulturę osobistą (w genach), kłaniam się stalaktytom i śliskiej skale,
chociaż to trudne w moim położeniu. pusto i zimno. czy to możliwe, że nawet
najczulsza obecność zamieni się w błoto i żwir? że zostanie po nas tylko
odległa, zbiorowa nie-pamięć jak połyskująca kuleczka rtęci?
 
VI.
usilnie zostawiam ślady. przestawiam kamień, żeby zmienić przyszłość.
wypełzam na zewnątrz, uczę się na nowo mówić, chodzić
ale jeśli z jednej strony podeprę się kulą, druga będzie ciążyć,
zbliżać mnie do ziemi. zawsze przeciwwaga. kula to kształt boski.



          oddychać
 
„Pragnąć oznacza oddychać. Dłońmi zagarniać mech
z jałowych poręczy”
T. Salamun
 
 
pragnąć oznacza oddychać. pamiętać całym ciałem, każdą komórką.
          pisać short story na dnie filiżanek, zanim fusy stracą wilgoć. udawać,
że nie ma się dokąd pójść. wyrwać wskazówki wewnętrznego zegara.
ze wszystkich klęsk, czas jest najgorszym kapitalistą. otwiera
manufaktury, żongluje cłem. wstawia cenne towary do piwnic, tam, gdzie
najciemniej. tam, gdzie zamurowano żywcem poprzedniego właściciela -
 
sklepy przynoszą zysk. półki uginają się od wszystkich oswojonych
minut. oddychaj głęboko, bo nie wiem, czy wystarczy ci sił
na ukręcenie dostatecznie mocnego sznura. oddychaj głęboko.
sznur i tak długo nie wytrzyma. żadnej krowy, owcy nie utrzymasz.
nie będą dawać mleka, wełny ani mięsa. uciekną. świeży śnieg
maskuje ślady. szukasz swojej drogi, docierasz do podejrzanej dzielnicy.
oto dom wzruszeń, kamienica bez nadzoru. dom nocy głębokiej.
 
mroczna brama, podwórko i schody niepewne jak język. poręcze jak
dziesięć przykazań. musisz. musisz oddychać z przepony, głęboko.
otwierać nowe składy na strychach, w piwnicach hodować mech.
 
 

dom nadzoru
 
w domu nadzoru wargi puchną od ukąszeń pszczół,
język drętwieje. ukradkiem zbierana słodycz
staje się dowodem winy.
 
skazano mnie i jestem teraz tam.
 
czy cząstka mnie na zawsze tutaj zostanie?
czy pamięć o tutaj wymaże ostre promienie
wpadające do środka?
wygasi światło zimnych, nieznanych galaktyk?
 
codziennie słyszę szelest wertowanych stron.
słyszę i nie proszę o ułaskawienie,
 
sędzio dnia codziennego. sędzio niespełnionych
obietnic, sędzio-atrapo sędziego - uwierzę
ale musisz obiecać,
 
że nigdy się nie wydostanę. ani tam, ani tutaj.
 
 

otworzyć. zamknąć

„Pragnąć oznacza spustoszyć słońce
i zamknąć je jak kulkę w dłoniach”
T. Salamun

otworzyć i zamknąć wieko, wygładzić atłas: jakże to proste -
          umyślnie wabić wrogów, dać się użądlić pszczołom. tolerować
swastyki, krytykować reżimy. niech wina się rozciągnie na dziesięć
pokoleń wstecz, niech przodkowie będą nas przeklinać. ogień
z energooszczędnej świetlówki wystarczy. lampa oświetla tancerkę,
która tańczy na czubku promienia, raz po raz puszczając oko
do zmyślonych mieszkańców i ich kieszonkowych bogów.
śpimy. ona uśmiecha się czekając na pszczoły. słyszysz?
to nie wentylator, to skrzydła. opuchnięte ciało przywołuje słońce.

 
 
żółtko

„Pragnąć oznacza wymazać śmierć.
Przybić ją pieczęcią na białą skórę
i zapatrzyć się potem na jajeczka”
T. Salamun
 
          to takie nudne - wciąż pisać o śmierci. mówić i myśleć.
passe. nawet, jeśli sędzia wydał na ciebie wyrok,
musisz iść w stronę światła. musisz i chcesz być lekko
oddychającym jagnięciem z białą, delikatną skórą.
musisz i chcesz być tym czarnym ptakiem, którego wabi się
po to, by zemścić się na jego braciach - symbolach.
musisz się wykluć z jajeczka, aby stwierdzić, że świat
to tylko trochę większe jajeczko, dokładnie jak ruska babuszka.
dalej tak samo, tylko – co z tego? liczy się spokój i równowaga,
liczy się szaleństwo. przeciwieństwa się przyciągają, ty jesteś
w środku – jak żółtko.
 
 

moi

„Pragnąć oznacza (…) rekwirować taniec.
Rekwirować każdego tancerza z osobna”
T. Salamun
 
          jesteście moi, wszyscy. ubezwłasnowolnieni, odrzuceni, dzicy.
tancerze z podrzędnych klubów, czirliderki opuszczonych
fraz. zasługujecie na uwagę, glorię. co do mnie –
prawie mi się udało pocałować własny łokieć, zobaczyć
tył głowy. kiedy zdrapałam całe srebro z luster odeszły wody,
rozluźniły się przęsła. tylko tak można pozbyć się uporczywego
zapachu odchodzenia, oddalania się, mgły. teraz trzeba uważać.
na podrzędnych drogach latem palić światła, wygaszać silnik,
zanim nastąpi czołowe zderzenie. tuż przed nawleczeniem igły
odmawiać brewiarz zwyciężonych. przed przejściem przez ucho
do serca – zachować wszystko.




Marzena Orczyk-Wiczkowska (ur. 1970) - poetka, przed debiutem książkowym. Publikacje prasowe: „Fraza”, „Nowe Zagłębie”, „Migotania, Przejaśnienia”, „Arkadia”, „Śląsk”, „Kursywa”, „Opozycja”, „Megalopolis”, pkpzin. Laureatka konkursów literackich i poetyckich, m.in. ogólnopolskich konkursów: im. R. Wojaczka, St. Grochowiaka, M. Hłaski, H. Snopkiewicz, K. Ratonia, De-konstrukcje, M. Kajki. Nominowana do nagrody głównej w konkursie im. J. Bierezina w 2006 r. Nagrodzona w 2009 r. przez Prezydenta Dąbrowy Górniczej za osiągnięcia w dziedzinie kultury. Ukończyła Uniwersytet Śląski. Z zawodu psycholog. Mieszka i pracuje w Dąbrowie Górniczej.




 

Dodaj do:

Wykop    Facebook    Deli.cio.us
 



^ do góry