Neurokultura już w sprzedaży! Szukaj nas w sieci empik lub w kup online! W numerze: Wiedemann / Sonnenberg / Klodova / Baczewski / Kłos / Fiedorczuk / Kapela / Sarna / Gierszewski / Marzec i inni
neurokultura

ISSN 2081-4380

wyszukiwarka


reklama
localheroes

zareklamuj się!


partnerzy:
szara

Neurokultura on Facebook


Jesteś tu: Start > Recenzja > Włatcy móch. Ćmoki, czopki i mondzioły

Włatcy móch. Ćmoki, czopki i mondzioły

Dostaliśmy okazję obejrzenia nowych przygód Czesia i spółki w pełnometrażowym filmie „Włatcy móch. Ćmoki, czopki i mondzioły” i nie jest to niestety zbyt dobrze zrobiony film. Nie można oczywiście odmówić uroku Czesiowi, Anusiakowi i innym, jest kilka zabawnych scen, ale film jako całość jest znacznie mniej ciekawy od wersji serialowej. Wiele scen wydaje się naciąganych, a wręcz niepotrzebnych, jak chociażby cały wątek pluszaków, które nie mają z głównym wątkiem nic wspólnego, do tego są wyjątkowo pozbawione humoru, poza tym odciągają od właściwego toku filmu. Odcinki serialu mają niepowtarzalny klimat pewnej irracjonalności, mgły, jakiejś tajemnicy, a oglądający jest zwyczajnie obserwatorem, tutaj tego zabrakło. Nie można absolutnie niczego odbierać dźwiękowcom, a przede wszystkim lektorom, ale brakuje tutaj czegoś znacznie ważniejszego i koniec końców kreskówkę ratuje właściwie wyłącznie kreacja Czesia i Higienistki, która przecież nie jest jednak postacią wywołującą salwy śmiechu, a czymś głębszym, jeśli we „Włatcach móch” cokolwiek może aspirować do miana czegoś głębszego. Mam wrażenie, że film powstał właśnie po to, żeby zupełnie oderwać od rzeczywistości, dać nieco humoru, również czarnego i zapaść nieco w pamięć, a i chociaż skrawek nieco wyższego humoru byłby na miejscu. Poza kilkoma scenami nic takiego nie ma jednak miejsca.

Karol Graczyk

Włatcy móch. Ćmoki, Czopki i Mondzioły, 2009.

Dodaj do:

Wykop    Facebook    Deli.cio.us
 



^ do góry