Neurokultura już w sprzedaży! Szukaj nas w sieci empik lub w kup online! W numerze: Wiedemann / Sonnenberg / Klodova / Baczewski / Kłos / Fiedorczuk / Kapela / Sarna / Gierszewski / Marzec i inni
neurokultura

ISSN 2081-4380

wyszukiwarka


reklama
localheroes

zareklamuj się!


partnerzy:
szara

Neurokultura on Facebook


Jesteś tu: Start > Proza > Chłopek Ryszard: Idee telewizyjne z refleksją metafizyczną

Chłopek Ryszard: Idee telewizyjne z refleksją metafizyczną

Dzyń, dzyń – tak właśnie dzwoni dzwonek. Tym razem jest wiosna, popołudnie. Ja zaś jestem wyspany, rumiany, chętny, aby drzwi otworzyć (podwójne, poniemieckie). No to idę. Jedne, drugie. Za nimi jakiś miły ktoś. Lat na oko nie wiem ile. Podbródek elegancki, wielokrotny, bogaty. I w ogóle z oczu to mu się jakoś tak miło uśmiecha – trochę w prawo, trochę w lewo, a trochę pod skosem. Już się go tak grzecznie chcę zagaić, zagadać, żeby nie było, kiedy on to, nie dając mi dojść do słowa, do oddechu nawet, zaczyna coś, co chyba jest jakimś właściwie atakiem. Na moją osobę, prywatność, dom, ale chyba przede wszystkim na kieszeń. Co on robi zupełnie symbolicznie, to znaczy jest za pomocą ust, czyli mówiąc po prostu zwyczajnie i wprost niestety do mnie. O tak:
Że pan będzie łaskaw – a dlaczego łaskaw je się pytam w myślach czego, póki co na razie, ostrożnie nie ugłaśniam, bo w końcu jeszcze nie wiem, co będę łaskaw – ano łaskaw spojrzeć o tu – pokazuje jakąś kartkę wydrukowaną w kolorowej sepii, elegancko skrojoną w trapez i szykownie pomiętą, co widać była noszona-prasowana w jego wewnętrznej kieszeni marynarki, tuż obok drugiego śniadania z salcesonem i musztardą, co wnioskuję niechybnie po śladach zostawionych na tym, co widzę. Czyli kartce – o tu pan spojrzy (będzie łaskaw) nasza oferta oferuje, zadowoli, trzy tysiące pięćset czterdzieści cztery - co podkreśla dwukrotnie po dwakroć, jakbym nie słyszał - kanały, z czego ileś tam, czyli prawie połowa po polsku, a pan zna języki? Nie/tak? To świetnie! Nasza oferta jest przewidziana specjalnie dla ludzi takich jak pan, którzy znają/nie znają języki/-ów, aby mogli je doskonalić/uczyć się ich. I do tego niedrogo, bo właśnie w tym momencie z okazji wiosny, która tak nas ucieszyła – nas czyli kogo właściwie? - pytam w myślach i jak wyżej nie ugłaśniam, bo w końcu nie o odpowiedź tu chodzi, a przynajmniej nie jego, tylko co najwyżej moją – nasza oferta oferuje tę oto właśnie ofertę dla łaskawego z okazji wiosny pana.
Co on tak to wszystko mówi i nawet jeszcze trochę więcej, czego ja z kolei nie zapamiętuję. On kończy w końcu. Ale tylko mówić, bo cały czas się jeszcze kołysze na nogach jak konik na biegunach powieszony za uszy na trakcji kolejowej. A razem z nim równie stylowo kołysze się podbródek wielokrotny, sprawdzony, dobry. Oczy unosi i pyta. – I co pan na to z okazji wiosny powie, łaskawy?
A mi tak jakoś głupio, więc mówię prawdę, bo co mogę innego.
- Nie mam telewizora.
Bomba. Hiroszima i Hoolywood jednocześnie. Dżordż Klunej czyta „Solaris” Stanisława Lema i wie o czym mówi dziennikarzowi „Potyliki”, a może odwrotnie! Dżejms Din wstaje z gorbu i kładzie się tam z powrotem, bo właściwie nie ma nic lepszego do roboty. Dżek Nikolson nie radzi sobie z rolą i wylatuje z planu! Tak właśnie wygląda mój rozmówca. Podbródki mu się wygładzają, jakby je ktoś żelazkiem rozwałkował i w ten sposób sięgają aż do cholewek w jego firmowych sandałach.
- Jak to łaskawy wiosna pan nie ma telewizora oferta?
- Nie ma, mam. Po prostu. Ot tak.
- Religia panu nie pozwala?
- Chyba pozwala – mówię nieco niepewny, zbity z tropu tym jego zasmuconym zainteresowaniem moim światopoglądem na sprawy niedoczesne i różne inne. Ale też czuję, że jakoś nie pasuję. Tu i ówdzie. Właściwie nigdzie. Bo skoro wszyscy mają, a ja nie, to znaczy jakoś tak jestem poza, inny, varius (jak mawiali Rzymianie). Co więcej bez wątpienia muszę być terrorystą, bo nie tylko nie mając telewizora, nie płacę abonamentu, ale też jasnym się staje, że nie płacąc go, nie robię niczego nawet odrobinę nieprzyzwoitego. I tu jest właśnie spiker pogrzebany. Bo nie będąc w tym aspekcie nawet troszkę nieprzyzwoitym sam siebie wystrzeliwuję poza obręb zacnego społeczeństwa. I widzę to wszystko jaskrawie w jego oczach, w których wyświetla się to tak jasno jak na telebimie. A on też jakiś coraz bardziej zasmucony. Mniej i mniej się kołysze. Przystaje. Ciężko. Tak bardzo ciężko.
- Ale komputer pan ma? – Już żaden tam łaskawy, wiosna, oferta nawet nie.
- Mam.
Cisza.
Cisza.
Po trzykroć cisza.
Westchnienie ulgi dobiegające jakby z głębi kopalnianego szybu zalanego wodą jeszcze w XIX wieku i uśmiech. Podbródki klar! – na pozycje wyjściowe. Zaczynam rozumieć. Oto już jestem swój, bo:
- Szanowny pan, łaskaw wiosna i w ogóle oferta nasza oferuje do pakietu fenomenalnych rzecz jasna, oczywiście usług, kartę wiosna z okazji telewizyjną do komputera właśnie, bez której pan jesteś łaskaw terrorysta zwykły i kaput po prostu (jak mawiali Rzymianie).




Ryszard Chłopek (ur. 1979) - poeta, prozaik, krytyk literacki. Opublikował trzy książki poetyckie: "Wieczna ospa" (Kraków 2002, Zielona Sowa - Biblioteka Studium), "Legendy schodzą z pomników" (Nowa Ruda 2003, Mamiko) oraz "Węgiel" (Kraków 2007, Zielona Sowa - Biblioteka Studium). Mieszka w Tarnowskich Górach.

Dodaj do:

Wykop    Facebook    Deli.cio.us
 



^ do góry