Neurokultura już w sprzedaży! Szukaj nas w sieci empik lub w kup online! W numerze: Wiedemann / Sonnenberg / Klodova / Baczewski / Kłos / Fiedorczuk / Kapela / Sarna / Gierszewski / Marzec i inni
neurokultura

ISSN 2081-4380

wyszukiwarka




reklama
localheroes

zareklamuj się!


partnerzy:
szara

Neurokultura on Facebook


Jesteś tu: Start > Recenzja > Sarna Paweł: Chłopak na opak

Sarna Paweł: Chłopak na opak

Kazimiera Szczuka na łamach „Wysokich obcasów” (z 7 marca 2009) pyta z typowym dla siebie rozdrażnieniem: „Co to jest, że wszystkie debiuty młodzieży płci męskiej są zapisem postępującej choroby alkoholowej – nie wiem już sama, czy autora, narratora, bohaterów, czy wszystkich naraz?”. Dość powiedzieć, że Szczuka w swym rozdrażnieniu co do młodej prozy zasadniczo się nie myli, są wszakże wyjątki. Weźmy na przykład „Kolej na los”, powieściowy debiut autora związanego z Sosnowcem – Macieja Dęboróg-Bylczyńskiego.

W zasadzie alkohol tu się nie leje, choć papierosy odpalają się jeden od drugiego. Ten nałóg jest jedynym, który można by wytknąć głównemu bohaterowi, Mateuszowi. Jedynym, jeśli tylko przymknąć oko na nieokiełznany przymus pisania listów do wyimaginowanego syna. Już sam ów bohater jest antytezą tego, o czym wspomina Kazimiera Szczuka. Człowiek to, jako się rzekło, raczej niepijący, a do tego jeszcze głęboko wierzący – w protestanckim duchu. Poszukuje metafizycznych, a czasem też niemetafizycznych spełnień (seks, lecz nie bez namiętności, odpowiedniej aury i mgiełki). Ale te, jak to bywa, nie są mu dane. To trochę taki chłopak na opak, ten sam pechowiec wyjęty z powieści Ożogowskiej, tylko widziany kilkanaście lat później. Zadumany i melancholijny. Mamy więc do czynienia z typem nadwrażliwca, a tenże rys pogłębiają wspomniane listy do nienarodzonego oraz wiersze – powiedzmy od razu, że ten sposób rozbijania formy jeszcze bardziej spowalnia leniwe tempo opowieści. Wprawdzie do wspomnień i bieżących, najczęściej dosyć traumatycznych, wydarzeń próbuje on znaleźć dystans, chciałby opatrzyć ironicznym cudzysłowem werterowski autoportret, to mu się czasem się udaje, czasem nie, w sumie zaś powoduje całkiem ciekawy efekt narracyjnego rozchwiania. Dygresyjność, neurotyczne skupianie się na scenach, w których gruncie rzeczy niewiele się dzieje, jak początkowa scena w przedziale pociągu, koresponduje ze stanami psychicznymi Mateusza.
Powieść jest oparta na motywie drogi, co, biorąc pod uwagę tytuł, jakoś szczególnie nie zaskakuje. Nie jest to „W drodze” Kerouacka i nie znajdziemy tu przykład zdań takowych: „Z nastaniem świtu grzaliśmy przez New Jersey, a przed nami, w śnieżnej oddali, majaczyła wielka chmura metropolii, Nowego Jorku. Dean owinął sobie uszy swetrem, tak przemarzł. Ogłosił, że jesteśmy bandą Arabów, którzy jadą wysadzić Nowy Jork w powietrze”. No nie, nie znajdziemy… dlatego je cytuję. Ale czy zawsze musi chodzić o wysadzanie, seks, alkohol i jazz? Jeśli myślimy o młodej prozie, a szczególnie jeśli myślimy o chorobie alkoholowej, którą być może jest ona dotknięta, to odpowiedź jest jednoznaczna. O używki chodzić musi niekoniecznie, ale za to wysadzanie tego, co skostniałe, jest zawsze mile widziane (cytat z Keruaca wprawdzie urokliwy, nie został wybrany zbyt szczęśliwie, wiem). Wielkiego wysadzania tu nie ma, ale jak to w pociągu, czasami trzęsie, czyli nudno nie jest. Tylko jazzu trochę brak.   



Maciej Dęboróg-Bylczyński, Kolej na los, Wyd.: Branta, 2009.
 

Dodaj do:

Wykop    Facebook    Deli.cio.us
 



^ do góry