Spragniona słowiańskości, zarezerwowałam miejsce na widowni dużo wcześniej. Była do dobra decyzja, bo sala wypełniła się po brzegi, i to chyba nie dlatego, że audytorium liczyło na degustację wybornych słoweńskich win. Ja przyszłam do Passa Porty szukać miejsc wspólnych Słowenii i Polski i usłyszeć być może cząstkę odpowiedzi na pytanie, czy "środkowoeuropejskość", którą oba narody odbierają jako swoiste naznaczenie, może być również atutem czy uniwersalnym tworzywem literackim.
Głównym organizatorem spotkania była Ambasada Republiki Słowenii w Brukseli. Obecna była Jej Ekscelencja Ambasador Słowenii Anita Pipan, która spotkania otworzyła w języku angielskim i słoweńskim. Główną część spotkania prowadził po angielsku Pavel Ocepek, wykładowca Uniwersytetu Gandawskiego. Na sali znajdowali się głównie Słoweńcy; pisarz zażartował, że czuje się niezręcznie zwracając się do swoich rodaków w języku obcym. Nie da się jednak ukryć, że dzięki temu rozwiązaniu grono słuchaczy mogło powiększyć się o takich uczestników jak ja - znających literaturę słoweńską jedynie z przekładów.
Oto streszczenie najważniejszych punktów tego ciekawego wieczoru.
Pisarz odczytał fragment swojej "Zorzy polarnej" w oryginale. Obecni na spotkaniu mogli śledzić tekst w wersji francuskiej, niderlandzkiej lub angielskiej - każdy otrzymał bowiem tłumaczenie.
Pierwsze pytanie skupiło się właśnie na kwestiach językowych, a mianowicie - jak to jest być pisarzem tworzącym w języku małego narodu, w języku, którego używa - według najbardziej optymistycznych szacunków - zaledwie 2,5 miliona użytkowników.
Drago Jančar okazał się być dobrej myśli; większość jego książek doczekała się przecież przekładów na "duże" języki, a zatem dotarła do szerszego grona odbiorców. Jednocześnie wyraził swój sceptycyzm dotyczący trwałości dzieł literackich: książki w formie papierowej szybko ulegają zniszczeniu, a choć książki w formie cyfrowej wydają się być trwalsze, nie mamy pewności co do tego, jak długo będą funkcjonować. Pisarz skomentował to biblijnym cytatem "z prochu powstałeś i w proch się obrócisz" oraz cytatem z Oskara Wilde'a "sztuka jest bezużyteczna". W gruncie rzeczy, bez względu na język, w którym tworzy pisarz, liczy się wyłącznie wybrany temat. Jančar wyraził w gruncie rzeczy optymistyczny pogląd, iż współczesny świat skurczył się i nie jest już podzielony, co sprzyja propagacji literatury; pisarze świadomie wykorzystujący możliwości coraz częściej sami dbają o dobór tłumacza i wybór wydawnictwa mającego promować ich dzieło za granicą. Wartość każdego, choćby i liczebnie mało znaczącego języka, polega na zwiększaniu różnorodności. Język małego narodu nie jest nigdy z definicji prowincjonalny, ponieważ prowincjonalny może być jedynie strach przed samym sobą i własnym potencjałem. Technicznie rzecz biorąc, pisanie w języku słoweńskim sprowadza się do wykorzystywania możliwości, jakie daje 25 liter słoweńskiego alfabetu. Dzięki swym umiejętnościom pisarz może za pomocą tych 25 liter wyrazić dowolne treści.
Następne pytanie dotyczyło pesymistycznej wizji Historii jako ciągu cierpień człowieka będącego nieustannie ofiarą agresji i represji. Drago Jančar w odpowiedzi przedstawił pogląd, według którego zbiorowość i człowiek muszą współistnieć, zaś historia nigdy nie stanowi próżni. Człowiek niezmiennie pragnie wolności; pragnie też zachować godność. Natomiast ideologie XX wieku, w tym samozwańczy dwudziestowieczni "wyzwoliciele" zdołali dokonać wielu zniszczeń, a Historia trafiła pod strzechy: wielokrotnie wojna dotykała zwykłego człowieka. To właśnie, a zatem indywidualne doświadczenie Historii, według Drago Jančara, stanowi substancję literatury. - Nie jestem pesymistą - wyjaśnił słoweński pisarz. - Opisuję po prostu życie. Podsumowując wątek, pisarz stwierdził, że obecne stulecie pozwala mieć większą nadzieję na przyszłość.
Kolejne pytanie Pavla Ocepka dotyczyło tematyki, jaką pisarz zajął się w swoich ostatnich powieściach, czyli drugiej wojny światowej oraz wojny domowej w Jugosławii. Drago Jančar wyraził pogląd, wedle którego czas, jaki upłynął od tych wydarzeń pozwala obecnie na ich obiektywny opis; wcześniejsze próby obciążone były stronniczością. Pisarz stwierdził, że jego wkładem twórczość o tematyce obu wojen było przyjęcie indywidualnej perspektywy.
Odpowiadając na pytanie o znaczenie dramatu w jego twórczości, Jančar podkreślił, że w odróżnieniu od subiektywnej powieści dramat jest doświadczeniem o charakterze zbiorowym. Swoje własne utwory pisane dla teatru określił jako typowo polityczne sztuki przepełnione duchem czasu, w jakim powstawały. (Tu warto dodać, że jugosłowiańska cenzura niezezwalająca pisarzowi na publikację powieści i opowiadań, była łaskawsza w stosunku do dramatów). Popularność sztuk Jančara w latach 80. ilustruje liczba teatrów jugosłowiańskich, które je wystawiały: było ich 12. -Tęsknię za Jugosławią - zażartował gość wieczoru. - W Słowenii nie ma dziś nawet tylu teatrów.
Komentując uwagę dotyczącą zaniku "wielkich opowieści" w teatrze - mają je zastępować historie outsiderów, instalacje multimedialne oraz adaptacje literatury - Jančar stwierdził, że obserwuje przesunięcie zainteresowania w stronę "małych opowieści", czyli po prostu zwykłego życia, co ma być efektem "fragmentaryzacji świata" postępującej wraz ze zjawiskiem globalizacji. Oznacza to zmierzch historii szekspirowskich; ostatnią tego rodzaju historią miała być, według Jančara, egzekucja tyrana Rumunii, Nicolae Ceauşescu, którą mieszkańcy bloku wschodniego śledzili z przejęciem na ekranach telewizorów.
Na pytanie o recepcję i oddziaływanie swojej oryginalnej, ironicznej eseistyki, Jančar stwierdził zdecydowanie, iż jego głos nie jest dostatecznie słyszany, lecz z drugiej strony - pisząc, nie stara się przewidzieć reakcji czytelników. Reakcja ta następuje szybko, jeśli publikacja dotyczy tematów aktualnych czy drażliwych, np. polityki; redakcja zostaje wówczas zalana listami czytelników gazety. Jednak zamieszanie wywoływane swoimi tekstami pisarz cenił bardziej w młodości niż obecnie.
Kolejne pytanie zawierało prośbę o porównanie człowieka XVII-wiecznego i współczesnego (Jančar jest bowiem także autorem książek historycznych). Pisarz w odpowiedzi stwierdził, że z pewnością nie zmieniły się ludzkie namiętności i lęki. Nie jesteśmy dziś jego zdaniem lepsi, lecz lepiej maskujemy się i kłamiemy. - Niebo nad nami jest teraz puste. - dodał Jančar.
Jedno z ciekawszych, także z polskiej (i mojej, osobistej) perspektywy pytań tego wieczoru dotyczyło wagi lat 80. ubiegłego stulecia oraz znaczenia zmian, które rozpoczęły się właśnie wtedy, aby doprowadzić do erozji systemu komunistycznego. - To była radosny czas, pełen dyskusji, debat, protestów, zmian, ruchu. Mało się spało, trochę się piło. - żartował Jančar, który był zaledwie dekadę wcześniej więźniem politycznym. Lata 80. przeszły jednak do historii; można ubolewać, że dla współczesnych studentów są one odległą epoką, której nie rozumieją. - Współczesne czasy są nudne. - zakończył swoją odpowiedź człowiek, którego trudno posądzać o tęsknotę za komunizmem.
Zapytany o różnice między socjalizmem w wydaniu jugosłowiańskim a socjalizmem panującym w innych państwach bloku, Jančar bez wahania przyznał, że w Jugosławii system był znacznie łagodniejszy. Pomijając swobodę przemieszczania się wynikającą z otwartych granic, Jugosłowianie mieli na bieżąco dostęp do tłumaczeń literatury w innych krajach zakazanej, zaś życie kulturalne kwitło. Porównując swoją sytuację z położeniem mieszkańców innych krajów socjalistycznych oraz z życiem obywateli krajów kapitalistycznych, odnajdywali się - chyba nie bez poczucia winy - gdzieś pośrodku. Należy jednak pamiętać, że wiele z wolności, jakimi cieszyli się Jugosłowianie, miało charakter pozorny. Dużą aktywność - według Jančara - wykazywała tajna policja.
Kolejne ważne pytanie tego wieczoru dotyczyło wkładu, jaki Europa Środkowa może wnieść w tworzenie wspólnej Europy.
Otóż Jančar postrzega zjednoczoną Europę jako twór pełen nierówności i podziałów, co wynika z odmiennych doświadczeń historycznych tworzących go krajów. Trudne warunki, w jakich przyszło żyć mieszkańcom krajów Europy Środkowej, paradoksalnie doprowadziły do narodzin solidarności międzyludzkiej. Stąd również ich gotowość do walki o wolność. Dziedzictwo Europy Środkowej jest - według słów Jančara - istotne przez swoją odrębność i wkład w europejską różnorodność. Aby nastąpiła pełna integracja, Zachód musi zrozumieć wagę tego dziedzictwa.
A czym w ogóle jest Europa Środkowa? - Nie ma już Europy Środkowej - odpowiada Jančar. Według pisarza pojęcie to ma głównie wydźwięk historyczny. To kraje, które połączył wspólny, dramatyczny los naznaczony wojnami. Mimo że nie istnieje już w sensie politycznym, tworzące ją kraje pozostają oczywiście sąsiadami.
Zapytany o odrodzenie idei zbiorowej duszy wewnątrz zjednoczonej Europy, o której mówił Jacques Delors, Drago Jančar zdecydowanie wskazał na aspekt kulturowy, nie zaś ekonomiczny, jako wspólny mianownik mający integrować Europę. W ten sposób odniósł się krytycznie do niedawnego berlińskiego wystąpienia "prezydenta Europy" Hermana Van Rompuya, kładącego nacisk na wymiar ekonomiczny członkostwa w Unii.
W odpowiedzi na klasyczne - i naturalnie bardzo ogólne - pytanie o znaczenie pisarza i literatury we współczesnym świecie, Jančar odrzekł, że to, co głębokie i piękne, ma szansę mimo wszystko przetrwać. - Nie wszystko zginie. Jest nadzieja. Stanowimy ogniwo między przeszłością i przyszłością - zakończył odpowiedź.
Ostatnie pytanie sesji zabrzmiało dramatycznie. - Jak żyć w epoce konsumpcjonizmu? Czy rzeczywiście jest jeszcze przyszłość [dla intelektualistów]?
Pisarz podtrzymał optymistyczny ton, jaki zabrzmiał wyraźnie w jego poprzedniej odpowiedzi. Jego rada brzmi: nie zapominajmy o przeszłości, połączmy ją z przyszłością. Oczywiście naiwnością byłoby oczekiwać, że nie popełnimy ponownie starych błędów. - Co ma być, to będzie. - spuentował Jančar.
Po serii pytań zadawanych przez Pavla Ocepka do dyskusji zaproszono publiczność. Padły tu pytania dotyczące głównie relacji Słowenia - Unia Europejska. Komentując kwestię nieistniejącej literatury europejskiej i braku wspólnego mianownika, wokół którego mogłaby się ona kształtować, Drago Jančar ostrzegł przed pokusą postrzegania narodów przez pryzmat stereotypów. Przykładem takiego uproszczonego odbioru literatury słoweńskiej jest - według pisarza - nadawanie jej etykietki "melancholijności" ("hrepenenje" - "tęsknota").
Po zakończeniu głównej części wieczoru, gdy podawano białe i czerwone słoweńskie wino, pozwoliłam sobie zadać pisarzowi kilka pytań jako przedstawicielka innego "małego narodu". Wyraźnie rozluźniony Jančar zacytował początek naszego hymnu państwowego. - Nadal będę pisał artykuły do polskich gazet, a wydawnictwo "Pogranicze" przygotowuje kolejny przekład mojej książki - zapewnił mnie. - Jestem przyjacielem Adama Michnika. byłem przy narodzinach "Gazety Wyborczej"- podkreślił swoje związki z Polską, kiedy poddałam w wątpliwość intensywność wymiany kulturalnej między naszymi krajami.
Idąc w ten chłodny wieczór do metra po tętniących życiem uliczkach centrum Brukseli zadałam sobie pytanie, czy rzeczywiście reprezentuję "mały naród", a jeśli tak, na czym ta małość polega. Polska, z 38 milionami mieszkańców, jest krajem potencjalnie przewyższającym dwumilionową Słowenię pod każdym względem, o nieporównanie dłuższej historii państwowości. Współcześnie oba kraje łączy status państw nowej Europy, co w jakimś stopniu je stygmatyzuje i skazuje na walkę o to, by zaistnieć w przestrzeni kulturalnej Unii. Mam jednak wrażenie, że Słowenia ma tu większe sukcesy (choć przecież mniejszy potencjał i środki). Tak, wolałabym spędzić ten wieczór słuchając polskiego autora. Nie, raczej nieprędko będę rezerwowała miejsce na widowni.
Bruksela, 21.11.2010 r.




