Po zapaści
To była zwyczajna zapaść, nic wartego uwagi.
Teraz dziecko z brudną krwią budzi się nie znając
łóżka, drogi powrotnej i zapachu zawieszonego
w świetle. Nic wartego uwagi, te same słowa
Wymyślone znaczenie sytuacji: wychodził,
tak naprawdę - wyrzucali, ktoś załatwił sprawę za niego,
został specjalnie, dla zabawy i przypadkowego
braku słów, wymusił ruchy języka, cedząc słowa, teraz
milczy i udaje powrót, więc cyzeluje drogę - widać już
inny kierunek - śpiączka - nic wartego uwagi
zapomina wymyślać. Brakiem słów wycofuje ostatni powrót
- wymuszonym snem nadrabia zaległości nocy.
Proszę mnie nie zaczepiać na ulicy
Wieczorem wszystko przychodzi na myśl, mijane osoby
na ulicy ruch słów - niewiele można powiedzieć,
tylko jest wieczór. Mało już w tym czekania, skróciłem myśli.
Pomyśl, co mogłoby się wydarzyć
gdybym potrafił mówić inaczej. Tu wszystkie stoliki wolne,
siadam, i wydaje mi się przez chwilę, że więcej w tym
wszystkim dziwnych, niż ludzkich odruchów,
tak jak odruchowe jest moje - spierdalaj.
Rozstanie
Wszystko zostanie po nas wyrzucone
podarte zdjęcia, na prześcieradle zapach
wyprane, wcześniej przemycone mimowolnie
gesty. Teraz proszę: nie mów do mnie
kiedy udaję, że śpię. Liryczny pozór,
Myślę, że wszystko jest jak interpunkcja.
Jedyny warunek, do którego nie mam prawa,
to porównywanie przeszłości z pustką.
Test ortograficzny nie jest potrzebny.
Pisownia jest niestała - znów zmieniamy
zdanie. Wymyślam nowy sposób milczenia
-przygryzam język. Zachodzi krwią
lecz jako urojony wspólnik nie obrazi się.
Przed snem moje intencje zawsze były czyste.
Teraz udaję i proszę, żebyś mnie nie budziła.
Chciałem znowu się pożegnać, więc dobranoc.
To była zwyczajna zapaść, nic wartego uwagi.
Teraz dziecko z brudną krwią budzi się nie znając
łóżka, drogi powrotnej i zapachu zawieszonego
w świetle. Nic wartego uwagi, te same słowa
Wymyślone znaczenie sytuacji: wychodził,
tak naprawdę - wyrzucali, ktoś załatwił sprawę za niego,
został specjalnie, dla zabawy i przypadkowego
braku słów, wymusił ruchy języka, cedząc słowa, teraz
milczy i udaje powrót, więc cyzeluje drogę - widać już
inny kierunek - śpiączka - nic wartego uwagi
zapomina wymyślać. Brakiem słów wycofuje ostatni powrót
- wymuszonym snem nadrabia zaległości nocy.
Proszę mnie nie zaczepiać na ulicy
Wieczorem wszystko przychodzi na myśl, mijane osoby
na ulicy ruch słów - niewiele można powiedzieć,
tylko jest wieczór. Mało już w tym czekania, skróciłem myśli.
Pomyśl, co mogłoby się wydarzyć
gdybym potrafił mówić inaczej. Tu wszystkie stoliki wolne,
siadam, i wydaje mi się przez chwilę, że więcej w tym
wszystkim dziwnych, niż ludzkich odruchów,
tak jak odruchowe jest moje - spierdalaj.
Rozstanie
Wszystko zostanie po nas wyrzucone
podarte zdjęcia, na prześcieradle zapach
wyprane, wcześniej przemycone mimowolnie
gesty. Teraz proszę: nie mów do mnie
kiedy udaję, że śpię. Liryczny pozór,
Myślę, że wszystko jest jak interpunkcja.
Jedyny warunek, do którego nie mam prawa,
to porównywanie przeszłości z pustką.
Test ortograficzny nie jest potrzebny.
Pisownia jest niestała - znów zmieniamy
zdanie. Wymyślam nowy sposób milczenia
-przygryzam język. Zachodzi krwią
lecz jako urojony wspólnik nie obrazi się.
Przed snem moje intencje zawsze były czyste.
Teraz udaję i proszę, żebyś mnie nie budziła.
Chciałem znowu się pożegnać, więc dobranoc.
Marcin Sas (ur. 1983) - poeta, przed debiutem książkowym. Publikował w "Zeszytach Poetyckich", "Cegle", wkrótce: druk w "Wyspie" i w "Migotaniach, przejaśnieniach". Obecnie mieszka pod Warszawą.



