Neurokultura już w sprzedaży! Szukaj nas w sieci empik lub w kup online! W numerze: Wiedemann / Sonnenberg / Klodova / Baczewski / Kłos / Fiedorczuk / Kapela / Sarna / Gierszewski / Marzec i inni
neurokultura

ISSN 2081-4380

wyszukiwarka




reklama
localheroes

zareklamuj się!


partnerzy:
szara

Neurokultura on Facebook


Jesteś tu: Start > Proza > Gawroński Paweł: Tolerancja

Gawroński Paweł: Tolerancja

Siedziałem w autobusie relacji Wieś, w której się wychowałem, Najbliższe Miasto. Być może warto jest dodać, że wcześniejszej nocy pochlałem okropnie. Ręce mi się więc trzęsły tak bardzo, że gdyby je podłączyć do specjalnie skonstruowanego dynamo, to te spazmy moich kończyn oświetliłyby może pół powiatu. Oczka małe i pewnie kaprawe, przekrwione, otwarte dzięki instynktowi przetrwania, który kazał mi podnieść się z łóżka. Zaraz, zaraz, po co ja wstałem? Aha, jadę do pracy! Na kacu zawsze miałem dziwne poczucie humoru, a zmysły wyostrzone jak u barbarzyńcy. Na te kilka chwil, na polowaniu, jakbym wykorzystywał przynajmniej z dziesięć procent swego intelektu. Nie, nie polowałem, to ja byłem ofiarą, ściganą przez jeszcze gorszych niż ja okrutników. Kanary, kanary, kanary! I nie miało to żadnego związku z pijaństwem, ja nigdy nie kupowałem biletu.

Wtedy to, gdy tak siedziałem doświadczany przez kolejne wymysły kacowej katorgi, usiadł tuż obok mężczyzna. Mógł tam usiąść, bo miejsce było wolne. Kupił bilet, więc teoretycznie miał nawet większe prawo do tego siedzenia niż ja, nawet gdyby było zajęte. Jak przystało na typowego gapowicza gapiłem się w okno, niby to pochłonięty znakami drogowymi, bądź migającymi liniami na drodze. Starałem się ustalić topografię wczorajszej nocy, jakieś punkty wzajemnego położenia, do których mógłbym się odnieść, żeby zbadać tę tajemniczą powierzchnię. Jednak tak gdzieś w okolicach godziny drugiej, to tak jakbym wszedł do jakiejś jaskini i raz na zawsze stracił się z oczu wszystkim przyrządom mierniczym. A potem nagle, w znanym mi dobrze pokoju, na krańcu świata, o poranku. A teraz jeszcze ten facet obok!

Ależ on cuchnął! Wspominałem już, że zmysły tego gniewnego dnia miałem wyostrzone więc tym bardziej zapach brudu poprzyklejanego do jego skóry człowieczej stał się dla mnie koroną cierniową. Autobus jechał na Golgotę! A mnie się zdawało, że wdycham cały smród, ratując nędzne życie reszty pasażerów w pojeździe. Ktoś musi za was umrzeć gnojki! Otumaniony odorem rozglądałem się nerwowo. Bałem się, jak ja się bałem, że ta intensywność doznań napływająca z boku zdekoncentruje mnie na tyle bym przegapił jakiegoś szpicla, który zaraz ni z tego ni z owego wykrzyknie:
– Bileciki do kontroli! – Siedzący obok mężczyzna, byłem pewien, że się zbliżał. Niby się nie ruszał, niby tylko siedział, ale ja widziałem, że sie zbliża, próbuje się otrzeć.
– Przecież ja nie muszę tego znosić – wymamrotałem sam do siebie – przecież ja nie muszę tego... tolero...wać??!!

Zdębiałem! Więc to taki jestem! Więc to tak!? Niby to siedzę, chociaż skacowany, ale dumnie przepasany błękitną wstęgą świadomości, otwartości na wszystkie dziwności tego świata. Północ, zachód, wnętrze i skrajność. Tam wszędzie wydawało mi się, że mogę mieszkać. Taki byłem zdawało mi się dogodny i sprawiedliwy! A teraz co? Zaledwie odrobinka inności, jakby religia, a może niepełnosprawność po raz pierwszy docierająca do moich nozdrzy. A ja co? Nikt nie widział, ale przecież już się prawie podnosiłem, już byłem gotowy do rozpaczliwego biegu w kierunku moich skrajnie prawicowych przyjaciół. Zostałem i siedziałem, ale tylko dlatego, żeby się nie narazić reszcie pasażerów. Oni by wiedzieli czemu się podniosłem! I by patrzyli, trącali się łokciami po cichu wskazując mnie palcami. Taki bym był politycznie niepoprawny, etycznie niedoskonały, że nic tylko mnie wyszydzić ze względu na skromność mojego światopoglądu. Ale ten facet się zbliżał! Moja kurtka, chociaż skacowana, co chwile dygotała obrzydzona kiedy on ocierał swoją poplamioną marynarkę o granice mojej prywatności. Miał brudne guziki, uszy, kołnierz! Odzienie było w kolorze magazyniera w zakładzie komunistycznym, czyli pewnie szła za tym jakaś ideologia. Boże tak mi wstyd! Już widziałem tłumy ustawione za oknem z wielkimi transparentami:

– Hipokryta! – Wtulałem się w fotel przerażony. Starałem się uniknąć surowych spojrzeń reszty pasażerów. Wiercili, kłuli i świdrowali tak, jakby chcieli zdemistyfikować maleńkie strachy odwiecznego zakłamańca.
– Ale on śmierdzi – myślałem. Zaczynałem się pocić. Woda ściekała mi po czole, szyi i dupie a nogi drżały gdy tak siedziałem próbując nie zwymiotować. Żeby tylko nie na niego, dopiero będzie kompromitacja! Żeby chociaż wszedł kanar, to miałbym powód do ucieczki. Ach ileż nam może na barki położyć kultura i społeczeństwo. Telewizja, gazeta i surrealizm w innych mediach. Tak łatwo się o tym mówi ze studia w Warszawie czy w Londynie, ale spróbujcie koło niego osiąść szanowni myśliciele. Ustalajcie normy prawne i etyczne w chwili, gdy ktoś się będzie o was ocierał. Ciapak, Cygan, Czarnuch, Polaczek, Żydek, a może po prostu sąsiadka z dołu? Tak, ten wyśmiewany przez wszystkich na około moherowy beret, gdy na cały regulator słucha Radia Maryja. Przecież hałas jest tu równie dobrym przykładem.

Autobus nie przejechał nawet połowy drogi, a ja już wiedziałem, że nie wytrzymam. Wiedziałem, że coś się stanie. Pewnikiem zaraz ośmieszę się puszczając wielkiego hafta na kolana współpasażera, tym samym zdradzając oczom opinii publicznej swoją niedoskonałość.

Coś muszę zrobić, zanim coś stanie się samo. Ktoś tym autobusem musi kierować, a my odejdźmy od ewolucjonizmu. Jest taki okrutny! W MPK-ach nie ma pierwszej, drugiej, trzeciej klasy, krajów wysoko i niskorozwiniętych. Jesteśmy tacy sami! Więc skąd, na miłość boską, ten smród!!?? A może, cóż, pal to licho, niech tolerancja oznacza miła akceptację!! Poderwałem się jak strzała do góry, złapałem mojego oprawcę za ręce i przytuliłem tak mocno jak się tylko dało. Ściskałem go i całowałem jego brudne i oblepione poliki, szarpałem delikatnie za włosy:

– Proszę, usiądź mi cholera na kolanach. Tacy wy biedni, tacy my zagubieni i nieprawdziwi. Więc siadaj, a ja cie będę przytulał – powiedziałem do niego poprawiając mu kołnierzyk. Zacząłem tańczyć wokół i nie minęła chwila, a już przyłączyli się do mnie inni pasażerowie! Podrygiwaliśmy wspólnie, a ten smród roznosił się coraz dalej popychany falującym powietrzem! I obrót i raz i dwa i przytup i w lewo. I tak może byśmy trwali! Na pewno byśmy tak trwali jadąc wspólnym autobusem do jednego celu, ale on chciał więcej, chciał prowadzić w tym pokojowym tańcu. Skoro pokój to nie może być przywódców, prawda? Rzucił się na mnie! Jak bestia, pachniał, śmierdział, był mądry, głupi, pragmatyczny, szalony! Normalny! Ściskał mnie klepiąc po plecach, torsie, barkach i tarmosił za kudły! Atakował Pozwoliłem mu żeby mnie złapał, a już widziałem, że mój żołądek skacowany dawno miał tego dość. Mój umysł skacowany, dawno miał tego dość! Zerzygałem się za niego! Tak żeby nie widział, za jego plecy, w chwili gdy naruszał, ocierał, a ja musiałem mu na to pozwolić. Bo ci co pachną, czują się winni wobec tych, którzy śmierdzą. Tylko, że w nowoczesnym świecie nie wiadomo kto jest kim? Przecież jako Polak też miałbym coś do powiedzenia, a jakoś nie czuje się nienawidzony przez młodych Niemców dlatego, że ich dziadowie bili moich dziadów? A co jeśli nietolerancja wynika z kompleksów? No co mędrcy było pierwsze?! Jajko czy kura??

Rozejrzałem się po autobusie. Wszyscy rzygali. Tańczyli, trzymali się za ręce, biodra i co tam komu kultura nakazywała! Ale wszyscy równo rzygali! Tylko nie na niego, tak żeby nie widział! Tak jakby spełniała się odwieczna parabola przeciwieństw, przebiegająca przez środek tego zwichrowanego autobusu. A my w swoim tańcu, zwanym pochopnie tolerancją, już dawno zapomniawszy kroki wpadamy w kolejne ekstremum. Biedni pasażerowie, poddani ogólnej tendencji i zachowaniom kierowcy, powoli zapominamy kim tak na prawdę jesteśmy.




Paweł Gawroński
(ur. 1982) - poeta, prozaik, dramaturg. Aktywnie działa w wielu organizacjach literackich w Polsce i na świecie. Redaktor londyńskiego Off Magazine. Obecnie mieszka w UK.
 

Dodaj do:

Wykop    Facebook    Deli.cio.us
 



^ do góry