Spasłem się całe sześć kilo i bebech wystaje zza paska. Na szczęście nie mam jeszcze kłopotu z odróżnieniem pępka od siusiaka i wiem, na czym sprawy stoją. Z samookreśleniem osobowości, oczywiście także nie mam problemu.
No dobra. Przyznam się. Czasem śnią mi się dziwolągi, gdzie to raz jestem kobietą, a potem facetem. W efekcie posuwam samego siebie. Rozumiesz? Czy to nie przezabawne?
Równomiernie.
W pokoju jest wiele drzwi do kolejnych pokoi, gdzie również znajduje się, wiele drzwi do następnych pokoi i tam tak samo, dalej i dalej. Wciąż ja, drzwi, klamka, i ja i drzwi i klamka.
Kiedyś śniły mi się ogromne głowy ślimaków z naturalną wielkością muszli. Przezabawnie to wyglądało. Wiesz, takie grubasy z maciupeńkimi melonikami. Mama wtedy pytała „co ci się śniło, bo śmiałeś się przez sen”. Jak zacząłem chodzić po pokoju z poranną erekcją, to przestała. Także wspominać o współżyciu seksualnym, dorastaniu. Byłem jej ukochaną córeczką. Skoro jesteśmy przy rodzinie.
W naste urodziny dostałem od ojca maszynkę do golenia, żyletki polsilver, pędzelek i piankę oraz śmierdzącą wodę po goleniu. To był mój pierwszy alkohol. Porżnąłem się przez brak umiejętności władania narzędziami ostrymi, ale za to trendy. Należałem do kasty golących się blokowych chłopaków.
Co do brata, nie miałem nigdy o nic żalu. Dwa inne światy. Jak Górnik Zabrze i Legia Warszawa. Siedem lat różnicy to zbyt dużo, aby zrozumieć pewne kanony, zwyczaje i ciemne zakamarki nocy oczami małolata.
Szybko za to dorosłem, upadłem i podniosłem się.
Zwiedziłem całą Polskę.
Nie byłem tylko w Wilnie.
No dobra. Przyznam się. Czasem śnią mi się dziwolągi, gdzie to raz jestem kobietą, a potem facetem. W efekcie posuwam samego siebie. Rozumiesz? Czy to nie przezabawne?
Równomiernie.
W pokoju jest wiele drzwi do kolejnych pokoi, gdzie również znajduje się, wiele drzwi do następnych pokoi i tam tak samo, dalej i dalej. Wciąż ja, drzwi, klamka, i ja i drzwi i klamka.
Kiedyś śniły mi się ogromne głowy ślimaków z naturalną wielkością muszli. Przezabawnie to wyglądało. Wiesz, takie grubasy z maciupeńkimi melonikami. Mama wtedy pytała „co ci się śniło, bo śmiałeś się przez sen”. Jak zacząłem chodzić po pokoju z poranną erekcją, to przestała. Także wspominać o współżyciu seksualnym, dorastaniu. Byłem jej ukochaną córeczką. Skoro jesteśmy przy rodzinie.
W naste urodziny dostałem od ojca maszynkę do golenia, żyletki polsilver, pędzelek i piankę oraz śmierdzącą wodę po goleniu. To był mój pierwszy alkohol. Porżnąłem się przez brak umiejętności władania narzędziami ostrymi, ale za to trendy. Należałem do kasty golących się blokowych chłopaków.
Co do brata, nie miałem nigdy o nic żalu. Dwa inne światy. Jak Górnik Zabrze i Legia Warszawa. Siedem lat różnicy to zbyt dużo, aby zrozumieć pewne kanony, zwyczaje i ciemne zakamarki nocy oczami małolata.
Szybko za to dorosłem, upadłem i podniosłem się.
Zwiedziłem całą Polskę.
Nie byłem tylko w Wilnie.
Cieszyn 23.08.2009r.
„Ja też w trakcie zmiany pracy jestem, a właściwie miejsca pracy, bo dalej na poczcie, ale jak będzie chujowo, to idę na zasiłek, a co! Spasłem się tylko o 4 kilo, bo 10 km dziennie z listami napieprzam. Gdybym siedział za biurkiem, to spasłbym się nie 4, a 14 kilo!” – Mirek.
Reykjavik, 09.09.2009r.
“Wish there was something real wish there was something true
Wish there was something real in this world full of sou”
Wish there was something real in this world full of sou”
NINE INCH NINE - Wish [Broken]
Wczorajszym dniem nie zdążyłem do Ciebie napisać. Umęczony poprzednim opadałem z sił caluteńki. Boży dzień przeleżałbym najlepiej w łóżku. Ale cóż, w „nagrodę” niosłem tapczan z góry na dół i z dołu do góry. Potem stolik, dwa fotele, lampę ze stolikiem, telewizor, zjadłem ciasto, popiłem kawą, zniosłem stolik, biurko. Padał deszcz. Fizyczność umierała z każdym stopniem klatki schodowej.
Mirku, powiem wprost. Brakuje mi Twej obecności. Na diabła, żeś wypierdzielił tak daleko? Ukrywam z trudem ból w klatce piersiowej, słowa goryczy. Czy nasze piwo Ci już zbrzydło? Słodkie barowe „spierdalaj”. Pedalski uśmiech barmanki? Dekadencki żywioł ubikacji? No powiedz! No wytłumacz mi to wreszcie!
Może pominąłem, ten etap emigracji zakochując się w dziewczynie z osiedla, potem kolejnej, jej siostrze. Zmieniałem nerwowo kanały popijając piwem każde doniesienie o masowej emigracji Polaków. Wbijałem głębiej palce w oparcie fotela z pytaniem „dlaczego?”. Wyprowadzanie psa sąsiada ucichło. Trzaskanie drzwiami ucichło. Trucht rozchichotanych dzieciaków ucichł. Zapach perfum Madame Polack zanikł. Sapiący oddech nocnej rytmiki spowolnił. Została bladość starości rozdrapująca rany historii. Zosia, której na „do zobaczenia” strzelono „gola”.
Może mi to zechcesz raz na zawsze wytłumaczyć, czym Ci ja POLSKA zawiniłam? Gdzie popełniłam błąd kreacji Twojej osobowości? Czy może dlatego, że wykrzyczałam „NIE”, kiedy próbowałeś umówić się ze mną na randkę? I to miał być twój protest? Żałosne.
Niedziela. Polacy przegrali w kosza pięcioma punktami.
Droga M zaplotła włosy w warkocz i naniosła żel na paznokcie.
Na obiad będzie rosół drobiowy. Najzwyklejszy pod słońcem, polski. Tłusty.
Cieszyn 13.09.2009r.
"Nie gniewaj się na mnie Polsko, nie gniewaj się,
że zamiast spotkać się z tobą, spierdoliłem ci…”
- Sztywny Pal Azji
Hej, Cielaku, hej, hej.
Ja naprawdę wolałbym zaśpiewać, że mieszkam w Polsce, mieszkam tu, tu, tu, i że po sobotnich balach chodniki zarzygane i co tylko tam Kult chce.
Albo jak Obywatel G.C. - te brudne dworce, gdzie spotykam ją. Bo przecież tu nawet dworców nie ma, a chyba lepiej mieć coś brudnego niż nie mieć tego wcale (choćby skarpetk) (…)
Życie to zwykła maszyna do szycia, która obrabia człowieka ściegiem najprostszym z możliwych, zwykłą fastrygą, i ani się niee obejrzysz, a już jesteś przyszyty. Ja aktualnie jestem przyszyty do Islandii, ale już sie pruję (he, he), już się wyrywam, już prawie mnie tu nie ma, niebawem zostanie tu po mnie dziura.
Pozdrowienia z coraz większej wsi Reykjavik,
- Twój M
Reykjavik, 23.09.2009r.
hej, hej, hej,
w zeszły weekend sąsiedzi otwierali sklep hip-hopowy i na otwarciu zagrała słynna grupa Gus Gus, koncert był gratis, poszliśmy i chujnia taka, że paw jeden za drugim, na szczęście do domu 30 sekund drogi. Ale cóż, kiedy potem niespodziewanie przyszedł znajomy gej i niby tylko na chwilkę postał w drzwiach, gadka szmatka, pierdu pierdu i nagle puścił tak śmierdzącego bąka, że znowu prawie rzygnąłem. Kurwa, co to za życie, którego główną zasadą jest paw?
pozdrowienia z coraz większej wsi Reykjavik,
twój M
Reykjavik 02.10.2009r.
Z lekkim poślizgiem odpisuję – wybacz rozbieżność czasową.
Weekend spędziłem w Krakowie (czyt. sobotę). Trochę wiało i miało padać, a słońce na złość wychodziło zza budynków, strasząc parasolki. Gapie rozdziawiali z podziwu gęby na widok mima, lalkarza, straży miejskiej, powozów konnych, trębacza co godzinę oraz cen za kawę, lody, nalewki, tudzież czekoladę serwowaną w ogródkach okalających rynkowe płuco.
Przez niebo przeleciał samolot.
Starszej pani śledzącej warkocz spalin zrobiło się słabo od patrzenia w górę, więc usiadła i dała nura w torebkę za tabletkami. Miała na imię Bernadeth i pochodziła z Francji. Tak można było wywnioskować z napisu zamieszczonego na torbie podróżnej. Zrobiło mi się jej żal. Podszedłem, lecz rosły mężczyzna – mąż, zasłonił stanowczo jej oblicze parząc złowieszczo prosto w me oczy. Ciarki przeszły wskroś. Wręcz poczułem się głupio, że chciałem coś w ogóle… pomóc tejże wątłej istocie. Co za świat pełen nie-pomagierów, nie-ludzi, nie-istot.
Nie dalej jak wczoraj usiadłem na ganku przed domem, patrząc w zagłębienia chmur wyrzeźbione sierpem księżyca. Sąsiad zagonił ptaki do gołębnika, zapalił fajkę i cicho zaklął. Po prostu on tak już ma.
Pora wieczorna – melancholijna. Moment, jak po trawce. Prawie jak zjazd po wódce. Było dobrze. Nic nie ćwierkało, brzęczało, huczało i kosiło trawnika. W oknie natomiast pojawiło się światło oraz młoda kobieta delektująca się urodą wchłaniając ciszę oraz me westchnienia.
Tymczasem przez sufit nieba przeleciała czerwona żarówka migotająca międzynarodowym kursem.
Zażyłem kawę z ajerkoniakiem z krakowskiego kredensu. Mówię ci, luksus dla podniebienia. Nie obawiam się użyć określenia „palce lizać”. Jak będziesz miał okazję spróbuj, a tymczasem podaję przepis:
2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej expresso delicje creme zlewamy ciepłą wodą ok. 90C. Delikatnie mieszamy nie zaburzając powstałej wcześniej pianki.
Dodajemy cukier do smaku lecz nie za dużo, a następnie 4-6 łyżeczek krakowskiego ajerkoniaku.
Kiedyś poeci mieli swój absynt, a mam kawę. I stanowczo wystarcza jak na teraz i na zapas. Dłuższą noc księżycową.
„Pocałuj mnie prosto w usta. Jesteśmy tu tylko ty, tylko ja. Życie jest takie krótkie. Śmierć jest tak blisko. To wszystko ginie, umiera. Pocałuj mnie” (D. Masłowska ‘Wojna polsko-ruska”)
Twój najdroższy D.
Cieszyn 12.10.2009r.
Damian Cielepa (ur. 1974) - poeta, prozaik, fotograf, muzyk. Założyciel i redaktor naczelny kwartalnika literacko-artystycznego sZAFa: www.szafa.prezentacje.pl


