Długo trzeba było czekać. Od czasu wydania pierwszej demówki chłopaków z All Wheel Drive minęły już niemal trzy lata, podczas których miałem jakąś taką cichą nadzieję, że ich nowy materiał rzuci na kolana. Zdawało się, że tamtych osiem soczystych kawałków melodyjnego hardcore punka w stylu Rise Against, zapowiada nieodległą w czasie rzeź wszystkich "polsko-kalifornijskich" konkurentów. Oczyma wyobraźni widziałem, jak te wszystkie cukierkowe, przesłodzone klony kapel z zachodniego wybrzeża, przejeżdża machnia z napędem na wszystkie koła.
Niestety, trochę do takich osiągów zabrakło... Czasem mam nawet wrażenie, że ten pojazd w ogóle nie wystartował i od 2007 roku stoi w tym samym miejscu. Niby jest to zrealizowane i wydane lepiej, ale raczej bez innowacji i odwagi na eksperymentowanie.
Przykro mi przyznać, ale All Wheel Drive to także tylko klon, tyle że tej bardziej drapieżnej, nie-popowej "kalifornii", bez ambicji wniesienia czegokolwiek nowego. Kilku muzyków, którzy udzielili się na krążku, gra też w innych kapelach (m.in. Apatii) stąd może brak ciśnienia na jego dokładniejsze dopracowanie oraz – być może - potraktowanie materiału nieco po macoszemu. Widać też pewne powinowactwo muzyczne – wiele riffów do złudzenia przypomina nowsze dokonania poznańskiej legendy hardcore'u. Melodyjna chłosta, jaką Koła serwują nam za pomocą swoich gitar jest jednak w gruncie rzeczy przyjemną torturą i nie przeszkadza specjalnie fakt, że są setki zespołów grających podobnie. Na tym tle wyróżnia się wokal – facet czuje się świetnie w takim klimacie, ma dobry charakterystyczny głos, który moim zdaniem wiele wnosi do kapeli. Można go albo polubić, albo znienawidzić, ale na pewno nie da się przejść obok niego obojętnie.
Na całe szczęście, w All Wheel Drive nie ma ani grama słodko-mdławego lansiarstwa i udawania Amerykanów czy banałów zaśpiewanych kiepskim angielskim, ani innych spraw od których możnaby się zrzygać. Jeśli idzie o polskie warunki, to już jest osiągnęcie. Teksty są zaśpiewane w stu procentach w rodzimym języku i odarte z muzyki pewnie nie potrafiłyby się obronić, jak choćby wyśmienita poezja Ani Zajdel z El Bandy, jednak w połączeniu z melodyjnymi petardami, stanowią idaelny materiał do poskandowania na koncertach. Przeważa tematyka refleksyjno-egzystncjalna i chociaż czasem wkradnie się jakiś banał, to jednak kapela raczej nie musi się wstydzić. Na uwagę zasługuje też wydanie płyty – digipak z mistrzowską, komiksową grafiką. Widać, że w produkcję krążka włożone zostało sporo serca.
Niestety, trochę do takich osiągów zabrakło... Czasem mam nawet wrażenie, że ten pojazd w ogóle nie wystartował i od 2007 roku stoi w tym samym miejscu. Niby jest to zrealizowane i wydane lepiej, ale raczej bez innowacji i odwagi na eksperymentowanie.
Przykro mi przyznać, ale All Wheel Drive to także tylko klon, tyle że tej bardziej drapieżnej, nie-popowej "kalifornii", bez ambicji wniesienia czegokolwiek nowego. Kilku muzyków, którzy udzielili się na krążku, gra też w innych kapelach (m.in. Apatii) stąd może brak ciśnienia na jego dokładniejsze dopracowanie oraz – być może - potraktowanie materiału nieco po macoszemu. Widać też pewne powinowactwo muzyczne – wiele riffów do złudzenia przypomina nowsze dokonania poznańskiej legendy hardcore'u. Melodyjna chłosta, jaką Koła serwują nam za pomocą swoich gitar jest jednak w gruncie rzeczy przyjemną torturą i nie przeszkadza specjalnie fakt, że są setki zespołów grających podobnie. Na tym tle wyróżnia się wokal – facet czuje się świetnie w takim klimacie, ma dobry charakterystyczny głos, który moim zdaniem wiele wnosi do kapeli. Można go albo polubić, albo znienawidzić, ale na pewno nie da się przejść obok niego obojętnie.
Na całe szczęście, w All Wheel Drive nie ma ani grama słodko-mdławego lansiarstwa i udawania Amerykanów czy banałów zaśpiewanych kiepskim angielskim, ani innych spraw od których możnaby się zrzygać. Jeśli idzie o polskie warunki, to już jest osiągnęcie. Teksty są zaśpiewane w stu procentach w rodzimym języku i odarte z muzyki pewnie nie potrafiłyby się obronić, jak choćby wyśmienita poezja Ani Zajdel z El Bandy, jednak w połączeniu z melodyjnymi petardami, stanowią idaelny materiał do poskandowania na koncertach. Przeważa tematyka refleksyjno-egzystncjalna i chociaż czasem wkradnie się jakiś banał, to jednak kapela raczej nie musi się wstydzić. Na uwagę zasługuje też wydanie płyty – digipak z mistrzowską, komiksową grafiką. Widać, że w produkcję krążka włożone zostało sporo serca.
All Wheel Drive, Wszyscy koło jechać, wyd.No Pasaran 2010




