Neurokultura już w sprzedaży! Szukaj nas w sieci empik lub w kup online! W numerze: Wiedemann / Sonnenberg / Klodova / Baczewski / Kłos / Fiedorczuk / Kapela / Sarna / Gierszewski / Marzec i inni
neurokultura

ISSN 2081-4380

wyszukiwarka


ON


reklama
localheroes

zareklamuj się!


partnerzy:
szara

Neurokultura on Facebook


Jesteś tu: Start > Poezja > Gamrot Łukasz: wiersze

Gamrot Łukasz: wiersze



Piosenka bohaterów


Trzeba przeczekać. Podpalić zwoje i osady.
Zasypać trzecią część rzek. Zarżnąć starców i chore dzieci.
 
Przeczekać siedem gwiazd, duchów i pieczęci.
Zacisnąć zęby i żreć trawę.
Pluć na jęczmień i pszenicę.
Z piołunem mieszać wino, oliwę.
W dzień siódmy pieprzyć się od zmierzchu do zmierzchu; nacierać
skórę pokrzywą i octem.
 
Więc chwalcie imię Jego, bo czas już bliski.
 
Albowiem nadejdzie taki dzień, a wstaną wszystkie ludy ziemi,
narody rozpustne, skurwysyny jakich mało.
 
Więc chwalcie imię jego, bo czas już bliski.
 
‘A w rękach ich białe jak wełna włosy żon,
A na policzkach płonące lampy ich chłodnych snów.’
 
Więc chwalcie imię jego, bo czas już bliski.
 
I dalej już nie można. I dalej już nie chcemy.
Więc nad nasze gorzkie wody wracamy.
 
Więc chwalcie imię jego, bo czas już bliski.
 
 
Przez sny przechadzają się Twoi kochankowie.
Coś, jakby len, wykwita pod powieką.
 


Sezon ognia

Pamiętam zło w ich oczach. I obłęd w oczach ich matek.
 
-          Pij, pij.
 
I
 
To było ciche, sudańskie lato.
Barbarzyńcy przybyli z północy.
Wywlekli mężczyzn od ich kobiet.
Ustawili pod murem miasta.
Czekali. Trzy dni bez wody,
w pełnym słońcu, nawet jeśli patrzysz
w lepkie i zaognione uda żon,
to śmierć. Zła śmierć.
 
II
 
Podpalili domy, rozlali wodę.
Zamknęli bramy i odjechali.
 
III
 
Kobiety wiedziały. Słyszały trzaski.
Drugiej nocy barbarzyńcy kruszyli szkło.
A płytka studnia wyła tej nocy. Tak, wyła.
 
IV
 
Czwartego wieczora czekało się na dzień.
Duchy i cienie musiały odejść.
Kiedy przyszedł dzień, pamiętam zło w ich oczach.
I obłęd w oczach ich matek.
 
-          Pij, pij.
 
 

Krew; druga dekada sierpnia

Świat - to powicie, my zaś - wieczne dzieci:
Bawimy się cieniem i przed cieniem drżemy;

K. C. Norwid
 

Przypominam sobie pewne popołudnie, w drugiej dekadzie sierpnia.
Razem z ojcem trzaskaliśmy grube kręgosłupy drewnianych belek,
martwe i szare odrzucaliśmy jak najdalej.
 
Pod dachem starych rzeźni Feiermanna, nadal było czuć swąd palonego mięsa.
Dzieci z okolicznych wiosek, wyczuwając błądzący po ich ciałach,
nabrzmiały cień budynku, do końca życia moczyły się przez sen.
 
Bosymi piętami otwieraliśmy ciemne rany glinianych rowów, zwanych wilczymi.
 
Nocą, z napięciem podchodziłem pod okna mojej sąsiadki.
Wiśnie pęczniały jak jej zaognione piersi.
/Długo lizałem płonąca skórę, później szybkim i wprawnym
ruchem zaciskałem pięść./
 
Twój syn, pamiętamy go dobrze, układał w garażu
długie stosy rdzawych prętów.
Ich posiniaczone ciała rzędami przecinały pomarańczową skórę żarówek;
on, pocichutku, wędrował w stronę naszych dziecięcych gardełek;
z furią wbijałem paznokcie, pomiędzy różowe pręgi na jego brzuchu.
 
Białe morze leniwie przecinało nasze krocza.
 
I wyrosły, poplamione pornografią twarze,
co na myśl o świeżym mięsie, oblizują lubieżne wargi; tęskniliśmy.
 
A krew była siecią, raz po raz wypychana śmiercią.
 



Łukasz Gamrot (ur. 1988) - poeta, przed debiutem książkowym. Dorabia na etacie Naczelnego w lokalnej gazecie. Studiował Filozofię, Międzynarodowe Stosunki Gospodarcze i Prawo. Kawaler. Mieszka w Katowicach.
 

Dodaj do:

Wykop    Facebook    Deli.cio.us
 



^ do góry



Copyright © neurokultura 2010 | projekt i wykonanie: sza-sza homework studio