Operacja Dunaj mocno ostatnio atakuje. Nie tylko w kinie, ale i na deskach teatru, dzięki czemu być może przy okazji wielu młodych ludzi zainteresuje się nieco naszą nie tak odległą przecież historią, o której wciąż nasi południowi sąsiedzi dość mocno pamiętają. Polsko-czeska produkcja od początku zaskakuje przemyceniem jakże poważnej historii w bardzo swobodny, często komiczny sposób. Oto wśród polskich wojsk jadących „z odsieczą zaprzyjaźnionym sąsiadom”, pojawia się załoga czołgu, który zasłynął w drugiej wojnie światowej zniszczeniem czterech niemieckich Tygrysów. Czołg to już wiekowy, a i jego załoga nieco dziwna, niezbyt rwąca się do walki.
Zagubieni przez problemy techniczne przez przypadek taranują ścianę czechosłowackiego baru, którego bywalcy chcąc nie chcąc muszą współpracować z Polakami, aby ci mogli jak najszybciej odjechać. Sytuacja się komplikuje, kiedy Polacy i Czechosłowacy nawzajem się do siebie przekonują, a nawet zaczynają wspólnie się bawić, co prowadzi do coraz bardziej zażyłych stosunków, również seksualnych. Myśl o konieczności pożegnania się, przeplatana z marzeniami i próbą „odbicia” załogi czołgu przez radzieckich przyjaciół doprowadza do niespodziewanego zakończenia. Ciekawy i zabawny film, pełen równie ciekawych i zabawnych kreacji aktorskich. Maciej Stuhr, Tomasz Kot, Zbigniew Zamachowski, Bolek Polivka, Jan Budar, a przede wszystkim najwybitniejszy aktor i reżyser czeski, zdobywaca Oskara – Jiri Menzel, którego filmowa postać ma na imię nomen omen Oskar, tworzą świetny klimat, a twórcy filmu, z reżyserem Jackiem Głombem na czele, wyciągają to, co najlepsze z kinematografii obu krajów. Fantastyczna scena nawiązująca do „Czterech pancernych i psa”. Trzeba obejrzeć.
Bracia Karamazow Petra Zelenki to współczesna adaptacja działa Fiodora Dostojewskiego, a właściwie tylko fragmentów, które są tłem dla rzeczywistej akcji. A akcja ma miejsce w krakowskiego hucie, w której trwają przygotowania do wystawienia wyżej wymienionego dzieła właśnie, wśród pracowników huty. Film jest ciekawy, bardzo ciekawy, chociaż niekoniecznie jestem z niego do końca zadowolony. Bardzo miłe jest, zwłaszcza na początku, rozszczepienie akcji, kiedy dużo jest prób i toku samego filmu, wszystko, co się dzieje, to gra, czasem dwupoziomowa.
Doglądający prób z pewnym zaciekawieniem, ale niekoniecznie aprobatą, robotnicy huty, wydają się być spektaklem znudzeni i zdają się widzieć jego bezsens i kto wie, być może mają rację. Pytania podstawowe dla sztuki Dostojewskiego, o sens życia i śmierci, o Boga, zadaje sobie jednak po cichu stróż (świetna rola drugoplanowa Andrzeja Mastalerza, która w rzeczywistości urasta nam do pierwszoplanowej, pozostali aktorzy również na wysokim poziomie), którego śmierć dotyka akurat bardzo blisko.
Na uwagę zasługuje świetna scenografia, również ta, której należy wypatrywać w tle, bo nie wszystko Zelenka podsuwa nam tu pod nos. Momentami pozornie nudna, acz inteligentnie prowadzona akcja niejednokrotnie przyspiesza i wtedy trzeba się skupić jeszcze bardziej, bo w tym filmie bardzo łatwo uronić to, co jest najważniejsze, a jakże warto to dostrzec.



