#1
Prozaik nie może być najlepszym przyjacielem poety.
Prozaik cię wygryzie, recenzent - uwieczni. Prozaik Ci
Wyrazi moralny sprzeciw. Prozaik ma Cię za nic, tymczasem
Prozaik nie chciałby być z Tobą w jednej serii, a recenzent
Z Prozaikiem nie pogadasz o prawdzie i pięknie.
Prozaik uda, że Cię nie zna, na Targach, a recenzent Cię
Prozaik nie wie, co to mówić wierszem. Bez przerwy się
Przy współpracy z Magdaleną Franczak
Moje życie z Dżejmsem – 02 – Inne opowieści
Maciej Gierszewski (ur. 1975) - poeta, prozaik. Wiersze i prozę publikował m.in. w: „Kresach”, „Studium”, „Kwartalniku Artystycznym”, „FA-arcie”, „Czasie Kultury”, „Twórczości”. Opublikował: „podrabiane przepaście” (Brzeg 2003), „Profile” (Olsztyn 2006). Zredagował (razem ze Szczepanem Kopytem) antologię poetycką „Słynni i świetni. Antologia poetów Wielkopolski debiutujących w latach 1989 – 2007” (Poznań 2008). Prowadzi bloga: hajfa.wordpress.com . Mieszka w Poznaniu.
Wieczorem Heniu zaprasza mnie do pokoju telewizyjnego, sadza na kanapie i włącza krótki film, który nakręcił w dniu urodzin Tomka. Nie było mnie wtedy w domu, byłem wtedy na wycieczce, zwiedzałem wtedy razem z Dagmarą Ostrołękę. W czasie mej wycieczki, to właśnie chłopcy się Dżejmsem zajmowali (opiekowali?). Jedna z pierwszych scen filmu: kamera najeżdża na bęben pralki automatycznej typu „Lloyds 1014”, słychać głos z offu: Zróbmy mu karuzelę, zróbmy mu karuzelę, zróbmy! W następnej scenie Dżejms sam wchodzi do bębna pralki automatycznej typu „Lloyds 1014”, słychać gromkie śmiechy. Czyjaś dłoń, owłosiona – więc Henia – zamyka bęben, nastawia program WIROWANIE i obraz znika. Tak, chłopcy się dobrze z nim bawili, zapewniali mu rozrywki, przynajmniej się nie nudził.
#2
Pewnego dnia:
Heniu: Staraaaa! Zabijmy wreszcie tego kota, co?
Ja: Nie mogę Heniu, mój chłopak go lubi.
Heniu: Oj! Nie bądź małostkowa! Zabijmy kota!
Innego dnia:
Heniu: Ja wiem! Wsadzimy mu do żarcia arszenik, co ty na to? Będziemy mieć spokój na amen.
Ja: Nie możemy Heniu, mój chłopak go lubi.
Heniu: Łeee! Tylko troszeczkę, tylko troszeczkę mu dosypiemy, nawet się nie zorientuje (tu Heniu diabelsko się uśmiecha).
Innym razem:
(Dżejms wisi na oknie, łeb wysunął na świat, dupa po stronie pokoju. Podchodzi do niego Heniu.)
Heniu: Dżejms! Zobacz tam jest cały świat! Nie chcesz tam iść? Tam są inne kotki. Dżejms, no idź, idź, tam jest wolność! No! Hop! Spróbuj! Wyskocz! Pomóc ci? To łatwe, chodź pomogę ci...
Innym razem:
Heniu: Stara! Jest ważna sprawa. Trzeba zabić kota!
Ja: Heniu, nie mogę mój chłopak go lubi.
Heniu: Eeeee, tam! On nawet nie zauważy. Popatrz, możemy go upiec albo amputować mu nóżki.
Któregoś razu:
(Dżejms podchodzi do Henia i miauczy.)
Heniu: Nie! Nic z tego!! Dzisiaj z tobą nie gadam! Już w ogóle z tobą nie gadam! Oszczałeś mi ścianę! Mogłeś się wcześniej zastanowić, czy ci się to opłaca! Przestań do mnie mówić! Ja z tobą już nie gadam!!!
Innym razem tak:
Ja: Heniu, źle wyglądasz, może powinieneś położyć się spać.
Heniu: Jakbyś chlała cały weekend i nie spała to też byś tak wyglądała.
Ja: Aha.
Heniu: Uff! To teraz pozamiatam podłogę, później ją umyję, a potem zabiję kota.
Innym razem:
(Ja pod prysznicem, Heniu w kuchni.)
Heniu: (krzyczy) Staraaaaa!
Ja: No!?
Heniu: Zabijesz jutro rano kota?
Ja: (Poddaję się) Noooo!
Heniu: Liczę na ciebie!
Innym razem jeszcze:
(Dżejms skrada się na pokoje Henia.)
Heniu: A ty czego tu!?
Dżejms: Miaauuuł!
Heniu: Wypad! Powiedziałem! Spierdalaj! No już!
Dżejms: Miaauuuł!
Heniu: Nie masz paszportu!
Dżejms: Miaaauuł!
Heniu: Nie widzę!
Innym razem:
(Do domu wraca, Tomek chłopak Henia, Dżejms siedzi przy drzwiach, chce się przywitać z Tomkiem.)
Dżejms: Miaaauuuł!
Tomek głaszcze Dżejmsa stopą, na której ma kapeć i mówi: Dobry piesek, dobry!
#3
Zmywałem naczynia. Heniu stał obok mnie i obierał ziemniaki. Dżejms leżał obok nas na butach Tomka. Heniu skończył obierać ziemniaki, zgarnął obierki do reklamówki i chciał je wyrzucić do dużego czarnego wora, stojącego pod drzwiami, który służy nam jako kosz na śmieci. Po drodze do kosza zatrzymał się przy Dżejmsie i spojrzał na niego. Dżejms spojrzał na Henia. Ich spojrzenia były długie i przeciągłe, jakby starali się w końcu coś sobie wyjaśnić, tak ostatecznie i bez słów. Po chwili Heniu pochylił się nad kotulkiem i zaczął machać Dżejmsowi przed nosem reklamówką z obierkami po ziemniakach. Dżejms patrzył na tę kołyszącą się miarowo reklamówkę. Oczka zaczęły mu się robić coraz mniejsze i mniejsze. Nagle Heniu się odezwał: Dżejms, a teraz robisz się śpiący, chce ci się spać. Posłuchaj mnie, wstaniesz i wskoczysz na okno, a później z niego wyskoczysz. Musisz wiedzieć, że tam po drugiej stronie jest wolność, tam są twoi koledzy, którzy cię wzywają, słyszysz? Idź! No, idź!! Dżejms!!! Słyszysz?! Idź!! Dżejms nie drgnął, nie zamrugał nawet powieką, nie poruszył nawet ogonem. Ciekawe co w tej chwili myślał o Heniu.
#4
„Położyłam się do łóżka w ubraniu. Tylko trochę próbowałam zasnąć. Kiedy Dżejms wpadł jak perszing do pokoju, otworzyłam oczy i popatrzyłam na niego. W tym momencie zatrzymał się na środku pokoju i popatrzył na mnie. W pysku trzymał ogromną bułę. No tak, przypomniało mi się, w świetlicy na stole od kilku dni leżą bułki Henia. A przecież Kotek nie jadł już dwie godziny, więc pewnie znowu zaburczało mu w brzuchu... Bułka musiała już być bardzo sucha, bo Dżejms nie bardzo wiedział jak się do niej dobrać. W końcu rzucił ją na podłogę i opierając się na przednich łapach, tylnimi wszedł na nią, zaczął ją deptać, ugniatać, skakać po niej. Ta jednak okazała się twardsza. Kotulek zniechęcony położył się spać. Kiedy się obudziłam, po całej podłodze walały się okruchy i kawałki nie pożartej jeszcze buły. Najwidoczniej obudził się przede mną i jak ja teraz wytłumaczę Heniowi co się stało z jego czerstwą bułką?”
#5
To nie jest tak, jest oczywiście inaczej. Prawda, dwa miesiące nie pisałem o życiu Dżejmsa, ale to wcale nie znaczy, że Heniu w końcu go ukatrupił. Prawda, mówi o tym prawie codziennie. Wymyśla, co rusz, nowe formy unicestwienia [„dezintegracji”, jak powiedziałby pewnie Darek] Dżejmsa. A to otwarte drzwi [Idź, no idź, proszę, błagam, zaklinam!] albo okno [Skacz, no skacz, tam jest prawdziwa wolność.]. A to pasiak i komora gazowa w piekarniku. A to mały szafocik z gilotynką. Ostatnio lansuje pomysł z garottą… Niestety, jak dla kogo, Dżejms ma się świetnie. Jest zdrowy jak ryba [„Koty lubią ryby, ryby lubią dzieci, a Dżejms nie lubi dzieci”]. Teraz właśnie kombinuje jak wskoczyć na półkę z książkami, na tę najwyższą półkę, tam gdzie stoją kwiaty. Pewnie chciałby się tam dostać tylko po to, by je zrzucić na podłogę. Tak to właśnie teraz z nim jest.
#6
Już na półpiętrze słyszę jego wrzaski. Może Heniu spełnia właśnie swoje przyrzeczenie i w końcu uszył mu pasiak i teraz go w niego przebiera lub wkłada go już do piekarnika. Ale nie, te wrzaski to tak tylko, to tylko pro forma. Gdy wchodzę do domu, to okazuje się, że na środku mego pokoju stoi rzeźba, którą Marek przytachał kilka miesięcy temu do domu. Jakoś nie bardzo podoba mi się ten pomysł, by to „coś” [prostopadłościan z żelastwa, z jednego roku do przeciwległego wychodzą jakieś druty, powiązane grubym sznurem] stało u mnie i to na środku pokoju. Idę do Henia głośno zaprotestować, a on składa ręce na piersiach i z błogim uśmiechem na twarzy mówi: To Magda wpadła na ten pomysł. Chodzi o to by Dżejms miał się na czym pokaleczyć… i od razu się poprawia: …na czym tępić swe piękne pazurki.
#7
Najpierw było tak:
Pies nie może być najlepszym przyjacielem człowieka. Najlepszym przyjacielem człowieka jest kot. Ponieważ:
a). Pies Cię pogryzie, kot nie.
b). Pies Cię podrapie, kot nigdy w życiu!
c). Pies narobi Ci na podłogę, kot nie.
d). Pies będzie gryzł Twoje stopy o 05.00 nad samiusieńkim ranem, kot nie.
e). Pies chce na spacery, kot nie.
f). Pies nie będzie łapał much w nocy (żebyś mógł spokojnie spać), kot tak (jak trzeba to i do samego rana).
g). Pies nie doprowadzi Henia do szału, kot tak.
h). Pies nie będzie siedział na oknie i balansował po nim przez kilka godzin dziennie, tak długo aż dostaniesz zawału serca, kot tak.
i). Pies nie miauczy, kot tak.
j). Pies nie obroni Twojego domu, przed złymi ludźmi, którzy chcą z niego wynieść to wszystko co ci jeszcze zostało, kot tak.
k). Pies nie wdrapie się na najwyższe półki i nie będzie z nich zrzucał co tylko się da, kot tak.
l). Pies nie poda Ci łapy, kot tak.
ł). Pies nie szczeka na głupie gołębie, kot tak.
m). Pies nie podejdzie jak go zawołasz, kot tak.
n). Pies nie będzie merdał ogonkiem, bo się cieszy, że Cię widzi, kot tak.
o). Kot nie będzie skradał się do Ciebie w nocy z zamiarem rzucenia Ci się na twarz, pies tak.
p). Pies nie szturcha Cię nosem i nie skomli kiedy jesteś smutny, kot tak.
q). ?
r). Pies nie wytacha Cię z płonącego domu, kot tak.
s). Pies szczeka na miłego listonosza, kot nie.
t). Pies nie oczyszcza Twojego parapetu z ptasich piórek, kot tak.
u). Pies nie ma pięknych zielonych ślepi, kot tak.
w). Pies nie ma cichych łap, kot tak.
x). Jeżeli masz psa, nigdy nie usłyszysz: Kurwa! Spierdalaj!!! Jak masz kotka, tak.
y). ?
z). No i w ogóle pies nie chce być najlepszym przyjacielem człowieka, kot tak.
Potem było tak:
Pies albo kot, wybór należy do ciebie
Pies nie może być najlepszym przyjacielem człowieka.
Najlepszym przyjacielem człowieka jest kot. Ponieważ:
Pies cię pogryzie, kot nie. Pies cię podrapie, kot nie.
Pies narobi ci na podłogę, kot nie. Pies chce na spacery, kot nie.
Pies nie obroni twojego domu, przed złymi ludźmi,
którzy chcą z wynieść to wszystko co ci zostało, kot tak.
Pies nie poda ci łapy, kot tak. Pies nie szczeka na gołębie, kot tak.
Pies nie podejdzie jak go zawołasz, kot tak.
Pies nie będzie łapał much w nocy, kot tak.
Pies nie doprowadzi Henia do szału, kot tak.
Pies nie będzie merdał ogonem na twój widok, kot tak.
Pies nie wytacha cię z płonącego domu, kot tak.
Pies nie ma cichych łap, kot tak. No i w ogóle pies nie
chce być najlepszym przyjacielem człowieka, kot tak.
A potem Marta napisała jeszcze tak:
Wiersz dla Dżejmsa Bonda
Prozaik nie może być najlepszym przyjacielem poety.
Najlepszym przyjacielem poety jest bowiem recenzent.
Prozaik cię wygryzie, recenzent - uwieczni. Prozaik Ci
Zgarnie sprzed nosa nagrodę (...), a recenzent wtedy
Wyrazi moralny sprzeciw. Prozaik ma Cię za nic, tymczasem
Recenzent poleci Twą książkę z wierszami innym recenzentom.
Prozaik nie chciałby być z Tobą w jednej serii, a recenzent
Prawdopodobnie zechce; a jeszcze obszcza konkurencję.
Z Prozaikiem nie pogadasz o prawdzie i pięknie.
Prozaik Cię nie zerżnie w hotelu; nie pije, nie pali.
Prozaik uda, że Cię nie zna, na Targach, a recenzent Cię
Zaprosi do udziału w programie w tv kulturalna.
Prozaik nie wie, co to mówić wierszem. Bez przerwy się
Pakuje do Frankfurtu. Za to recenzentem możesz być Ty sam.
#8
Myślę, że ostatecznie Heniu przesadził. Myślę, że Dżejms się ostatecznie wkurzył.
Pewnego pięknego dnia Heniu wyglądał przez okno. Dżejms wszedł do niego do pokoju i powiedział: Heniu, zobacz jak tam jest pięknie. Tam jest przestrzeń i wolność, widzisz? Wyskocz! No hop! Zobacz, tam są twoi koledzy. Nie chcesz do nich wyjść? Heniu, no! Wystarczy, że przełożysz jedną nóżkę za parapet, reszta już sama się jakoś stoczy. No! Heniu! Hop!
Pewnego pięknego wieczora Heniu wrócił z pracy i mówi: O kurwa! Jak ja nienawidzę tej roboty! Nie chcę już tam chodzić! Dżejms spojrzał na niego i powiedział: Heniu! Zamknij się! Nie gadam z tobą! Słyszysz?! Daj mi spokój! Nie gadam więcej z tobą! Przestań do mnie mówić!
Pewnego pięknego dnia Dżejmsowi się nudziło. Chciał się zabawić. Najpierw wsadził Henia do pralki. Dzięki Bogu włączył tylko odwirowanie. Heniu przeżył. Później zaczął wymyślać inne zabawy. Przyszedł do mnie i pyta: A może ukrzyżujemy Henia nad drzwiami do łazienki? Możemy też mu amputować rączki albo zgolimy mu wąsy, żeby zgubił swoją równowagę, moglibyśmy też uszyć mu jakiś pasiak, Heniowi tak ładnie w paseczkach.
Dżejms stwierdził, że nie będzie hipnotyzował Henia reklamówką z obierkami po ziemniakach. Gdyż Dżejms nie obiera ziemniaków. Musi dbać o pazurki.
#9
Wczoraj Dżejms przyszedł do mnie i powiedział, że muszę go jak najszybciej poznać z Krzychem.
Przy współpracy z Magdaleną Franczak
Moje życie z Dżejmsem – 02 – Inne opowieści
#1
W końcu wracam do domu. Jeszcze przed zdjęciem butów, otwieram drzwi pokoju, a on chyba tylko na to czekał. Wybiega i drze się „Jestem głodny! Jestem głodny!”. Nie przejmuję się tym zbytnio, bo przed wyjściem wsypałem mu suchą karmę do miski. Dlatego podgrzewam zupę pomidorową dla M. Podobno jest dobra, jak stwierdził uprzejmie Piotr. M. wybiera z talerza wędzony boczek i pietruszkę, bo nie lubi, rozumiem, wybaczam. Jeden kawałek boczku spada na podłogę. Dżejms rzuca się na niego, pożera go w takim tempie, jakby od tygodnia nic nie jadł. Dlatego M. wybiera z garnka kolejne kawałki boczku i rzuca na podłogę. A ten wpierdala tak, że aż mu się uszy trzęsą. Gdy próbuję mu go podebrać, warczy na mnie, warczy jak pies. Próbuję dać mu na spróbę także pietruszkę, ale nic z tego. Warzyw Dżejms nie jada.
#2
Idziemy ulicą Kramarską. M. zagląda w bramę, bo tam pies, piękny labrador. Mówię psy nas nie interesują. M. pyta a co?. Odpowiadam: „KOTY!!!”. Na to odzywa się Heniu: „Koty do gazu!”. A M. Spokojnie: „Henryk masz krzyże w oczach, kłamiesz jak z nut”.
#3
„Było tak: położyłam zakupy na podłogę i zaczęłam zmywać naczynia. Ktoś w końcu musi... Po chwili spojrzałam na Dżejmsa, który właśnie wpadł do kuchni jak szalony. Oblizywał się. Hm... przecież nie dawałam mu jeść od rana. W koszu na śmieci też nie mógł grzebać, bo bym usłyszała. Coś gdzieś dorwał. Tylko co i gdzie? Obok dwóch pełnych reklamówek, które przytachałam z placu Wielkopolskiego, leżała sobie jeszcze jedna, niestety pusta. Mięso mielone! Moje mielone mięso! Moje mielone mięso za całe 3,89 zł.! Nie mógł przecież zeżreć wszystkiego! Weszłam do pokoju. No tak. Przy stercie książek leżała przegryziona reklamówka i resztka naszego mielonego obiadu.”
#4
Przychodzi Szczepan. Na wejściu Edek opierdala go za cośtam, a potem sadza w świetlicy i podaje kolację: jajka sadzone i żółty ser. Dżejms wbiega Szczepanowi na kolana, zatrzymuje się prawie na głowie, on uważa, że Sierściuch przyszedł się bawić. Hm, wątpię, ale nie wyprowadzam go z tego błędnego przekonania. Po chwili ma pogryzione i podrapane dłonie. W międzyczasie gadamy o prawdzie. Szczepan Kopyt miał egzamin z filozofii. Przytacza definicję wg Jamesa: „Prawdą jest to co uznajemy za użyteczne.”. Myślę, że Dżejms by się z tym zgodził.
#5
„W poniedziałki o godz. 15.00 mam korki z Anią. Przyszła Ania, usiadła przy stole, przyszedł Dżejms, usiadł na stole. Zapytałam:
- Ania, nie przeszkadza ci ten kot? Zabrać go ze stołu?
Ania odpowiedziała:
- Nie, nie ma sprawy, ja mam kotkę, jestem przyzwyczajona do kotów. Jeżeli tylko mnie nie pogryzie, czy coś w tym rodzaju, to niech sobie łazi.
Złapałam, więc Dżejmsa czym prędzej za fraki i zrzuciłam ze stołu.”
#6
Dżejms lubi siedzieć pod sufitem, siedzi tam sobie, ogląda świat i szczeka na gołębie. Ponieważ jest jeszcze za zimno żeby otwierać okno na oścież, uchylam je tylko od góry. Dżejms jakimś cudem wdrapuje się tam, łeb wychyla na świat, a dupsko wisi mu po stronie pokoju, potrafi siedzieć tak godzinami. Pewnego razu rozległ się w domu dzwonek do drzwi, kiedy otworzyłam, zobaczyłam starszą panią (miała jakieś 30 lat). Powiedziała:
- Ja bardzo panią przepraszam, ale czy to pani ma takiego czarnego kota?
- Tak – odpowiedziałam.
- Ja bardzo przepraszam, ale ten kot to się chyba zaklinował w oknie, on tam już siedzi tak długo, czy to normalne?
- Tak – powiedziałam – to zupełnie normalne, on tak lubi.
- A nigdy pani nie wypadł? Ja przepraszam, że tak nachodzę i wypytuję ale ja też mam kota i się zmartwiłam jak zobaczyłam jak on tam siedzi i siedzi.
- Naprawdę nie ma za co. Tak wypadł już raz.
- I nic mu się nie stało?
- Po prostu nie gryzł i nie drapał przez cały dzień, dopiero następnego doszedł do siebie. [W tym momencie Dżejms przybiegł do drzwi zobaczyć kto przyszedł].
- O jej! Jaki śliczny! A jak się nazywa?
- Dżejms.
Ja mam kotkę, rudą ma już 4 lata, on chyba też jakoś tak, prawda?
- Nie ma jeszcze roku – odpowiedziałam. [W tym momencie pani wyciągnęła rękę, żeby pogłaskać kotulka].
- Proszę uważać – powiedziałam, wczoraj tak ugryzł moją koleżankę w oko, ze leciała jej krew i do dzisiaj ma całe napuchnięte. Pani szybko cofnęła dłoń, popatrzyła z niedowierzaniem na Dżejmsa i powiedziała:
- Oj! To ja już pójdę, jeszcze raz bardzo przepraszam, żegnam.
- Do widzenia – odpowiedziałam.
#7
To było tak na próbę. To było tak „a może się uda”. To był czysty eksperyment. Miało się udać. Myśleliśmy, że się uda, że się powiedzie. Prawie się udało. Prawie się powiodło. Prawie, gdyby nie ten jebany sierściuch, to by się w pełni udało. A tak się nie udało. Eksperyment się nie powiódł. Ech. A w niedzielę miałem jeść kanapeczki ze świeżymi kiełkami lucerny, eksperymentalnymi, bo wysianymi w szklance do whisky. Tak, podlewałem dwa razy dziennie. Zraszałem je rano i wieczorem. Czule do nich przemawiałem, prosiłem, zaklinałem: „Rośnijcie, rośnijcie, a zjem was”. Najpierw wykiełkowały, choć „kiełkowanie nasion jest złożonym procesem botanicznym, podczas którego uśpione siły witalne roślin w sposób naturalny przywracane są do wzmożonej aktywności biologicznej”. Trzy dni to trwało. Stały bezpiecznie na półce z książkami. Na najwyższej półce. Ale w sobotni wieczór Dżejms chciał mi [czy sobie?] udowodnić, że da radę wskoczyć na tę najwyższą półkę. I udowodnił. I mu się udało. Taki był szczęśliwy. Och i och. Merdał ogonem z radością. No i stało się. Trach, bach. I wszystkie kiełki były rozsypane na podłodze i wymieszane ze szkłem. Wszystko poszło w drobny mak. Zęby Dżejmsa też poszły w drobny mak, ale to potem. Eksperyment należy koniecznie powtórzyć. I to jak najszybciej.
#8
Pies i kot w jednym spali domu. Kot na piętrze, pies na piętrze. Kot na parterze, pies też na parterze. Kot na balkonie, pies również. Kot był spokojny, nie wchodził w drogę nikomu, czepiał się firanek, wpadł do wanny pełnej wody, zrzucał puste plastikowe pojemniki. Pies najdziksze wymyślał swawole, ciągle cwałował po całym domu. Pies polował na kota. Kot uciekał, wywracał koziołki, przewracał stołki. Pies bawił się piłką, wyżerał żarcie z kociej miski. Pies szczekał, piszczał, skomlał i ciamkał. Kot nic sobie z tego nie robił. Znosił to dzielnie. Z wysokości szafki lub parapetu spoglądał na psa. Stoicki spokój bił od niego jak czarna aura świętości. Ze zrozumieniem i wyrozumiałością spoglądał na szamoczącego się w dole psa. Kot zastanawiał się przez chwilę, dlaczego tu stoi tyle pustych butelek. Uznał, że o jedną jest za dużo, więc kocim ruchem, kocią łapką jedna zrzucił wprost na psa. Pies i kot w jednym stali domu. Kot na górze, pies na dole. Z tej to powiastki morał taki sobie: jak ty kotu, tak on tobie.
Maciej Gierszewski (ur. 1975) - poeta, prozaik. Wiersze i prozę publikował m.in. w: „Kresach”, „Studium”, „Kwartalniku Artystycznym”, „FA-arcie”, „Czasie Kultury”, „Twórczości”. Opublikował: „podrabiane przepaście” (Brzeg 2003), „Profile” (Olsztyn 2006). Zredagował (razem ze Szczepanem Kopytem) antologię poetycką „Słynni i świetni. Antologia poetów Wielkopolski debiutujących w latach 1989 – 2007” (Poznań 2008). Prowadzi bloga: hajfa.wordpress.com . Mieszka w Poznaniu.




