Neurokultura już w sprzedaży! Szukaj nas w sieci empik lub w kup online! W numerze: Wiedemann / Sonnenberg / Klodova / Baczewski / Kłos / Fiedorczuk / Kapela / Sarna / Gierszewski / Marzec i inni
neurokultura

ISSN 2081-4380

wyszukiwarka


ON


reklama
localheroes

zareklamuj się!


partnerzy:
szara

Neurokultura on Facebook


Jesteś tu: Start > Relacje > Wywiał Katarzyna: Michał Witkowski w Passa Porcie

Wywiał Katarzyna: Michał Witkowski w Passa Porcie

Brukselska księgarnia i centrum kultury Passa Porta oferuje literatom gościnę na czas od 2 do 8 tygodni, a w przypadku osób prześladowanych w swoim kraju - nawet do dwóch lat. Jest to więc również "dom pracy twórczej". We wrześniu br. goszczono tu Michała Witkowskiego, który w ubiegły piątek spotkał się tu z publicznością na wieczorze autorskim.

Polski jest teraz sporo w Brukseli, a to z okazji naszej pierwszej w historii prezydencji w Radzie Unii Europejskiej, która rozpoczęła się w lipcu i będzie trwać do grudnia. Darmowy koncert Myslowitz na deptaku przed Parlamentem Europejskim z udziałem Jerzego Buzka, wyjątkowa wystawa Aliny Szapocznikow, opera "Król Roger" Szymanowskiego - polska kultura pokazuje wiele twarzy. Michał Witkowski jest jednak jej dość nieortodoksyjnym przedstawicielem: postrzegany jako prekursor polskiej literatury gejowskiej, autor pewnego wstrząsu obyczajowego, być może nie reprezentuje akurat tego, co Polska chciałaby oficjalnie promować. Tym niemniej współorganizatorem wieczoru miał być brukselski Instytut Polski, a zatem wydarzenie zostało afiliowane jako okołoprezydencyjne.
 
Gdy z dyskretnym opóźnieniem dotarłam do księgarni, odnalazłam swoje niełatwe nazwisko na liście rezerwacji oraz uiściłam niewielką opłatę za wstęp, okazało się, że spotkanie ma charakter bardzo kameralny. Na sali przeważali zdecydowanie Polacy, a raczej młode Polki. Dla gości obcojęzycznych przygotowano slajdy oddające po angielsku, holendersku i francusku treść czytanych przez autora fragmentów "Lubiewa". Z powodów technicznych ich projekcja musiała rozpocząć się od początku; do końca odczytu pozostały jednak słabo czytelne, ze stratą dla gości niewładających językiem polskim.
 
Michał Witkowski pojawił się kwadrans po 21.00 i po prostu zaczął czytać nam "Lubiewo". Wspomniana już konieczność ponownego rozpoczęcia wyszła jednak odczytowi na dobre; powtórzone sceny sceny nabrały plastyczności, lekkości. Rozluźniony autor już do końca spotkania emanował humorem i dowodził, że ma dystans do siebie samego. Wybrane fragmenty "Lubiewa" ożywiły i rozbawiły wyraźnie publiczność, reagującą żywo na passusy prowokacyjne lub obrazoburcze pod względem obyczajowym.
 
Po odczycie głos zabrała przedstawicielka Passa Porty, stwierdzając, iż Michał Witkowski odniósł faktyczny sukces literacki - jego utwory przetłumaczono na 20 języków - i pytając autora, jak postrzegany był w Polsce w chwili wydania "Lubiewa". Pisarz stwierdził, że publikacja w czasopiśmie fragmentów książki wywołała pewien skandal, a w ówczesnych kontaktach z rodziną czy uczelnią (Witkowski był doktorantem na polonistyce) dochodziło do "śmiesznych sytuacji". Recepcja książki za granicą była zdecydowanie inna. Według słów gospodyni wieczoru Holendrzy zachwyceni byli samym tematem, otwartością i stylem pisarza, jak i zaskoczeni pornograficznym charakterem wielu scen. W innych krajach, według Witkowskiego, przeważały dobre recenzje, co jednak nie uczyniło książki bestsellerem. Reakcje czytelników w krajach takich, jak Czechy, Izrael czy Szwecja były przychylne, natomiast w Niemczech książka poniosła porażkę. Cytując autora "Niemcy nie śmiali się we właściwych miejscach, natomiast Szwedzi owszem", co jego zdaniem wynikało z jakości tłumaczenia.
 
Podczas przygotowywania slajdów z tłumaczeniami prezentowanych fragmentów "Lubiewa" okazało się, że wersje angielska, francuska i holenderska różnią się poważnie między sobą. W wersji francuskiej np. brakuje pewnych scen. Jak wyjaśnił autor, istnieje aż 7 różnych polskich wersji książki. Do kolejnych wydań włączał bowiem nowe historie, jakie usłyszał od napotkanych osób, będące kontynuacją opowieści zawartych w książce, która w efekcie rozrastała się o kolejne fragmenty. Jest to przypadek w twórczości Witkowskiego wyjątkowy, jako że inne jego książki mają formę zamkniętą.
 
 
Zapytany o pierwotny pomysł na "Lubiewo", pisarz wskazał na (przeczytaną nam tego wieczoru) historię o koszarach, opowiedzianą mu przed dwóch starszych homoseksualistów wspominających z rozrzewnieniem czasy, gdy we Wrocławiu stacjonowała armia radziecka. Ich wspomnienia, pamiątki po żołnierzach, jakie pokazali Witkowskiemu, stanowiły zaczyn książki, którą obawiał się jednak publikować ze względu na trudny temat. Pierwsze fragmenty ukazały się niejako na próbę w niszowym Ha!arcie, który - według słów Witkowskiego - zamiast zwyczajowych pięciuset, sprzedał się wtedy w dwudziestu tysiącach egzemplarzy. - Był to znak, że ludzi to interesuje - mówi pisarz.
 
"Lubiewo" to oczywiście niejedyne dzieło tego autora; wkrótce ukaże się jego szósta książka. Zapytany o datę, Michał Witkowski wskazał początek listopada. - Będzie łatwa do tłumaczenia - obiecał. - Akcja toczy się głównie w Hamburgu i w lesie, a las jest wszędzie taki sam. Dobrze się sprzeda - wyraził nadzieję - bo to kryminał liczący 500 stron. Autor żartobliwie porównał swoje nowe dzieło do "Millennium" Larssona.
 
Książka uzyskała końcowy kształt właśnie w Brukseli. Zapytany o swoje wrażenia z tego miasta, pisarz wyraził zachwyt nad ludźmi, miejscem i mieszkaniem, jakie zapewniła mu do pracy nad książką Passa Porta na czas jego rezydentury. - Nie jeżdżę często na stypendia, najbardziej inspiruje mnie bycie w domu. Na wyjeździe lepiej kończyć niż zaczynać. - wyjaśnił pisarz. Do Brukseli przyjechał z gotową książką. Na miejscu, w ciągu miesiąca, powstała jedna scena. Pisarz wskazał też na to, że następuje teraz czas walki o pieniądze na promocję. Wkrótce też ma rozpocząć w Warszawie nagrywanie wersji dźwiękowej książki - audiobooka.
 
Pierwsze pytanie zadane przez publiczność dotyczyło dyscypliny pisarskiej Witkowskiego. Pisarz przyznał, że "jeśli [mu] wychodzi", pisze codziennie przez kilka godzin. Stosując metodę Krajewskiego, "waży czas"; wysiedziane godziny oznaczają wykonanie pewnej pracy, polegającej na napisaniu choćby jednego zdania. Pracę rozpoczyna najchętniej "po wyspaniu się, zjedzeniu śniadania, pierwszej kawie i tabletce antydepresyjnej", co naturalnie nie oznacza poranka.
 
Czy jako polonista czuje się prekursorem literatury gejowskiej w Polsce? Pisarz żywo zareagował na to pytanie. To, co nazywane jest '"literaturą gejowską", drażni go, denerwuje, ale też niezbyt interesuje. Pisarz nie śledzi tego - epigońskiego wobec jego twórczości - nurtu. Witkowski oświadczył, że nie lubi tematu homoseksualizmu nawet u Iwaszkiewicza. Wyjątkiem jest sytuacja, gdy wątek homoseksualny pojawia się w tle, a zatem dana książka nie reprezentuje "literatury pod flagą gejowską".
 
Zapytany o recepcję swoich książek w Rosji, Witkowski nie krył zachwytu. Bywa w Rosji i jest tam znany. Rosjanie umieją odczytywać konteksty jego twórczości, są w niej zorientowani. Witkowski nazwał swoich rosyjskich czytelników inteligencją w starym stylu. Ceni u nich kulturę, przejawiającą się również tym, że zapisują pytania na karteczkach, które podczas spotkań autorskich kładą na stole przed pisarzem.
 
Zapytany o dalsze losy bohaterów "Lubiewa" i kontakty z nimi, a także pomiędzy nimi, autor odpowiedział, że choć książki nie czytali, jej bohaterowie znali jej treść. Przeinaczanie faktów - czyli literacka obróbka zasłyszanych historii - spotkała się z obrazą i zaowocowała groźbami - realnymi czy nie - pod adresem pisarza. Oczywiście żołnierze uwikłani z bohaterami "Lubiewa" w homoseksualne relacje wyjechali bezpowrotnie z Polski na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku.
 
Wieczór - zakończony standardowo podpisywaniem książek, które można było kupić na miejscu, jak i sączeniem wina czy soku wśród innych wielbicieli pisarstwa Witkowskiego - pozostawił u mnie pewien niedosyt. Być może dlatego, że nie otworzył go przedstawiciel Instytutu Polskiego, który na swojej stronie internetowej reklamuje to wydarzenie opisując autora jako "jednego z najoryginalniejszych obecnie w Polsce, jednego z pisarzy młodego pokolenia cieszących się największym uznaniem w Europie". Jakże inaczej wyglądało to niespełna rok temu podczas wieczoru autorskiego Słoweńca Dragona Jančara, który otworzyła ambasador Słowenii. Być może Jančar jest mniej kontrowersyjny, Witkowski za to jest nasz. Nawet gdy nasza pierwsza prezydencja dobiegnie końca, Witkowski nadal będzie znajdował czytelników w całej Europie i poza nią.
 
 
Bruksela, 23.09.2011 r.


Organizatorzy: Het beschrijf, Polish Institute Brussels

Dodaj do:

Wykop    Facebook    Deli.cio.us
 



^ do góry