Swój najnowszy tom poezji Wojciech Kass opatruje mottem z Wyspy Sándora Máraíego. Jedno ze zdań brzmi: „Człowiek idzie w ciemności, świeci się tylko kilka słów”. Odwołanie do węgierskiego twórcy nadaje zbiorowi 41 sprecyzowany kształt, choć – rzecz jasna – nie jest to kształt jedyny i ostateczny. Jego wstępny zarys wyznacza jednak wysiłek polegający na wydobywaniu jasności z mrocznych sfer świata. Kass wydaje się szukać ciemnych przestrzeni, odsłania je i dostrzega w nich światło. Dlatego też i odbiorca musi zmierzyć się z upartym poszukiwaniem, drążeniem w głębokich perspektywach: wypełnionej dzieciństwem przeszłości, której refleksy powracają we wspomnieniach; młodości i w końcu dojrzałej myśli, sięgającej daleko aż po kres, po umieranie.
W zmaganiach tych jest sporo goryczy, ale także pokłady mądrości, dokładnie zmierzone frazy o śmierci, przerażające konkretem wizji, a tym samym oswojone łagodną ironią (Pieśń uciszenia, Pieśń grobu, Pieśń szuflad umierającego). Autor Wirów i snów w swym najnowszym tomie otwiera przestrzeń śmierci, otwierając zarazem przestrzeń pamięci. Pamięć funkcjonuje bowiem przede wszystkim jako przestrzeń złożona z cyklów, odcinków, doświadczeń. W Pieśni powiększonego domu mamy do czynienia z przestrzenią uświęconą, z prywatnym mikrokosmosem: „W kominie, kominku/W którym rozpalamy głowę ognia/Jak brewiarz z bierwion buku/W tym wielkim domu/Gdzie nosimy miłość osmaloną”.
Jest to jedno z najbardziej szczerych, współczesnych lirycznych wyznań określających przestrzeń doświadczeń, która w zbiorze 41 koresponduje z przestrzenią fizykalną. Ten ostatni rodzaj przestrzeni do granic wypełniony jest przez naturę. Naturę bujną, ruchomą, falującą. W wierszach mówiący pisze o niej z czułością równą emocjom, z jakimi opowiada o swoich najbliższych:
W zmaganiach tych jest sporo goryczy, ale także pokłady mądrości, dokładnie zmierzone frazy o śmierci, przerażające konkretem wizji, a tym samym oswojone łagodną ironią (Pieśń uciszenia, Pieśń grobu, Pieśń szuflad umierającego). Autor Wirów i snów w swym najnowszym tomie otwiera przestrzeń śmierci, otwierając zarazem przestrzeń pamięci. Pamięć funkcjonuje bowiem przede wszystkim jako przestrzeń złożona z cyklów, odcinków, doświadczeń. W Pieśni powiększonego domu mamy do czynienia z przestrzenią uświęconą, z prywatnym mikrokosmosem: „W kominie, kominku/W którym rozpalamy głowę ognia/Jak brewiarz z bierwion buku/W tym wielkim domu/Gdzie nosimy miłość osmaloną”.
Jest to jedno z najbardziej szczerych, współczesnych lirycznych wyznań określających przestrzeń doświadczeń, która w zbiorze 41 koresponduje z przestrzenią fizykalną. Ten ostatni rodzaj przestrzeni do granic wypełniony jest przez naturę. Naturę bujną, ruchomą, falującą. W wierszach mówiący pisze o niej z czułością równą emocjom, z jakimi opowiada o swoich najbliższych:
Dalej słyszę oddech,
Który wziąłbym w dzióbek jak wodę,
I niósł tak, żeby nie uronić kropli,
Który pochwyciłbym w dzióbek
Jak lampkę oliwną, i niósł, żeby nie
Zagasił jej deszcz,
Który poniósłbym jak suszone
Jabłuszko, pestkę dyni, jęczmień.
(Pieśń oddechu mojej żony)
Czułość poety ujawnia się zatem w każdym szczególe przestrzeni, w zapachach, w zjawiskach atmosferycznych, jednak okazuje się, że nie jest to świat liniowy, pusty, prowadzony w opisach wyłącznie od punktu do punktu. Przestrzeń w tomie 41 jest bowiem zabudowana konkretami. Każdy szczegół funkcjonuje w niej jako symbol określonego doświadczenia, jako refleksja bądź wspomnienie.
Prawidłowość tę widać w Pieśni Wesołka, Pieśni liny, Pieśni łkającej, najbardziej wyrazistych, lirycznych głosów, w których nie mieści się kropla ironii. Nie mieści się, gdyż są to opowieści o przestrzeniach i ludziach, ocalonych przez pamięć i poezję. Kass wydaje się być pewien, że zawsze znajdzie słowa o mocy ocalającej. Czasem są to pytania jak te wyjęte z Pieśni ziemi: „Ku czemu jesteście?”; „Ku czemu jesteśmy?”. I to one właśnie urzekają wymową, bez strachu, bez pseudonimowania.
Dodatkowym ważnym akcentem jest uwalniana niekiedy w 41 śpiewna fraza przywodząca na myśl poezję księdza Józefa Baki (Pieśń duktu, Pieśń pewna siebie, Pieśń ognia, Przyśpiewka ludowa). Z kolei w Podpowiedzi dziesięciu wersów, Pieśni matki, Pieśni skoku, Pieśni miłosierdzia dźwięczą – być może nawet dominują – liryczne echa ballad Tadeusza Nowaka. Jednocześnie poeta kreuje przedstawione obrazy z niezwykłą językową sprawnością, panując w pełni nad frazą i wersem, dając naturze siłę istnienia poprzez żywy konkret.
Podczas budowania i odtwarzania przestrzeni doświadczeń i uczuć Kass wchodzi w sferę myśli mitycznej, dotyka jej, a w zasadzie każdej z jej części. Jest to bez wątpienia sztuka, gdyż jak pisze Yi-Fu Tuan: „Część może mieć zasadnicze znaczenie dla funkcjonowania całości, ale część nie jest całością w miniaturze i istocie. W myśli mitycznej część może symbolizować całość i mieć moc całości”.
Zapis doświadczeń zawartych w 41 to zatem życie i czułość, i wiara, i ocalenie. Bez peryfraz. Tylko najważniejsze słowa.
Wojciech Kass: 41, Iskry, Warszawa 2010.




