Jak tylko pojawił się kryzys do mojego miasta przeniósł się Palikot. Sąsiad Stanek wyprowadził się właśnie z rodziną z domu, bo stracił pracę i w oknie pojawiła się kartka: W tym domu mieszka Palikot. Karta była wydrukowana na igłowej drukarce komputerowej. Palikota spotkałam w kościele. Nie wiem, co mnie podkusiło, ale szłam w stronę ołtarza, żeby stamtąd wyjść, a Palikot w tym czasie przemawiał i natknęłam się na dwóch chłopaków, którzy szli go pobić. Weszli na mnie, a ja od razu się zorientowałam, co chcą zrobić, bo poły kurtki jednego z nich otworzyły się i wystawił się nóż. Co chcecie zrobić? Krzyknęłam w ciszy. Nie wstyd wam? W kościele chcecie go zabić? Zebrał się tłum. Sprawców ujęto. Palikot nawet mi nie podziękował. Stałam się sławna. W praktyce to wyglądało tak, że każdy się na mnie bezkarnie gapił.
Jak wracałam do domu jakiś facet wziął mnie pod rękę i pokazał mi wielki mur. Za murem stał potężny dom naszego księdza. Spójrz, powiedział. Tu mieszka pedofil. Wydało się? Tak. Gazety o tym pisały. Zwabił małą Romkę, obnażył jej piersi i mówił do niej: ty dziwko. Miała mu sprzątać i gotować, a on wiecznie ją nazywał dziwką. Wreszcie go zamknęli. Dom był straszny. Cały otoczony murem w kształcie drutu kolczastego.
Pod moim domem stała matka i trochę ludzi. Zdążyli się już dowiedzieć. Wzięłam matkę do środka, żeby się położyć. Miałam taki ciężki dzień i wtedy do okna nad ranem ktoś zastukał, a jak wyjrzałam zobaczyłam małego człowieka w mundurku z miękkiej skórki. Miał torbę, szelki, kapelusik. Wyglądał jak człowiek z Bawarii. Przejedziemy się kawałek? Kim pan jest, zapytałam. Twarz skądś pamiętałam, ale nie wiedziałam skąd. Facet wyjął z torby wizytówkę. Grzegorz Napieralski. Zapraszam panią. Nie wiedziałam z jakiego jest stronnictwa. Człowiek nie ogląda telewizji i potem traci. Miałam zostać jego doradcą w sprawach PR. Już się rozniosło, że uratowałam życie Palikota i wzrosły mu sondaże. Jak Napieralski podał mi wizytówkę to się przedstawił: czterdzieści pięć procent. Nie wiedziałam, że tyle osiągnął.
Weź tę pracę , powiedziała później matka. Przynajmniej trochę sobie zarobisz. Czułam się jak w pracy sezonowej. Bo ten czas przed wyborami jest taki krótki i trzeba się na niego załapać.
Foto: © Agnieszka Kłos.




