Neurokultura już w sprzedaży! Szukaj nas w sieci empik lub w kup online! W numerze: Wiedemann / Sonnenberg / Klodova / Baczewski / Kłos / Fiedorczuk / Kapela / Sarna / Gierszewski / Marzec i inni
neurokultura

ISSN 2081-4380

wyszukiwarka




reklama
localheroes

zareklamuj się!


partnerzy:
szara

Neurokultura on Facebook


Jesteś tu: Start > Proza > Wojnarowska Elżbieta: Śmierć na suku

Wojnarowska Elżbieta: Śmierć na suku

Pstryk ! Stos kolorowych fotek. Pstryk ! Teraz tu ! O, i tamten minaret ! Liza przysiada spocona pod jakimś figowcem. Roześmiana. Jeszcze raz ! Uśmiechnijcie się ! Liza pod rękę z ojcem, dumna jak paw. Czy wszyscy widzą jej tatę ? Teraz razem z mamą. Biega w kółko jak fryga. Suk to dla niej miejsce magiczne. Przekomarza się z miejscowymi dziećmi. Rozdaje obdartusom cukierki i uśmiechy. Są zachwycone. Mama z japońską parasolką, budzi powszechną uwagę. Laura w kadrze pochylona nad Lizą. Niezłe ujęcie, chwali. Pokaż, pokaż ! – niecierpliwi się Liza. Po chwili znów biega między kramami. Liza na wielbłądzie, prowadzona dostojnie przez młodego Araba. Łyskającego białymi zębami w uśmiechu, gdy Liza podaje mu bakszysz. Wielki, żółty pies leży znudzony upałem, w zacienionym kącie. Łypnął okiem, postawił uszy, gdy Liza podtyka mu ciastko pod nos. Kłapnął szczęką, połknął ciastko, nie poruszywszy nawet głową.
- Niewdzięcznik – komentuje Liza.
Teraz jej uwagę przykuwa kolorowa papuga i ażurowe klatki. Chce mieć natychmiast ptaka i klatkę. Ciężko jej to wyperswadować. W końcu zadowala się dużym okazem skorpiona w oszklonym pudełku. Barwny, różnojęzyczny tłum na targowisku wciąga ją znów w swój tajemny labirynt odkryć i znaczeń. Mogłaby bez przerwy gonić własny cień.
Casablanka. Fez. Marrakesz. Słowa jak zaklęcia. Tysiące słów. Tysiące ujęć. Z boku dobiegające dźwięki muzyki. Nieznane instrumenty. Rozlewny, zmysłowy śpiew kobiecy. Nowe wrażenia zacierają poprzednie. Obrazy zlewają się ze sobą, tworząc hałaśliwą mozaikę. Orient. Laura fotografuje ludzi. Liza obiekty, rośliny, zwierzęta. Jakub zdejmuje je obie, zatrzymuje w połowie, w ćwierć ruchu. Każdy zajęty sobą. Jednocześnie razem i osobno. Gromadzenie wspomnień. Bibelotów. Drobnych, ważnych, przynależności. Blaski i cienie kolejnych miejsc, zaułków. Zaczarowany urok bycia ze sobą. Pośród nie kończącego się tłumu.
Po raz pierwszy stali się tak bardzo integralną częścią tłumu. W masie poczuli się jak w dobrotliwym żywiole. Nie ingerującym. Który ukierunkowuje łagodnie, podpowiadając tę lub tamtą stronę, nie nalega. Można kochać tłum. Przepływający obok jak chłodna fala. Ludzi zaaferowanych handlem. Tłum poddany regułom handlu. Przewidywalny. W granicach bezpieczeństwa.
Jakub wiedział jednak, jak złudne to wrażenie. Że tłum w oka mgnieniu potrafi przemienić się w złowrogi żywioł. Niebezpieczeństwo kryje się w tłumie zawsze. Nawet w pozorach ładu. Wystarczy jeden niebaczny gest. Rozmyślny lub przypadkowy, nagły ruch. Jeden, nie w porę, źle wyartykułowany dźwięk. Głos o nieoczekiwanym, nie takim zabarwieniu. Wystrzał, lub odgłos który go przypomina. I tłum porywa lawina. Skojarzeń. Zamienionych nagle w niebezpieczeństwo. Zbyt realne, żeby próbować mu się przeciwstawić. W jednej sekundzie pojawia się śmierć. Stratowani nie mają szans. Tratujący niczego na swoją obronę. Nie ma czasu na myślenie. Na chłodną analizę, kalkulację, trzeźwą ocenę sytuacji. Jest wszechpanujący chaos paniki. Krzyk śmiertelnej trwogi. Wojna wyzwolonych emocji. Zadeptany rozsądek. Wojna wyzwolona z człowieka. Suk, niczym pole bitwy ociekający krwią. Jak Jakub dobrze to zna. Teraz też, przechadzając się w oślepiającym słońcu, nie potrafi nie mieć się na baczności.
Olśniona Laura, oczarowana Liza, dawno straciły kontrolę, instynkt samozachowawczy. Najbardziej biedne uliczki ich nie przerażają. Wciągają je tam i wsysają wyciągnięte ku nim ciemne ręce biedaków, którym białe ręce ich obu rzucają co chwilę to monetę, to owoc.
- Chodźmy stąd – Jakub usiłuje wydostać się podejrzanego miejsca.
- Ale ja lubię poznawać ludzi. Pomagać im – droczy się Laura.
- Nie. Ty kochasz tak zwaną ludzkość w ogóle. Nikogo w szczególności. Tylko globalnie. Masz za szeroką perspektywę.
Jakub zaczął się powoli wycofywać.
- I kto to mówi ! – zjeżyła się Laura.
Jednak pozwoliła, aby zawrócili w obręb targowiska.
- Tato ? – zapytała Liza. – Będę mogła pokazać zdjęcia w klasie, jak wrócimy ? Wszyscy popękają z zazdrości !
Była w zerówce i dość miała przykrości z oglądaniem cudzych ojców. Nareszcie będzie mogła pochwalić się własnym.
- Jasne – zwichrzył jej lniane włoski. A potem pomyślał, że Lusia nie będzie się miała czym pochwalić i o mało serce mu nie pękło z przykrości.
To się stało w tym momencie. W momencie jego rozkojarzenia…
Przechodzący obok Arab, w długiej galabiji wyciągnął nóż i zaatakował jakiegoś głośno kłócącego się z miejscowym sprzedawcą Europejczyka. Za dużo gestykulował, może niezbyt grzecznie wyraził się o sprzedawcy, który nie chciał bardziej opuścić ceny ? A może bez żadnej winy ze strony turysty ? Atak na bezbronnego człowieka odbył się zupełnie niespodziewanie. Ugodzony w ramię mężczyzna zaczął wzywać pomocy. Zrobiło się nieopisane zamieszanie. Ktoś krzyczał. Ludzie zaczęli uciekać, każdy w swoją stronę, potrącając jedni drugich. Jakub popchnął Lizę i Laurę w bok. Bocznymi ścieżkami, wśród ustępujących pospiesznie miejscowych kobiet i dzieci, wymknęli się z suku.
Na ulicy było spokojnie, jednak Jakub nie dowierzał tej pozornej ciszy. Coś było nie tak. Po powrocie do hotelu już wiedzieli. W Egipcie, w Luksorze, przed świątynią Hatszepsut dokonano ataku terrorystycznego na autokar pełen turystów. Zginęło 58 niewinnych osób. Zebrani z hotelu wczasowicze, rozprawiali wstrząśnięci o tym wydarzeniu. Ktoś dodał, że w Libii też jest niespokojnie.
- Państwo wiecie – przypomniał Jakub – że w 86 roku w odpowiedzi na spowodowanie przez Muammara al Kadafiego zamachów na amerykańskie cele, lotnictwo USA dokonało nalotu na Libię, w którym zginęły dziesiątki ludzi. Gwałt rodzi gwałt. W 88 roku nad Lockerbie eksplodował w powietrzu samolot pasażerski Pan Am amerykańskich linii lotniczych. Zginęło 270 osób. O zamach oskarżono Libijskie Służby Bezpieczeństwa, które wspierają organizacje terrorystyczne.
- Ale w 92 roku ONZ nałożyło na Libię sankcje gospodarcze ! – ktoś przypomniał przytomnie. –Spowodowały spore trudności w Libii.
To ich miało powstrzymać. I otrzeźwić !
- Nie. Oni się burzą – wyjaśnił Jakub. – Tu też nie jest spokojnie. Właśnie zaatakowano turystę na suku…
Wśród zebranych zapanowało niezdrowe podniecenie. Część osób natychmiast chciała wracać do kraju. Zamierzali powiadomić rezydentkę o rezygnacji z dalszego pobytu.

Jakub długo nie wracał do pokoju. Liza zasnęła zmęczona. Laura leżała po ciemku, potem wstała i wyszła na balkon. Była chłodna noc. Ocean w głębi ciemności szumiał głośno łagodnym oddechem. Nie bała się jego bliskości. Ale ogrom, który wyczuwała, mimo woli budził w niej dziwny, niezrozumiały respekt. Jakby kiwał do niej palcem niewidzialny olbrzym. I tylko ruch tego palca znaczył się świetlistą smugą na horyzoncie. Mogłaby teraz uklęknąć i modlić się. Do tego bezkresu, którym toczyły się, nie przecinając ze sobą, drogi planet. Obliczone bezbłędnie. W obłędnym, niepojętym cyklu. Ceny, handel, nóż, ucieczka… Cały ich dzisiejszy dzień… Jak się to ma do ostatecznego rozrachunku ? Do odwiecznego dnia Galaktyk ? Dusza Oceanu… Jej dusza. Szumiące w dwugłosie. Wplecione w polifoniczną muzykę Kosmosu. Ruchem ręki nieznanego Dyrygenta… Było w tym uniesienie. I przerażająca pustka. Szczęście, z poczucia nierozerwalności z czymś niepojętym. I dotkliwa samotność. Obcość, naprzeciw temu, czego tylko można się domyślać. Spekulacje. Obliczenia. Obok jej żywe, bijące serce. Poruszane tą samą bezgranicznie rozpaczliwą, nienazwaną siłą. Tą samą, która rzuca kolejne gwiazdy w ich świetlne elipsy. Tą, która bezbłędnie utrzymuje ruch wewnątrz atomu. Precyzja Geniuszu. Zakleszczona w Mgławicach. W czarnych dziurach źrenic człowieka. Człowiek, skończona doskonałość morduje drugą doskonałość. Wojna w człowieku… Wojna dusz… Jak to możliwe ? Gdzie kończy się byt, a zaczyna niebyt ? I co oznacza ? Co znaczy dla niej. Tu. I teraz. To przestroga ? Czy zachęta ? W miliardach lat ? W jednym geście szaleńca na suku…Bezimienna krew, wsiąkająca w ziemię. Milcząca ziemia. Bezkarna… Milczące niebo. Po którym oczekuje się tak wiele. Pełne obietnic, które mu przypisano. Zakrzywione, aby po nieustającej wędrówce wrócić do punktu wyjścia. By odpocząć. I dać odpocząć. By zrozumieć. Lot ważki. Mozół mrówki. Erupcję wulkanu. Żywioł tsunami. Niesprawiedliwość. Śmierć. Sens…Jeżeli jest.


 
Fragment najnowszej powieści  autorki pt. "Pod bezkresnym niebem", która ukaże się w październiku.



Elżbieta Wojnarowska (ur. 1953) - poetka, powieściopisarka, autorka sztuk teatralnych i scenariuszy filmowych, pieśniarka. Autorka tomików poetyckich: „Tyle we mnie kobiet, (Oficyna Literacka, Kraków 1991), „Kosmogonia miłosna”, (ZYSK i ska, Poznań 2005.) Autorka powieści: „Pajęczyna”, (ASTRA, Kraków 1999.) „Anemony”, (ZYSK i SKA, Poznań 2004.) „Niekochani” , (ZYSK i Ska, Poznań 2005.), „Wygnańcy raju” (ZYSK i Ska, Poznań 2006.). W 2008 roku została stypendystką Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na napisanie powieści pt. „Pod bezkresnym niebem”. Od 2003 roku należy do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich – oddział w Krakowie.


Foto: J. Wrzesiński.

Dodaj do:

Wykop    Facebook    Deli.cio.us
 



^ do góry