Neurokultura już w sprzedaży! Szukaj nas w sieci empik lub w kup online! W numerze: Wiedemann / Sonnenberg / Klodova / Baczewski / Kłos / Fiedorczuk / Kapela / Sarna / Gierszewski / Marzec i inni
neurokultura

ISSN 2081-4380

wyszukiwarka


ON


reklama
localheroes

zareklamuj się!


partnerzy:
szara

Neurokultura on Facebook


Jesteś tu: Start > Relacje > Wywiał Katarzyna: Jeden wiersz, jeden przejazd - ile podróży? "Transpoesie" w brukselskim metrze

Wywiał Katarzyna: Jeden wiersz, jeden przejazd - ile podróży? "Transpoesie" w brukselskim metrze

Większość z nas skazana jest na uciążliwości codziennych dojazdów. Praca-dom-praca - to rutynowa trasa wielu, jeśli nie większości z nas, najemników. Europejskie stolice zwykle pokryte są gęstą siecią połączeń komunikacyjnych, zaś ulubionym przez zaspanych podróżnych środkiem transportu jest chyba metro. Bruksela ma pięć linii metra; ja mam szczęście mieszkać w pobliżu krańca linii nr 1. W ostatnim tygodniu września na stacjach metra i tunelach, które do nich prowadzą, zawisły bilbordy z wierszami.

Wystawę zainaugurowała 26.09.2011 r. akcja typu flash mob na kojarzącej się konsumpcyjnie z pobliskim centrum handlowym stacji Roodebeek, zaś 27.09 w księgarni Passa Porta odbyło się spotkanie z siedmiorgiem spośród 21[1] poetów, których wiersze zostały wykorzystane w akcji pod nazwą "Transpoesie". Były to jednocześnie obchody Europejskiego Dnia Języków. Ze względu na specyfikę lingwistyczną Belgii wiersze prezentowane są w trzech wersjach językowych: oryginalnej, francuskiej i niderlandzkiej.
 
Na spotkanie dotarliśmy oczywiście metrem - ja i mój 5-letni syn Jot, co charakterystyczne dla dzieci - wielbiciel podróży w ogóle, a pojazdów szynowych w szczególności.
 
Na początek wysłuchaliśmy wystąpienia przedstawicielki goszczącej nas Passa Porty, a następnie - dyrektora brukselskiego British Council, instytucji należącej do EUNIC (Europejskiej Unii Narodowych Instytutów Kulturalnych[2]), która współorganizowała akcję. Przedstawiciel British Council wyjaśnił, że brukselska akcja nie jest pierwszą tego typu kampanią kulturalną; w latach 90. XX wieku poezja wtargnęła do metra londyńskiego, a cztery lata temu - do warszawskiego; akcja brukselska korzysta więc z doświadczeń warszawskich.
 
Pierwsza część dyskusji prowadzonej przez Petera Vermeerscha (związanego z Passa Portą poetę, politologa i slawistę, wykładowcę Uniwersytetu Leuven, ur. w 1972) zgromadziła takich poetów jak Morten Søndregaard (Duńczyk, rocznik 1964), Emily Ballou (urodzona w USA, mieszkająca w Australii i Wielkiej Brytanii, rocznik 1968) i Claudiu Komartin (Rumun, rocznik 1983).
 
Prowadzący wieczór był ciekaw, czy pisanie wierszy na potrzeby ich publicznej ekspozycji różni się od tworzenia ich dla celów publikacji - niejako wywabiając poetów z ich samotni. Spytał też, czy na potrzeby akcji poeci stworzyli specjalnie nowe wiersze związanie z ruchem albo podróżowaniem (takiej tematyki wymagał brukselski STIB - miejski zakład komunikacji użyczający powierzchni "Transpoesie"). Okazało się jednak, że bez wyjątku wykorzystano istniejące utwory. Morten Søndregaard był zdania, że na co dzień jesteśmy otoczeni różnego typu tekstami, zatem poeta musi starać się przez nie przebić ze swoją twórczością; ergo, wiersz w metrze powinien oddziaływać na podróżnego jak slogan reklamowy. Emily Ballou, która zaprezentowała jeden ze swoich wierszy z cyklu o jaszczurce, stwierdziła, że kształt ciała tego gada i wzory na jego skórze przypominają znaki typograficzne, co może być wykorzystane jako "podpis" w przestrzeni publicznej. Claudiu Komartin stwierdził, że wiersz w metrze powinien przykuwać uwagę "szeptem, nie zaś krzykiem" po to, by tym skuteczniej wbił się w pamięć. Czy publiczne eksponowanie poezji odziera ją niejako z warstwy ochronnej? Z pewnością poezja zostaje tu w jakiś sposób odsłonięta. Rumuński poeta nie uważa jednak wrażliwości za wadę - także w przypadku poezji. Bez względu na jej pozorną bezużyteczność, poezja bowiem może nieść wielką moc.
 
Publiczny charakter poezji oznaczać może także źródło inspiracji. Morten Søndregaard stworzył wiele wierszy na podstawie podsłuchanych fragmentów rozmów, złapanych w ruchu, podczas podróży lub spaceru. Emily Ballou przyznała, że choć tworząc scenariusze posługuje się obrazami,   pisząc poezję - podobnie jak duński poeta - potrzebuje przestrzeni, a także rytmu, który najsilniej determinuje jej twórczość. Ruch i rytm, począwszy od rytmu oddechu, podobnie wpływa na Claudiu Komartina. Definiuje on według niego całość działań człowieka. "Jeśli chcesz, by cię słyszano, musisz mówić ciszej", dodał w nawiązaniu do wcześniejszej wypowiedzi rumuńskiego poety Morten Søndregaard. Podsumowując tę część dyskusji, Peter Veermersch celnie użył pary słów natchnienie - tchnienie (co po angielsku wyraził za pomocą czasowników inspire - expire).
 
Zapytani o swoje unikatowe metody twórcze poeci opisali to, co ich wyróżnia - np. Morten Søndregaard zgromadził w specjalnym pudełku słownictwo wzięte z ulotek z leków (lek antydepresyjny, środek na wszy), które może następnie być wykorzystane jako tworzywo wierszy. Emily Ballou wykorzystywała również istniejące teksty - były to m.in. dzienniki Karola Darwina - "wyjmując" z nich poszczególne słowa i w ten sposób tworząc swoiste ekstrakty, a jednocześnie dialogi między tym, co w tekście i na zewnątrz. Claudiu Komartin jako konkretny przykład podał przepisanie utworu XIX-wiecznego poety rumuńskiego połączone z dopisaniem do niego własnego komentarza w funkcji dialogu z oryginałem. Dodał on jednak, że taki eksperyment musi mieć zawsze wymiar emocjonalny, nie zaś wyłącznie techniczny.
 
Peter Vermeersch poddał ocenie poetów metodę wspólnego pisania poezji uprawioną przez grupę poetycką Brussels Poetry Collective, którą współtworzy. W opinii Komartina metoda taka - nim dałaby pożądane efekty - mogłaby przynieść dużo złej poezji; Søndregaard wskazał zaś na podobne eksperymenty z lat 60[3]. Z kolei czy takie współczesne narzędzia jak internet bądź poczta elektroniczna mogą pomóc poetom? Uczestnicy dyskusji byli tu bardzo ostrożni. Według rumuńskiego poety wykorzystanie współczesnych technologii, które stanowią swoisty środek transportu czy wehikuł, może spłycać twórczość, sprzyjając skupieniu się na innych, podczas gdy poezja dotyczy przede wszystkim jej twórcy. Jest ona bowiem czymś więcej niż komunikacją: jest komunią.
 
Po wysłuchaniu wierszy pierwszej grupy poetów zasiadła przed nami grupa druga, którą stanowili: Lieke Marsman z Holandii (poetka i filozofka, rocznik 1990), Clara Janés z Hiszpanii (poetka, literaturoznawczyni i tłumaczka m.in. z czeskiego, tureckiego i chińskiego, rocznik 1940), Radek Malý z Czech (poeta, germanista i tłumacz, autor książek dla dzieci, rocznik 1977) i Carl Norac z Belgii (poeta i autor książek dla dzieci, rocznik 1960). Ta część dyskusji obracała się wokół tłumaczenia. Dla Marsman tłumaczenie jest odkryciem nowego wiersza, ponieważ według niej nowa wersja językowa wnosi nowe treści; choć Holenderka włada znakomitą angielszczyzną, sama nie zajmuje się tłumaczeniami swoich utworów na angielski i nie pisze ich w tym języku. Tym niemniej inspiruje ją współczesna poezja angielska. Tłumaczenie w jej przypadku ma kluczowe znaczenie, jako że holenderski jest "małym językiem", toteż liczba odbiorców oryginału jest ograniczona. Hiszpańska poetka z kolei nauczyła się np. czeskiego jedynie po to, by móc tłumaczyć z tego języka; tym niemniej nadal pracując nad tłumaczeniem, konsultuje się z użytkownikami danego języka. Podobnie jak Claudiu Komartin, Clara Janés - uznana za najwybitniejszą żyjącą poetkę miłosną Hiszpanii - jest przekonana, że poezja opiera się na rytmie i uczuciu. Radek Malý nie rozpoznaje własnych wierszy, jeśli przetłumaczono je wierszem białym, uważa on bowiem rymy za kluczowe dla poezji. Tłumaczenie własnych wierszy na niemiecki, czym para się wraz ze swoją żoną, Niemką, jest czynnością żmudną i czasochłonną, a utwór, jaki powstaje w efekcie tego procesu, jest również - według niego - zupełnie nowym bytem. Zapytany o to, czy kontaktuje się z tłumaczami swoich dzieł na inne języki odparł, że jest to możliwość interesująca, lecz w prowadząca donikąd, jako że tłumaczenie narzuca interpretację utworu, a zatem zmienia go względem oryginału. Dlatego właśnie sam Malý przekłada poetów nieżyjących, z którymi dyskusja nie jest możliwa.
 
Carl Norac (jego nazwisko jest w rzeczywistości pseudonimem, anagramem nazwiska sławnych rodziców - poety i aktorki - a zatem zabawą lingwistyczną), po wyznaniu, że do pisania potrzebuje hałaśliwego otoczenia stwierdził, iż w procesie tłumaczenia należy zadać sobie pytanie "co kryje się za wierszem?". Przy przekładzie straty są nieuniknione. Kontakt z tłumaczem stanowi dla niego okazję do dzielenia się tajemnicą utworu. Czasem sam poeta dokonuje retranslacji własnych wierszy dla dzieci - uzyskując w ten sposób ich nowe interpretacje.
 
Poeci stwierdzili jednak, że czytanie własnego utworu w tłumaczeniu - jeśli zna się język docelowy - skutkuje poczuciem tym większego wyobcowania. Jest to "połączenie rozpoznania z poczuciem obcości".
 
Zapytani o odbiorców swoich wierszy, poeci zgodzili się - za pośrednictwem Clary Janés - że tworzy się przede wszystkim dla siebie. Oczywiście jeśli chcemy, by publiczność   czytała nasze wiersze, dobrze umieścić je w miejscu publicznym, na co pozwala np. taka akcja jak "Transpoezja".
 
Na tym dyskusja o poezji się zakończyła; po odczytaniu wierszy zaczęto podawać fundowane przez EUNIC wino, a poeci wmieszali się w tłumek czytelników. Niestety znużenie Jota nadmiarem obcojęzycznej poezji spowodowało, że musieliśmy szybko opuścić Passa Portę i nie miałam okazji osobiście porozmawiać z bohaterami wieczoru. Ukoiła nas podróż metrem.
 
Akcja kończy się już 19 października. Życzyłabym sobie jeszcze może, by pozostał po niej ślad w postaci papierowej publikacji eksponowanych wierszy w tłumaczeniach na różne języki Unii Europejskiej... A co z polskimi poetami? W brukselskim metrze możemy przeczytać utwór Ryszarda Krynickiego. Pełna lista twórców znajduje się tutaj >>

Czy poezja na stacji metra czyni naszą codzienną wędrówkę łatwiejszą? Nie wiem. Jednak dla mnie - kiedy wysiadam na stacji Roodebeek, przez którą przepływają tłumy ludzi ciągnących do pobliskiego centrum handlowego - te wiersze są jak przecinek w długim zdaniu. Pozwalają złapać oddech. Być może taki jest cel poezji.
 
 
Wybrane wiersze zaprezentowane tego wieczoru:
 
Clara Janés
Eduardo Chillidzie

Świt rozdmuchuje płatki światła
Wibruje próżnia
w niewidocznym ruchu
i zaprasza po poradę.
Sekret ciszy
wyjawia swą tajemną istotę:
bezdenną ciszę 
miłości
tłum. z hiszpanskiego: Katarzyna Wywiał

   
Emily Ballou: ja, jaszczur

mistrz parkuru[4]
zwinny, sprawny, zmiennocieplny
trawersujący, zawodnik, przecieracz szlaków
przestrzeni, negocjuję
pień czy drzewo czy mur czy skała
jednakowo, spiętrzone wzgórza, wypukła skarpa
mój miejski świat królestwa pod ptakiem
królestwa wydmy i piasku
mijam zabieganych podróżnych
chrząszcze i mrówki, ześlizgujące się
z padliny na wzgórze, z padliny na wzgórze
jestem zręczny, wspaniały i chyży
moje życie
jest mym jedynym mistrzem, jestem
mięśniami i oddechem
gonię, uciekam, tropię
mknę
pobieram ciepło
potem wybieram najprostszą drogę
mój znak i motto
être et durer
to być i trwać
tłum. z angielskiego: Katarzyna Wywiał
 
 


[1]    w Unii Europejskiej 23 języki mają status urzędowych
[2]    EUNIC - European Union of National Institutes of Culture - zrzesza także Wydział Kulturalny Polskiej Ambasady w Brukseli; działa też w Warszawie i w Krakowie. Tutaj odnośnik do akcji Transpoesie:
      http://www.eunic-brussels.eu/asp/dyn/detailed_1.asp?lang=en&dyndoc_id=102&trsldoc_id=
[3]    Warto wymienić tutaj eksperymenty np. Kennetha Kocha z tzw. szkoły nowojorskiej, współpiszącego wiersze z dziećmi podczas warsztatów
[4]    parkur - tor przeszkód rozumiany jako przestrzeń miejska typu schody, mury, poręcze; pokonuje go zawodnik zwany traceur
 
 
 
 

Dodaj do:

Wykop    Facebook    Deli.cio.us
 



^ do góry