Pekiński Uniwersytet Języków Obcych mieści się poza ścisłym centrum miasta. Żeby wejść do środka nasi przewodnicy muszą pokazać przepustkę. Uniwersytetu strzeże chińska policja, która zresztą jest niemal na każdym rogu, w przejściach podziemnych, w metrze.
Przez pierwsze kilka dni nas to niepokoi. Ale pierwsze kontakty z chińskimi policjantami rozwiewają nasze obawy. Okazują się przyjaźni, nastawieni wręcz na pomoc zagubionym, zdezorientowanym cudzoziemcom.- Dzięki policji jest tu naprawdę bezpiecznie - mówi nam Jagna Malejka – ekspert zatrudniony przez pekiński uniwersytet. Mieszka i pracuje w Pekinie od czterech lat. W końcu sami zaczynamy to rozumieć, kiedy włóczymy się ze Zbyszkiem Milewskim późną nocą po Pekinie. Rzeczywiście jest bezpiecznie i to nie tylko w reprezentacyjnych dzielnicach. Taki sam spacer rzucającym się w oczy obcokrajowcom zdecydowanie odradzamy w Warszawie.
Przed budynkiem uniwersyteckim wielkie napisy na czerwonym tle. Kolor czerwony jest w Chinach kolorem szczęśliwym, dlatego jest obecny w wielu miejscach, reklamach, ozdobach. Na drugim piętrze budynku europeistyki znajdujemy drzwi z tabliczką „Katedra języka polskiego”. Na progu wita nas profesor Zhao Gang, dziekan polonistyki, młody, trzydziestoparoletni, wysoki Chińczyk mówiący najczystszą polszczyzną. W środku, trudno znaleźć miejsce, by usiąść, wszędzie książki. Na ścianie wisi mapa Polski, dopiero po chwili zauważamy, że wszystkie nazwy geograficzne zapisane są chińskimi znakami.
Profesor Zhao Gang opowiada z satysfakcją o swoich studentach. My też nie możemy się nachwalić naszą tłumaczką, magistrantką Ju Shan (Julitą), która towarzyszy nam od przylotu do Pekinu, nie tylko pośrednicząc w rozmowach z Chińczykami, ale także wyjaśniając nam niuanse chińskiej kultury i sposobu życia. Wszyscy studenci mają polskie imiona, profesor Zhao Gang jeszcze w czasach studenckich został Karolem. Polonistyka w Pekinie istnieje od lat 50-tych ubiegłego wieku. Z roku na rok przyjmuje coraz więcej studentów, bo też absolwenci polonistyki nie mają problemów ze znalezieniem dobrze płatnej pracy. W końcu Chiny są najważniejszych partnerem gospodarczym Polski w Azji. Już po licencjacie (studia licencjackie trwają 4 lata) młodzi chińscy poloniści mogą liczyć na pracę. Ci, którzy zostają na dwuletnich studiach magisterskich, staną się prawdziwymi ekspertami. O zainteresowaniu młodych Chińczyków językiem polskim niech świadczy fakt, że od października uniwersytet w Harbinie uruchamia zupełnie nową polonistykę.
Nasi gospodarze z wielką dumą pokazują nam przekłady: „Pana Tadeusza”, „Ogniem i mieczem”, wiersze Zbigniewa Herberta. Te książki, to nie akademickie skrypty, to tytuły, które trafiły do chińskich księgarń i są w ciągłej sprzedaży. Profesor Yi Lijun, sława pekińskiej polonistyki przetłumaczyła prawie cały kanon klasycznej literatury polskiej z Reymontem i Sienkiewiczem na czele. Niestety nie mogliśmy się z nią spotkać, bo właśnie pojechała na konferencję polonistów do... Polski. Ambasador Rzeczypospolitej Polskiej w Chinach Krzysztof Szumski, z którym spotkamy się kilka dni później, podkreślał wielką rolę jaką odgrywa współpraca z pekińską polonistyką. Jej studenci to nie tylko biegli użytkownicy języka polskiego, ale także ludzie rozumiejący polską kulturę i mentalność, przekazujący wiedzę o Polsce i Polakach chińskiej społeczności. W dniu naszego wyjazdu z Pekinu ambasada zapraszała studentów i kadrę nauczycielską pekińskiej polonistyki na pokaz filmu „Katyń”. Ambasador Krzysztof Szumski miał też swój udział w zorganizowaniu okolicznościowego wydania poezji Zbigniewa Herberta przełożonej na język chiński.
Po oficjalnych rozmowach czas na krótki spacer. Zwiedzamy kompleks budynków europeistyki. W zamkniętym kwartale mieści się wszystko, co może być studentom potrzebne: akademiki, park z altaną w kształcie pagody (gdzie robimy sobie pamiątkowe zdjęcia z gospodarzami), boiska sportowe, biblioteka wydziałowa. Naprzeciwko europeistyki znajduje się elegancka restauracja w której, w pokoju dla zjemy razem uroczystą kolację złożoną z... dwudziestu kilku dań! Oczywiście kelnerki podają nam pałeczki. Pierwsze próby nie wypadają zachęcająco. Na szczęście kelnerzy przynoszą nam noże i widelce. Pani Jagna Malejka zachęca, żeby poćwiczyć jedzenie pałeczkami – podobno w ciągu tygodnia można dojść do wprawy. Biorę to sobie do serca i odkładam widelec na najbliższych kilka dni. Najpierw męczę się niesamowicie, ale już po paru dniach podnoszę pałeczkami nawet śliską meduzę w sosie sojowym. Ale to już zupełnie inna historia...
Autorem zdjęć (za wyjątkiem fot. pamiątkowej) jest Zbigniew Milewski. Pamiątkowe zdjęcie od lewej: stoją prof. Zhao Gang, Zbigniew Milewski; siedzą: Zdzisława Kaczmarek, Lidia Żukowska, Ju Shan (Julita), Ola, Miłosz Kamil Manasterski.
Miłosz Kamil Manasterski - poeta, redaktor naczelny portalu Związku Literatów Polskich, w czerwcu br. odwiedził Chiny na zaproszenie China Writers' Association. W delegacji ZLP uczestniczył wraz z Lidią Żukowska, Zdzisławą Kaczmarek i Zbigniewem Milewskim.









