Neurokultura już w sprzedaży! Szukaj nas w sieci empik lub w kup online! W numerze: Wiedemann / Sonnenberg / Klodova / Baczewski / Kłos / Fiedorczuk / Kapela / Sarna / Gierszewski / Marzec i inni
neurokultura

ISSN 2081-4380

wyszukiwarka


ON


reklama
localheroes

zareklamuj się!


partnerzy:
szara

Neurokultura on Facebook


Jesteś tu: Start > Poezja > Myszkiewicz Krystyna: wiersze

Myszkiewicz Krystyna: wiersze



pieśń o sobie
 
nikt inny by nie wziął takiego zwątpienia na siebie, gdy sam
chwiejnie się toczy. tylko tyle było uczciwe i wystarczyło,
żeby pokonać słowa językiem. moje złudzenie, że klękam
i przemieniam, bądź lżejsze. gdy siebie noszę za blisko,
równie blisko jest próżność, ale z kim mam się bratać? z kim
chodzić równie chwiejnie za rękę i podobnie upadać? z głodem?
jest jej cichą kopią - obronnym narzędziem, które znam dokładniej
z tej niechlubnej strony: głodnego łatwo nakarmić byle uwagą.
 
taka komplikacja natury nie musi do ciebie już trafiać. odprysk,
z którym się toczy i który jest zapisany w tej pieśni o sobie
miewa dar otwierania lub przekleństwo zamykania przyjaźni.
są dwie strony zwątpienia, dwie odpowiedzi na pytanie, czym
jestem i jak to wyrażam, dwusieczne są melodie powstawania
z klęczek: trzymam się z daleka od siebie i ty też stroń ode mnie.
 
 
 
pieśń przez siebie
 
smutne sprawy nie wynikają z monotonii, lecz nadmiaru wiedzy
o tym, co się dzieje z boku i w przyszłości. ten rejestr pomyłek
natury tasuje mi tysiąc wersji prawd w głowie - z szelestu stron
nikt się nie uwalnia ot tak, zwłaszcza, gdy raz się zgodził go nosić
w sobie. przepuszczalne są ciemne ujęcia, tak - nazywalne są
następstwa neurotycznych przypuszczeń: gdyby się wybrać
na zewnątrz, można znaleźć zaledwie śladowe dane o skutku.
dlatego: przenosić przez siebie odprysk i siadać, i nie móc wrócić!
 
wychodziłam z siebie, będąc coraz bliżej przykrości, więc siadać,
moje zachowawcze wyczucie dystansu, to słuchać jak się umiera
z własnej winy i notować jak zwalniają strony i sensy tej pieśni.
 
 
 
pieśń nad sobą     
 
i nikt by nie chciał takiej trwałości w zwątpieniu, gdy sam nad sobą
raz klnie, raz klęka. chwiejne uczynki to skutek wierzenia w odbicie.
jestem w przelotnych uwikłaniach, teoriach o sobie, przeniesieniach
w prostsze regresje: jak wtedy mnie czesz i mów kim jestem. a będę
sobie wierniejsza, chwilowo pewna, że mnie nie poniesie modna asceza
i nie będę w niej bliższa. słowa są przęsłem dla tego co noszą i tego,
co z nich się wynosi, więc wynieś, albo wdaj się i zobacz: to pętle;
pajęcza konstrukcja nitek i ścięgien; człowiek.
 
czy poezja? taka niczyja pieśń, co wymaga toksyn podobieństwa
w treści, może jeszcze tego samego kiwania albo zbliżonego
trwania w tym stanie, gdy sobie nie wierząc, ani w siebie, ma się
większą czułość do rozdzierania ekscytacji & kapitulacji na wersy.
 
 
 
wypijmy za pieśń
 
za pieśń, którą przez rok noszę w ciszy, wklęsłym mostku, gdy zapadło
i nigdy się nie odwróciło: w takie słowa nikt nie wierzy, najmniej duma.
odtąd wejść w układ z mrozem i ciemnią, trzaskiem w emitowanym głosie,
a jeśli boli, to goi się ufność. właśnie wstają zza rolet: światła
przejezdnych, mijanie z każdym oświeceniem - dzień jest błystką
zza powiek. tylko pamięć bywa niemym trofeum, więc wypijmy winę
za arytmię wschodzącej przez język migowych treści - katatonię i śmierci.
 
 
 
przekroczona dawka potępień

od dziś tylko wieje i wyje, przemieszcza draperie, rzeki, obcy mniej
się kłaniają, i choruję na zniecierpliwienie wobec tonących: słońc
i bliskości. nie mówię już do nikogo, nikim się nie poświęcę,
wszyscy się na to składacie, czym nie jestem: gremium moich strat,
 
porażki chwiejnego kroku. takie natchnienia z fisis nie służą psyche
korzyścią zamkniętej kwestii. w tym samym miejscu i potrzebie
                       równie zagubieni nie zdarzają się często.
skroń zdała się już przetarta od nerwicy palców. takie sprawy,

jak piach i mierzeje, brudna woda w ustach, tonąca chłodnia przebytych
schorzeń zaufania i oddalane od siebie hausty. naucz mnie oddychać gdy
nikt już nie patrzy. bo niczego nie tracą ci, którym nie można nic odebrać:
instynktu, żałości nad sobą i zgody. wolny roztwór przypuszczeń: strach
i substancja rozdana. jakże mi do twarzy w stropieniu; w skłonie do dna.
 
 
 
blade, topielne słońce
 
w płynnym stanie pewności wyznanie brzmi: zanurzenie jest końcem
szybkich związków z ziemią. przejść w inny wymiar i żywioł wraz z ciałem
mlecznej drogi i drżeniem wody w ciele to znać jak wolny jest ruch w człowieku,
wolniejszy niż na powierzchni. a zatem: stygnę; blade, topielne słońce zachodzi;
na jedynym oddechu niosę ci song of the drowned. och, gdyby dewocje znały
boga na dnie, którego są bliżej, ale umieranie jest kręgiem; mową wyklętych;
lustrem, nad jakim pochylą się demony.
 




Krystyna Myszkiewicz ( ur. 1977) - poetka. Wydała Gniazdo na odludziu, Klaustropolis (płyta poetycko-jazzowa, marzec 2007, pismo literackie Portret), Na pstryk i zew (jako I Nagrodę w Konkursie im. Ratonia, Wyd. Galeria MBWA Olkusz 2008), która to książka była nominowana do Nagrody Cogito w roku 2009; w przygotowaniu do druku tom Głębiel, z którego pochodzą powyższe wiersze. Laureatka kilkudziesięciu konkursów poetyckich. Współautorka kilkunastu antologii. Publikowała m.in. w Cegle, Bregart, Akancie, Obrzeżach, Nowej Okolicy Poetów, Odrze, Arkadii, Portrecie, Opcjach, Zeszytach Poetyckich.
 
 

Dodaj do:

Wykop    Facebook    Deli.cio.us
 



^ do góry



Copyright © neurokultura 2010 | projekt i wykonanie: sza-sza homework studio