Stoję we wspaniałym holu brukselskiego hotelu Metropole i obserwuję, jak trzech Laureatów Nagrody Nobla mocuje się z windą. Z pewnością nie jest to winda najłatwiejsza w obsłudze (...) ale przynajmniej udało mi się ją uruchomić. Zażenowany bezradnością naukowców odrywam na chwilę wzrok (...) Mimowolnie zastanawiam się, czy Einstein też miał problem z tą windą. Jeśli tak, to do tego czasu nawet on, bezradny i wściekły, poprosiłby w końcu o pomoc. Naukowcom niełatwo jednak przyznać, że utknęli, bo nie widzą w takiej sytuacji początku nowej, fascynującej drogi. A gdyby to zrobili, koledzy, zamiast udawać z wyższością, że nic się nie dzieje, pomogliby im rozwiązać problem i można by ruszyć dalej.*Michael Brooks rozpoczyna swoją opowieść o 13 rzeczach, które są bez sensu od przytoczenia powyższej sytuacji, która miała miejsce podczas XXIII Kongresu Solvaya w hotelu, w którym od lat światowej sławy fizycy spotykali się by dyskutować na temat najnowszych badań i odkryć naukowych. Brooks nie bez przyczyny przywołuje komiczną historię z windą – jego zdaniem obrazuje ona obecny stan wiedzy z zakresu fizyki, a właściwie stan zastoju i braku nowych pomysłów na to, jak wyjaśnić nierozwiązane dotąd problemy. Autor nie uważa jednak owej sytuacji za negatywną, wręcz przeciwnie, z podekscytowaniem czeka na przełom, którego nadejścia jest absolutnie pewien, gdyż – jak sam pisze – „w nauce utknięcie w martwym punkcie to dobry znak – często zwiastuje nadchodzącą rewolucję”.
Michael Brooks to fizyk kwantowy, dziennikarz i pisarz, który wprowadza czytelnika w niedostępny dla „zwykłego śmiertelnika” świat najnowszych odkryć i problemów współczesnej nauki. Mimo, iż zajmuje stanowisko konsultanta dla prestiżowego pisma „New Scientist” i publikował w czasopismach, takich jak „Guardian”, „Independent” czy „Observer”, popularyzuje naukę w przystępny, często humorystyczny sposób zaskarbiając tym sobie sympatię czytelników. I nawet, gdy opisuje anomalie kosmologiczne, czyni to w sposób pozwalający każdemu na nadążanie za jego wywodem i dość łatwe przebrnięcie przez fachową terminologię.
Skąd w fizyce zastój? Jakie pytania pozostają nadal bez odpowiedzi i jakie zjawiska wymykają się logice współczesnych fizyków? Brooks opisuje tutaj 13 tytułowych rzeczy, które są bez sensu. Rozpoczyna od problemu „zaginionego wszechświata” i faktu, że jesteśmy w stanie doliczyć się zaledwie czterech procent jego materii. W kolejnych rozdziałach Brooks zajmuje się m.in. sondami, które lekceważą prawa fizyki (Anomalia Pioneera), odkrytymi przez naukowców z NASA śladami życia na Marsie, sygnałem od kosmitów, rozmnażaniem płciowym, wolną wolą, homeopatią i efektem placebo. Nie warto zdradzać tutaj końcowych refleksji autora na powyższe tematy, ponieważ najlepiej by Czytelnik zapoznał się z nimi samodzielnie, podążając ścieżką prezentowanych naukowych wywodów. Może warto jednak przybliżyć jeden czy dwa tematy...
Czy wolna wola jest fundamentem ludzkiej natury czy wyłącznie naszą własną iluzją, autooszustwem? W „13 rzeczach, które są bez sensu” Brook przywołuje m.in. badania Benjamina Libeta, które miały na celu wykazanie czy w trakcie podejmowania jakiegokolwiek działania pierwsza jest wola czy raczej reakcja neurofizjologiczna. Badania potwierdziły drugą opcję i chyba musielibyśmy uznać, że jesteśmy tylko „zaopatrzonymi w mózgi maszynami”, gdyż każdą świadomą decyzję człowieka poprzedzają wcześniejsze przygotowania jego mózgu, gdyby nie sam Libet. Uznał on bowiem, że „między uświadomieniem sobie działania a samym działaniem pojawia się czas na weto. Możemy więc podjąć świadomą decyzję o niewykonaniu czynności, do której przygotowuje się nasz mózg” (M. Brooks:13 rzeczy, które są bez sensu, 2011). I tak Libet odebrał, po czym oddał ludziom nadzieję. Później jednak, w badaniach przeprowadzonych przez neurochirurga Itzhaka Frieda dowiedziono, że drażnienie prądem różnych obszarów mózgu nie tylko pozwala przejąć kontrolę nad ludzkim ciałem i zmusić je do danego ruchu (np. napięcia danej grupy mięśni lub zgięcie stawu), ale i powoduje, że „królik doświadczalny” wyraża opinię jakoby sam odczuwał potrzebę wykonania tego ruchu. Nadzieja znów została odebrana. Kolejne badania udowadniały jeszcze np., że nasza wola jest w wysokim stopniu uzależniona od zewnętrznych wpływów (np. sugestii), co dodatkowo osłabia jej znaczenie. W zasadzie nie możemy tu nawet mówić o woli, ponieważ są to po prostu mimowolne ruchy ideomotoryczne.
Kto kogo oszukuje w efekcie placebo? Czy czarownicy, szamani i znachorzy od wieków wykorzystują efekt placebo tak samo jak dziś współcześni lekarze? Co właściwie zmienia podanie substancji, która nie zawiera leku lub stworzenie odpowiedniej „otoczki”, spektaklu działań medycznych? Otóż, jak wynika z badań odpowiednio „nastrojony” mózg wytwarza związki chemiczne – nazywane „molekułami nadziei” – które wspomagają substancje chemiczne zawarte w leku. Ponadto, już sama sugestia związana z placebo często uruchamia wydzielanie naturalnych substancji chemicznych, np. przeciwbólowych, lub uruchamia mechanizm alternatywny względem leków, gdy chory zostanie poinformowany o ich odstawieniu. Chociaż tajemnica placebo wciąż nie została ostatecznie rozwiązana naukowcy wiedzą jedno: by mogło ono zadziałać pacjent musi przyjmować placebo świadomie (potwierdza to przykład wynalezionego przez Leo Sternbacha diazepanu, nazywanego valium). Nawet zastąpienie morfiny bez wiedzy pacjenta solą fizjologiczną w takim przypadku uśmierza ból.
Książka Michaela Brooksa „13 rzeczy, które są bez sensu” wbrew temu, co mówi tytuł ma w sobie wiele sensu. Nawet, jeśli nie jest w stanie odkryć przed czytelnikiem najważniejszych tajemnic współczesnej nauki to na pewno może rozjaśnić kilka spraw, przedstawiając potężne zaplecze badań naukowych. Polecam.
M. Brooks: 13 rzeczy, które są bez sensu, Wydawnictwo Literackie, 2011.




