Rozmowa z Zakiem Tellem, liderem szwedzkiego zespołu Clawfinger, który drugi raz z rzędu koncertował na Dużej Scenie Przystanku Woodstock i ponownie dał jeden z najlepszych koncertów.K.G.: Grałeś już na Woodstocku w zeszłym roku. Czy coś podoba Ci się szczególnie w tym wydarzeniu muzycznym?
Z.T.: Cóż, po pierwsze jest to fantastyczny festiwal, choćby z względu na jego ogrom. To czyste szaleństwo. Drugą zachwycającą rzeczą jest fakt, że organizowany jest przede wszystkim dla wolontariuszy, którzy zbierali pieniądze na lekarstwa i koszty leczenia dla chorych dzieci. Nie ma nic lepszego na świecie niż miłość i szacunek – to tyle.
K.G.: Możemy przeczytać, że uprawiacie takie gatunki muzyczne jak: metal, nu metal czy industrial rap. Najwidoczniej trudno jakoś zaklasyfikować Waszą rozległą aktywność artystyczną. Jak nazwiecie muzykę, którą tworzycie?
Z.T.: Cóż, nigdy nie dbaliśmy o kwalifikowanie jej do jakiegoś gatunku. Po prostu gramy muzykę mocnego uderzenia, uczciwą muzykę z serca, pomieszane rytmy i fragmenty wszystkiego, co uznamy za interesujące. To, jak nazywają to ludzie, nie wychodzi właściwie od nas. Zwyczajnie dziennikarze muszą nadać jakąś nomenklaturę, żeby dać obraz tego, czym się zajmujemy, aby jakoś uzmysłowić nasze brzmienie czytelnikom.
K.G.: Czy kiedy tworzycie muzykę staracie się kogoś naśladować?
Z.T.: Nie, idziemy jedynie za głosem serca, ale oczywiście podczas pisania piosenek inspirują nas różni muzycy z przeszłości i teraźniejszości. Każdy członek zespołu ma swoje ulubione dźwięki, grupy muzyczne i pomysły na to, jak piosenka powinna brzmieć. To tylko kwestia zsynchronizowania wszystkich tych pomysłów w jedno tak, by utwór mógł być tak dobry, jak to tylko możliwe.
K.G.: Jakiego rodzaju muzyki słuchasz w domu?
Z.T.: Różnej. Muzyka jest moją pierwszą i ostatnią miłością. Obecnie jedną z moich ulubionych grup jest TV, ale mam ich wiele. Zbyt wiele, by wszystkie wymieniać. Choćby wszystko w typie Boba Marleya, Johna Zorna, Franka Zappy, Dead Kennedys, przez Barkmarket, Dana Awerbacha, Vetiver, Super Furry Animals, aż do Public Enemy. Lista jest jeszcze długa.
K.G.: Jaki jest Twój stosunek do muzyki? Czy możliwe jest, byś odłożył swoją wiedzę muzyczną i słuchał czegoś tylko po to, by się zrelaksować?
Z.T.: Tak, uważam siebie bardziej za człowieka kochającego muzykę, niż za muzyka, wiec absolutnie nie stanowi dla mnie problemu, by zwyczajnie wycofać się i delektować albumem. Muszę przecież funkcjonować jak normalny człowiek. Nie jestem w zasadzie pewny, czy mam aż tak wielką wiedzę muzyczną. Bardziej kieruję się tym, co podpowiada mi serce, które mówi, co jest dobre, a co nie, kiedy tworzę. Cieszę się, że koledzy z zespołu to akceptują.
K.G.: Jakie są Twoje plany na najbliższą przyszłość. Masz jakieś muzyczne marzenia?
Z.T.: W najbliższej przyszłości zacznę 10 sierpnia znowu pracę w szkole, kilka tygodni później - kurs na instruktora rozrywki i wypoczynku dla dzieci. Oprócz tego mam nadzieję, że znajdziemy trochę czasu, by kontynuować muzyczną podróż, ale jak na razie musimy zwyczajnie zapłacić nasze rachunki, a muzyka już tego za nas nie robi. Oczywiście marzeniem jest zostanie bogatym i sławnym, ale to raczej nieprędko się spełni. Trudno jest teraz takim zespołom jak nasz utrzymywać się z samego grania, ale czas pokaże. Jedynym planem jaki mamy, jest nagranie na naszą dwudziestą rocznicę Deaf Dumb Blind i zaproszenie przy tym do współpracy naszych muzycznych przyjaciół, co sprawi, że będzie to bardzo specjalna i ekskluzywna wersja tego klasycznego już albumu.
K.G.: Powiedz, jak wygląda Twój zwykły dzień. Każdego poranka wychodzisz z domu, kupujesz chleb, bułki i gazetę, zajmujesz się dziećmi a wieczorem idziesz do kina z bliską osobą? Masz czas na takie rzeczy?
Z.T.: Cóż, codzienność jest dość nudna. Budzę syna, robię mu śniadanie, zabieram go i przy okazji siebie do szkoły na 8.15, pracuję do 16.30, wracam do domu, robię obiad, kładę synka spać około 19.00 – 20.00, a potem spędzam trochę czasu przed komputerem oglądając filmy, odpowiadając na maile, pisząc bloga. Kładąc się spać około północy… Ekscytujące. <uśmiech>.
K.G.: Który zespół metalowy uznałbyś obecnie za najlepszy?
Z.T.: Nie mam pojęcia. Nie słucham współczesnego metalu. Nie mam kontaktu z młoda sceną. Lubię stare zespoły takie jak Helmet, Barkmarket, Faith No More, Alice In Chains, Skindred, SOAD, Soundgarden, Pantera, czy Meshuggah. Pytasz nie tę osobę, co trzeba.
K.G.: Czy jest jakiś polski zespół, który byś znał i doceniał?
Z.T.: Niestety, przykro mi to mówić, ale żaden z polskich zespołów jakoś bardzo mi się nie podoba. Znam oczywiście Vadera i Acid Drinkers, ale to tyle. Bije się w pierś. <uśmiech>.
K.G.: Czy jest jakiś polski zespół, który byś znał i doceniał?
Z.T.: Niestety, przykro mi to mówić, ale żaden z polskich zespołów jakoś bardzo mi się nie podoba. Znam oczywiście Vadera i Acid Drinkers, ale to tyle. Bije się w pierś. <uśmiech>.
Rozmawiał: Karol Graczyk.
Clawfinger – szwedzki zespół grający rap metal i nu metal. Założony został w 1989 przez Zaka Tella i Jockego Skoga, którzy pracowali razem w szpitalu w Sztokholmie. W roku 2008 oraz 2009 zespół zagrał na dużej scenie na Przystanku Woodstock w Kostrzynie, Laureat Złotego Bączka. Dzięki tej wygranej mógł ponownie wystąpić na festiwalu.Foto: userserve-ak.last.fm



