Neurokultura już w sprzedaży! Szukaj nas w sieci empik lub w kup online! W numerze: Wiedemann / Sonnenberg / Klodova / Baczewski / Kłos / Fiedorczuk / Kapela / Sarna / Gierszewski / Marzec i inni
neurokultura

ISSN 2081-4380

wyszukiwarka




reklama
localheroes

zareklamuj się!


partnerzy:
szara

Neurokultura on Facebook


Jesteś tu: Start > Recenzja > Harakiri

Harakiri

Drukuj
Gutek Film uraczył nas filmem nietuzinkowym. Nie jest to kolejna nowość. Ba, film „Harakiri”, bo o nim mowa, miał światową premierę blisko pięćdziesiąt lat temu, trwa dwie godziny i kwadrans, jest czarno biały, a akcja poza wspomnieniami, na pierwszy rzut oka zresztą nudna, trwa może dwadzieścia minut.
Bardziej zniechęcić już chyba nie można, spieszę więc sam sobie na odsiecz.

Czym jest tytułowe harakiri nikomu chyba mówić nie trzeba (a jeśli ktoś nie pamięta, niechaj spojrzy na okładkę), ale czym jest w istocie, skąd się wywodzi i po cóż nam o tym film fabularny? Może chociażby po to, byśmy mogli zostać świadkami wspaniałej epickiej opowieści, która weszła już do kanonu japońskiego kina.
Zresztą nie jest to kino japońskie na wskroś, jest to kina, które bierze to, co tak bardzo identyfikujemy z Japonią – honor oraz to, co jest podstawą świata zachodniego – rodzinę i próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie, czy warto poświęcić honor dla rodziny? Ile warta jest zemsta?

Nie da się oczywiście jednoznacznie odpowiedzieć na te pytania, ale reżyser Kobayashi, przy niemałym współudziale gry aktorskiej, muzyki i zdjęć, pozwala nam obcować z tematem i podpowiada, daje możliwości, a jednocześnie pozwala zrozumieć nie tylko jeden z filarów japońskiej tradycji, ale daje też znacznie więcej, bo mimo, że akcja filmu rozgrywa się blisko czterysta lat temu, nieraz już udowodniono, że dobre wykorzystanie podstawowych motywów musi być ponadczasowe i z tym właśnie mamy tu do czynienia.

Karol Graczyk

Dodaj do:

Wykop    Facebook    Deli.cio.us
 



^ do góry